Lubicie latać samolotem?
Maxa Czornyja znam ze strony kryminalno- thrillerowej, więc z lekkim niepokojem podeszłam do książki "Katastrofa w Andach" jego autorstwa. Po prostu nie wiedziałam czego się spodziewać, ale szczerze mówiąc – moje obawy okazały się bezpodstawne, ponieważ po niespełna dobie miałam ją już za sobą. Nie wiem, czy to język, którym posługiwał się autor czy to, że łączyłam lekturę egzemplarza papierowego z audiobookiem, czy po prostu sympatia do tego autora, ale "leciałam" przez tę historię jak szalona.
Nie wiem jak wy, ale ja czytając powieści Maxa Czornyja czuję się jakbym wracała do domu po długiej w podróży – ogarnia mnie jakiś wewnętrzny spokój 😅.
Pogrążając się w lekturze "Katastrofy w Andach" odczuwałam deja vu – wydawało mi się, że znam tą historię, a później okazało się, że na podstawie tych strasznych wydarzeń powstał też film "Alive. Dramat w Andach", który jakiś czas temu oglądałam i wszystko stało się jasne.
Powiem wam, że bardzo wciągnęła mnie ta książka – to, że była na faktach poruszyło mnie najbardziej – moja empatia wciąż bombardowała mnie ilością emocji, które przeżywałam wraz z bohaterami. Szczęście, poczucie spełnienia, a później szok, strach i niedowierzanie. Ta historia pokazuje, jak szybko może odmienić się nasz los, jak lubi on drwić z naszych marzeń i najważniejsze- jak wiele jest w stanie zrobić człowiek, by przetrwać, po prostu przeżyć...
Była to bardzo smutna i emocjonująca książka, a jej bohaterom kibicowałam aż do samego końca. Przyznam, że podziwiałam ich determinację oraz to jak wielką wolę walki posiadali, by przeciwstawić się nie dość, że pogodzie to i własnym demonom.
Zastanawia mnie fakt, czy gdyby śledczy w tamtych czasach uwierzyli starszej pani, to czy udałoby się szybciej uratować "rozbitków" oraz, czy gdyby władze bardziej przyłożyły się do poszukiwań to, czy wszystko potoczyłoby się inaczej? Niestety raczej się tego nie dowiemy... Mam jednak nadzieję, że historia ta nigdy się nie powtórzy, a ofiary zaznały spokoju ducha.
Czasem prawda jest straszniejsza, niż fikcja literacka i to właśnie ukazuje ta historia, którą autor opisał swojej książce –opartą na faktach katastrofę lotu Fuerza Aerea Uruguaya 571 z dn.13.10.1972r.
Jeśli więc nie znacie tej historii to szybko nadrabiajcie! Polecam!
Ta historia jest całkowicie nieprawdopodobna, a jednak w pełni prawdziwa. ,,Mieszkańcy tego kraju już mnie szanują, ale teraz mają mnie pokochać. Mam...
Telefon ze szpitala to dopiero początek. Informacja przekazana przez dyspozytorkę wzbudza niepokój komisarza Deryły. Coś się stało z jego partnerką...