Patrząc na okładkę, mogłam przypuszczać, że najnowsza powieść Ani Szafrańskiej będzie jednym wielkim... lukrem. Widzimy kobietę z różowymi ustami, podkoszulkiem, pomalowanymi oczami, różem na policzkach, tło również jest różowe. Wydawała się przesłodzona ta okładka, ale jedna z blogerek, Adriana, zarówno i moja przyjaciółka, powiedziała, że jest to jedna z najlepszych powieści pisarki i wcale nie jest taka słodka, więc zaryzykowałam. Przynajmniej gdy się ma ochotę na słodkie, to można zerknąć na tę lekturę. Trochę się napchacie samym widokiem różu. :D
Posiada skrzydełka, które są dodatkową ochroną przed zagięciami i innymi zniszczeniami. Na jednym z nich przeczytamy słów kilka o autorce, a na drugim trzy polecajki, w tym właśnie Adriany Rak, autorki Uwikłanych, a już wkrótce może nie tylko jej debiutanckiej powieści... ;)
Strony są białe, czcionka dość wyraźna i duża, marginesy są zachowane tak jak i odstępy między wersami. Co mnie gryzło? Że niestety są literówki w tekście. I nie jedna, a ciut ich więcej. :(
Nie wiedziałam, naprawdę, czego spodziewać się po piórze autorki. Wprawdzie wydała już kilka powieści, miałam je nawet w planie przeczytać, ale wiecie, jak to jest z czasem. Zdecydowanie za mało, a lektur zbyt wiele. Grunt, że w końcu zmieniłam fakt, że poznałam cokolwiek pióra tej pisarki. I co mi z tego wyszło?
Same dobroci!
Nie spodziewałam się, że już od pierwszej strony mnie wciągnie oraz, że będzie mi się przyjemnie czytać. Anna Szafrańska posługuje się lekkim i przystępnym piórem, które sprawia, że mózg się wyłącza i całe ciało relaksuje. Znacie to uczucie, prawda? Taki totalny relaks i radość z tego, co mamy na kartach powieści. Nie spodziewałam się takiego zaskoczenia, ale to dobrze, bo teraz będę mieć motywację, by ponownie sięgnąć po książki tej pisarki, a już w szczególności po :Powiedz tak!", które wydawca opisuje jako "Już wkrótce".
Przyznam, że chwilami ciężko było mi się oderwać. Jeszcze na początku nie miałam problemu z odłożeniem jej na bok, ale to tez pewnie ze względu na to, że ktoś pracować musiał. :P Jednak gdy w domu przysiadłam nad lekturą, to jak kontynuowałam tak też dokończyłam za jednym zamachem z przerwą (krótką) na obiad.
Także zdecydowanie polecam pióro tej autorki bo warto poświęcić czas jej papierowym dzieciom, a już w szczególnie "Właśnie tak!", które miałam okazję przeczytać. ;)Stefania to młoda dziewczyna, nasza główna bohaterka. Wprawdzie przez jej dwudziestoczteroletni byt na tym ziemskim padole los potrafił uderzyć w nią nie raz i ze zdwojoną siłą. Było mi jej żal, nie ukrywam. Ale też pękałam z dumy widząc, jak sobie radzi. Nie każdy udźwignąłby taki ciężar... Poniekąd też rozumiem, że boli ją powrót do swojej przeszłości, rodzinnej miejscowości. Sama się przeprowadziłam, mam rodzinę w tamtym miejscu, ale to już nie to samo. Jakby nie patrzeć, minęło siedem lat, z grona przyjaciół nie ostał się prawie nikt, także... Coś o tym wiem.
Obserwując jej zachowanie - muszę też wyznać, że nieco mnie irytowała. Ok, los kopał ją po dupie kiedy chciał, zachowywała się wrednie momentami, a czasami iście przeciwnie, jak biedna, spłoszona sarenka. Ugh, przecież taka miastowa z niej kobieta, to co jest grane? Ale dobrze, że napsuła mi trochę krwi, bo też dzięki temu jej charakterystycznemu zachowaniu, dostałam coś, czego oczekuję od każdej lektury, a nie każda to niestety ma. Rzekłabym, że bardzo mała ilość powieści to ma, a mianowicie... EMOCJE.
Ale.
Skupmy się jeszcze na moment na bohaterach, a raczej podsumujmy moje paplanie.
Śmiem twierdzić, że Ania Szafrańska przedstawiła nam charakterystyczne postacie, z pewną tajemniczą historią, które mogłyby żyć w naszym świecie. Są realne, a w dodatku mają charakter, dzięki czemu nie są nudni i nie można powiedzieć o nich "nijacy". Dlatego bohaterowie to jak dla mnie kolejny plus dla całości.
Pisałam o emocjach, prawda? Może nie było one jakieś ogromne, bym płakałam niczym bóbr, ale i też nie cieszyła się jak głupi do sera. Główna bohaterka napsuła mi krwi, ale dzięki temu odczuwałam to, co ona. Czułam rozgoryczenie, czułam zazdrość, złość, ból... Czułam to wszystko i chwilami widziałam siebie. Może nie w każdej kwestii, ale zdarzyło się tak. Na moje oko to bardziej spokojna lektura, bez gwałtownych wydarzeń, które zmienią bieg wszystkich i wszystkiego. Ale na przykład sceny w altanie... Muszę przyznać, serducho zabiło mi szybciej, więc gratuluję Autorce. Obudziła nieco moje zaspane serce i roznieciła ogień - brawo! Dlatego też zżera mnie ciekawość o czym i o kim będzie "Powiedz tak!". :)Z powyższym cytatem zgadzam się i podpisuję rękami i nogami. Gdyby nie bliska mi osoba nie wiem, jak zniosłabym śmierć osoby z rodziny, naprawdę. Zawsze to jakoś... lżej.
Pomysł na fabułę jest dość ciekawy, a co ważniejsze, wydaje mi się, że w pełni wykorzystany. Historia zainteresowała mnie, a to najważniejsze. Nie nudziłam się, akcja powoli toczyła się do przodu, co jakiś czas zaskakując nas nowymi informacjami, które nieco zmieniały pogląd na wszystko. Myślę, że każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie.
Jest to historia tak naprawdę o życiu, o perypetiach młodej dziewczyny, które przytrafić się mogły tak naprawdę każdemu z nas. Nie ma tutaj rzeczy nie możliwych, zbiegi okoliczności istnieją, wypadki chodzą po ludziach również. Los jest nieprzewidywalny i tak naprawdę nie wiemy co wydarzy się dnia następnego czy jeszcze dzisiaj w nocy. Ważne by umieć z życia czerpać jak najwięcej i nie tracić wiele czasu na smutki, a cieszyć się i korzystać z możliwości, jakie mamy. :)
Reasumując już chciałabym, stwierdzić, że jest to jak najbardziej lektura godna polecenia. Warto poświęcić jej swój wolny czas i zrelaksować się, co przy "Właśnie tak" wychodzi idealnie.
Bohaterowie są z krwi i kości, nie sprawiają wrażenia sztuczności. Pióro autorki jest przyjemne, wciągające i jestem pewna, że troszeczkę uzależniające. Nie wiem jakie Wy macie zdanie na temat książek autorki, ale ja poznałam tą recenzowaną dla Was i poczytałabym coś jeszcze... :)
Myślę, że śmiało mogę polecić tę książkę wszystkim świeżakom ciekawym tego, jakie książki pisze Ania Szafrańska - gorąco polecana przez Agnieszkę Lingas-Łoniewską. Chociaż zaczynając przygodę z tą historią pomyślałam, że chyba jestem ostatnia z ludzi żyjących i czytających, którzy nie znają jej pióra. :D
Polecam też tym, którzy lubią styl autorki, a jeszcze nie mieli okazji poznać tej pozycji. Gorąco polecam, bo warto naprawdę po nią sięgnąć!
Także... Polubiłam się z pisarką i chcę więcej, koniecznie! :)
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2018-06-07
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 308
Język oryginału: Polski
Dodał/a opinię:
Angelika Ślusarczyk
Trzeci tom chwytającej za serce serii „PInk Tattoo”! Tatuaż może być tym, co będzie, jeżeli pozwolimy odejść temu, co było. Jaśmina znalazła...
Daniel nie spodziewał się, że pojawienie się w jego życiu Łucji, zmieni wszystko.Była dla niego zakazana. Wszyscy to wiedzieli. On, ona i każdy, kto miałby...