*współpraca reklamowa*
Temat przemocy to temat rzeka, a ta książka pokazuje ten problem w bardzo szerokim świetle, dotykając różnych sfer życia czy typów ludzi. To lektura mocna, mroczna, zabierająca nas w głąb okrucieństwa, do świata gdzie kłamstwo i prawdę dzieli cienka granica, a światek przestępczy styka się z elitami. Ciekawy, choć trudny kryminał.
W Warszawie zostają wyłowione zwłoki młodej dziewczyny, byłej modelki. Śledztwo poprowadzi Jan Grot, policjant wycofany, samotnik o nietypowym podejściu do życia, przez co jego działania z czasem wykraczają poza policyjne ramy. W tym samym czasie swoje prywatne śledztwo prowadzi Bursztyn, partner ofiary, który jest zdeterminowany by ukarać winnych jej śmierci. Drogi tych dwóch mężczyzn zaczną się przecinać, połączy ich niepisana współpraca, by poznać prawdę, obaj nie mają pojęcia, że ta zbrodnia to tylko zwykły odprysk większego zła.
Powiem szczerze, że mam bardzo mieszane uczucia co do tej lektury. Początek mnie zainteresował, było jasno, konkretnie, komisarz nie bawił się w półśrodki i nazywał wszytko po imieniu, w tle już można było dostrzegać jego życiowe rozterki i nietypowe podejście, niemniej to wszytko świetnie ze sobą współgrało. Jednak tuż po tym jakże dobrym według mnie początku nastąpiła zmiana perspektywy, tak też poznajemy Bursztyna. Perspektywa tego gościa była dla mnie ciężka, pojawił się język ulicy, slangi, pozerka i cała masa wulgaryzmów. Niby można przywyknąć, jednak mnie to strasznie męczyło, ni jak nie wiedziałam o co chodzi, byłam w tym totalnie zielona, ale też nie wiem jak wy, ale jak co chwilę słyszę/czytam słowo "mordo" to ja po prostu wysiadam. Ta zmienna perspektywa towarzyszy nam do końca książki, obie są ważne i z każdej można wynieść wiele potrzebnych do rozwiązania zagadki informacji. Z czasem te perspektywy zaczynają na siebie nachodzić, przez co też zaczyna się robić coś na kształt porządku.
Niby napisałam, że robi się względny porządek, ale dotyczy to bardziej sedna sprawy, bo jednak przez niemal całą fabułę towarzyszył mi chaos. Zmienna perspektywa, podział na dni tygodnia, przez co przy zmianach narracji fabuła się cofa, plącze i przeskakuje z miejsca na miejsce. Zabrakło mi tutaj porządku i chronologii wydarzeń, choć muszę przyznać, że autor dobrze i dosyć szeroko to wszystko rozbudował, jednak przy czytaniu trzeba się pilnować i myśleć by nie pogubić wątków.
Jestem pod wrażeniem wykreowanych w lekturze postaci. Jan Grot czyli nasz komisarz jest dość nietypowym przedstawicielem policji. Jego działania są skrajnie rożne, ale to jego sposób bycia, psychika czy jego tory myślenia są tutaj wyjątkowe, inne, takie głębokie, w których poszukuje się jakiegoś sensu, jego przemyślenia czy słowa które wypowiada mi mocno namieszały w głowie. Co do Bursztyna miałam mieszane uczucia, nie do końca przypadł mi gość do gusty, jednak tego postawa była ciekawa, taki trochę zły chłopiec próbujący coś uratować, coś zadziałać. Ta dwójka to teoretycznie swoje przeciwieństwa, dwa oddziele światy, dwie strony barykady, które wbrew wszystkiemu i wszystkim potrafią ze sobą w jakimś stopniu współpracować.
Lektura ciekawa, oryginalna i wielowątkowa. Pokazująca różne strony człowieczeństwa, społeczeństwa, porusza tematy tabu i obrazująca te tytułowe odcienie przemocy, nadając temu słowu jeszcze innego znaczenia niż powszechnie znane. Dla mnie to była dosyć trudna lektura i trochę się przy niej namęczyłam, nie mniej zrobiła ona na mnie wrażenie. Powiedziałabym, że to bardziej męska książka, ale odsyłam wszystkich zainteresowanych do lektury, moim zdaniem warto.
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2025-12-15
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 328
Język oryginału: polski
Dodał/a opinię:
Aleksandra Iwanek
Przyjaciele z małego miasteczka pod Warszawą zdali maturę, ale nie mają ochoty na dojrzałość, jakiej się od nich wymaga. Zamiast ,,układać sobie życie"...