ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗭𝗮𝘄𝘀𝘇𝗲 𝗸𝘁𝗼ś 𝘄𝗶𝗲
𝑃𝑎𝑚𝑖ę𝑡𝑛𝑖𝑘 𝑚𝑜𝑗𝑒𝑗 𝑠𝑖𝑜𝑠𝑡𝑟𝑦 Loreth Anne White okazał się dla mnie prawdziwym testem cierpliwości. Dawno nie zmagałam się z książką, która tak bardzo mnie zmęczyła, i to autorstwa bestsellerowej pisarki mającej w Polsce wielu fanów. Oczekiwałam znakomitego kryminału, a dostałam powieść rozwlekłą, w której postaci i wydarzenia powtarzają się do znudzenia, akcja ciągnie się na siłę, a niektórzy bohaterowie wydają się całkowicie zbędni. Przebrnięcie przez połowę książki wymagało ode mnie ogromnego samozaparcia, bo choć były momenty, które powinny mnie wciągnąć, niestety tego nie zrobiły. Gdyby autorka skróciła fabułę i dodała więcej zaskoczeń, być może nie ziewałabym w trakcie lektury. Nie bardzo też wiem, do jakiego gatunku literackiego zaliczyć 𝑃𝑎𝑚𝑖ę𝑡𝑛𝑖𝑘 𝑚𝑜𝑗𝑒𝑗 𝑠𝑖𝑜𝑠𝑡𝑟𝑦, bo to ani kryminał, ani thriller, ani typowa powieść obyczajowa, tylko coś pomiędzy, „ni pies, ni wydra” A tytułowy pamiętnik? Pojawił się chyba zaledwie trzy razy. Do tej książki znacznie lepiej pasowałby angielski tytuł „𝑇ℎ𝑒 𝑈𝑛𝑞𝑢𝑖𝑒𝑡 𝐵𝑜𝑛𝑒𝑠”, czyli w wolnym tłumaczeniu „𝑁𝑖𝑒𝑠𝑝𝑜𝑘𝑜𝑗𝑛𝑒 𝑘𝑜ś𝑐𝑖”, bo to właśnie on lepiej oddaje istotę tej historii. Wolałabym pochwalić tę książkę, naprawdę, bo pisanie takich recenzji nigdy nie przychodzi mi łatwo i zawsze robię to z pewnym bólem serca, ale szczerość jest dla mnie najważniejsza.
Mocny prolog od razu przyciągnął moją uwagę, gdy pracownicy budowlani podczas przenoszenia kapliczki w inne miejsce odnaleźli ludzkie kości w podpiwniczeniu.
Do śledztwa w tej sprawie przydzielono Jane Munro, detektyw z wydziału zabójstw. Po załamaniu nerwowym jej przełożeni przenieśli ją do tzw. zimnych spraw, przypominających archiwum X. Policjantka wciąż zmaga się z osobistą traumą po zaginięciu narzeczonego w górach. Dodatkowo kobieta nosi pod sercem jego dziecko, które nigdy nie pozna ojca. Jane jest zdeterminowana, by odkryć prawdę o kościach spoczywających pod kapliczką przez wiele lat, a śledztwo napędza ją i pozwala na chwilowe oderwanie się od własnego dramatu. Wszystko wskazuje na to, że odnalezione szczątki należą do Annalise Jansen, nastolatki zaginionej przed kilkudziesięciu laty. Munro ma nadzieję, że rozwiązanie tej zagadki przyniesie rodzinie długo wyczekiwaną ulgę i pozwoli zamknąć rozdział, na który czekali tyle lat.
Do tego momentu fabuła powieści wciąga i czyta się ją z zainteresowaniem. Autorka podkreśla, z czym borykają się ludzie, którym zaginął ktoś bliski. Jak żyją w zawieszeniu, nie mogąc pochować ich ani przeżyć żałoby, wciąż czekają, rozpaczają, żyją pomiędzy. Pomiędzy życiem a śmiercią. Nie znają losów zaginionych i nie potrafią sobie poradzić z ich zaginięciem. Jane Munro doskonale ich rozumie, jest jedną z nich.
W sprawę angażuje się dziennikarka śledcza Angela z telewizji, która chce wypłynąć na tej historii i zdobyć sławę. Munro czuje, że będzie jej nemezis i musi nieustannie wyprzedzać dziennikarkę o krok.
Niestety tę przyjemność czytania od razu odbiera ciągłe powtarzanie imion, które spokojnie można by zastąpić synonimami. Wygląda na to, że taką strukturę nadała książce autorka w oryginale, a nasza tłumaczka postanowiła ją zachować. W powieści pojawia się mnóstwo postaci, a ich imiona powtarzają się do znudzenia, podobnie jak ich przemyślenia i emocje. Często miałam wrażenie, że autorka chciała, żebym na pewno zapamiętała każde imię, ale w efekcie gubi się indywidualność postaci i sens ich działań. Może opowiadanie tej samej historii z kilku perspektyw miało być ciekawym zabiegiem, ale w praktyce tylko spowolniło akcję.
Opowiadana historia ma swoje korzenie w ponurej przeszłości, która wydarzyła się czterdzieści siedem lat temu. Zastanawiające było, czy po tylu latach odkrycie na Hemlocku wskrzesi tamte wydarzenia. Ktoś kiedyś zamknął tę historię w zapomnieniu, a teraz wszystko, co w niej tkwiło, mogło wyjść na jaw. Wspomnienia, które od lat były uśpione w czyjeś pamięci, znów wróciły. Więź przyjaciół zwanych Szóstką z Shoreview zrodziła się w mrocznym tyglu, a przysięga, którą sobie wtedy złożyli, przybrała formę okropnego sekretu ukrytego przed światem. Sześcioro przyjaciół na początku jedenastej klasy związało się ze sobą na resztę życia, każde z nich mając moc zniszczenia pozostałych. Gdyby którekolwiek się wyłamało, pogrążyłoby nie tylko ich, ale też dzieci i wnuki. Mieli teraz więcej do stracenia niż wtedy, gdy mieli po szesnaście lat.
Wstrząsające odkrycie ludzkich kości ponownie otwiera sprawę sprzed niemal pięćdziesięciu lat, wytrącając grupę przyjaciół z równowagi. Informacje ujawnione przez redaktorkę wywołują w szóstce dawnych znajomych irracjonalny lęk. Każdy pamięta fragmenty tamtych wydarzeń i wzajemnie wykorzystuje swoje tajemnice, by się kontrolować. Wiadomości w telewizji widzi także młodsza siostra zaginionej Feith, która posiada dziennik Annalise. Zna go prawie na pamięć, nie ujawniła jego zawartości wtedy i teraz również nie zamierza tego zrobić. Dlaczego?
Nikt się nie spodziewał, że detektyw Munro tak szybko ustali, iż kości pochodzą sprzed wielu lat, o czym świadczyły buty na platformie i obcasie znalezione przy szczątkach, modne czterdzieści siedem lat temu. Policjantka postawiła sobie za punkt honoru, aby odnalezione kości NN odzyskały nazwisko, tak aby rodzina mogła zamknąć ten rozdział i godnie pochować dziewczynę. Badania wykazały, że kości należą do Annalise Jansen, piętnastolatki zaginionej prawie pięćdziesiąt lat temu. Na jaw wyszedł także szokujący fakt: młoda kobieta, prawie dziecko, była w ciąży. Płód zachował się jedynie dlatego, że warunki, w jakich szczątki były zakopane, spowodowały saponifikację tkanki miękkiej. Dzięki temu możliwe będzie ustalenie DNA ojca dziecka, który mógł być mordercą dziewczyny.
Co tak naprawdę stało się tamtej nocy? Dla mnie każdy wydawał się podejrzany. Dosłownie każdy, kto był zamieszany w tamtą sprawę. Niby na końcu wszystko stało się jasne, poza jednym aspektem. Zastanawiałam się, czy było to niedopatrzenie autorki, czy celowy zabieg, by dalej kontynuować tę historię. Może powieść miała być niedokończona, jak historie rodzin, którym zaginął ktoś bliski.
Autorka z niezwykłą pieczołowitością omawia wszystkie sytuacje, posługując się aforyzmami, kwiecistymi opisami i porównaniami, co w innej powieści mogłoby mnie zachwycić. Tutaj nie zachwycało, wszak to kryminał, i cały czas miałam nadzieję, że w końcu pojawi się większa dynamika. W rozwoju akcji nie pomagały rozważania różnych postaci na ten sam temat. Wszystko było niemiłosiernie rozciągnięte w czasie. Nadmiar postaci i ich przemyśleń tylko niepotrzebnie komplikował fabułę. Sama zagadka była intrygująca, ale tempo jej rozwiązywania było bardzo powolne. Chwilami nudziłam się, co w przypadku kryminału czy thrillera jest niedopuszczalne. Miałam wrażenie, jakbym oglądała program typu Docusoup „Dlaczego ja?” lub coś podobnego. Ten bohater to, a tamten tamto, wkoło to samo. Raz autorka używa imion, raz nazwisk; czułam się jak chomik w kołowrotku, a im dalej, tym bardziej byłam zmęczona i traciłam zainteresowanie fabułą.
Sam pomysł na fabułę był bardzo ciekawy: zaginięcia, dramat rodzin, drobiazgowe śledztwo po latach, które dzięki nowoczesnej technice pozwalało ustalić coś, co kiedyś byłoby niemożliwe. Ciekawym aspektem tej historii był temat genealogii sądowej i rodzinnych testów DNA. Wrażenie na mnie zrobiło, jak dzisiejsza technika pozwala kryminologom rozstrzygać sprawy sprzed lat, które wcześniej były niemożliwe do rozwiązania. Nie do wiary, ile kości mogą ujawnić o denacie: wiek, wzrost, budowę ciała, a nawet na co chorowała i czy była karmiona piersią. Te informacje przyciągnęły moją uwagę. Interesujące było przedstawienie pracy antropologa sądowego, który z kości potrafił odczytać prawdę o zmarłej. Ten wątek przywiódł mi na myśl serial „Kości”.
Niestety w ogólnym rozrachunku nastąpił przerost formy nad treścią. Autorka wpycha do ust postaci mnóstwo powtarzających się informacji, które nic nie wnoszą do fabuły i tylko spowalniają akcję. Nadmiar pomysłów wciśnięty do jednej powieści sprawił, że brakowało prawdziwych emocji. Przy takim tytule i pomyśle oczekiwałam czegoś więcej, a dostałam przeciętną, poprawną politycznie aż do bólu zębów książkę. Tytułowego pamiętnika pojawia się w niej niewiele, a napięcia praktycznie brak. Spotkałam się z opinią, że to najlepsza książka autorki. Skoro tak, za pozostałe podziękuję; po tej książce wystarczy mi doświadczeń ze stylem pisania White.
Tym razem mój wybór okazał się nietrafiony. Szukam książek, w których mogę po prostu skupić się na fabule, a nie na poglądach autorki, dlatego ta nie do końca mi odpowiadała. Autorka między innymi poruszyła kwestie związane z płcią i wyjaśniła, że płeć biologiczna nie ma nic wspólnego z płcią społeczną, co całkowicie odbiegało od moich oczekiwań. Chciałam po prostu przeczytać dobry kryminał. Nie lubię, gdy na siłę wciska się wątki dotyczące płci, rasy czy poglądów politycznych, więc poczułam się rozczarowana tą powieścią, choć autorka w Polsce ma wielu fanów. Imiona bohaterów wciąż powtarzały się do znudzenia. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z czymś podobnym, ale przy tak wielu postaciach autorka zapewne chciała ułatwić śledzenie, czyją narrację właśnie się obserwuje. Sprawiało to jednak, że wzdychałam z rezygnacją, bo ile razy można czytać np. „Jane to”, „Jane tamto” albo „Jane jeszcze coś innego”, a gdzie synonimy i różnorodność w opisie? Dokończyłam książkę, bo mimo wszystko byłam ciekawa zakończenia, ale czy mnie usatysfakcjonowało? Raczej nie. Wydało mi się ono wyrwane z kontekstu i pozostawiało wiele do życzenia.
Książka sprawia wrażenie przekombinowanej, topornie napisanej i rozwlekłej. Gdyby została skrócona choćby o jedną trzecią, zyskałaby tempo i stałaby się znacznie bardziej wciągająca. W obecnej formie trudno mi ją będzie zapamiętać, a gdyby fabuła była krótsza, bardziej uporządkowana i dynamiczna, mogłaby naprawdę mnie zainteresować. Niestety dla mnie pozostaje jedynie jedną z wielu powieści na przeciętnym poziomie.
Wydawnictwo: WAM
Data wydania: 2025-10-28
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 432
Tytuł oryginału: The Unquiet Bones
Dodał/a opinię:
Halina Więcek
Bądź czujny. W każdym z nas czai się bestia W spokojnym i sennym miasteczku brutalnie pobito i utopiono nastolatkę. Potworna zbrodnia zmieniła wszystko...
Bądź czujny. W każdym z nas czai się bestia W spokojnym i sennym miasteczku brutalnie pobito i utopiono nastolatkę. Potworna zbrodnia zmieniła wszystko...