,,Batman. Miasto szaleństwa" to wizualny majstersztyk autorstwa wielokrotnego zdobywcy Nagrody Eisnera Christiana Warda (,,ODY-C", ,,Invisible Kingdom", ,,Machine Gun Wizards"), łączący klasyczny kryminał z horrorem w stylu Lovecrafta. To surrealistyczna podróż przez psychikę bohaterów i złoczyńców, w której granica między zdrowym rozsądkiem a szaleństwem niemal całkowicie się zaciera.
Pod tętniącymi życiem ulicami kryje się Dolne Gotham - żywy koszmar karmiony strachem i nienawiścią mieszkańców powierzchni. Od dziesięcioleci przejście między miastami było zamknięte i pilnie strzeżone. Jednak bariera w końcu pęka, a na ulice wydostaje się wypaczona wersja Mrocznego Rycerza, gotowa pogrążyć całe miasto w absolutnym obłędzie. Aby powstrzymać nadchodzącą grozę, Batman musi zawrzeć desperacki sojusz ze swoimi najstarszymi wrogami i stawić czoła prawdzie, która na zawsze zmieni jego spojrzenie na Gotham.
Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w amerykańskich zeszytach ,,Batman: City of Madness" #1-3.
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 2026-07-15
Kategoria: Komiksy
ISBN:
Liczba stron: 176
Tytuł oryginału: Batman: City of Madness
Szkolny atlas geograficzny zawiera mapy dostosowane do umiejętności interpretacji ucznia szkoły podstawowej. Przy mapach są pytania pomagające zarówno...
Pierwszy tom kolekcji komiksowych adaptacji książek amerykańskiego pisarza Edgara Rice'a Burroughsa (1875-1950), którego dzieła weszły do kanonu powieści...
Przeczytane:2026-08-17, Ocena: 4, Przeczytałem,
POPKULTUROWY KOCIOŁEK: W przypadku Batmana łatwo wpaść w pułapkę powtarzalności. Gotham jest przecież miastem, które przez dekady było niszczone, ratowane, odbudowywane i ponownie pogrążało w chaosie. Christian Ward w swoim dziele zaczyna więc od pomysłu, który sam w sobie nie jest szczególnie skomplikowany ale intrygujący.
Twórca wychodzi z założenia, że skoro Gotham ma swoją historię, swoich mieszkańców i swoje potwory, to dlaczego pod nim nie miałoby istnieć coś jeszcze? Dolne Gotham nie jest zwyczajnym podziemnym miastem. To raczej koszmarny negatyw rzeczywistości znanej z komiksów. To bardzo dobry punkt wyjścia dla historii o Batmanie, ponieważ sam bohater od zawsze funkcjonuje pomiędzy dwoma światami. Bruce Wayne należy do świata ludzi, pieniędzy i społecznych zależności, natomiast Batman jest stworzeniem nocy. Ward bierze ten podział i dosłownie materializuje go w świecie przedstawionym.
Pomysł jest prosty, ale dość wciągający. Zamiast kolejnego wielkiego złoczyńcy otrzymujemy przestrzeń, która sama staje się przeciwnikiem. Pod tym względem Batman: Miasto szaleństwa nie przypomina klasycznej opowieści o superbohaterze. Bardziej przypomina horror, w którym Batman jest człowiekiem próbującym zrozumieć zasady miejsca, którego nie powinno być.
Ward nie próbuje przy tym udawać innowatora historii o Batmanie. Widać tutaj bardzo mocne fascynacje wcześniejszymi dziełami. Najbardziej oczywiste skojarzenie prowadzi oczywiście do Batman: Azyl Arkham, ale wpływy horroru Lovecraftowskiego są równie bardzo wyraźne. Chodzi tu przede wszystkim o atmosferę i pewne rozwiązania fabularne niż jakieś konkretne nawiązania. Człowiek w świecie Warda nie jest bowiem najważniejszą istotą. Jest tylko jednym z elementów większej układanki, której zasad nie jest w stanie do końca zrozumieć.
Album jest czymś na pograniczu komiksu detektywistycznego i opowieści grozy. Mamy tu tajemnice i kolejne elementy większej układanki, jest wielkie sekret, są dziwne zachowania przeciwników. Jednak autora zdecydowanie bardziej interesuje się atmosfera i mrok niż klasyczna zagadka. I moim zdaniem to słuszny wybór.
Największa siła tej historii nie tkwi bowiem w odpowiedzi na pytanie, co dokładnie znajduje się pod Gotham, ale samo zejście na dół i namacalne odkrycie tamtego świata. Wraz z kolejnymi stronami rzeczywistość staje się bowiem coraz mniej stabilna. Gotham zaczyna wyglądać inaczej. Znane postacie zostają zdeformowane. Przestrzeń traci swoją logikę. Kolory zaczynają atakować czytelnika. Opowieść zamienia się tu więc stopniowo w horror, w którym odbiorca niekoniecznie musi się bać, ale na pewno będzie odczuwać narastający dyskomfort.
Inspiracje wspomnianym Lovecraftem są tutaj oczywiste, ale nie sprowadzają się do bezmyślnego kopiowania jego estetyki. Podziemne Gotham istnieje poza codziennym doświadczeniem bohaterów. Jest obce, niepokojące i trudne do ogarnięcia. Batman może próbować je analizować, ale nie jest w stanie podporządkować sobie wszystkiego. To bardzo ciekawy kontrast z klasyczną naturą tej postaci. Batman zwykle wygrywa dzięki temu, że jest przygotowany. Tutaj przygotowanie nie zawsze wystarcza. Nie można bowiem zaplanować starcia z czymś, czego zasad działania nie rozumiesz.
Jeśli chodzi o tempo akcji, to jest ono tu jednocześnie zaletą i wadą. Z jednej strony całość czyta się szybko. Nie ma tutaj długich przestojów ani scen, które zupełnie zatrzymują opowieść. Z drugiej strony mam wrażenie, że Ward momentami biegnie zdecydowanie za szybko. Niektóre wydarzenia powinny wybrzmieć dłużej. Niektóre postacie powinny dostać więcej przestrzeni. Ponadto odpowiedzi na niektóre pojawiają się tu pytanie nie zawsze są należycie satysfakcjonujące, ponieważ nie poświęcono im należytego miejsca w komiksie.
Bohaterowie
Postacie przewijające się przez karty komiksu to zdecydowanie największy plus dzieła (obok mocnego klimatu).
Na pierwszym planie jest oczywiście Bruce Wayne, który przez lata budował swoją przewagę na wiedzy, obserwacji, dedukcji i analizie. Tutaj sytuacja jest znacznie bardziej niewygodna. Im dalej Batman zagłębia się w podziemia Gotham, tym bardziej traci komfort człowieka, który kontroluje sytuację.
Najważniejszym przeciwnikiem Batmana jest tutaj oczywiście jego wypaczony odpowiednik z Dolnego Gotham. Nie jest on jednak zwykłym złym Batmanem. Ward próbuje zrobić z niego coś bardziej niepokojącego. To stworzenie powstałe z tego samego miasta, z podobnej obsesji, podobnej przemocy i podobnej potrzeby wymierzania sprawiedliwości. Różnica polega na tym, że wszystkie te elementy zostały pozbawione hamulców.
Swoje ważne miejsce ma tutaj również Alfred. Nie chodzi nawet o jego rolę fabularną. Ważniejszy jest sposób, w jaki Ward wykorzystuje jego perspektywę. Alfred zawsze był dla Batmana kimś więcej niż lokajem. Był człowiekiem, który widział Bruce’a Wayne’a od strony niedostępnej dla większości mieszkańców Gotham. Dlatego jego komentarze mają tutaj szczególną wagę. Kiedy cała historia zaczyna coraz bardziej przypominać koszmar, Alfred staje się jednym z niewielu punktów emocjonalnego odniesienia. To właśnie dzięki niemu komiks nie jest wyłącznie pokazem potworów, kolorów i psychodelicznych wizji....