Ostatnią kartą jest śmierć

Wydawnictwo: Oficynka
Data wydania: 2011-12-05
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN: 978-83-62465-09-5
Liczba stron: 188
Dodał/a opinię: Marta Grzebuła

Ocena: 4 (8 głosów)

Recenzja ” Ostatnią kartą jest śmierć”Dziś napiszę Wam, opowiem, o moich emocjach, jakie wywołała u mnie książka Anny Klejzerowicz „OSTATNIĄ KARTĄ JEST ŚMIERĆ ”. Sam tytuł już mnie niemal przestraszył a okładka?…O, znów ukłon w stronę wydawcy Oficynka. Patrzy na mnie z niej kobieta. Coś, co wyraża jej spojrzenie zmusza mnie do myślenia. Już do myślenia. Tyleż samo w nim smutku, powagi, co w moim przekonaniu, niechęci do ludzi. Rozgoryczenie? Może. Próba przekazu wzrokiem smutku? Z pewnością…I dalej…Przysłowie, które powoduje, iż wzdycham. Dlaczego? Oho, tym razem Wam je zacytuję : „ Od zagmatwanych wróżb lepsza jest ludzka rada” Ciekawe-myślę. I zgadzam się po paru sekundach z tym stwierdzeniem. Następna kartka…Lecz dziś, już nie siedzę na bujanym fotelu. Na nim drzemkę uciął sobie jeden z moich kotków. Leżę na sofce. Za oknem słońce…To było jakiś czas temu. Słoneczko przepycha promień przez żaluzję i zerka wraz ze mną na kolejna stronę…I jest…Ona, młoda, ambitna, ale coś wydaje mnie się, że ją dręczy. Poznajemy się. Odruchowo kiwam głową. Jakbym gestem chciała powiedzieć jej „Cześć” Zerkam – czytam, i podążam jej śladami…obie poszukujemy odpowiedzi, poznaję jej myśli. Smutno mi i zaczynam przypominać sobie swoje poszukiwania na to jedno pytanie: „Dlaczego tak jest? Czy mam szansę coś zmienić w swoim życiu?” Kolejne strona… Ja i ona wchodzimy w mglisty świat…świat wróżb. I znów retrospekcja. Ja też kiedyś szukałam tego typu rady, pomocy. Rozumiem ją i czekam na odpowiedź…Ale zadaję sobie pytanie: „ Czy na pewno chcę ją poznać?” Nie wiem. A ona, moja przyjaciółka z kart powieści Anny Klejzerowicz? Czy ona rzeczywiście pragnie uchylić rąbka tajemnicy przyszłości? Nie podpowiem Wam. Już chyba wiecie dlaczego tak postępuję…Prawda? No cóż, lecę szybko po kolejnych rzędach liter…O fajnie…Nowe sytuacje…Nowi aktorzy – bohaterowie wchodzą na tę scenę kart książki…I…Oj dlaczego? Kto? Nie mogę uwierzyć. Dramat? Smutek?…o tak smutek. Tego się nie spodziewałam. Łyk kawy, poprawiam się nerwowo na sofie, spoglądam mrużąc oczy na lekko uszkodzoną żaluzję. Promień słońca nieco złośliwe przesunął mi się na twarz. Oślepia mnie. Odwracam się. Tak lepiej i znów zerkam przez rzędy liter na bohaterów. Oj, ale zaczyna się dziać…Kolejna karta…A propos kart tarota, są bardzo wymowne. Co jakiś czas na stronach książki straszy mnie? Nie…Przeraża? Coś w tym guście. Wizerunek kościotrupa, brrr, ale wiecie co? Paradoks. To jest dobre. Po moim ciele wędruje dreszczyk…Czytam i wnikam, w kolejny opis, w kolejne zdarzenia i znów się denerwuje. Kto tam się chce wieszać? Myślę. Czemu ona nie wejdzie do mieszkania? Wchodź, wołam w myślach. Ja bym tak zrobiła. Chyba usłyszała. Weszła. Obie patrzymy na…Oj ciarki po plecach…Nie zdradzę Wam, na kogo patrzyłyśmy…Ja poprzez rzędy słów a ona będąca tam, w tym świecie intrygi i pełznącego cicho jak wąż w trawie kłamstwa? A może szaleństwa kogoś? Kogo? Ja już wiem…Zaczynam się domyślać, ale Wam Kochani…Nie gniewajcie się, nie zdradzę i już wiecie dlaczego. No rozkręca się, bierzemy się obie do ratowania…Fajny jest ten gościu, myślę…Ona chyba też. Lecz najpierw Kocur…wielkie oczy i lśniące rudo złoto futro, przywitało mnie w drzwiach…Wtedy z miłością spojrzałam na moje kotki. Malwin właśnie łaskawie dźwigał się z mojego bujanego fotela. Przeciąga się a Malwinka i Młody siedzą „napuszeni” na parapecie i się grzeją. A tym czasem zaczyna się to, co lubię…fajnie jest. Ale czy dogadają się? Czy coś ich połączy? Ok…Wrócimy do tego. Znów zaczyna się coś dziać niedobrego …Wkurzam się. Kurcze, myślę…nie na tę bohaterkę stawiałam. Jejku…Kto w końcu jest winny?- główkuję. Zaczynam naprawdę łykać strony. {Ja właśnie tak czytam} Nie zerkam na ostatnia stronę, choć kusi. Po kolei Marto, po kolei…Nie wyprzedzaj faktów, ganię się. I upomniana przez siebie, zwalniam. Znów jesteśmy obie, ja i ona, no i oczywiście on. Uśmiecham się. Czyżby jednak?-myślę. Ale między czasie znów obie zostajemy wciągnięte w…O nie Kochani. Już wiecie, co napiszę? Tak, tak. Nie zdradzę Wam. Zdrętwiał mi bok. Nie patrzę nawet na zegarek. Słoneczko gdzieś zniknęło. Schowało się za linią drzew. A ja znów łyk kawy, mąż pyta czy coś zjem. Zaprzeczam temu głową. Nie w tej chwili, właśnie dowiaduje się ciekawych rzeczy. No patrzcie ludzie – myślę. Nie spodziewałam się, że to tak się potoczy. Ona jest winna? A przecież tak fajna z niej starsza pani…Życzliwa itd. Oj, a może nie? Dopadają mnie wątpliwości. Zaschło mi w gardle, ale tempo akcji…No, no.- myślę. Pewnie, dlatego czuję się „wciągnięta” przez kolejne strony książki. Jestem tam, niemal ciałem. Odczuwam wrogą niechęć…identyfikuję się teraz z inną bohaterką. Usiłuję ją zrozumieć. Wiercę się nerwowo na sofie. Dlaczego taka jest? Co musiało wydarzyć się w jej życiu, że tak postępuje? Jak? No cóż. Sami postarajcie się dowiedzieć. Czasem robi mi się smutno, żal mi jej a czasem wkurza mnie dogłębnie. Kobieto, myślę. Nie ty jedna i nie ostatnia, miałaś tego pecha…oj może przesadziłam. Ja nie mam siostry, przypominam sobie oczywisty fakt, ani brata, dodaję w duchu, ale wiem, co to jest zdrada. Ależ książka! Muszę zapalić. Tak Kochani nie propaguję tego nałogu, ale skoro zadeklarowałam szczerość i autentyczność nie tylko moich emocji, ale i zachowania podczas czytania danej lektury, więc mea culpa i zapalam papierosa. Szary dym szybuje pod sufit. Wyłapuje go po chwili luft okienny, ale ja już tego nie widzę, domyślam się. Ja czytam i wnikam…Oj, super, fajnie coś zaczyna iść w dobrym kierunku…Lubię takie kierunki myślę…Znów się uśmiecham. On i ona, wymarzona…od razu mi przychodzi do głowy ten cytat z wiersza Tetmajera ”A kiedy będziesz moją żoną ” Ale się zapędziłam, pomyślałam. Ja już bym moich przyjaciół wyswatała, czuje jak usta dotykają płatków moich uszu, ale mi się buziak cieszy. Puentuję ten szeroki gest moich ust. Chcę, aby już byli razem. Ale jeszcze nic nie wiem. Lecz co jakiś czas, nie jest mi wcale do śmiechu. Wierzcie mi. W tej książce, Anna Klejzerowicz tworząc ten świat, jakże prawdopodobny, przeciągnęła mnie po tęczy emocji, ale i ściągnęła pod stopy kostuchy. Czy się bałam? W takim samym stopniu, co wkurzałam. Jednych mi było żal, innym kibicowałam a jeszcze innych musiałam pożegnać. Lecz wiecie, co jest najważniejsze w tej książce? Myśl…Przesłanie, które choć krzyczało do mnie już od pierwszych stron powieści dostrzegłam, o ironio losu, dopiero niemal na ostatniej. A jaka to myśl? Oj, nie moi Kochani. Nic z tego. Sami musicie do tego dojść. I wiem, że Wam zajmie to mniej czasu. Wbrew pozorom nie jest to tylko kryminał, nie jest to tylko książka z wątkiem o rodzącym się uczuciu, ani nawet nie jest o poszukiwaniu celu, drogi życia. To książka, która zmusza cię, mnie, do myślenia. Do zrozumienia najoczywistszego z faktów…a ten zawarty jest…Oj nie, nic z tego Kochani. Zapraszam do lektury…I pamiętajcie Ostatnią kartą jest… Śmierć?Marta Grzebuła

Kup książkę Ostatnią kartą jest śmierć

Zobacz także

Zobacz opinie o książce Ostatnią kartą jest śmierć
Inne książki autora
Cień gejszy
Anna Klejzerowicz 0
Okładka ksiązki - Cień gejszy

Charyzmatyczny, obdarzony nieprzeciętną intuicją dziennikarz w tajemniczym świecie  japońskich zasad i przeznaczenia Spokojne życie znanego gdańskiego...

Medalion z bursztynem
Anna Klejzerowicz 0
Okładka ksiązki - Medalion z bursztynem

Współczesny Gdańsk. Podczas remontu domu po babce Ewa znajduje ukrytą kopertę, a w niej stary naszyjnik z bursztynem oraz… tajemniczy list...

Zobacz wszystkie książki tego autora