Okładka książki - Nasze miejsce, nasz czas

Nasze miejsce, nasz czas


Ocena: 5.57 (7 głosów)
opis

ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗭𝗿𝗮𝗻𝗶𝗼𝗻𝗲 𝘀𝗲𝗿𝗰𝗮


Z utęsknieniem czekałam na finał uwielbianej przeze mnie, bestsellerowej sagi Wioletty Sawickiej 𝑂𝑝𝑜𝑤𝑖𝑒ść 𝑤𝑎𝑟𝑚𝑖ń𝑠𝑘𝑎. 𝑁𝑎𝑠𝑧𝑒 𝑚𝑖𝑒𝑗𝑠𝑐𝑒, 𝑛𝑎𝑠𝑧 𝑐𝑧𝑎𝑠 zamyka historię o miłości, przyjaźni, tęsknocie i sile nadziei, a jednocześnie przynosi łzy zarówno z powodu końca tej wspaniałej opowieści, jak i tragicznych losów niektórych bohaterów. Towarzyszyłam im od samego początku, od Klątwy Langerów, która ukazała się ponad dwa lata temu, i od pierwszych stron oczarowywał mnie styl autorki oraz jej niezwykła znajomość Warmii. Saga zachwyca świetnie wykreowanymi postaciami, które wydają się żyć tu i teraz, na wyciągnięcie ręki. Doskonale odwzorowane konflikty między Polakami a Niemcami, dramatyczne podziały w rodzinach i społeczeństwie, uczucia nienawiści i pogardy, ale też szczera pomoc sąsiadów w trudnych chwilach wszystko to sprawiło, że opowieść wywołała we mnie ogromne emocje. Radości i małe sukcesy Langerów przynosiły uśmiech, a nagłe tragedie wyciskały łzy. Z zapartym tchem śledziłam losy dumnych Warmiaków, chłonęłam przepiękne opisy przyrody i cieszyłam się niezwykłym ciepłem bijącym z tej historii. Nasze miejsce, nasz czas to powieść, która pachnie Warmią, jej lasami, polami, ciszą i spokojem. To opowieść o korzeniach, o pamięci i o tym, że prawdziwy dom zawsze jest tam, gdzie są nasi bliscy i gdzie nosimy ich w sercu. Ciepła, mądra i wzruszająca, pozostawiła we mnie intensywne refleksje o tym, co w życiu naprawdę się liczy.

𝐾𝑖𝑒𝑑𝑦 𝑐𝑎ł𝑦 𝑡𝑤ó𝑗 ś𝑤𝑖𝑎𝑡 𝑧𝑎𝑚𝑦𝑘𝑎ł 𝑠𝑖ę 𝑤 𝑗𝑒𝑑𝑛𝑦𝑚 𝑐𝑧ł𝑜𝑤𝑖𝑒𝑘𝑢, 𝑎 𝑝𝑜𝑡𝑒𝑚 𝑔𝑜 𝑠𝑡𝑟𝑎𝑐𝑖𝑠𝑧 𝑖 𝑤𝑟𝑎𝑧 𝑧 𝑛𝑖𝑚 𝑝𝑟𝑧𝑒𝑝𝑎𝑑𝑎 𝑤𝑠𝑧𝑦𝑠𝑡𝑘𝑜, 𝑤 𝑐𝑜 𝑡𝑎𝑘 𝑤𝑖𝑒𝑟𝑧𝑦ł𝑎ś, 𝑤𝑡𝑒𝑑𝑦 𝑛𝑖𝑐 𝑗𝑢ż 𝑛𝑖𝑒 𝑏ę𝑑𝑧𝑖𝑒 𝑡𝑎𝑘𝑖𝑒 𝑠𝑎𝑚𝑜.

Lizce po mężu została tylko kartka. Ostatni list, który do niej napisał, zanim pożegnał się z życiem. Niedługo miną dwa lata, odkąd Franz nie żyje, a ona wciąż na nowo czyta ten list, te ostatnie słowa Franza. Wciąż nie potrafi do końca się z tym pogodzić, ani mu wybaczyć, ani tym bardziej zapomnieć. Po dawnych marzeniach i wielkiej miłości została jej tylko ta kartka. Wciąż za nim tęskni, ale za tym, kim był, zanim stał się zbrodniarzem i alkoholikiem. Tamto już nie wróci, teraz jest jej miejsce i jej czas, innego już mieć nie będzie.

Gustaw wciąż słyszy smutek w jej głosie i widzi go w jej oczach. Doskonale wie, że Lizka wciąż tęskni za Franzem. Obawia się, że jest dla niej jedynie opcją, substytutem, choć ona temu zaprzecza. Stwierdza, że to ponura przeszłość, która wciąż wlecze się za nimi i jeszcze długo tak będzie. Franz zawsze będzie częścią jej życia. Fizycznie przy niej jest Gustaw, ale do swojego serca zaledwie uchyliła mu drzwi. Dzieli z nim łóżko, przyjęła pierścionek, oglądała z nim dom, ale czy ona kocha go tak samo, jak on ją? Musi mu to w końcu powiedzieć i wyjść za niego za mąż, choćby zaraz.

Wszystkich dziwiło zachowanie Bogny, która stawała się coraz bardziej rozdrażniona, a stare widma wciąż dawały o sobie znać. Przypadkowe spotkanie Gundrum, oprawczyni z obozu, w sklepie z biżuterią pogorszyło sprawę. Wspomnienie tamtej podążało za Bogną jak ponury cień. Ile by dała, by oczyścić swoją duszę, zedrzeć wszystkie uśpione upiory niczym tapetę ze ścian, aż do gołej krwi, i raz na zawsze się ich pozbyć. Tylko Lizka wiedziała, kogo spotkała, bo nikt oprócz przyjaciółki nie znał jej tajemnicy z Ravensbrück, nawet mąż, gdyż zakopała ją głęboko w sobie. Nie potrafiła mu wyznać czegoś, co w niej samej budziło odrazę. To była tamta esesmanka Gundrum, nie miało znaczenia, że teraz nosiła imię Gertruda. Tamta również ją rozpoznała, widziała to po strachu w jej oczach. Zmiana imienia nie sprawiła, że Bogna zapomniała, iż była zabawką w ręku tamtej. Jak mogła mu o tym powiedzieć, skoro byli już pięć lat po ślubie?

Teraz Bogna miała wrażenie, że mąż kogoś ma, bo oddalił się od niej. Zamiast szczerze z nim o tym porozmawiać, pogrążała się w koszmarze obozowych wspomnień. Myślała, że tamto ma już dawno za sobą, ale wystarczyło, że spotkała Gundrum, i wszystko do niej wróciło. Nadszedł czas, by zaufać Jensenowi i powiedzieć mu wszystko, nie zatajając niczego. Pamięć doświadczonej traumy jest równie bolesna, co sama trauma. Blokuje się ją i nie chce nikomu opowiadać, aby zapomnieć o wszystkim, co się wydarzyło. Ludzie pragną zachłysnąć się nowym życiem, ale tamto pozostaje w nich aż do śmierci. Wydaje się, że nie trzeba budzić upiorów, a one i tak nie śpią, tylko przyczaiły się, aby pojawić się w najmniej spodziewanym momencie. […] 𝑛𝑖𝑒 𝑚𝑜ż𝑛𝑎 𝑢𝑐𝑖𝑒𝑐 𝑜𝑑 𝑝𝑟𝑧𝑒𝑠𝑧ł𝑜ś𝑐𝑖, 𝑡𝑦𝑙𝑘𝑜 𝑡𝑟𝑧𝑒𝑏𝑎 𝑛𝑎𝑢𝑐𝑧𝑦ć 𝑠𝑖ę 𝑧 𝑛𝑖ą ż𝑦ć.

W Bartągu panują PRL-owskie porządki. Wyczekiwana wolność przyniosła jedynie nowe zgryzoty. Rolnicy są nękani podatkami i udręczeni obowiązkiem dodatkowych dostaw dla państwa, których z roku na rok przybywa. Nie było już komu pracować na roli, wiele gruntów leżało odłogiem. Jan Langer coraz dotkliwiej odczuwał skutki panującej rzeczywistości i coraz poważniej rozważał wyjazd z Polski do Niemiec. On, który przez lata, jeszcze przed I wojną światową, pazurami trzymał się rodzimej ziemi i czekał na Polskę, teraz pragnął stąd wyjechać, tak bardzo wszystko mu dokuczało. Osłabiło go znojne życie i rozczarowanie Polską, jaka nastała. Jedynym pocieszeniem pozostawała rodzina. To dla niej chciał wyjechać do Niemiec, choć obawiał się, że uschnie z tęsknoty za rodzinną Warmią.

Urszula tak tęskniła za tym miejscem, gdy była na zsyłce, że teraz stało się jej obce, wręcz wrogie. Żyli tu, bo nie mogli mieszkać gdzie indziej. Nie chciała Jankowi opowiadać, co ją spotkało na zsyłce, bo i tak oboje mieli dość zgryzot. Opuszczenie Bartąga wydawało się jej jedyną słuszną decyzją. Mają jeszcze syna, może dla niego warto wyjechać. Jaka przyszłość czeka go tutaj? Tacy jak Langer byli najbardziej przegrani. W Polsce byli niepożądani, a Niemcy ich nie chcieli.

Z zsyłki po dziesięciu latach wraca Zygmunt Kondracki, ale nie czuje radości. Niemcy zabrali mu rodzinę, a Ruscy młodość i zdrowie. Niemcy za polskość wysłali go do obozu, a za walkę z ruskimi NKWD skazało go na dziesięć lat w lagrze. Hanię i Leosia, uratowanych przez Lizkę, wychowuje Krystyna, która kochała oboje jak własne dzieci. Niby szuka ich rodziny, ale w duchu pragnie, by nigdy się nie odnalazła. Kondracki natomiast widzi w starej Trybunie Ludów ogłoszenie. Krystyna nie jest zadowolona, że odnalazł się ojciec dzieci, bo to ona była ich matką przez ostatnie pięć lat. Konrad jest dla nich zupełnie obcym człowiekiem, ale dzieci mają prawo i szansę, by dowiedzieć się, kim są. Czy uda im się nadrobić stracony czas? Czy Kondracki okaże się dobrym ojcem?

Jan Langer nie wyjedzie do Niemiec, bo po rozległym zawale ledwo urwał się spod kosy kostuchy. Miał na sercu bliznę nie tylko po chorobie, ale i po wszystkim, co mu odebrano albo co sam utracił. Każdy cios, każde rozstanie zostawiało w jego sercu trwały ślad. Było ono zryte zgryzotami, których doświadczał od najmłodszych lat, lecz najbardziej bolała go ukochana ziemia. Od lat, podobnie jak jego przodkowie, trzymał się jej pazurami ze wszystkich sił. Wciąż tu był i trwał, choć przegrywał, tracił to, co jego, i stawał się obcy we własnym domu. Nie poddawał się jednak. Także utrata bliskich pozostawiła ślad w jego sercu.

Dla Urszuli ważniejszy od perspektywy życia za granicą był Jan, bo z żalu po porzuceniu rodzinnych stron jego serce niemal pękło. Augusta przypomina mu, że upór Langerów to ich klątwa, zapamiętanie we wszystkim, w miłości, w nienawiści i w zawziętości. Z czasem Jan stał się na wsi bardziej znany niż niejeden polityk.

Jak szybko życie potrafi się przewartościować. Wszystkie sprawy, o które zabiegamy, awanse, pieniądze, sława, wydają się tak ważne, ale w obliczu nieuniknionego okazuje się, że to wszystko traci znaczenie, gdy choroba odbiera najbliższą osobę. Każdy chory potrzebuje wsparcia i zapewnienia, że razem możemy przez to przejść, choćby tylko na jeden dzień. Jensen zrozumiał to zbyt późno.

Taka jest kolej rzeczy. Stare pokolenie powoli przeminie, a młodzi, którzy przyjdą po nich, także przeminą, nawet nie obejrzą się kiedy, a po nich przyjdą następni. Tylko jedno nie przeminie, ziemia. Zmieniają się czasy i ludzie, lecz ten stary rytm życia, wyznaczany przez pory roku, przestrzeganie obyczajów, ten sam porządek dnia i praw natury, napełnia Jana otuchą. Wciąż jest u siebie, na swojej Warmii, gdzie przyszedł na świat i gdzie miłość do niej wyssał z mlekiem matki. I żaden ustrój, żaden system ani żadna władza tego nie zmienią.

Dziś młodzi nie chcą słuchać , ani czytać o tym, co ludzie kiedyś przeżyli, bo to zbyt straszne. Ale nie da się zamknąć uszu, oczu naprawdę. Żadna ucieczka, lukrowanie prawdy, nie zatuszuje tego, co wydarzyło się przed laty. O tym, co zrobili Niemcy, a potem Ruscy milionom bezbronnych ludzi. Podobno nienawiść niszczy tych, co nienawidzą. Jak zatem wybaczyć oprawcom, że obdarli ludzi z godności, zniszczyli ludziom, plany, młodość i zdrowie. Nie da się im tego wybaczyć, ani zapomnieć. Obozy, w których Niemcy robili wszystko aby upodlić więźniów i pokazać swoją władzę nadludzi. Doprowadzili do tego, że cierpienie innych i śmierć stały się obojętne, spowszedniały. A Rosjanie zaszkodzili Polakom podczas "wyzwalania" poprzez represje, przemoc, grabieże i brak wsparcia dla walki z Niemcami, co było częścią radzieckiej polityki podboju i zniewolenia.

Narodziny Zbyszka w piekle obozu było nadzieją. Nadzieją na życie. W miejscu, gdzie szerzyła się tylko śmierć, wszystkie więźniarki z baraku pomagały, bo te narodziny w tym miejscu były cudem. Irysek, którym wtedy podzieliła się Lizka z Bogną, urasta do rangi symbolu ludzkiego zachowania w świecie, w którym więźniowie byli zdolni zrobić dosłownie wszystko za najmniejszy kęs jedzenia. 𝐷𝑎𝑛𝑖𝑒 𝑘𝑜𝑚𝑢ś 𝑐𝑜ś, 𝑠𝑎𝑚𝑒𝑚𝑢 𝑛𝑖𝑒 𝑚𝑎𝑗ą𝑐 𝑛𝑖𝑐, 𝑡𝑜 𝑛𝑎𝑗𝑤𝑖ę𝑘𝑠𝑧𝑦 𝑑𝑎𝑟, 𝑛𝑎 𝑗𝑎𝑘𝑖 𝑚𝑜ż𝑒 𝑧𝑑𝑜𝑏𝑦ć 𝑠𝑖ę 𝑐𝑧ł𝑜𝑤𝑖𝑒𝑘 .

Dziś nastolatkowie mogą sprzeczać się z rodzicami o nieodrobione lekcje czy zbyt późne powroty do domu. Nie muszą doświadczać tego wszystkiego, co ich rówieśnicy podczas wojny. Opowiadanie młodym o tym, jak dobrze mają teraz, niewiele daje, bo żyją w zupełnie innym świecie. Są oderwani od rzeczywistości, przyklejeni do smartfonów, a internetowy świat stał się dla nich wyrocznią, w której kłamstwo goni kłamstwo. Może kiedyś docenią wspomnienia dziadków, którzy jeszcze pamiętają coś z historii, lub opowieści przekazywane przez ich rodziców. Od tamtych wydarzeń minęło już blisko dziewięćdziesiąt lat, a prawda o nich zatarła się i pokrył ją kurz zapomnienia. Młodym wydaje się to tak odległą historią, że aż niemożliwą. Akceptują, że o tym opowiadamy, ale słuchają tego z przymrużeniem oka i uśmiechem, traktując jak bajanie starych ludzi.

𝑁𝑎𝑠𝑧𝑒 𝑚𝑖𝑒𝑗𝑠𝑐𝑒, 𝑛𝑎𝑠𝑧 𝑐𝑧𝑎𝑠 to podsumowanie całości, swoiste rozliczenie. 𝐽𝑒𝑑𝑛𝑎𝑘 ż𝑦𝑐𝑖𝑒 𝑛𝑖𝑒 𝑧𝑎𝑤𝑠𝑧𝑒 𝑢𝑘ł𝑎𝑑𝑎 𝑠𝑖ę 𝑡𝑎𝑘 𝑗𝑎𝑘𝑏𝑦ś𝑚𝑦 𝑡𝑒𝑔𝑜 𝑐ℎ𝑐𝑖𝑒𝑙𝑖, 𝑖 𝑛𝑖𝑐 𝑛𝑖𝑒 𝑚𝑜ż𝑒𝑚𝑦 𝑛𝑎 𝑡𝑜 𝑝𝑜𝑟𝑎𝑑𝑧𝑖ć. Nikt z bohaterów powieści nie jest wolny od traum ani od popełnionych błędów. Każdy jakieś ma na sumieniu, z musu lub z powodu okoliczności. Zatajali potem prawdę ze strachu, wstydu albo poczucia winy. Często dopiero później uświadamiamy sobie, jaką wartość miało to, co utraciliśmy. Wcześniej tracimy właściwą perspektywę, koncentrujemy się na rzeczach błahych, a na sprawy naprawdę istotne brakuje nam czasu. Myślimy, że mamy go jeszcze dużo, nie dopuszczając myśli, że światło może zgasnąć szybciej, niż moglibyśmy przypuszczać. Ś𝑚𝑖𝑒𝑟ć 𝑗𝑒𝑠𝑡 𝑒𝑙𝑒𝑚𝑒𝑛𝑡𝑒𝑚 ż𝑦𝑐𝑖𝑎. 𝑅𝑜𝑑𝑧𝑖𝑚𝑦 𝑠𝑖ę 𝑝𝑟𝑧𝑒𝑧𝑛𝑎𝑐𝑧𝑒𝑛𝑖 𝑑𝑜 ś𝑚𝑖𝑒𝑟𝑐𝑖, 𝑗𝑒𝑑𝑛𝑎𝑘 𝑘𝑖𝑒𝑑𝑦 𝑑𝑜𝑡𝑦𝑐𝑧𝑦 𝑡𝑜 𝑘𝑜𝑔𝑜ś 𝑏𝑙𝑖𝑠𝑘𝑖𝑒𝑔𝑜, 𝑐𝑖ęż𝑘𝑜 𝑝𝑜𝑔𝑜𝑑𝑧𝑖ć 𝑠𝑖ę 𝑧 𝑝𝑟𝑎𝑤𝑎𝑚𝑖 𝑛𝑎𝑡𝑢𝑟𝑦.

Postaci stworzone przez Wiolettę Sawicką są tak autentyczne, że trudno mi było uwierzyć, iż powstały jedynie w wyobraźni autorki Ich emocje i rozmowy mają w sobie życiową prawdę, a decyzje, które podejmują, ukazują zarówno ludzkie słabości, jak i siłę. Autorka z odwagą sięga po to, co w życiu najtrudniejsze, pisze o stracie i błędach, o przebaczeniu, o miłości, która potrafi ranić, a mimo to jest niezbędna jak powietrze.

𝑁𝑎𝑠𝑧𝑒 𝑚𝑖𝑒𝑗𝑠𝑐𝑒, 𝑛𝑎𝑠𝑧 𝑐𝑧𝑎𝑠 to opowieść, którą czyta się sercem. Nie spieszy się, nie goni, pokazuje zwykłe życie pełne znaczeń i drobnej, cichej mądrości dnia codziennego. Podczas lektury miałam wrażenie, że czas zwalnia, że mogę na moment zatrzymać się wraz z bohaterami i zobaczyć świat ich oczami. Wtedy zrozumiałam, jak ważne jest to jedno miejsce, do którego zawsze się wraca, nawet jeśli tylko myślami.

𝑁𝑎𝑠𝑧𝑒 𝑚𝑖𝑒𝑗𝑠𝑐𝑒, 𝑛𝑎𝑠𝑧 𝑐𝑧𝑎𝑠 to książka o korzeniach i pamięci, o drodze, która prowadzi nas przez całe życie, i o domu, który nosimy w sobie. Ciepła, mądra i poruszająca, zostaje w sercu i przypomina, co naprawdę ma znaczenie. Jesteśmy tym, czym nasiąkamy, co przeżyliśmy, skąd się wywodzimy, dlatego tak ważne jest, by pamiętać o swoim pochodzeniu, o miejscach i ludziach, którzy nas ukształtowali, bo to właśnie z nich wyrasta nasze dziś. To także opowieść o tym, że nie ma złych narodów, są tylko źli ludzie.

𝑃𝑖ę𝑘𝑛𝑦 ś𝑤𝑖𝑎𝑡 𝑡𝑤𝑜𝑟𝑧ą 𝑝𝑖ę𝑘𝑛𝑖 𝑙𝑢𝑑𝑧𝑖𝑒, 𝑎 𝑛𝑖𝑒 𝑝𝑖ę𝑘𝑛𝑒 𝑢𝑏𝑟𝑎𝑛𝑖𝑎.

Informacje dodatkowe o Nasze miejsce, nasz czas:

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2025-09-16
Kategoria: Obyczajowe
ISBN: 9788383912592
Liczba stron: 512
Dodał/a opinię: Halina Więcek

Tagi: Sagi rodzinne Literatura obyczajowo-rodzinna

więcej
Zobacz opinie o książce Nasze miejsce, nasz czas

Kup książkę Nasze miejsce, nasz czas

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
Cytaty z książki

Na naszej stronie nie ma jeszcze cytatów z tej książki.


Dodaj cytat
REKLAMA

Zobacz także

Inne książki autora
Niebo z naszych stron
Wioletta Sawicka0
Okładka ksiązki - Niebo z naszych stron

Kontynuacja fascynującej opowieści o zakazanej miłości i sile nadziei w czasach, gdy świat ogarnęła mordercza wojna. Prusy Wschodnie, schyłek II wojny...

Viktoria. Miłość zza żelaznej kurtyny
Wioletta Sawicka0
Okładka ksiązki - Viktoria. Miłość zza żelaznej kurtyny

Piąty tom sagi o dramatycznych losach ziemiańskiej rodziny z wileńskich Kresów. Jest rok 1952. Anna powoli dochodzi do siebie po stracie ukochanego. Jedynym...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Reklamy