Ibn Jakub, żydowski pisarz, staje się twórcą opowieści o sułtanie Salah ad-Dinie, zwanym Saladynem. Czasy nie są lekkie (a które takowe są?). Trwa wojna między światem Wschodu i Zachodu, wywołana przez chrześcijan, którzy po tysiącu lat przypomnieli sobie, że powinni bronić Jerozolimy. Kolejne krucjaty z różnym powodzeniem starają się przejąć władzę nad miastem. Saladyn stara się stawić im opór. Wie, że jego rola jest historyczna, dlatego pragnie uwiecznić swoje czyny na kartach historii i zatrudnia właśnie Ibn Jakuba, który ma być jego nadwornym kronikarzem.
Z pewnością autorowi należy się szacunek za włożony wkład pracy, próbę odtworzenia klimatu panującego na dwunastowiecznym dworze sułtana i ożywienia historycznych postaci.
Wykorzystuje do tego postać skryby, który spisując kolejne opowieści Saladyna i jego dworzan, tworzy coś na kształt opowieści z tysiąca i jednej nocy. Poszczególne historie są zalążkiem kolejnych. Założeniem Tariqa Ali było przybliżenie muzułmańskiej kultury i obyczajów, pokazanie, jak niewiele dzieli Zachód od Wschodu. Założenie zacne, lecz niestety bohaterowie są papierowi, przewidywalni, zachowują się jak postaci z historycznych inscenizacji, przemawiające ze sceny językiem z podręczników.
Czas akcji mógłby przecież być tłem do zbudowania fascynującej opowieści o ludziach, którzy widzieli krucjaty niejako "od środka". Którzy bronili swojej wiary przed najeźdzcami z Zachodu. To odwrócenie ról mogłoby być dla zachodniego czytelnika przyczynkiem do głębszych rozważań, być może nawet do lepszego zrozumienia islamu.
Tymczasem Tariq Ali nie może się zdecydować, czy jest zachodnim pisarzem piszącym o Bliskim Wschodzie, czy też islamskim autorem, pokazującym na przykładach, że Zachód jest zły. Do snucia swojej opowieści wykorzystuje stereotypy, bazuje na powszechnych wyobrażeniach o haremach. Próba dodania nieco „pieprzu” poprzez ukazanie lesbijskich skłonności żon Saladyna musi wywoływać u czytelnika niedowierzanie. W tamtych czasach homoseksualizm nie tylko w islamie, ale i w chrześcijaństwie karany był śmiercią. Do tego dodać należy luźny stosunek do faktów. Wśród ruin GRECKICH świątyń były posągi Jowisza, Bachusa i Wenus… Szkoda, że nie Isztar i Odyna…
Tariq Ali stworzył cały kwintet opowieści o historii muzułmańskich wpływów na kulturę europejską (a może odwrotnie?). Jak sam przyznaje, jego związek z islamem jest słaby, raczej nie wynikający z głębokiej wiary. Całość robi wrażenie powieści pisanych przede wszystkim po to, by przypodobać się publiczności. Niestety, nie rozwiązuje żadnych konfliktów i nie daje nowego spojrzenia na islam. A szkoda.
Jak każdego lata, kiedy upał w Stambule staje się nie do zniesienia, rodzina Iskendera Paszy, osmańskiego seniora rodu, wyjeżdża do pałacu nad morzem Marmara...
Czwarty tom „Kwintetu Muzułmańskiego” Palermo, rok 1153. Sycylię, znajdującą się pod panowaniem Rogera II – najbardziej wschodniego ze...