Morderstwo to dopiero początek. Mrok kryje się głębiej.
Warszawa, 30 kwietnia 2018 roku. Z Wisły zostają wyłowione zwłoki Karli Bielskiej. Śledztwo prowadzi komisarz Jan Grot – samotnik po przejściach, zafascynowany zgłębianiem natury świata. Jego poszukiwania szybko wykraczają poza policyjne procedury.
Równolegle na własną rękę działa Bursztyn – partner ofiary i gracz warszawskiego półświatka, który nie cofnie się przed niczym, by znaleźć winnych. Przekracza kolejne granice, używając przemocy, manipulacji i strachu.
Drogi obu mężczyzn splatają się, prowadząc ich tam, gdzie świat gangsterów styka się z elitami, a zbrodnia odsłania swoje najstarsze korzenie. Tajemnica śmierci Karli okazuje się jedynie odpryskiem większego zła, które wyrasta z krwawych wojen i mrocznych mitów. Ten mrok może pochłonąć każdego, kto odważy się w niego zajrzeć…
Autor znany dotąd pod pseudonimem Jan Gieka ujawnia się jako Grzegorz Karwowski.
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2025-12-15
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 328
Język oryginału: polski
Z dużym zainteresowaniem sięgnąłem po najnowszą powieść pana Grzegorza Karwowskiego pt. Odcienie przemocy. Przede wszystkim rzadziej ostatnio w moje ręce trafiają kryminały osadzone w mojej ukochanej stolicy. A ten idealnie pasuje do moich zainteresowań: Warszawa, morderstwo młodej kobiety, czasy współczesne (przewija się także Ochota, dzielnica, w której pracuję).
Autor powieści urodził się w Przasnyszu i jest... moim rówieśnikiem. Zadebiutował na rynku wydawniczym powieścią pt. Urodzeni blokersi. Wydał ją pod pseudonimem Jan Gieka. Pisarstwo nie jest jego chlebem powszednim. Pracuje w handlu w swoich rodzinnych stronach, po tym, jak powrócił po 20 latach, które spędził w stolicy.
Okładka niniejszej lektury ma dosyć surowy, ale zarazem mroczny charakter, który idealnie pasuje do tematyki powieści, do kryminału, który przeczytałem. Mamy na niej wyeksponowaną królową polskich rzek, Wisłę, most, gdzieś z boku kilka wysokich budynków, które rozmywają się w szarości i czerni. Czerwonym akcentem jest czerwona kropla, może plama, która kojarzy się z krwią, z przemocą, co powoduje, że będziemy mieć tutaj z poważną i brutalną historią. Okładka już na samym początku buduje nastrój niepokoju u czytelnika. To typowe dla tego typu literatury. Właśnie ten zabieg powoduje, że odbiorca od razu zaintrygowany jest fabułą, do której właśnie przejdziemy.
Warszawa i czasy współczesne, ale jeszcze przed pandemią. Miasto tętni swoim życiem, wszyscy są zabiegani, ale też cieszą się tym, że wiosna wkracza w ich życie. Nie dla wszystkich jednak te dni są radosne. Szczególnie dla tych, którzy myślą o zbliżającej się majówce... Z Wisły wyłowione zostaje ciało młodej kobiety, Karli Bielskiej. Sprawą ma zająć się komisarz Jan Grot, człowiek, dla którego samotność to nic nadzwyczajnego, po tym, co przeszedł w swoim życiu. Nie zawsze działa też z literą prawa, jednak ma gdzieś procedury, bo najważniejsze jest znaleźć winnego tej makabrycznej zbrodni.
Na drugim biegunie poznajemy innego z głównych bohaterów powieści, Jest nim człowiek z warszawskiego półświatka, o pseudonimie Bursztyn. Okazuje się, że był partnerem Karli, zamordowanej kobiety. I on chce poznać prawdę o jej nagłej śmierci, więc rzuca się wir poszukiwań, tego, kto doprowadził do jej śmierci. Nie cofnie się przed niczym. Jest zdesperowany i nic nie powstrzyma go od poznania prawdy.
Dwie postaci, dwie jakże różne, działające na przeciwległych biegunach, a zarazem... podobne. Jakby ich charaktery kształtowały się w jednej przestrzeni i życiu. Jakby nic ich nie różniło. Takie mam odczucia po przeczytaniu powieści. Książki, której styl jest oryginalny i może nie każdemu przypaść do gustu. Wiele tutaj słów ze slangu ludzi obracających się w kręgach półświatka.
Fani mrocznych kryminałów powinni być ukontentowani.
Zanim zaczęłam czytać „Odcienie przemocy”, wiedziałam, że będzie to mroczny kryminał. Nie spodziewałam się jednak, że autor, Grzegorz Karwowski (znany wcześniej jako Jan Gieka), wrzuci mnie prosto w serce tej historii już od pierwszej strony. To nie jest opowieść o wybitnych detektywach w białych rękawiczkach. To wciągający i mroczny obraz Warszawy, gdzie z Wisły zostaje wyłowione ciało młodej kobiety, Karli Bielskiej, a poszukiwanie prawdy jest jak brodzenie w błocie – każdy krok pozostawia ślad.
🔍 Akcja zaczyna się od makabrycznego odkrycia i od razu pędzi do przodu. Śledztwo toczy się jednocześnie na dwóch, pozornie przeciwnych, frontach. Z jednej strony jest komisarz Jan Grot – policjant z bagażem doświadczeń, który nie zawsze trzyma się procedur. Z drugiej – Bursztyn, partner ofiary, człowiek z półświatka, który by znaleźć sprawcę, nie cofnie się przed niczym. Obserwowanie, jak ich drogi się splatają, a prosta z pozoru sprawa morderstwa odsłania głębsze, mroczne korzenie, jest naprawdę wciągające. Autor świetnie pokazuje, że świat zbrodni i świat sprawiedliwości to często naczynia połączone.
Bohaterowie, których nie da się lubić. I to jest dobre! 😶
Czy bohaterowie są sympatyczni? Nie. I właśnie to jest tu najmocniejsze. Jan Grot to samotnik po przejściach, którego prywatne życie jest w rozsypce. Bursztyn to drobny diler, nie stroniący od agresji. Nie łatwo się z nimi utożsamić, ale są niewiarygodnie autentyczni i zapadający w pamięć. To właśnie przez ich niedoskonałości i wewnętrzne konflikty historia zyskuje na emocjonalnej głębi. Nie ma tu czarno-białych podziałów – są tylko różne odcienie szarości i moralne kompromisy.
Tempo i styl to jak jazda bez trzymanki 🚗💨 Historia opowiadana jest z dwóch perspektyw. To genialny zabieg, który pokazuje, jak ten sam świat może wyglądać zupełnie inaczej w oczach stróża prawa i przestępcy. Język jest prosty, czasem dosadny, co tylko potęguje realizm. Jest dynamicznie i momentami chaotycznie. Dialogi dominują nad długimi opisami, co sprawia, że strony mijają w ekspresowym tempie. Jeśli lubisz, gdy akcja nie zwalnia, to tu się nie zawiedziesz. Jednak chaos na początku jest lekko dezorientujący.
Dla kogo jest ta książka?
✅️Dla miłośników mrocznych, miejskich kryminałów w stylu skandynawskim.
✅️Dla osób, które w fabule cenią autentycznych, nieidealnych bohaterów ponad techniczne zagadki.
✅️ Dla czytelników szukających realistycznego obrazu warszawskiego półświatka i policyjnej rzeczywistości.
✅️Jeśli wolisz lekkie kryminały z przymrużeniem oka lub kryminały klasyczne – ta pozycja może nie być dla Ciebie.
Moja ocena: 7/10 ⭐
„Odcienie przemocy” to mocny, dobrze skonstruowany debiut (pod prawdziwym nazwiskiem autora), który czyta się jednym tchem. Doceniam odwagę w kreacji bohaterów i surowy klimat. Punkt ujmuję za lekki chaos narracyjny, który momentami wybijał mnie z rytmu.
A teraz pytanie do Was. Jaka była ostatnia książka, która pokazała Wam, że „dobry” bohater wcale nie musi być sympatyczny? Dajcie znać w komentarzach! ✨
BRUNETTE BOOKS
*współpraca reklamowa*
Temat przemocy to temat rzeka, a ta książka pokazuje ten problem w bardzo szerokim świetle, dotykając różnych sfer życia czy typów ludzi. To lektura mocna, mroczna, zabierająca nas w głąb okrucieństwa, do świata gdzie kłamstwo i prawdę dzieli cienka granica, a światek przestępczy styka się z elitami. Ciekawy, choć trudny kryminał.
W Warszawie zostają wyłowione zwłoki młodej dziewczyny, byłej modelki. Śledztwo poprowadzi Jan Grot, policjant wycofany, samotnik o nietypowym podejściu do życia, przez co jego działania z czasem wykraczają poza policyjne ramy. W tym samym czasie swoje prywatne śledztwo prowadzi Bursztyn, partner ofiary, który jest zdeterminowany by ukarać winnych jej śmierci. Drogi tych dwóch mężczyzn zaczną się przecinać, połączy ich niepisana współpraca, by poznać prawdę, obaj nie mają pojęcia, że ta zbrodnia to tylko zwykły odprysk większego zła.
Powiem szczerze, że mam bardzo mieszane uczucia co do tej lektury. Początek mnie zainteresował, było jasno, konkretnie, komisarz nie bawił się w półśrodki i nazywał wszytko po imieniu, w tle już można było dostrzegać jego życiowe rozterki i nietypowe podejście, niemniej to wszytko świetnie ze sobą współgrało. Jednak tuż po tym jakże dobrym według mnie początku nastąpiła zmiana perspektywy, tak też poznajemy Bursztyna. Perspektywa tego gościa była dla mnie ciężka, pojawił się język ulicy, slangi, pozerka i cała masa wulgaryzmów. Niby można przywyknąć, jednak mnie to strasznie męczyło, ni jak nie wiedziałam o co chodzi, byłam w tym totalnie zielona, ale też nie wiem jak wy, ale jak co chwilę słyszę/czytam słowo "mordo" to ja po prostu wysiadam. Ta zmienna perspektywa towarzyszy nam do końca książki, obie są ważne i z każdej można wynieść wiele potrzebnych do rozwiązania zagadki informacji. Z czasem te perspektywy zaczynają na siebie nachodzić, przez co też zaczyna się robić coś na kształt porządku.
Niby napisałam, że robi się względny porządek, ale dotyczy to bardziej sedna sprawy, bo jednak przez niemal całą fabułę towarzyszył mi chaos. Zmienna perspektywa, podział na dni tygodnia, przez co przy zmianach narracji fabuła się cofa, plącze i przeskakuje z miejsca na miejsce. Zabrakło mi tutaj porządku i chronologii wydarzeń, choć muszę przyznać, że autor dobrze i dosyć szeroko to wszystko rozbudował, jednak przy czytaniu trzeba się pilnować i myśleć by nie pogubić wątków.
Jestem pod wrażeniem wykreowanych w lekturze postaci. Jan Grot czyli nasz komisarz jest dość nietypowym przedstawicielem policji. Jego działania są skrajnie rożne, ale to jego sposób bycia, psychika czy jego tory myślenia są tutaj wyjątkowe, inne, takie głębokie, w których poszukuje się jakiegoś sensu, jego przemyślenia czy słowa które wypowiada mi mocno namieszały w głowie. Co do Bursztyna miałam mieszane uczucia, nie do końca przypadł mi gość do gusty, jednak tego postawa była ciekawa, taki trochę zły chłopiec próbujący coś uratować, coś zadziałać. Ta dwójka to teoretycznie swoje przeciwieństwa, dwa oddziele światy, dwie strony barykady, które wbrew wszystkiemu i wszystkim potrafią ze sobą w jakimś stopniu współpracować.
Lektura ciekawa, oryginalna i wielowątkowa. Pokazująca różne strony człowieczeństwa, społeczeństwa, porusza tematy tabu i obrazująca te tytułowe odcienie przemocy, nadając temu słowu jeszcze innego znaczenia niż powszechnie znane. Dla mnie to była dosyć trudna lektura i trochę się przy niej namęczyłam, nie mniej zrobiła ona na mnie wrażenie. Powiedziałabym, że to bardziej męska książka, ale odsyłam wszystkich zainteresowanych do lektury, moim zdaniem warto.
Współpraca reklamowa @wydawnictwo_novaeres
,,Odcienie przemocy" to moje pierwsze spotkanie z autorem Grzegorzem Karwowskim, który do tej pory tworzył pod pseudonimem Jan Gieka. Do sięgnięcia po tę książkę zachęciła mnie przede wszystkim świetna recenzja jednej z dziewczyn poznanej w bookmediach. Czy moje odczucia względem tej publikacji były podobne? Już spieszę z wyjaśnieniem.
Zacznę od tego, że kryminały zawsze miały specjalne miejsce w moim sercu. Kiedyś sięgałam wyłącznie po tego typu literaturę, więc, pomimo że ostatnimi czasy czytam więcej innego rodzaju książek, doskonale odnajduję się w takich publikacjach.
Nie inaczej było również w przypadku ,,Odcieni przemocy", ponieważ autor -- bez zbędnej zwłoki zapoznaje czytelnika z nową sprawą, którą zajmie się komisarz Jan Grot. I jak to zawsze bywa, i tym razem główny bohater próbuje rozwikłać sprawę śmierci denatki, sprawdzając środowisko, w jakim się obracała i poznając ludzi, którzy byli z nią w jakiś sposób powiązani. Jednak w bliskim otoczeniu Karli Bielskiej znajdowały się osoby bezpośrednio powiązane z Warszawskim półświatkiem jak, chociażby jej partner. Czy komisarzowi uda się rozwiązać sprawę i postawić winnych śmierci młodej dziewczyny przed wymiarem sprawiedliwości? Po odpowiedź na to pytanie odsyłam was do lektury.
Muszę przyznać, że na początku lektura bardzo mnie wciągnęła, nawet pomimo faktu, że nie przepadam za narracją, która przedstawia, co działo się w każdy pojedynczy dzień. Jednak sam komisarz Grot i jego sposób działania operacyjnego intrygowały mnie do tego stopnia, że śledziłam każde jego posunięcie z niezwykłym zainteresowaniem, jednak po pewnym czasie odniosłam wrażenie, że wszystko stanęło w miejscu, a moje emocje opadły do tego stopnia, że odłożyłam książkę na później. Oczywiście potem lektura wróciła na odpowiednie, interesujące tory, ale mały niesmak jednak gdzieś we mnie pozostał.
Myślę, że ciekawym zabiegiem było również przestawienie dążenia do prawdy z dwóch perspektyw -- wspomnianego wcześniej komisarza oraz Bursztyna -- partnera ofiary i członka warszawskiego półświatka. Panowie prowadzili dwa odrębne dochodzenia, co było też miłą odmianą od standardowych, oklepanych rozwiązań.
Niemniej jednak zakończenie nieco mnie rozczarowało, spodziewałam się czegoś bardziej spektakularnego, co dosłownie wyrwie mnie z butów, a tymczasem zostałam z kilkoma pytaniami, na które nie otrzymałam odpowiedzi, przez co czuję ogromny niedosyt.
W Warszawie, z rzeki wyłowiono zwłoki młodej, atrakcyjnej kobiety. Została uduszona. Szybko okazuje się, iż ofiara była modelką, a prowadzący dochodzenie - komisarz Jan Grot dociera do agencji, w której ją zatrudniano. Sukcesywnie poznaje ludzi z nią związanych i środowisko, w którym się obracała. Poznaje również problemy zamordowanej Karli, a także innych modelek, które wykorzystywane były przez grupę zwyrodnialców.
Narracja prowadzona jest dwutorowo: z jednej strony komisarz Grot, który prowadzi śledztwo, a z drugiej Bursztyn - chłopak Karli, usiłujący na własną rękę znaleźć mordercę kobiety, którą kochał. Wykorzystuje w tym celu swoje kontakty w półświatku.
Autor pokazuje czytelnikowi brudy tego świata, ludzi zdeprawowanych, wykolejonych, skorumpowanych, zwyrodniałych; świat w którym aż duszno od narkotyków pod różną postacią. Każdy z tych ludzi ma swoje problemy, często są to problemy wynikające z nadużywania narkotyków, alkoholu lub jakichś innych, wewnętrznych rozterek trudnych do zidentyfikowania. Wiele jest tu przemyśleń o życiu, istnieniu i celu. To przemyślenia zarówno Bursztyna jak i Grota. Zakończenie - bardzo smutne.
Moja subiektywna opinia: Wątek kryminalny jest z pewnością ciekawy, porusza wiele problemów i daje do myślenia. Dla ludzi, żyjących spokojnie, tradycyjnie, według utartych schematów, to pokazanie innej, gorszej strony życia. Jednakże mam pewien niedosyt: nie do końca wiadomo kto zabił tak naprawdę Karlę, co oznaczała czarno-czerwona nitka wpleciona we włosy i z jakiego źródła pochodziły wielkie pieniądze na jej dobre mieszkanie.
Mam również zastrzeżenia do poprawności gramatycznej i stylistycznej tekstu. A może to celowe działanie??????
Przyjaciele z małego miasteczka pod Warszawą zdali maturę, ale nie mają ochoty na dojrzałość, jakiej się od nich wymaga. Zamiast ,,układać sobie życie"...
Przeczytane:2026-02-02, Ocena: 5, Przeczytałem,
🍂🍂🍂 Recenzja 🍂🍂🍂
Grzegorz Karwowski " Odcienie przemocy "
Wydawnictwo: Novae Res
@wydawnictwo_novaeres
Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl. @nakanapie.pl
🍂🍂🍂🍂🍂🍂🍂🍂🍂🍂🍂🍂🍂
" Strzelam i staję się chłodnym bohaterem mrocznego mitu. Robi się znośnie i przywołuje fakty bez ogródek, żeby spokojnie szukać i analizować..."
„Odcienie przemocy” to książka, która nie pozwala czuć się bezpiecznie. Czyta się ją z poczuciem, że ktoś stale stoi tuż za plecami. Nie oferuje komfortu, nie daje wytchnienia. Zamiast tego powoli wciąga w mrok, z którego trudno wyjść bez śladu.
Już od pierwszych stron wiadomo, że ciało wyłowione z Wisły to dopiero początek. Śmierć Karli Bielskiej nie zamyka historii ona ją otwiera. Prowadzi w świat, w którym przemoc nie jest jednorazowym aktem, lecz procesem, który narasta, zmienia formę i dotyka kolejnych ludzi. Tu nic nie dzieje się przypadkiem, a każda decyzja ma swoje konsekwencje.
Historia opowiadana jest z dwóch perspektyw komisarza Jana Grota oraz Bursztyna, partnera ofiary i człowieka warszawskiego półświatka. Te dwa spojrzenia na tę samą zbrodnię wyraźnie się od siebie różnią i właśnie to nadaje powieści intensywności. Z jednej strony mamy policyjne dochodzenie, analizę faktów i próby zrozumienia mechanizmów zła. Z drugiej emocjonalną, brutalną i pozbawioną hamulców drogę ku zemście. Te narracje przeplatają się, kontrastują ze sobą i stopniowo zbliżają, pokazując, jak cienka bywa granica między prawem a przemocą.
Komisarz Jan Grot daleki jest od wizerunku książkowego supergliny. To introwertyk i obserwator, człowiek pełen wątpliwości, który częściej analizuje niż działa. Zamiast prostych odpowiedzi pojawiają się pytania o granice dobra, sens sprawiedliwości i cenę prawdy. Zupełnie inną ścieżką podąża Bursztyn brutalny, impulsywny, zanurzony po szyję w świecie przemocy. Kieruje się stratą, gniewem i potrzebą odwetu. Nie szuka prawdy chce sprawiedliwości na własnych zasadach, nawet jeśli oznacza to przekroczenie każdej granicy.
📌W „Odcieniach przemocy” znajdziesz:
🔪 mroczny kryminał psychologiczny z gęstą, duszną atmosferą
🕵️♂️ śledztwo w sprawie morderstwa młodej kobiety wyłowionej z Wisły
👥 dwie równoległe perspektywy: policjanta i gangstera
🧠 psychologiczne portrety bohaterów nieoczywiste, pełne sprzeczności
🌑 warszawski półświatek, elity i brudne powiązania
💥 brutalność, przemoc i brak upiększeń
⚖️ moralne szarości brak prostych odpowiedzi i jednoznacznych ocen
🗣️ surowy, oszczędny język i twarde dialogi
🕸️ zagadkę, która prowadzi głębiej niż jedno morderstwo
🩸 temat zła, które ma wiele twarzy i żadna nie jest czarno-biała
Styl autora jest chłodny, oszczędny i bezkompromisowy. Nie ma tu ładnych opisów ani prób łagodzenia tego, co brzydkie. Zdania są krótkie, konkretne, czasem uderzają jak policzek dokładnie tak, jak opisywana przemoc. Autor nie tłumaczy bohaterów i nie usprawiedliwia ich decyzji. Zmusza czytelnika, by sam ocenił, gdzie kończy się sprawiedliwość, a zaczyna obsesja.
Emocjonalnie to książka ciężka. Budzi niepokój, frustrację i narastający dyskomfort. Są momenty duszne, takie, które czytałam wolniej bo wymagają skupienia albo zwyczajnie uwierają. Ale ten ciężar nie jest wadą. Jest świadomym zabiegiem. Bo „Odcienie przemocy” nie mają bawić mają zostawić ślad.
Bohaterowie są nieidealni, momentami irytujący, a przez to bardzo ludzcy. Grot intryguje swoją refleksyjnością, Bursztyn przeraża determinacją. Pozostali bohaterowie tworzą mroczne tło świata, w którym przemoc jest narzędziem, walutą i językiem komunikacji. Tu nikt nie jest krystalicznie dobry ani całkowicie zły.
Czy wszystko mi się podobało? Tak, zdecydowanie tak. Choć momentami ciężko było przełknąć to, co działo się na stronach książki, historia wciągnęła mnie całkowicie. „Odcienie przemocy” to nie tylko zbrodnia to opowieść o granicach sprawiedliwości, obsesjach i człowieczeństwie. I o tym, jak cienka bywa linia między tym, co dobre, a tym, co złe.
Mroczny kryminał psychologiczny z pazurem. Bez lukru. Bez taryfy ulgowej.
I zostaje w głowie na dłużej, niż by się chciało.
To lektura dla osób, które lubią mroczne, psychologiczne kryminały bez taryfy ulgowej. Dla tych, którzy nie boją się trudnych tematów i bohaterów z rysami. Jeśli szukasz lekkiej zagadki na wieczór to nie ten adres