Twórczość Anny Rybakiewicz śledzę od jej debiutanckiej powieści „Lekarka nazistów”, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie i do dziś pozostaje jedną z najlepszych książek z literatury wojennej, jakie czytałam. Od tamtej pory sięgnęłam po wszystkie kolejne tytuły autorki – każda z nich na swój sposób mnie zachwyciła. Anna Rybakiewicz ma niezwykły dar opowiadania historii osadzonych w trudnych realiach historycznych w taki sposób, że nie są one jedynie zapisem wydarzeń, ale przede wszystkim przejmującą opowieścią o ludziach, emocjach i wyborach, które często nie mają dobrych rozwiązań.
Rok 1940.
Siedemnastoletnia Anastazja Zielińska zostaje wraz z matką i rodzeństwem zesłana w głąb Związku Sowieckiego. Deportacja odbywa się w bydlęcych wagonach, w nieludzkich warunkach, bez pewności jutra i bez prawa do sprzeciwu. W tym samym wagonie jedzie Leon Białowąs – syn ludzi, którzy donieśli na rodzinę Anastazji, skazując ją na zesłanie. Już sam ten fakt sprawia, że ich relacja od początku obciążona jest bólem, gniewem i poczuciem niesprawiedliwości.
Na kazachskich stepach Anastazja próbuje przetrwać zesłańczą codzienność. Głód, ciężka praca, strach i tęsknota za domem stają się jej nową normalnością. Dziewczyna prowadzi zeszyt, w którym zapisuje swoje myśli, obserwacje i emocje – ten intymny dziennik staje się dla niej jedyną przestrzenią wolności. To właśnie tam rodzą się uczucia, których sama się nie spodziewała, a które wydają się niemożliwe w obliczu krzywd i wojennego okrucieństwa.
Rok 1990.
Starsza już Anastazja doznaje rozległego udaru i niemal całkowicie traci pamięć. Po powrocie ze szpitala potrzebuje stałej opieki, jednak jej bliscy z różnych powodów nie są w stanie jej jej zapewnić. Pomoc oferuje sąsiad – Leon Białowąs. Ten sam Leon, który przed laty był częścią jednej z najboleśniejszych kart jej życia.
Każdego dnia Leon czyta Anastazji pożółkłe zapiski z Kazachstanu, próbując przywrócić jej wspomnienia. Z każdym kolejnym fragmentem przeszłość zaczyna powoli wracać – wraz z nią emocje, pytania i rany, które nigdy tak naprawdę się nie zabliźniły. Pamięć może okazać się dla Anastazji wybawieniem… albo największym ciężarem.
„Przez trudy do gwiazd” Anny Rybakiewicz to powieść, która poruszyła mnie wyjątkowo mocno – być może nawet bardziej niż wcześniejsze książki autorki. To historia nie tylko o zesłaniu i wojennej traumie, ale przede wszystkim o pamięci, winie, przebaczeniu oraz o tym, jak bardzo przeszłość potrafi determinować całe życie.
Fabuła powieści przedstawiona jest w dwóch płaszczyznach czasowych – w latach 1940 i 1990. Dzięki temu czytelnik stopniowo odkrywa prawdę razem z bohaterką. Motyw utraty pamięci nie jest tu tanim chwytem fabularnym, lecz głęboko uzasadnionym elementem konstrukcji powieści. Każde odzyskane wspomnienie boli – zarówno Anastazję, jak i czytelnika. Fragmenty zeszytu pisanego w Kazachstanie sprawiają, że miałam wrażenie obcowania z czymś niezwykle intymnym, niemal zakazanym, jakby z cudzą, bardzo kruchą tajemnicą.
Postać Anastazji została wykreowana w sposób niezwykle wiarygodny i wielowymiarowy. To bohaterka silna, ale niepozbawiona słabości; wrażliwa, a jednocześnie zmuszona do przedwczesnej dorosłości. Jej emocje są surowe, nieupiększone, często sprzeczne – dokładnie takie, jakie mogłyby rodzić się w tak skrajnych warunkach. Leon z kolei to postać niejednoznaczna, obciążona zarówno cudzymi winami, jak i własnymi decyzjami. Autorka nie wydaje łatwych wyroków i nie podsuwa prostych ocen, co uważam za jeden z największych atutów tej powieści.
Styl Anny Rybakiewicz ponownie mnie zachwycił – jest oszczędny, a jednocześnie pełen emocji. Autorka potrafi jednym zdaniem oddać cały ciężar sytuacji, unikając patosu i nadmiernego dramatyzmu. Opisy zesłańczej codzienności są przejmujące, ale nie epatują okrucieństwem – to raczej cichy, narastający ból, który pozostaje z czytelnikiem na długo po zamknięciu książki.
To książka trudna emocjonalnie, momentami bardzo bolesna, ale jednocześnie piękna. „Przez trudy do gwiazd” tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że Anna Rybakiewicz jest jedną z autorek, którym bezgranicznie ufam. Polecam ją szczególnie tym, którzy cenią literaturę wojenną, skupioną na losach zwykłych ludzi i ich emocjach.
PORUSZAJĄCA OPOWIEŚĆ O BÓLU, CIERPIENIU I STRACHU, ALE TAKŻE O WIELKIEJ MIŁOŚCI, POŚWIĘCENIU I NIEGASNĄCEJ NADZIEI. Apolonia Dobkowska miała odziedziczyć...
Lipiec 1941 roku. Bliźniaczki Adolfina i Franciszka przyjeżdżają do okupowanej Łomży z Sensburga, każda w innym celu. Jedna, ślepo zapatrzona w ideologię...