Praca Cat Jarman to fascynujące studium, które rzuca wyzwanie skostniałym wyobrażeniom o wikingach jako wyłącznie krwiożerczych najeźdźcach z Północy. Autorka, wykorzystując swoje bogate doświadczenie w dziedzinie bioarcheologii, konstruuje narrację wokół niemalże detektywistycznego śledztwa, którego punktem wyjścia jest jeden, niepozorny przedmiot. Ta mikroperspektywa służy jej do nakreślenia monumentalnej panoramy średniowiecznego świata, w którym rzeki stanowiły krwiobieg globalnej wymiany handlowej i kulturowej.
Największą siłą tej publikacji jest merytoryczna rzetelność połączona z nowoczesnym warsztatem badawczym. Jarman z dużą biegłością operuje twardymi danymi, takimi jak analizy izotopowe, badania składu kości czy zawartość mogił, co pozwala jej zrekonstruować nie tylko trasy wędrówek, ale i dietę czy pochodzenie konkretnych jednostek. Szczególnie imponujące jest to, jak autorka dekonstruuje mit jednolitości etnicznej wikingów oraz jak wnikliwie przygląda się roli kobiet w ich społecznościach, co w literaturze popularnonaukowej wciąż bywa traktowane po macoszemu. Przeniesienie ciężaru z morskich podbojów na wschodnie szlaki rzeczne prowadzące ku Bizancjum i Jedwabnemu Szlakowi nadaje tej historii świeżości i pokazuje wikingów jako pragmatycznych graczy rynkowych i wytrawnych dyplomatów.
Jeśli chodzi o warstwę stylistyczną, mamy do czynienia z prozą niezwykle klarowną, wręcz informacyjną. Jarman pisze z precyzją naukowca, co dla laików będzie ogromną zaletą, gdyż trudne zagadnienia z zakresu archeologii stają się przystępne i zrozumiałe. Z drugiej strony, trzeba przyznać, że brakuje tu nieco literackiego polotu, owego „ognia”, który cechuje najlepszych narratorów historii. Chwilami narracja wpada w zbyt jednostajny ton, a nadmierne skupienie na szczegółach technicznych może sprawiać wrażenie przeciągania niektórych wątków kosztem tempa opowieści. Autorka jest bez wątpienia wybitną badaczką, ale jako literatka stawia przede wszystkim na suchy fakt, co sprawia, że książka bywa momentami wymagająca i nazbyt opisowa.
Moja subiektywna opinia skłania się ku dużemu uznaniu dla wkładu autorki w naukę i popularyzację wiedzy, nawet jeśli forma przekazu mogłaby być nieco bardziej dynamiczna. Satysfakcja z odkrywania powiązań między skandynawskimi pochówkami a rynkami Bagdadu czy dalekich Indii jest ogromna i w pełni rekompensuje ewentualne znużenie przy bardziej technicznych fragmentach. To pozycja obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć, że średniowiecze nie było epoką izolacji, lecz czasem tętniącej życiem sieci powiązań, którą Jarman odtwarza z godną podziwu pieczołowitością.
Mimo drobnych mankamentów w płynności narracji, jest to dzieło kompletne, które wciąga czytelnika w świat analizy DNA i mozolnej pracy archeologa, czyniąc z nich fascynującą przygodę. To rzadki przypadek, gdzie naukowa precyzja spotyka się z tak szerokim horyzontem geograficznym, ostatecznie zmieniając nasze spojrzenie na mapę średniowiecznej Europy i Azji.