„Sześć powodów, by umrzeć” Marty Zaborowskiej, to genialny, trzymający w napięciu thriller.
Miriam w dniu rocznicy swojego ślubu wyszła z domu i przepadła bez wieści. Po kilku miesiącach w okolicy zostaje znalezione spalone ciało kobiety i wszystko wskazuje na to, że może to być właśnie Miriam! Ludzie z jej otoczenia przedstawiają swoją wersję wydarzeń, którą czytelnik poznaje. Bo czy aby na pewno kobieta, która wydaje się bardzo szczęśliwa, pewnego dnia postanawia popełnić samobójstwo, a może ktoś jej w tym pomógł, albo Miriam wcale nie zginęła, a odnalezione ciało nie należy do niej. Przecież mogła zostać porwana, czy też zechcieć sama odejść…. Teorii jest wiele, trzeba tylko sprawdzić, która rzeczywiście miała miejsce!
Trudno jest mi napisać cokolwiek o tej książce tak, aby nikomu nie popsuć przyjemności z jej czytania, ale jedno jest pewne, to mistrzowski thriller, w którym autorka wodzi czytelnika za nos do tego stopnia, że gdy tylko zaczynałam snuć soje teorie, autorka tak prowadziła wydarzenia, że wszystko mi legło w gruzach!
Autorka trzyma w napięciu, zaskakuje kolejnymi zwrotami akcji i intryguje! Jest wielu bohaterów, którzy wzbudzają emocje, jednych bardzo polubiłam, inni wydawali mi się nazbyt podejrzani… Tylko, czy moja intuicja w tym przypadku mnie nie zawiodła!
Koniecznie sięgnijcie po ten tytuł, bo naprawdę warto!
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 2024-02-14
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 440
Dodał/a opinię:
Małgorzata Styczeń
Mechanizm obronny u każdego działa inaczej, ale zawsze tylko w tych dwóch trybach: poddaj się lub stawaj do walki. Zaginięcie najbliższej osoby powinno włączyć któryś z nich.
Marta Zaborowska powraca do świata bezkompromisowej detektyw Julii Krawiec. W przydomowym ogrodzie na obrzeżach warszawy ginie dziewiętnastoletni...
Z kliniki psychiatrycznej w podwarszawskim miasteczku ucieka psychopata. Dwa dni później w zagadkowy sposób zostaje zamordowana jego lekarz prowadząca...
Była jak narkotyk... Florian natomiast wciąż nie mógł się zdecydować na odwyk. Ćpał więc Miriam regularnie. Urywał się z domu pod pretekstem kolejnych zleceń, jakie niby miał dostać wkrótce w Warszawie.
Więcej