Zbadać wszystko. Portret Umberto Eco

Autor: Sławomir Krempa
Okładka publicystyki dla Zbadać wszystko. Portret Umberto Eco z kategorii Brak kategorii

Każdy skomplikowany proces ma proste rozwiązanie i jest ono błędne 

Wahadło Foucaulta

 
Był rok 1980. Na szczytach światowych list bestsellerów królowały List do Rebeki Kena Folleta, Tożsamość Bourne’a Roberta Ludluma i Kongo Michaela Crichtona. Tymczasem we Włoszechukazała się napisana przez zupełnie nieznanego osobom spoza świata naukowego autora książka. Publikacja stanowiąca - jak podkreślał sam pisarz - historię ksiąg, nie zaś codziennych strapień. Publikacja nawiązująca do myśli takich filozofów, jak św. Tomasz z Akwinu czy Roger Bacon. Licząca kilkaset stron powieść szybko zdeklasowała konkurentów we Włoszech, a potem w każdym niemal kraju, w którym się ukazywała. Jak podkreślała w książce Czytanie wzbronione Dubravka Ugresić, na plażach całego świata rzadziej widziano wtedy osoby czytające romanse niż czytelników tej właśnie książki. We Włoszech sprzedano ponad 2 miliony egzemplarzy, na całym świecie  - według różnych źródeł - co najmniej 10-15 milionów, a jej popularność jedynie dopełnił film z Seanem Connerym w roli głównej. Oczywiście książką tą było Imię róży Umberta Eco - naukowca, którego zapowiadany jako krótkotrwały romans z powieściopisarstwem przekształcił się w miłość na całe życie.

 

Kształtujemy się na odpadkach mądrości

Wahadło Foucaulta

 

Umberto Eco urodził się 5 stycznia 1932 roku w niewielkiej, prowincjonalnej Alessandrii we Włoszech. Interesujące jest już samo pochodzenie jego nazwiska - dziadek pisarza był bowiem dzieckiem porzuconym, któremu nadano nazwisko stanowiące akronim łacińskiego określenia ex caelis oblatus - dar niebios. Czy można się więc dziwić zamiłowaniu pisarza do średniowiecza i jego decyzji o studiowaniu filozofii i literatury? Ojciec - księgowy, wcielony później do włoskiego wojska (echa tych wydarzeń i zamiłowania Eco do komiksów, jak również jego pierwszych literackich przygód odnajdujemy w powieści Tajemniczy płomień królowej Loany) chciał dla pisarza zupełnie innej przyszłości - marzył, by jego syn został prawnikiem.

Tymczasem Eco zajął się myślą świętego Tomasza z Akwinu. Jemu poświęcił swą pracę doktorską, jemu poświęcona była pierwsza ważna książka Eco - Il problema estetico in San Tommaso(Estetyka u świętego Tomasza). Postawił w niej wówczas bardzo ryzykowną tezę jakoby Tomasz z Akwinu - filozof bardzo surowy, cnotliwy i ogromnie pobożny - poruszał temat przyjemności estetycznej. Biograf Eco, Daniel Salvatore Schiffer, jako pierwszą ważną fazę jego twórczości wskazuje właśnie fazę estetyczną, z którą połączona była przemiana światopoglądu samego naukowca. Przystąpiłem do badań w 1952 roku z nastawieniem duchowym, które nakazywało mi utożsamiać się z religijnym światem Tomasza z Akwinu, natomiast teraz minęło już mnóstwo czasu, odkąd rozliczyłem się z metafizyką tomistyczną i religijnym spojrzeniem na całą kwestię - pisze sam Eco w poprawionym wydaniu swej pierwszej książki. - Osobliwy jest jednak fakt, że rozliczenie mogło dokonać się właśnie tylko poprzez dociekania nad estetyką tomistyczną - tak powściągliwie Eco podsumowuje okres kryzysu wiary, jaki przechodził w latach pięćdziesiątych.

 

Jedną z najważniejszych cech uczciwego człowieka jest opór wobec religii, która nakazuje nam nienawidzić najpiękniejszej rzeczy, jaka jest nam przeznaczona - życia. 

 

Tak mówił wiele lat później autor Imienia róży. Nie, Eco nie był ateistą. Nie sądzę, by istnieli prawdziwi ateiści - powie wiele lat później. - Powiedzmy, że jeżeli inni powieściopisarze mają kłopot z Bogiem, w moim przypadku to raczej Bóg ma kłopot ze mną. To oczywiście żart. Chciałbym się jednak wytłumaczyć. Byłem katolikiem i straciłem wiarę, ale przy przechodzeniu od niewiary w Boga do stwierdzenia, że Boga nie ma, pojawia się głębokie zahamowanie. Chodzi o rodzaj głębokiego zahamowania wobec takiego bluźnierstwa. Lepiej żyć tak, jakby Boga nie było. To warunek moralności absolutnej, kantowskiej. (…) Gdybyśmy wiedzieli, że Bóg istnieje albo nie istnieje, nie byłoby ani filozofii, ani teologii.

Być może właśnie dlatego Eco, choć był agnostykiem, znalazł płaszczyznę porozumienia z kardynałem Carlo Marią Martinim. Efektem ich dysputy jest znakomita publikacja W co wierzy ten, kto nie wierzy.
 

 

Semiotyka to dyscyplina badająca wszystko, czego można użyć, by powiedzieć nieprawdę. Jeśli coś nie może być użyte do powiedzenia nieprawdy, nie może być również użyte do powiedzenia prawdy, a tak naprawdę to nie może być użyte do powiedzenia czegokolwiek.

 

W latach 1956-1964 Eco pracował jako redaktor kulturalny dla RAI (Radiotelevisione Italiana) i wykładał na uniwersytecie w Turynie. W 1959 roku został konsultantem w wydawnictwie Bompiani i ostatecznie zaczęły kształtować się jego poglądy jako semiologa. Eco zwrócił się również w stronę twórczości Joyce’a. To jemu poświęcił kardynalną swą publikację naukową - Dzieło otwarte, dopatrując się w twórczości autora Finneganów trenu głębokiego zakorzenienia w… średniowieczu. Za sprawą tej publikacji Eco, pisząc o estetyce, wyznawcza zarazem kierunki rozwoju współczesnej semiologii (najprościej mówiąc: nauki stawiającej w centrum zainteresowania znak i jego wartości). Dzieło sztuki jest przekazem z istoty swej nieokreślonym, wielokrotnością znaczeń, które współżyją w jednym oznaczniku. Tezy, że cecha ta jest właściwością każdego dzieła sztuki, próbuję dowieść - pisze Eco już w przedmowie. I dodaje: Artysta tworząc wie, że poprzez przedmiot strukturalizuje przesłanie: nie może ignorować faktu, że pracuje dla odbiorcy. Wie, że ten odbiorca zinterpretuje przedmiot-przesłanie wykorzystując wszystkie te niejednoznaczności, ale wcale nie czuje się przez to mniej odpowiedzialny za ten łańcuch komunikacyjny. Wskutek tego każda jasno określona poetyka jest już, jako projekt operacyjny, projektem komunikacji, jest projektem co do przedmiotu i jego skutków. Poetyka - to również spojrzenie nowe jak na owe czasy - to według Eco projekt ukształtowania i ustrukturalizowania dzieła

 

Książki to ubezpieczenie na życie, maleńka antycypacja nieśmiertelności. Raczej wsteczna (niestety!), niż spoglądająca w przyszłość. Ale nie można mieć wszystkiego i to od razu.

Drugie zapiski na pudełku od zapałek

 

Eco nigdy tak naprawdę nie porzucił estetyki. To do tego nurtu w jego badaniach zakwalifikować takie prace jak Historia piękna (projekt, który miał być pierwotnie wyłącznie opracowaniem cyfrowym, a ostatecznie wydany został również w formie książkowej) i Historia brzydoty czy Sztuka i piękno w średniowieczu. Jednak z czasem coraz mocniej zwracał się Eco w stronę semiologii w sensie właściwym. To właśnie dlatego Nieobecna struktura nosi podtytuł wstęp do badań semiotycznych. W Dziele otwartym Eco dokonał analizy systemu eksperymentalnych języków współczesnej sztuki, a następnie chciał zająć się całością problematyki semiotycznej. W pewnym sensie się udało - Nieobecna struktura to chyba najbardziej obszerna książka prezentująca podstawowe założenia semiotyki i w pewnym sensie odświeżająca wiedzę na temat strukturalizmu, który zdążył już nieco pokryć się kurzem jako horyzont myślowy.

To, co działo się w kolejnych latach, dowodzi tylko, jak pracowitym Eco był człowiekiem. W latach 1968-1978, po wydaniu Nieobecnej struktury autor Imienia róży niemal kolekcjonował stanowiska i tytuły. Uczył teorii przekazu wizualnego na florenckim fakultecie architektury, miał wykłady w Nowym Jorku, wykładał w Argentynie, Mediolanie, Bolonii, założył periodyk semiotyczny „Versus”, był sekretarzem generalnym jednego ze stowarzyszeń semiologów i organizatorem pierwszego Międzynarodowego Kongresu Semiotycznego, pisał do najważniejszych czasopism literackich. Wypracował też własną, rewolucyjną, teorię wytwarzania znaków, a - co za tym idzie - również znaczenia, którą zaprezentował w pracy Trattato di semiotica generale, opisującej relacje między sposobem wyrażenia a treścią. Napisze - wreszcie - o przyjemności, jaką daje tekst w książce Lector in fabula

 

Nie przestaniemy czytywać fikcyjnych opowieści, albowiem w nich właśnie poszukujemy wzoru, który nadałby znaczenie naszemu życiu. Przez całe nasze życie poszukujemy historii naszych początków, które opowiedziałyby nam, dlaczego żyjemy. Czasami szukamy kosmicznej historii, opowieści o wszechświecie, czasami naszej własnej, osobistej opowieści (którą opowiadamy naszemu spowiednikowi lub analitykowi, lub którą zapisujemy na stronicach dziennika). Czasami nasza osobista historia współgra z historią wszechświata 

 

To już cytat z Sześciu przechadzek po lesie fikcji - książki, która powinna być lekturą obowiązkową dla każdego, kto chce zajmować się pisaniem o literaturze.

Pod koniec lat siedemdziesiątych XX wieku Umberto Eco przestał zajmować się wyłącznie badaniem literatury. Dla zabawy przeszedłem od roboty teoretycznej do opowiadania historyjek, wykorzystując dokładnie te same materiały, co w refleksji filozoficznej - powie później pisarz. Jeśli warto było prześledzić historię jego badań naukowych, to także dlatego, by lepiej zrozumieć późniejszą twórczość pisarza. Bo - rzeczywiście - praca naukowa znajduje w powieściach Eco bardzo mocne odzwierciedlenie.

 

Miałem prawie 50 lat. W tym wieku panowie rzucają żony i uciekają z tancerkami. Natomiast ja napisałem powieść: to mniej kosztowne i mniej grzeszne. Przestałem być tylko profesorem i zacząłem być powieściopisarzem.

 

Zaczął Eco naprawdę mocno - Imieniem róży, bestsellerem i książką znakomitą. Powieść historyczna? Kryminał metafizyczny? Z całą pewnością. Znakomity thriller? Oczywiście - dopiero ostatnie strony książki przynoszą wyjaśnienie zagadki, która przykuwa czytelnika do lektury.

Jak to się stało, że w ogóle powstała? Żartobliwie tłumaczy to Eco w Dopiskach na marginesie "Imienia róży": Pewnego dnia przyszedł ktoś, kto zaproponował, bym napisał książkę do serii, w której politycy, filozofowie opowiadaliby różne historie. Odmówiłem: nigdy nie przyszło mi do głowy, że mógłbym napisać powieść, uważałem, że nie potrafiłbym budować dialogów. Na koniec zażartowałem: Gdybym miał napisać powieść kryminalną, rozgrywałaby się w średniowieczu, byliby w niej mnisi i miałaby co najmniej siedemset stron. Potem wróciłem do domu i natychmiast pomyślałem: „A właściwie dlaczego nie?” Zacząłem szukać starego zeszytu i zobaczyłem, że zanotowałem szereg imion mnichów do wykorzystania w powieści kryminalnej. W terminach romantycznych należałoby powiedzieć o nagłym przypływie natchnienia, w które ja jednak nie wierzę. A poza tym trudno mówić o natchnieniu, mając na myśli pomysł, z którym chodziłem prawie rok, sporządzając schematy, diagramy, notując refleksje na temat przestrzeni, miejsca, labiryntu i nie wychodząc poza te przygotowania. Oczywiście nie pisząc ani słowa. 

 

Teraźniejszość znam wyłącznie z ekranu telewizyjnego, natomiast średniowiecze – bezpośrednio.

Dopiski na marginesie "Imienia róży"

 

Pierwotnie książka ta miała nosić tytuł Opactwo zbrodni, jednak Eco nie chciał - z jednej strony - zwracać uwagi czytelnika wyłącznie na jej warstwę kryminalną, a - z drugiej - oszukiwać osób poszukujących wyłącznie dreszczu emocji. Imię róży to wielka pochwała semiologii i - w pewnym sensie - także strukturalizmu. To powieść o świecie jako labiryncie, wielkiej bibliotece, w której - dzięki nauce (albo logicznemu myśleniu) - możemy się poruszać. To wielka pochwała ksiąg, literatury, ale i rozumu w ogóle. Jak winniśmy ją interpretować? Tego Eco, oczywiście, nie wyjaśnia, ale daje wskazówki dotyczące wieńczącego książkę łacińskiego heksametru. Po wszystkich tych przepadłych rzeczach pozostają nam czyste nazwy. Jak sobie przypominam, Abelard używał przykładu sformułowania nulla rosa est, by wskazać, że język może mówić albo o rzeczach, które przepadły, albo o rzeczach nie istniejących. A teraz niechaj czytelnik wyciąga sobie wnioski. Pisarz nie powinien objaśniać swojego dzieła, po cóż bowiem pisałby powieść, która jest wszak maszyną do wytwarzania interpretacji. Mówiąc prościej: może chodzi o to, że wszystkie rzeczy materialne (podobnie zresztą jak ludzie) przetrwać mogą jedynie w języku? Oczywiście jednak to odczytanie powieści jest tylko jedną z wielu możliwych interpretacji. Interpretacji, które powstawać będą tak długo, jak długo Imię róży będzie czytane.

 

Sztuka jest ucieczką od wzruszeń.

Dopiski na marginesie "Imienia róży"

 

Żadna już później powieść Umberta Eco nie będzie tak szeroko dyskutowana, jak Imię róży. Co nie znaczy, że nie będą one ważne, udane czy interesujące. Jacques Le Goff, przyjaciel Eco i wielki historyk, nazwał Wahadło Foucaulta encyklopedią tajnych sekt. Według Le Goffa ta powieść stanowi swego rodzaju przedłużenie Imienia róży. Bezmierna książka, w której pod warstwą uniwersalnej erudycji naznaczonej finalną pieczęcią mądrości bije serce autora towarzyszącego w wędrówce przez przestrzeń i czas fascynującym poruszeniom wahadła, kiedy rzeczywistość przerasta i poprzedza fikcję - pisał historyk. Książka Eco wykorzystuje tak popularne teorie spiskowe, bazuje na ich nośności, czerpie też z popularności różnych rodzajów ezoteryzmu, by stać się atrakcyjną dla czytelnika. Ale tak naprawdę włoski badacz przestrzega przed poddawaniem się atrakcyjności tych idei. Podobnie jak przestrzega przed faszyzmem, który - choć formalnie już nie istnieje - jako idea pozostaje wiecznie żywy i w każdej chwili może - podobnie jak to czyni wahadło w swoim cyklu pracy - powrócić i zatriumfować. Podobne ostrzeżenie znajdziemy w późniejszej o wiele lat powieści Temat na pierwszą stronę, podobne ostrzeżenie pojawiać się będzie w twórczości Eco niejednokrotnie.       

Pozostając przy teoriach spiskowych: wiele osób dopatrywało się w powieściach Dana Browna plagiatu książki Eco. Sam pisarz nie stawiał takiej tezy, mówił raczej, że w pewnym sensie to on stworzył Dana Browna - Amerykanin bowiem podzielał wszystkie niepokoje bohaterów Eco i traktował je śmiertelnie poważnie.

 

W księgarniach specjalizujących się w okultyzmie Brown kupował te same prace co ja, kiedy pisałem „Wahadło Foucaulta”. Tyle tylko, że ja nie traktowałem ich poważnie, a on tak

 

Chyba najtrudniejsza w odbiorze spośród powieści włoskiego semiologa będzie Wyspa dnia poprzedniego - trzecia książka beletrystyczna w dorobku Umberta Eco. Tu punkt wyjścia jest najbardziej chyba przewrotny - oto w 1643 roku, podczas wojny trzydziestoletniej, młody Piemontczyk zostaje rozbitkiem na samym środku Pacyfiku. Rzecz w tym, że fale zaniosły go, przywiązanego do deski, nie na bezludną wyspę, ale do burty statku opuszczonego przez załogę. Wyspa jest w odległości kilkunastu metrów od statku, ale Robert de la Grive nie może do niej dotrzeć, nie potrafi bowiem pływać! Taki obraz stał się dla Eco inspiracją do napisania powieści. Wszystkie możliwości narracyjne wydały mi się teraz oczywistością: będzie to całkowicie onanistyczna opowieść o człowieku, który wykorzystuje swoją pamięć i wyobraźnię - mówi pisarz. Od wyspy oddziela statek linia sto osiemdziesiątego równoleżnika, która dzieli Ziemię na dwa główne obszary czasowe, nazywane umownie „wczoraj” i „dziś”. Robert staje więc w obliczu tajemnicy długości geograficznej. Powieść jest hermetyczna, Eco napisał ją bowiem imitując autentyczny styl barokowy i konwencję opowieści epistemologicznej. Opowieści o granicy pomiędzy przeszłością i teraźniejszością, ale też pomiędzy prawdą a fikcją. 

Tej ostatniej poświęci Eco Baudolino - opowieść o żyjącym w czasach wypraw krzyżowych chłopaku, który uwielbiał kłamać. Zastanowi się w niej Eco nad problemami mitu i utopii i zabierze czytelników na wielką wyprawę do mitycznego królestwa księdza Jana (zainteresowanych tematem odsyłam też do Historii krain i miejsc legendarnych, jednej najpiękiej wydanych książek Eco). Będzie pisał o pamięci i zapominaniu, powracając do lat i lektur dzieciństwa w Tajemniczym płomieniu królowej Loany, stanowiącym zarazem (ponownie) ostrzeżenie przed faszyzmem, jak i hołd złożony powieściom graficznym czasu swojego dzieciństwa. W Cmentarzu w Pradze Włoch powróci do korzeni, zajmując się Protokołami Mędrców Syjonu, raz jeszcze wplatając w powieść wątki czerpiące garściami z popularnych teorii spiskowych i nakazując czytelnikom zastanowić się nad tym, na ile ich przekonania czy wiedza o świecie są wynikiem autentycznej refleksji, a na ile - manipulacji. Najbardziej współczesną będzie z kolei jego ostatnia powieść Temat na pierwszą stronę, którą wiele osób traktowało jako diagnozę współczesnej sytuacji we Włoszech. Tak naprawdę jednak - jak to u Eco - była to opowieść o mechanizmach władzy, o stanie współczesnych mediów - nie tylko we Włoszech, o granicy pomiędzy prawdą a kłamstwem.

 

Jak dla kobiety w XVIII w. było nie do pomyślenia, żeby pokazała kostkę, tak dla mnie jest nie do pomyślenia, żeby pisać o swoich uczuciach na Facebooku

 

W ogóle w ostatnich latach Umberto Eco stawał się coraz bardziej rozgoryczony poziomem światowych mediów. Przez lata publikujący na łamach prasy pisarz (znakomite Zapiski na pudełku od zapałek) felietony i komentarze, z wiekiem coraz mniej chętnie udzielał wywiadów, zaczął unikać odpowiedzi na niektóre pytania. Widać było, że jest już zmęczony swoim statusem „eksperta do spraw wszystkiego”. Biograf Eco, Daniel Salvatore Schiffer, określił swojego bohatera mianem „żywej encyklopedii”. I tak też przywykliśmy traktować Umberta Eco. Kiedy zastanawialiśmy się nad tym, jaka będzie przyszłość książek, pytaliśmy Eco (Nie myśl, że książki znikną). Kiedy chcieliśmy dowiedzieć się więcej o izotopiach dyskursywnych zdaniowych z dysjunkcją syntagmatyczną - szliśmy do włoskiego pisarza. Kiedy potrzebowaliśmy komentarza do poezji Wisławy Szymborskiej (Eco uchodził za jej miłośnika) - wiedzieliśmy, do kogo się zwrócić. I byliśmy przekonani, że Eco zawsze da nam prostą odpowiedź, że zawsze będzie tuż obok, by po raz kolejny „wytłumaczyć nam świat”.

 

Książki to ubezpieczenie na życie, maleńka antycypacja nieśmiertelności. Raczej wsteczna (niestety!), niż spoglądająca w przyszłość. Ale nie można mieć wszystkiego i to od razu.

Drugie zapiski na pudełku od zapałek

 

Co bardziej przewidujący chcieli zgromadzić całą wiedzę Eco w jednej książce. Na 2015/2016 rok planowana była publikacja książki o Eco w znakomitej serii The Library of Living Philosophers (Biblioteka żyjących filozofów), prowadzonej od 1939 roku. Pojawiły się w niej publikacje o Deweyu, Russelu czy Einsteinie. — Spieszcie się, bo to seria o żyjących filozofach, nie o martwych - komentował plany twórców sam Umberto Eco. 

Niestety, czas był nieubłagany. 

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy