Kiedy książka ukazała się na rynku literackim robiła dość wielkie echo w sieci. Ochów i achów nie brakowało, dlatego też zdecydowałam się sięgnąć po tę pozycję. Czy zatem piękna okładka ma równie piękną treść? Czy dwójka autorów była w stanie stworzyć interesującą historię?
Kocham pisać listy od zawsze, zresztą do dzisiaj je piszę. Dlatego myślałam, że książka przeniesie mnie w piękne wspomnienia, chwile zapomnienia odkrywane na łamach zapisanych kartek. Niestety tak się nie stało.
Zdarzyło mi się już czytać książkę napisaną w duecie, jednak zawsze były to duety damskie. Pierwszy raz czytam damsko-męski. I jak w przypadku tych pierwszych ciężko było mi rozróżnić kto pisał w danym momencie, tak tutaj jest to widoczne gołym okiem. Lidia Liszewska pisze delikatnie i subtelnie, natomiast Robert Kornacki pisze w sposób prostacki, czasem wręcz chamski. Zdecydowanie mi to nie współgrało. A przez to męczyłam się z przeczytaniem tej książki.
"Oboje jak na komendę spojrzeli w stronę stolika, przy którym dzięki zagubionemu listowi zaczęła się ich historia. Dziś był zajęty przez zapatrzonych w siebie nastolatków. Na pierwszy rzut oka widać było, że kwitnie tam wielka miłość."
Kosma to mężczyzna, który odpycha swoją osobą już na pierwszy rzut oka. Zwykły kobieciarz, który nie boi się chwalić swoimi zdobyczami. Wybaczcie, ale ja bym nie chciała takiego faceta, który bez skrupułów zdradza swoją żonę na prawo i lewo. Jak tutaj można się nim zachwycać? To, że mężczyzna jest przystojny nie oznacza jeszcze, że jego wnętrze jest doskonałe. Mnie on irytował i denerwował przez większość powieści.
Matylda to kobieta, która jest spokojna i bije od niej sympatia. Jest rozczarowana swoim mężem, który ją zdradza. Było mi jej żal i nawet ją polubiłam.
Pomysł na fabułę moim zdaniem średnio udany. Kiedy sięgałam po tę powieść liczyłam, że dostanę przepiękną historię miłości zawartą w listach. Owszem, listy były, ale tej historii zabrakło tego czegoś, żeby mogła porwać moje serce. Podchody bohaterów to trochę jak z życia nastolatków, tak to mi się jakoś skojarzyło. Nie odczuwałam tutaj emocji podczas czytania, natomiast okropnie się męczyłam. Cóż, nie każda książka jest dla każdego czytelnika. O gustach się nie dyskutuje.
"Napisz do mnie" to debiut, który nie zrobił na mnie jakiegoś większego wrażenia. Subtelność i delikatność autorki miesza się z prostactwem i chamstwem autora, dla mnie to się nie trzyma całości. Męczyłam się czytając tę powieść, w której zabrakło jakiegoś ognia, porywu mojego serca. Takie są moje odczucia, być może Twoje będą inne?
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: 2018-02-28
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 544
Dodał/a opinię:
Grażyna Wróbel