Książka " Tylko wróć" to moje drugie spotkanie z twórczością autora. Myślę, że dla wszystkich matek to będzie dość trudna lektura. Bo to opowieść o zaginięciu dziecka.
W Legnicy z mieszkania znika nagle kilkuletni chłopiec. Chociaż jego matka była tuż obok, robiła bowiem śniadanie w kuchni, a Mykoła bawił się w pokoju, nie zauważyła momentu, w którym chłopiec po prostu zniknął. Nikt z sąsiadów nic nie widział, brak dobrego monitoringu w okolicy również utrudnia poszukiwanie jakichkolwiek śladów. Czy chłopiec sam wyszedł z mieszkania? Raczej nie, oboje z matką są uchodźcami z Ukrainy, więc nie miałby do kogo wyjść... Zatem kto go uprowadził? Może jego ojciec? Lecz matka z uporem twierdzi, że nie byłby do tego zdolny, gdyż nie potrafi sam zająć się dzieckiem, i sam nie umiałby podjąć takiej decyzji.
Chociaż uruchomiono Child Alert, nie przyniosło to również żadnego rezultatu.
Do poszukiwań chłopca dołącza dziennikarz śledczy Kamil Łoziński, który jest bardzo dociekliwy i zależy mu na odnalezieniu Mykoły. Ma znajomą policjantkę, więc próbuje się czegoś od niej dowiedzieć. Swoimi dawnymi kanałami szuka jakiegoś dojścia, żeby odnaleźć ojca chłopca.
"Niczego nowego nie znalazłem. Trochę dziwne: Czyżby policja zbagatelizowała sprawę ukraińskiego dziecka? Cóż, nasz kraj bogobojnych katolików, szczerze miłujących Pana, za to niekoniecznie kochających bliźnich swoich, nie takie rzeczy już widział."
Gdy policja staje się niemal całkiem bezradna w poszukiwaniach, Łoziński nie ustaje w szukaniu jakichkolwiek powiązań mających związek z ukraińską rodziną i robi wszystko żeby znaleźć kogoś, kto może coś wie, lecz nie zdaje sobie z tego sprawy. Starsza sąsiadka tej rodziny mając wiele czasu obserwuje okolicę, a że Kamil potrafi słuchać, dowiaduje się kilku faktów, o których nie wiedzą policjanci. Nie zadali sobie zbyt wielu trudu, żeby porozmawiać z mieszkańcami sąsiednich bloków. Zresztą ci starsi nie bardzo chcą szczerze rozmawiać z policją..., lecz już dziennikarz to dla nich całkiem ktoś inny, więc zupełnie inaczej z nim rozmawiają. Kamil Łoziński w Legnicy przebywa dość krótko, wcześniej był dość znanym i skutecznym dziennikarzem w Warszawie, więc miał spore doświadczenie w prowadzeniu tego typu spraw. Jego szef ciągle naciska, żeby pisał cokolwiek, żeby tylko był pierwszy i były większe zasięgi. Jednak Łoziński nie daje się zbajerować, chce być uczciwy i wobec matki dziecka i policji. Nie chodzi mu tylko o rozgłos, ale o znalezienie dziecka. Ta sprawa jest dla niego priorytetem a nie pisanie pod publikę i robienie sensacji.
"Zdarzało mi się, że piłem sporo. W mojej robocie trudno było tego uniknąć, bo alkohol pozwalał radzić sobie z permanentnym stresem. Jako tako. A czasami był niezbędny, żeby zbliżyć się do ludzi, od których wyciągałem informacje, rozwiązać im języki."
Robert Ostaszewski bardzo ciekawie pokazuje pracę policji oraz dziennikarza śledczego od środka. Łatwo można zauważyć wszelkie różnice w postępowaniu. Wiadomo, że policjanci często mają związane ręce, bo muszą trzymać się ściśle przepisów, lecz czasem wystarczy nieco więcej empatii i zrozumienia.
Kto porwał małego chłopca? W jaki sposób przez nikogo niezauważony wyszedł z domu? Czy uda się go odnaleźć? Czy drzwi w mieszkaniu były otwarte?
Zakończenie nieco zaskakujące, chociaż od pewnego momentu podejrzewałam, kto może być sprawcą porwania.
"W życiu czasami tak bywa, że zło koniec końców nie zostaje ukarane."
Polecam.
Wydawnictwo: b.d
Data wydania: 2026-01-14
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 320
Dodał/a opinię:
Myszka77
Akcja powieści rozgrywa się w Ciechanowie w dniach 7-16 czerwca 2012, czyli na początku trwania piłkarskiego Euro. Popełnia samobójstwo nastoletnia...
Rowicki jako prywatny detektyw wciąż widzi tyle zła. Zaginięcie pewnej Ukrainki sprawi, że obudzą się demony przeszłości i ruszy lawina nieszczęść. Jego...