„Cole nie był ślepy. Ani martwy…Bo na widok tych wielkich brązowych oczu i gęstych blond włosów, które aż się prosiły, żeby uwolnić je z ciasnego koczka, jego ciało reagowało jak na spotkacie z defibrylatorem”
Kiersten Abbott z dnia na dzień z drugiej, awansuje na pierwszą asystentkę Cole’a Harringtona. Dla niej to żaden problem, bo i tak od zawsze robił wszystko, za tę pierwszą, jednak dopiero teraz Cole ją zauważa. Dziewczyna na tyle go intryguje, że notorycznie przekręca jej imię i wydaje jej polecenia nawet po pracy, wieczorami, a nawet w weekendy. Gdy pewnego dnia Kierseten w końcu kupuje szczęśliwi los i wraz z przyjaciółkami zostaje milionerką, postanawia nie rzucać pracy, a odegrać się na swoim szefie swoim nietuzinkowym zachowaniem. Wtedy zaczyna się zabawa prowadząca do bardzo interesującego szeregu wydarzeń i jedynej w swoim rodzaju relacji tej dwójki.
„69 milionów powodów żeby rzucić swojego szefa” to święty romans Hate-Love, gdzie główni bohaterowie upajają się wkurzaniem siebie na wzajem od pierwszej, aż do ostatniej strony.
Asystetnka i jej szef.
Nieoczekiwana milionerka, która w każdej chwili może rzucić pracę u tak samo przystojnego i pociągającego, co dupkowatego szefa i ich groteskowa relacja, wciągająca czytelnika w tę niesamowitą grę słów i czynów.
Rewelacyjnie wykreowani główni bohaterowie, którzy bezapelacyjnie są siebie warci i to nie tylko pod względem finansowym.
Nietuzinkowa zabawa w kotka i myszkę, zabawa tak przednia w prześciganiu się na wkurzanie i na wyprowadzanie z równowagi i wspaniali bohaterowie drugoplanowi, bez których ta książka nie miałaby „tego czegoś”.
Świetna lektura na jeden wieczór, która niezaprzeczalnie bawi, ale i w odpowiednich momentach wzrusza.
To moje pierwsze spotkanie z Kirą Archer, jednak już teraz wiem, że na pewno jeszcze sięgnę po książki jej autorstwa.
Polecam! Przednia zabawa!