Ze zdumieniem Szmul wytrzeszczył oczy, bo gdyby Bruno był tak samo wychudzony i tak przeraźliwie blady jak chłopcy po jego stronie ogrodzenia, w życiu by ich pewnie nikt nie odróżnił. Właściwie to (zdaniem Szmula) wyglądali teraz identycznie. - Wiesz, z czym mi się to kojarzy? - spytał Bruno. - No, z czym? - Przypomniała mi się babcia. Ta, co umarła. Mówiłem ci, pamiętasz? Szmul skinął głową. [...] - Przypomniały mi się sztuki, które wystawiała ze mną i z Gretel - ciągnął, starając się nie patrzeć na Szmula, bo pewne wspomnienia z Berlina nie całkiem jeszcze wyblakły. - Pamiętam, jak zawsze trafnie dobierała mi kostium. "Odpowiedni strój pozwala się wczuć w rolę", powtarzała. I chyba właśnie to robię, prawda? Wczuwam się w osobę z drugiej strony ogrodzenia. - Czyli w Żyda. - stwierdził Szmul.
Drżące płomienie świecpodkreślają jego kości policzkowe, pogłębiają cienie podzielonymi oczami.
Nigdy mnie nie spotkała,a mimo to dobrze mnie zna.
Andreas kazał mi wezwać pomoc przez numer alarmowy. Na stoliku w jadalni stał aparat podobny do telefonu. Nacisnęłam guziczek. Spytano mnie, co się dzieje, i poinformowano, że za chwilę ktoś przyjedzie. Nie musiałam nawet podawać adresu. Faktycznie pierwsza karetka przyjechała bardzo szybko. Mężczyźni zajęli się „babcią”. Ja biegałam i próbowałam włączyć dodatkowe lampy. Panował półmrok. Większość kontaktów i lamp nie działała. Zjawiła się druga karetka. Za nią przyjechał samochodem osobowym lekarz. W salonie zrobiło się tłoczno. Gromada wielkich chłopów przysłaniała i tak już słabe światło padające z sufitu. Mimo sprzeciwów Gerdy zabrano ją do szpitala. Dałam sanitariuszowi listę leków, które brała seniorka. Spytałam, do jakiego szpitala ją zabierają, i zostałam sama.
,,piecyk, czapeczka i budyń"
Ze zdumieniem Szmul wytrzeszczył oczy, bo gdyby Bruno był tak samo wychudzony i tak przeraźliwie blady jak chłopcy po jego stronie ogrodzenia, w życiu by ich pewnie nikt nie odróżnił. Właściwie to (zdaniem Szmula) wyglądali teraz identycznie.
- Wiesz, z czym mi się to kojarzy? - spytał Bruno.
- No, z czym?
- Przypomniała mi się babcia. Ta, co umarła. Mówiłem ci, pamiętasz?
Szmul skinął głową. [...]
- Przypomniały mi się sztuki, które wystawiała ze mną i z Gretel - ciągnął, starając się nie patrzeć na Szmula, bo pewne wspomnienia z Berlina nie całkiem jeszcze wyblakły. - Pamiętam, jak zawsze trafnie dobierała mi kostium. "Odpowiedni strój pozwala się wczuć w rolę", powtarzała. I chyba właśnie to robię, prawda? Wczuwam się w osobę z drugiej strony ogrodzenia.
- Czyli w Żyda. - stwierdził Szmul.
Książka: Chłopiec w pasiastej piżamie