Przepraszam, czy tu straszy?
Koszmarny dom i inne opowieści o duchach to zbiór ponad dwudziestu opowiadań niesamowitych brytyjskiego pisarza A.M.Burrage’a w starym, dobrym stylu. Opowieści grozy, z dreszczykiem. Z duchami, nawiedzonymi domami, angielskimi posiadłościami. Nie jest to współczesna proza, strasząca krwawymi rekwizytami, makabrycznymi opisami, przemocą, psychopatycznymi osobowościami. Jest w niej tajemniczość, swoista elegancja narracji, czarny angielski humor. I klimat.
Opowiadania te nie powinny przestraszyć nawet wrażliwego czytelnika. Nie epatują lękiem. Ważna jest historia, zagadka w niej zawarta, stopniowe budowanie klimatu. Pokazanie, jak strach budzi się pod wpływem ciemności, ciszy, usłyszanej historii, bujnej wyobraźni. Bodźców, które – same w sobie – niekoniecznie są silne. Opowiadania Burrage’a są dobrze przemyślane i napisane, z ciekawymi postaciami i umiejętnym budowaniem atmosfery niepokoju. Oczywiście, jak w każdym zbiorze zdarzają się utwory lepsze i gorsze, ale poziom literacki, językowy jest utrzymany w całym tomie na równym poziomie. Duchy zasiedlające utwory z Koszmarnego domu... to często zmarli powracający z zaświatów do świata realnego po to, by o czymś przypomnieć, o coś się upomnieć. Niekoniecznie po to, by straszyć. Opowiadania te to swoista wędrówka po świecie, który już odszedł (koniec XIX wieku i I połowa XX wieku), ale zarazem obserwacje niezmiennych zakamarków ludzkiej duszy. Przyglądanie się tajemnicom ludzkiego życia, które często nie od razu wychodzą na jaw. Przyglądanie się obawom, emocjom, lękom, które potrafią wzmocnić się w odpowiednich warunkach: stary dworek z dłuższą historią, puste pokoje, tragiczne wydarzenia z przeszłości, dziwne zbiegi okoliczności.
Jest w opowiadaniach Burrage’a sporo poetyki. Jest talent pisarski. Jest refleksja i melancholia. Jest prostota, ale i piękno stylu. To coś dla wielbicieli trochę może staromodnej, ale bardzo eleganckiej literatury. Z pięknie naszkicowanymi postaciami, z dbałością o detale. Tłumaczenie wydaje się bardzo dobre, czyta się tę książkę lekko, płynnie, z dużą przyjemnością.
Było pochmurne zimowe popołudnie, ale w pokoju światło płynęło tylko z kominka. Najwidoczniej przed moim przyjazdem Eileen starała się czytać nawet przy tak skąpym blasku, gdyż u jej stóp leżała otwarta książka.
Starą, pokrytą perkalem sofę - niepasującą do nowego otoczenia - ustawiono przed kominkiem, na którym buzował ogień.
Więcej