Za kulisami filmowego "Hobbita"

Autor: SiM
Okładka publicystyki dla Za kulisami filmowego

22 października 2011 roku po 110 dniach pracy w studio nagraniowym ekipa realizująca "Hobbita" wyruszyła w plener. Zdjęcia do filmu realizowano w Nowej Zelandii - kraju pięknym, ale niezwykle trudnym dla filmowców. Nie chodzi tylko o kiepskie drogi. Sprzętu potrzebnego filmowcom było tak dużo, że do jego dostarczenia na miejsce potrzeba było 140 ciężarówek. Gdyby ustawić je jedna za drugą, utworzyłyby konwój długi na ponad półtora kilometra. Oczywiście, zdjęć nie realizowano w jednym miejscu i sprzęt trzeba było często przewozić. 

trucks- Kiedy oglądamy teren pod plan zdjęciowy, musimy się upewnić, że wszystko się zmieści. A potrzebujemy naprawdę dużo przestrzeni, tyle co trzy boiska do rugby - jedno na parking, jedno na pojazdy zaplecza i jedno na ciężarówki ze sprzętem - mówił twórcom książki "Hobbit. Niezwykła podróż. Oficjalny przewodnik po filmie" Jarred Connon, kierownik nadzoru terenu. Koszt przygotowania takiego parkingu przed przybyciem ciężarówek to około 100 tysięcy dolarów. Jeśli jednak w danym miejscu filmowcy mieli spędzić jedną dobę, to decydowano się na to, by nie wysypywać planu filmowego i parkingu żwirem, lecz zapłacić za posprzątanie bałaganu i szkód poczynionych podczas pracy połowę powyższej kwoty. A mówimy tu tylko o mniej ważnych miejscach zdjęć. 

Jeden z najważniejszych planów zdjęciowych - wioska hobbitów - powstała w miejscowości Matamata. Ekipa i aktorzy podróżowali do niej z lotniska 200 samochodami. Za nimi podążały tiry. Wiozły one kamery, sprzęt nagłaśniający, zabezpieczenia przed deszczem i zimnem, paki pełne mieczy, toporów, łuków i strzał, sztucznych drzew, a także mały ogródek z prawdziwych roślin. Kolejne ciężarówki zawierały krasnoludzkie peruki, brody i kostiumy, hobbickie sztuczne uszy i stopy, nie wspominając o zwierzętach - 49 owcach, 15 kurczakach, 9 kozach, 5 wołach, 4 bażantach, 2 kaczkach i świni, a także o... 60 kilogramach papieru toaletowego. 

housePo przewiezieniu materiałów filmowcy stanęli przed kolejnym wyzwaniem - budową dekoracji. Z góry zakładano, że nie wszystkie dekoracje będą powstawały w formie fizycznej i ogromną rolę odgrywać będzie postprodukcja. W przypadku "władcy Pierścieni" dekoracje, choć złożone, powstawały w prostej skali. W przypadku "Hobbita" było inaczej. Tworzono bardzo szczegółowe modele, które nie tylko pokazywały większą część budynku, ale także modele większe od tych, które niezbędne były do filmowania scen. Chodziło o to, by w razie, gdyby potrzebna była większa część dekoracji niż założona we wstępnych projektach (na przykład zaplanowany kadr był mniej efektowny niż zakładano), można było kontynuować filmowanie bez zbędnych opóźnień i czekania na akceptację reżysera.  

Ponieważ nie było możliwe, by wszyscy aktorzy byli nieustannie dyspozycyjny przez cały okres trwania zdjęć (w przypadku "Hobbita" było to półtora roku), część dekoracji musiała być wielokrotnie zmieniana, demontowana i wznoszona na nowo. Montaż niektórych dekoracji mógł trwać nawet 6 tygodni. A i tu sprawa nie była tak prosta. Jeśli bowiem zakładano, że montaż dekoracji do konkretnej miał trwać tydzień, to tak naprawdę trwało to dwa tygodnie. Wykorzystywano dwie ekipy scenarzystów, techników, cieśli, monterów, malarzy, dekoratorów i specjalistów od wykończeń, pracujące zmianowo. Byli oni dostępni przez 24 godziny na dobę.   

 

skalaProblem skali

Część scen nagrywano w dwóch wersjach wymiarowych dekoracji. W pierwszej na planie występowali sami hobbici wraz z krasnoludami. Gdy na planie pojawiał się Gandalf (na przykład w norze hobbita), specjalnie dla niego projektowano dekoracje, tak, by sprawiały wrażenie bardzo małych i wyolbrzymiały postać czarodzieja. Obie wersje dekoracji musiały idealnie do siebie pasować, tak, by po nałożeniu nagranych scen, nie było niespójności. Czasem tylko w jednym momencie nagrywano w jednym planie Gandalfa i krasnoludów. Wówczas role dzielono pomiędzy dublerów. 

Peter Jackson role krasnoludów rozdzielał według umiejętności aktorskich. Problem pojawiał się w momencie, gdy rolę mierzącego około 1,3 m krasnoluda musiał zagrać aktor mierzący niemal dwa metry. 

Posturę określa się na podstawie stosunku wysokości do wielkości głowy. W przypadku krasnoluda wynosił on 5:1, a w przypadku aktora o wzroście 1,9 m. - 8:1. Oznacza to, że w przypadku krasnoluda głowa mieści się 5 razy w wysokości całego ciała, a w przypadku człowieka - 8 razy. Należało zatem znaleźć sposób, dzięki któremu normalne ludzkie ciało mogłoby wyglądać, jakby miało większą głowę i krótszy tułów. Trzeba było wykorzystać charakteryzację protetyczną. Głowy wyglądają na większe dzięki piankowym czepkom, na które nakładano rysy twarzy, w tym wydatniejsze czoła i brwi oraz bardziej wydatne nosy, a ciała na bardziej korpulentne dzięki specjalnym kostiumom. Oczywiście te były bardzo ciężkie, niewygodne i... bardzo mocno grzały aktorów. Rozwiązaniem problemu okazała się kamizelka podobna do tych, jakie noszą kierowcy radiowi. W przerwach między zdjęciami napełniano ją lodowatą wodą, by obniżyć temperaturę ciała aktora. Po drugim dniu zaczęto również stawiac klimatyzowane namioty, w którzy aktorzy mogli odpocząć. Całości ich wyglądu  dopełniały brody, które skracały szyje, oraz peruki. 

postaciA, właśnie - peruki. Każda z trzynastu postaci krasnoludów wymagała dwóch zestawów peruk i bród. Ponadto każda z nich miała wielu dublerów i kaskaderów do zdjęć w różnych skalach i do ujęć specjalnych. Dla samych krasnoludów wyprodukowano 91 peruk i bród zanim zaczęto choćby myśleć o tym, co było potrzebne dla hobbitów, elfów i czarodziejów. Z wyjątkiem kilku statystów każda postać występująca w filmie miała perukę albo perukę i brodę. Na planie pojawiły się nawet kobiety i dzieci krasnoludów, które także zapuszczały brody. 

Twórcom zależało na tym, by uniknąć problemów, jakie pojawiały się planie "Władcy Pierścieni" w przypadku postaci Gimlego. Wówczas charakteryzacja była bardzo czasochłonna, a kostium - niewygodny. Przypomnijmy, że we "Władcy Pierścieni" ważną rolę odgrywał jeden krasnolud. Tu mieliśmy do czynienia z 13 wyrazistymi postaciami. Charakteryzacja miała się zwykle kończyć nad oczami, by umożliwić aktorom swobodną mimikę, część jednak krasnoludów nosiła maskę, całkowicie zasłaniającą twarz. Powstało ponad 600 wstępnych projektów charakteryzacji. Wykonano odlewy głów i twarzy poszczególnych aktorów, a następnie naniesiono na nie przygotowane projekty charakteryzacji. Później wybrano najlepsze projekty. Niektóre charakteryzacje nakładane na twarze aktorów, przygotowywano każdego dnia przez ponad 2 godziny, a w przypadku Bombura - nawet 3 godziny. 

- Nie da się opisać uczucia, kiedy spoglądasz na siebie w lustrze, a z tafli patrzy na ciebie całkiem inna osoba. To jak sen i nie ma lepszego sposobu dla aktora na wejście w rolę, ponieważ 50% pracy już za ciebie zrobiono! - mówił o charakteryzacji Richard Armitage, grający rolę Thorina. 

 

bilboEkipa niszczycieli

Charakteryzacja to jednak nie jedyny element, który sprawiał, że poszczególnie postaci wypadały wiarygodnie. Druga sprawa to kostiumy. Amy Wright i jej ekipa pełnili na planie filmu rolę specjalistów do spraw niszczenia i postarzania ubrań. Uszyte stroje nie mogły bowiem wyglądać jak nowe - musiały nosić ślady noszenia, zużycia i tego, że dana postać lubiła je nosić. Kiedy kostiumy docierały do Amy, wyglądały pięknie - były starannie wykonane z delikatnych tkanin, z efektownymi zdobieniami. Wówczas ekipa zabierała się za ich niszczenie. Musiano brać pod uwagę, co przeszła dana postać w konkretnym kostiumie. Wraz z postępami fabuły, ubrania musiały być coraz bardziej zużyte, a uszkodzenia musiały przypominać te dokonane we wcześniejszych scenach i tylko się pogłębiać. Do matowienia elementów używano papieru ściernego, druciane szczotki sprawiały, że wełna wyglądała na rozciągniętą, a skrobaczka skórze nadawała wytarty wygląd. Ponadto w użyciu były aerografy, palniki, opalarki i narzędzia jubilerskie - szlifierki. Jeden z członków ekipy korzystał ze szczypczyków do rzęs, by wydłubać włosie z kurtki podróżnej Bilba, by wyglądała na wytartą - ale tylko w miejscach, gdzie paski torby ocierały się o materiał. 

- Na każdym etapie podróży Bilbo ma inną kurtkę, każda kolejna jest bardziej zniszczona od poprzedniej. Ta należy do etapu piątego i kopiuję wzorzec wytartego włosia z kostiumu noszonego przez Martina Freemana na kostium noszony przez jego dublera. Nawet, gdyby miał być filmowany z helikoptera, staram się być bardzo skrupulatny. To już dwunasta kurtka Bilba, z której wyskubuję włosie. Czasem zachowanie zdrowych zmysłów przy tej czynności jest sporym wyzwaniem. W sumie tak naprawdę trochę wariujemy, ale to raczej kontrolowane szaleństwo i, jak sądzę, jeśli nie jesteś trochę szalony, prawdopodobnie nie robisz tego jak należy - mówił twórcom przewodnika po filmie Hamish Brown. 

Czasem członkowie ekipy wykonywali tego rodzaju czynności, nosząc równocześnie ubrania członków obsady tylko po to, by nadać im wiarygodny wygląd - by zyskały wygniecenia i załamania oraz fałdy - tak, jak tworzy je ciało. W ekstremalnym przypadku - w przypadku stroju Radagasta - ubranie musiało wyglądać, jakby było noszone przez wiele lat. 

 

coolingKwestia chłodzenia

Ze względu na to, że zdjęcia i sceny nagrywano w różnych skalach przy udziale nie tylko aktorów, ale też kaskaderów i dublerów, ekipa charakteryzatorska przygotować miała 40 różnych silikonowych masek na każdy dzień nagrywania scen dla każdej z 13 głównych postaci. Gdy realizowano scenę i za sprawą charakteryzacji oraz masek aktorom było bardzo gorąco, natychmiast czuli, jak pot z nich spływał. Potrzebne było rozwiązanie problemu jego odprowadzenia, a więc swego rodzaju "systemu irygacyjnego". Pot spływał w dół, łączył się z klejem do protez i zbierał w małych kieszonkach nad silikonowymi brwiami. Dyżurna charakteryzatorka wyciskała te małe zbiorniczki i pot tryskał fontanną z czoła. Twórcy filmu nazywali to "dojeniem". 

Bywało jednak ciężko również podczas pracy bez masek. Temperatura w Nowej Zelandii, szczególnie gdy na ograniczonej przestrzeni zebranych jest tak wiele osób, potrafiła być naprawdę wysoka. Podczas kręcenia niektórych scen więc pod stołami ustawiono wentylatory, dmuchające aktorom i ekipie w pośladki, by było chłodniej. Korzystano z klimatyzatorów, gdy jednak i to nie pomagało, uciekano się do bardziej drastycznych środków. Na przykład Mark Hadlow (filmowy Dori) grał niektóre sceny w ogóle bez spodni.

 

dwarvesKto jest kim w "Hobbicie"?

Za każdym razem, gdy na ekranie kinowym widzimy krasnoluda, może to być jeden z czterech ludzi - aktor grający tę rolę, dubler z drugiej ekipy, kaskader lub dubler w małej skali. Wielkim wyzwaniem było zatrudnienie wystarczającej liczby dublerów w dużej i małej skali. W filmie gra 7 Bilbów, w tym jeden dubler w małej skali, mający 124 centrymetry wzrostu. 

Przygotowując się do realizacji filmu, ekipa musiała zatrudnić osoby mierzące ponad 2 metry 10 centymetrów lub mniej niż metr sześciesiąt wzrostu. Niektórzy statyści po pojawieniu się na castingu stwierdzali, że po raz pierwszy w życiu są za wysocy. Ponadto dublerzy musieli być dostępni na każde wezwanie ekipy, musieli także spełniać określone wymogi charakterologiczne. Dla kandydatów na dublerów zorganizowano specjalny obóz szkoleniowy, by podczas realizacji filmu nie zrobili krzywdy ani sobie, ani nikomu innemu. Wśród dublerów krasnoludów były również kobiety, które musiały także nauczyć się chodzić "po męsku". Najtrudniejszym wyzwaniem było jednak przejęcie ducha danego członka obsady, tak, by nie można było po założeniu mu maski odróżnić aktora od dublera.

Najwyższą osobą w obsadzie "Hobbita" był Paul Randall, mający 2 metry 15 centrymetrów wzrostu. We "Władcy Pierścieni" dublował Gandalfa i wiele innych postaci (plotka głosi, że także Arwenę). W "Hobbicie" przejmował czasem rolę Gandalfa w scenach z krasnoludami i z Bilbem. W obsadzie był także wysoki dubler Legolasa, Radagasta, trzech Gandalfów, dwie Tauriel i jeden Beorn.   

 

trollTrolle czy krasnoludy?

Co ciekawe, role trzech trolli występujących w filmie - Berta, Toma i Williama - zagrali członkowie obsady krasnoludów. Postaci te były animowane cyfrowo z użyciem materiału zebranego w procesie przechwytywania ruchu. Kamera filmowała aktorów wykonujących ruchy postaci w strojach i maskach pokrytych punktami sledzącymi. Markery te były następnie używane przez grafików przy tworzeniu istot, które pojawiały się na ekranie. Technika ta - mocap - wykorzystana była pierwotnie podczas tworzenia postaci Golluma we "Władcy Pierścieni". Tu została udoskonalona i dopracowana. 

Ponieważ aktorzy z obsady krasnoludzkiej występowali w scenach z trollami w podwójnej roli, Mark Haddlow, Peter Hambleton i William Kircher nagrywali te same sceny dwukrotnie. 

- To było naprawdę niesamowite. Kiedy grałem trolla, w czasie walki udawałem straszliwy ból, gdy krasnolud odrąbał mi nogi. A potem, grając Gloina, wyobrażałem sobie, że atakuję Williama z toporem. Wspiąłem się na wyżyny aktorstwa - wspomina Peter Hambleton. 

William Kircher musiał poradzić sobie dodatkowo z odróżnieniem swego głosu jako krasnoluda i głosu, jaki wydawał w roli trolla. Uznał więc, że troll Tom będzie miał poważne problemy ze smarkami i będzie mówił przez nos. Pracował nad tym głosem, doprowadzając do szału... swą żonę. 

 

 


Więcej na temat tworzenia postaci czy kulisów powstawania filmowego "Hobbita" dowiedzieć się można z książek Hobbit. Niezwykła podróż. Oficjalny przewodnik po filmie oraz Hobbit. Niezwykła podróż. Kronika 2. Sztuka tworzenia postaci

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy
Recenzje miesiąca
Drogowskazy
Wiktor Osiatyński
Okładka książki - Drogowskazy
Zadry
Dominik Rutkowski
Okładka książki - Zadry
Świat kupek
Terry Pratchett
Okładka książki - Świat kupek
Ekoświrek. Bajka ekologiczna
Katarzyna Terechowicz
Okładka książki - Ekoświrek. Bajka ekologiczna
Pokaż wszystkie recenzje