Czy można poczuć ulgę, gdy zło trafia za kratki… a kilka dni później odkryć, że ono nigdy nie zniknęło? Że nadal chodzi tymi samymi ulicami, oddycha tym samym powietrzem i… patrzy? Właśnie z takim niepokojem zaczyna się historia w książce „Bestia” autorstwa Mariusz Matan.
Wracamy do Białegostoku w drugiej części serii, która jest bezpośrednią kontynuacją wydarzeń z „Zasłużyłeś”. To właśnie tam udało się schwytać człowieka uznawanego za „Tatuatora”, co miało być końcem koszmaru i początkiem spokoju dla mieszkańców. Wszystko wskazywało na to, że sprawa została zamknięta. Jednak w „Bestii” szybko okazuje się, że ta pewność była tylko złudzeniem. Bo zbrodnie nie ustają, a wszystko, co wydawało się zamknięte, nagle przestaje mieć sens. Czy policja złapała niewłaściwego człowieka? A może ktoś próbuje wejść w buty mordercy i kontynuować jego „dzieło”? A co, jeśli prawda jest jeszcze gorsza…?
Najciekawsze dla mnie w tej książce są momenty, kiedy grunt usuwa się spod nóg. Gdy pojawiają się kolejne ofiary, a schemat zbrodni pozostaje niepokojąco znajomy. Gdy śledztwo zaczyna krążyć w miejscu, a napięcie rośnie do granic. I kiedy zaczynam podejrzewać absolutnie każdego, nawet tych, którym wcześniej ufałam. Autor świetnie pogrywa z czytelnikiem, podrzuca tropy, by za chwilę je podważyć. Ile razy byłam przekonana, że już wiem… tylko po to, żeby za chwilę zwątpić?
Ogromną rolę odgrywa tu Siwy – doświadczony policjant, który niesie na barkach ciężar nie tylko tej sprawy, ale i własnych błędów. To bohater, którego się czuje. Nie jest idealny, nie jest niezniszczalny. Wręcz przeciwnie, widać w nim zmęczenie, frustrację i narastające zwątpienie. I to właśnie sprawia, że tak łatwo wejść w jego skórę. Obserwując jego walkę z czasem, z presją i z własnymi myślami, miałam wrażenie, że sama jestem częścią tego śledztwa.
Ta historia pokazuje, jak cienka jest granica między sprawiedliwością a obsesją. Jak łatwo manipulować faktami, ludźmi, emocjami. I jak bardzo możemy się mylić, będąc przekonani o czyjejś winie. To nie jest tylko kryminał o mordercy. To opowieść o ludzkim umyśle, jego słabościach, pułapkach i mroku, który potrafi się w nim zagnieździć.
Emocje? Tu nie ma miejsca na oddech. Jest niepokój, napięcie, momentami wręcz strach. Ale jest też fascynacja... taka mroczna, trudna do wytłumaczenia. Bo chcesz wiedzieć więcej. Chcesz zrozumieć. Nawet jeśli to, co odkryjesz, wcale nie będzie łatwe do przyjęcia.
Najbardziej podobało mi się to, jak autor prowadzi czytelnika przez tę historię, bez uproszczeń, bez oczywistych odpowiedzi. Nic tu nie jest czarno-białe. Każdy szczegół ma znaczenie, a zakończenie… zostawia z myślami, które jeszcze długo nie dają spokoju.
Jeśli lubisz kryminały, które nie tylko wciągają, ale też zmuszają do myślenia, „Bestia” to zdecydowanie coś dla Ciebie. Tylko przygotuj się na to, że tu nic nie jest takie, jak się wydaje.
Marcel Kownacki, doktor habilitowany nauk chemicznych, ma jasno sprecyzowane plany zawodowe. Jego marzeniem jest stworzenie nowoczesnego leku z grupy antydepresantów...