Wszystko zaczyna się od marzeń...
Ewa przyjeżdża z małego miasteczka do Warszawy. Jest ambitna, skromna i zdeterminowana, by zdobyć wykształcenie i zmienić swoje życie. Nie szuka miłości ani zakłóceń – liczą się tylko studia. Los ma jednak inne plany. Na jej drodze staje Adam - czarujący, elokwentny student ostatniego roku, który swoją cierpliwością i intelektualnym wsparciem powoli, krok po kroku, zdobywa jej serce.
Idealna rodzina, która staje się pułapką.
Prawdziwa historia zaczyna się jednak za zamkniętymi drzwiami rodzinnego domu Adama. Ewa, z całą swoją młodzieńczą ufnością i bezbronnością, wkracza w świat, w którym rządzi jego matka, Maria, o narcystycznej osobowości. Początkowa sielanka - wspólne obiady, uśmiechy i pozorna troska - szybko ustępują miejsca niewidzialnym więzom.

Obca Małgorzaty Cieślik-Florczyk to obnażona do szpiku kości anatomia domowej przemocy psychologicznej i wyrafinowanego mobbingu. To opowieść o mechanizmie zupy na gwoździu – tkanym latami systemie budowania długów wdzięczności i osaczania, w którym ofiara oddaje swoją wolność w zamian za iluzję miłości. Ewa jako jedyna odmawia uczestnictwa w tym absurdalnym spektaklu. Zamiast potulności wybiera prawdę, stając się tym samym największym wrogiem systemu kontroli.
Czy można odzyskać siebie, gdy straciło się wszystko?
To trzymająca w napięciu, bolesna, ale i niosąca potężną nadzieję powieść psychologiczna o demaskowaniu iluzji, walce o własne granice i sile potrzebnej do tego, by zerwać toksyczne więzy. Czy głównej bohaterce uda się ocalić samą siebie?
Obca. Wyzwolenie. Uwolnienie Małgorzaty Cieślik-Florczyk jest powieścią duszną, niewygodną, obnażającą mechanizm manipulacji i niszczenia drugiej osoby. Autorka pokazuje powolny mechanizm osaczania drugiego człowieka i przejmowania nad nim kontroli. Czy z okowów takiej przemocy można się wyswobodzić? – pisze Danuta Awolusi w naszej redakcyjnej recenzji książki Obca. Wyzwolenie. Uwolnienie.
– Obcość to jest element budujący i spajający całą powieść. Obcość towarzyszy Ewie przez całą powieść. Na każdym etapie znaczy coś innego i niesie inny przekaz. Na początku Ewa jest obca, bo nie jest w rodzinie. Myśli, że jak zostanie jej częścią, to się to zmieni. Myli się. Później przechodzi przez etap wykluczenia i braku akceptacji ze względu na stawianie oporu względem zachowań Marii. Oczywiste jest, że w takiej sytuacji musi być obca. Przy tym cały czas słyszy, że żonę zawsze można zmienić, a dzieci i rodziców nie. Gdy rodzą się bliźniaczki, zostaje częścią tej rodziny. Wtedy słyszy, że do niej nie pasuje. Na samym końcu stwierdza, że ona tak właściwie nie chce być już częścią tej rodziny. Staje się obca z własnego, nieprzymuszonego wyboru. Nie chce być częścią tak destrukcyjnego systemu. Ta obcość, która na początku miała być jej karą i wykluczeniem, ostatecznie stała się jej tarczą, autonomią i drogą do wolności. Ewa, wstając od tego cudzego stołu, robi to bezpowrotnie. Dlatego też moja powieść ma podtytuł. Wyzwolenie i uwolnienie ma wskazać proces, jakiemu uległa. I podkreślić jego trwałość – mówi w naszym wywiadzie Małgorzata Cieślik-Florczyk, autorka powieści.
W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Obca. Wyzwolenie. Uwolnienie. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:
Zupa na gwoździu
System budowania przez Marię długów wdzięczności wśród rodziny wzbudzał w Ewie żywe zainteresowanie. Gdy obserwowała sposób wykorzystywania ludzi za pomocą różnych technik manipulacji, nie mieściło się jej w głowie, jak to możliwe, iż nikt oprócz niej tego nie widzi. Adam pokusił się nawet o nazwanie tego mechanizmu –była nim „zupa na gwoździu”. Inspiracją była ludowa bajka. Jak się ją przyrządzało? To było bardzo proste. Wystarczyło podejść do pierwszej osoby i powiedzieć, że potrafi się przygotować zupę na gwoździu. Jedyne, co ta osoba musiała zrobić, to dać garnek, bo gwóźdź miał sam pomysłodawca zupy. Po otrzymaniu garnka należało pójść do drugiej osoby, ale tym razem poprosić o wodę, następnie – po jej otrzymaniu – podejść do trzeciej osoby i powiedzieć, że jak da warzywa, to otrzyma zupę na gwoździu, bo garnek i wodę już się miało. Do kolejnych szło się po warzywa, przyprawy, śmietanę, łyżkę i tak dalej. W ten sposób Maria budowała swoje imperium wdzięczności. W praktyce tym gwoździem były dla niej czas, obecność i posiłki, podczas gdy od innych czerpała dozgonną lojalność, obronę przed Ewą i status osoby nietykalnej. Majstersztyk.
Przez te kilkanaście lat raz zdarzyło się, że zupa na gwoździu się wylała. I to z wielkim rozmachem. Tak wielkim, że część osób odsunęła się od Marii na wiele miesięcy. Po tylu latach życia w toksycznej sytuacji Ewa w końcu poczuła powiew nadziei. Choć maska spadła z wielkim hukiem, to w magiczny sposób wystąpił efekt krótkiej pamięci wśród wszystkich zainteresowanych. Gdy Maria poczuła, że traci zasoby do „zupy”, zaczęła je wciągać z powrotem. Ba!, po czasie okazało się, że odzyskała nawet wpływy wśród osób już dawno straconych. Ewa nie doceniła wtedy roli dysonansu poznawczego i efektu rykoszetu. Ludzie mieli w głowach określony wizerunek jej teściowej, a jakiekolwiek próby jego naruszenia tym bardziej utwierdzały ich w wierze, że jest tak, jak myślą. Dodatkowo Maria potrafiła zaserwować zupę na gwoździu w wersji ratunkowej – wykorzystywała do tego płacz, pękające serce, udawanie choroby i sianie niechęci do synowej. Wiedziała, że ludzie boją się konfrontacji ze złem i zaakceptują jej kłamstwo o chwilowym błędzie. W ten sposób przeciągnęła na swoją stronę wszystkich, nawet najbliższe kuzynostwo ze strony matki Ewy, czyli Halinę i Zygmunta, którzy od samego początku stali w obronie Adama i Ewy. Od tamtego momentu dziewczyna wysłuchiwała od nich niechcianych rad, że ma odłożyć na bok emocje, nie kłócić się i pokazać klasę, godząc się na żądania teściowej. Ewa jednym uchem wpuszczała te słowa, drugim wypuszczała, aż zakończyła tę relację, bo nie było sensu tkwić w tym dalej. Bolało ją jednak, że słyszy to od osób, które w największym stopniu wiedziały, jak wiele ją to kosztowało i ile musiała zrobić, żeby być w miejscu, w którym przestawała być ofiarą zaszczutą przez wszystkich wokół.
Sposobów budowania lojalności było znacznie więcej. Służyły temu także media społecznościowe, bo umożliwiały wyznawanie miłości. Pod zdjęciami rodzinnymi Maria uwielbiała pisać komentarze o wspaniałej i kochającej się rodzinie. Dzięki temu postronny obserwator widział w niej niezwykle rodzinną, ciepłą osobę, wręcz idealną matkę i babcię. Potwierdzały to sytuacje, w których zupełnie przypadkowe osoby z zewnątrz informowały o tym Adama i Ewę.
Maria do perfekcji opanowała także wykorzystywanie wabików i prezentów z haczykiem. System był prosty: od jednej osoby dostawała jedzenie, od innej kosmetyki, od kolejnej alkohol, od następnej artykuły gospodarstwa domowego i tak dalej. I te przedmioty trafiały do drugiego obiegu. W ten sposób niby o każdym pamiętała, a w rzeczywistości pozbywała się niechcianych rzeczy. Dotyczyło to każdego. Na przykład Ewa dostała kiedyś na święta skarpety o dwa rozmiary za małe. Z kolei Adamowi matka sprezentowała alkohol, bo ona akurat takiego nie lubiła. Nic nie przebije jednak prezentu wielkanocnego dla ich syna Franka – dostał chowającego się słonia z różowymi uszami, którego nazwał Cebulą. Na szczęście tak mu się spodobała nowa zabawka, że nie zauważył, iż jest ona dla dziewczynki. Ewa milczała, bonie chciała łamać mu serca. Takich sytuacji było bez liku.
Kolejnym sposobem było odgrywanie roli schorowanej osoby. W uwagi na jej realne problemy zdrowotne nikomu nawet nie przeszło przez myśl, że kobieta bezwzględnie ten fakt wykorzystuje. Dostrzegali to tylko Adam i Ewa tkwiący w tej absurdalnej sytuacji i będący jej ofiarami. Szczegół tkwił jednak w tym, że kiedy rzeczywiście czuła się gorzej, to nie miała siły knuć. W pozostałych przypadkach była to świetna taktyka wymuszająca współczucie. Przy okazji każdego większego konfliktu pokazywała otoczeniu, jak bardzo zachowanie Ewy lub Adama oskarżanego o bycie zmanipulowanym przez żonę wpływało na jej pogorszenie stanu zdrowia. Marii na takim chorowaniu zawsze udawało się wiele zyskać. Pewnego razu kuzynka zaproponowała jej latem jakieś owoce i warzywa do zapraw. Tak ją zmanipulowała swoim stanem i gorszym samopoczuciem, że kuzynka sama wszystko zerwała, przygotowała, zapasteryzowała i ofiarowała gotowe przetwory. Gdy Maria zobaczyła, że ta metoda zadziałała, to korzystała z tego mechanizmu także w kolejnych latach.
Książkę Obca. Uwolnienie. Wyzwolenie kupicie w sklepie internetowym!
