„Pani Henryka i morderstwo w pensjonacie” to przyjemna lektura, którą mogę polecić z czystym sumieniem. Sięgałam po nią z obawami, bo słyszałam, że nagradzana, popularna, a w takich przypadkach różnie bywa… Na dodatek gdzieś przeczytałam, że bohaterka ma być polską panną Marple – a przy porównaniach do Agathy Christie zawsze włącza mi się czerwona lampa z ostrzeżeniem. A jednak postanowiłam przekonać się na własnej skórze, bo podobała mi się okładka i pomysł na serię o emerytce bawiącej się w detektywa. I dobrze, że spróbowałam – bo spędziłam dwa przyjemne wieczory, czytając tę książkę. Rzadko używam słowa „fajna” – ale w tym przypadku jest ono adekwatne. Fajna książka – nie nudzi, nie bawi się w jakieś wymyślne gierki intelektualne, akcja jest prowadzona prosto, a pomysł na pensjonat wart jest przemyślenia 😊
Skoro już zdradziłam, że mi się podobało, to teraz powiem dlaczego. Przede wszystkim – ze względu na bohaterkę. Pani Henia jest przesympatyczna, inteligentna, sprytna i mądra. To nie jest typ emerytki przesiadującej w domu z robótką na drutach – jest aktywna, chodzi na różne zajęcia, spotyka się z ludźmi, rozwija się. No i nie ma lęków przed tym, żeby samotnie wybrać się do pensjonatu w angielskim stylu – i choć trafi tam na zbrodnię – nie przestraszy się, tylko przyjmie na siebie rolę Sherlocka Holmesa.
Jest też kilka rzeczy, które mi trochę przeszkadzały: zbyt prosta fabuła, ta ogólna życzliwość, naiwność, no i poczciwość (zwłaszcza w wykonaniu miejscowego policjanta…) – ale z drugiej strony, to one wszystkie przyczyniły się do tego, że klimat tej książki jest pełen ciepła i uroku, więc nie ma się co za bardzo czepiać. Poza tym, mam wrażenie, że autorce nie chodziło o jakąś wielką zagadkę intelektualną dla czytelników – tylko po prostu o dobrą zabawę, a tę mamy zapewnioną. Jest miło, jest dowcipnie, jest zabawnie i lekko.
Nie rozwiązałam zagadki przed panią Henryką – ale przyznam, że jakoś specjalnie się nad nią nie zastanawiałam – po prostu pozwoliłam się prowadzić narratorowi, wysłuchałam wyjaśnień, stwierdziłam „aha, okej” – i to tyle. Nie oczekujcie wypieków na twarzy, szalonych emocji, pasji, nerwów, zaskakujących tropów. To spokojna fabuła, choć trup jest jak najbardziej rzeczywisty.
Komu może się spodobać ta książka? Miłośnikom panny Marple – na pewno. I każdemu, kto ma ochotę na lekką, miłą i przyjemną lekturę, nad która nie musi się strasznie skupiać. Nie do głębokich rozważań czy przemyśleń – po prostu dla rozrywki i dobrej zabawy.
„Pani Henryka i morderstwo w pensjonacie” Katarzyny Gunard spodobała mi się na tyle, że już zamówiłam w przedsprzedaży drugą część. Pewnie nie sięgnę po nią natychmiast po otrzymaniu przesyłki, ale będzie miłą odskocznią, gdy zmęczą mnie krwawe i wyrafinowane zbrodnie, o których zwykle czytam.
Podsumowując: zabawna i przyjemna lektura, która na pewno nikogo nie zbulwersuje, nie oburzy, nie przestraszy, ani nie zanudzi.
Wydawnictwo: Lira
Data wydania: 2018-05-09
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 336
Tytuł oryginału: Pani Henryka i morderstwo w pensjonacie
Język oryginału: Polski
Dodał/a opinię:
Joanna Tekieli
Wioletka Koperek, pełna optymizmu i energii życiowej trzydziestolatka i amatorka diet wszelakich, marzy o tym, by chociaż przez chwilę poczuć się...