Książka Beaty Piliszek-Słowińskiej Okna pełne błękitu jest ponadczasową, zadziwiającą opowieścią o oswajaniu samotności i oczekiwaniu na zmianę. W gruncie rzeczy to pełna zadumy historia odkrywania piękna w prostocie i pielęgnowania nadziei w trudnych chwilach.

Metaforyczna opowieść o Ewie, najpierw dziecku, potem młodej dziewczynie, aż w końcu kobiecie, która szukała sensu istnienia oraz źródła szczęścia. Powoli odkrywała wagę słów i ich moc zmieniania świata, aż w końcu zrozumiała, co jest naprawdę ważne. Rodzinne tajemnice, doświadczenia, obawy i wątpliwości nie odebrały jej radości obcowania z przypadkowo spotkanymi, intrygującymi nieznajomymi.
Gdy Ewa opanowała trudną sztukę życia w pojedynkę i tracenia tego, co cenne, wydarzyło się coś niezwykłego...

„Okna pełne błękitu" to opowieść o każdym z nas, (...) pełna poetyckiego piękna refleksja o stawaniu się człowiekiem, czyli kimś niepowtarzalnym, a jednocześnie kimś dzielącym z innymi ludźmi tę samą naturę, podobne potrzeby, aspiracje i pragnienia. To książka o wspólnych nam marzeniach i o wrodzonym pragnieniu szczęścia, które nie pojawia się w naszym życiu samoczynnie.
ks. Marek Dziewiecki
Zapraszamy do przeczytania książki Beaty Piliszek-Słowińskiej. Dziś na naszych łamach prezentujemy premierowy fragment książki Okna pełne błękitu:
Sprzedawca mgły
Jacek rano szykował się do miasta. Majowy poranek był rześki, więc osiołek wydychał kłęby pary. Na gościńcu spotkał sprzedawcę różności zmierzającego do domu na skale, więc zawrócił.
− Witam szanowne panie i zapraszam do oglądania. – Ukłoniwszy się nisko, nowo przybyły się przedstawił. – Nigdy nie wiadomo, co komu się przyda, dlatego mam wszystko, co potrzebne, a także to, co niepotrzebne. Co dla jednych jest ważne, inni zbywają śmiechem, więc muszę mieć szeroki asortyment, aby zadowolić wszystkich. Oczywiście, wszystkich się zadowolić nie da, ale trzeba przynajmniej próbować…
Ewa obserwowała jegomościa z dystansu. Zupełnie nie przypominał sprzedawcy tkanin. Szkoda, że wtedy nie okazała się bardziej zainteresowana osobą, a mniej towarami. Dlatego teraz postanowiła nie popełnić tego błędu.
− Odnóża chrabąszczy majowych, proszę bardzo. Trzeba rozetrzeć i rozsypać wokół krzaków poziomek, aby ślimaki nie zjadły owoców. A tu mam kryształ, który pozwala zobaczyć rzeczy takimi, jakie są naprawdę. Do karafki własnoręcznie złowiłem pokaźny fragment chmury deszczowej…
− Ale przecież aby dotknąć chmury, trzeba wznieść się bardzo, bardzo wysoko – nie dowierzała Ewa. Wzięła do ręki karafkę i przez lekko matowe szkło próbowała zajrzeć do środka. Nie widziała tam niczego szczególnego. A gdy chciała otworzyć korek, aby zobaczyć zawartość, nieznajomy krzyknął:
− Nie wolno odkrywać, bo się ulotni. Czasami całą noc muszę czekać, aż chmury zstąpią na ziemię. Taka zawartość to niezawodny sposób na przywołanie deszczu. Bardzo polecam na czas suszy. Wystarczy otworzyć karafkę, potrząsnąć i wkrótce zacznie padać…
Ewa i Anna spojrzały na siebie zdziwione. „Kiedy to chmury zstępują na ziemię?” – zastanawiały się, ale nic nie mówiły.
− Chodzi o zamykanie mgieł w karafce? – zapytała w końcu przytomnie Ewa, która czuła niedosyt, a lubiła wiedzieć dokładnie. Wzięła do ręki kryształ. Przyglądała się lekko oszlifowanej powierzchni i owalnemu kształtowi. Przyłożyła go do oka i spojrzała za okno. Słońce zyskało wyrazistsze kontury, nie było rozmyte żarzącym blaskiem. Ale wygląda ono tak, gdy wschodzi za rzeką, dopiero potem staje się promienistą kulą o nieostrym kształcie. Przed wieczorem, gdy zachodzi za miastem, też ma wyraźne kontury, więc do czego potrzebny jest taki kryształ? Ewa patrzyła dalej z zaciekawieniem. Wszystko inne poza słońcem stało się rozmyte, nieostre. „Widzieć rzeczy takimi, jakie są? Przecież przez kryształ mało co widać” – powątpiewała, a może tylko nie wiedziała, jak to zrozumieć.
− Mgła? Zdecydowanie nie. Chmura. To brzmi bardziej dostojnie – odpowiedział niezbity z pantałyku komiwojażer, który po wielu latach osiągnął mistrzostwo w sztuce sprzedaży. − Mam też szkatułkę pełną dobrych intencji, drogowskaz dla błądzących…
− Ale przecież widzimy rzeczy, jakie są! O co więc chodzi z tym kryształem? – Myśli i słowa Ewy krążyły wokół dziwnego kamienia. Nie mogła oderwać od niego wzroku: wydawał się zwykłym minerałem, ale…
Sprzedawca pokiwał głową, myślał dłuższą chwilę, a następnie spojrzał na domowników siedzących po różnych stronach stołu.
− To trudno wytłumaczyć, więc zrobię eksperyment. Drodzy państwo, zamknijcie oczy. – Sprzedawca ze zniszczonej torby wyjął owoc i umieścił go centralnie na stole. – Otwórzcie oczy. I co widzicie?
− Jabłko – powiedziała bez wahania Ewa.
Anna zgodnie przytaknęła.
− Jakie ono jest? – dopytywał sprzedawca.
− Dorodne, zielone, pewnie trochę niedojrzałe – stwierdziła Anna.
− Ależ nie, czerwone i apetyczne – zaprzeczyła Ewa.
− Żółte, lekko przejrzewające – ocenił Jacek.
Sprzedawca uśmiechnął się szelmowsko i przyłożył do oka kryształ, choć już wcześniej doskonale wiedział, co zobaczy. Miał minę proroka.
− Gdybyście mieli kryształ, nie wydalibyście pochopnie sądu. Powiedzielibyście: „Nie wiemy”, a tak wszyscy jesteście w błędzie. – Zakręcił owocem. Jabłko lekko podskakiwało w tanecznym ruchu, prezentując się z każdej strony. Sprzedawca miał rację: wszyscy się mylili. Komiwojażer kontynuował: – Jabłko ma policzek, jest trzykolorowe… Pierwszy rzut oka bywa zawodny. Ponadto wiele zależy od punktu widzenia. Może jest tak, że widzi się to, co chce się zobaczyć? Albo widzi się coś tylko z jednej strony i wtedy łatwo o pomyłkę? A gdy człowiek patrzy przez kryształ, wszystko jest mało klarowne, więc nie ma tej pewności, która każe szybko osądzić. Kryształ rodzi wątpliwości i pytania…
− Chodzi o niepewność i zastanowienie, czy tak? – dopytywała Ewa. − A masz może istotę rzeczy albo sens?
− Chodzi raczej o to, aby nie sądzić pochopnie. Istota rzeczy? Dziś nie mam. Ciekawe, nikt mnie wcześniej o nią nie pytał. Następnym razem przyniosę kilka do wyboru… Wracając do kryształu, pytania są czasami ważniejsze niż odpowiedzi, bo za każdym pytaniem ukrywa się niewiedza. Gdy jest brak, to pojawia się chęć jego uzupełnienia. Jak się wszystko wie, to człowiek się zamyka w swojej wszechwiedzy. Czasami lepsza jest nieklarowność niż zbytnia jasność i przekonanie. A jak się zjadło wszystkie rozumy, łatwiej o błąd. – Sprzedawca na swój sposób reklamował kryształ.
− Szukam istoty rzeczy od dawna, a ty mówisz o niej jak o jakimś pospolitym przedmiocie. Istota rzeczy jest jedna, jak sadzę… − droczyła się Ewa.
− Nie jedna, lecz wiele. Można ją znaleźć przez przypadek, nie wiedząc o tym. No i kupić ją można, oczywiście. Każdy powinien mieć swoją własną. Dla mnie istotą rzeczy jest transakcja korzystna dla obu stron – rozbrajająco wyjaśniał sprzedawca mgły.
Ewa nie skomentowała, ale Anna była całkowicie odmiennego zdania.
− A jaka jest gwarancja, że mgła z karafki zadziała? – dopytywała się.
− Moje święte słowo. Jeśli coś mówię, to znaczy, że tak jest – odpowiedział sprzedawca z ręką na sercu.
Susze bywają uciążliwe, więc Ewa miała ochotę zaufać obwoźnemu sprzedawcy. Trudno jednak to zrobić, gdy widzi się kogoś po raz pierwszy… Święte słowo? Co ono znaczy? Są w nim krystaliczność prawdy, pieczęć dobra, gwarancja niezmienności? Czegoś Ewie brakowało w tym wyjaśnieniu. Ale tak od razu nie była w stanie zweryfikować zapewnień sprzedawcy, bo prawdziwość można ocenić dopiero po pewnym czasie. Musiała zaryzykować i podjąć decyzję, która dopiero kiedyś może zaowocuje deszczem w czasie suszy. A może nie…
− Dobrze, proszę jeden flakon pełen chmur. − Przeglądała kilka buteleczek, w końcu wybrała jedną, z najbardziej przejrzystego szkła, które pozwalało głębiej zajrzeć do wnętrza, i zapłaciła, ile było trzeba. Nie stać jej było na kryształ. Poza tym widzenie rzeczy, jakie są, nie wydawało się tak praktyczne jak flakonik z mgłą na czas posuchy.
− Może potrzebna jest pułapka na myśli? Polecam ją starszym… – wymownie spojrzał na Jacka − … którzy gubią wątek i nie mogą dokończyć zdania. Choć może czasami lepiej zapomnieć. – Sprzedawca uśmiechnął się znacząco.
Ewa tymczasem wciąż obracała w dłoni kryształ. Wiedziała, że za chwilę się z nim rozstanie. Zawsze wydawało jej się, że doskonały wzrok to podstawa. Niewyraźne widzenie, niepewność i pytania? Trudno to pojąć.
− Trzeba otworzyć pułapkę, pochylić się, powiedzieć do jej wnętrza kilka słów i szybko zamknąć na klucz. Jeśli wątek się urwie, wtedy otwieramy i jest jak znalazł – kontynuował z emfazą sprzedawca, nie poddając się.
Niektóre przedmioty wydawały się dziwaczne, nielogiczne, śmieszne, nieprawdziwe czy mocno naciągane, ale komiwojażer zawsze znajdował wytłumaczenie. Im dłużej Ewa patrzyła na kryształ, tym bardziej żałowała, że kupiła flakonik z deszczową chmurą. Każda decyzja niesie ze sobą poczucie straty, bo wybierając jedno, odrzucamy inne. Ból jest tym większy, im więcej mamy wątpliwości.
Sprzedawca obserwował Ewę. Siła jego argumentów trafiła na mało podatny grunt. I pewnie odszedłby z kwitkiem, gdyby nie potrzeby winorośli, która choć swym korzeniem sięgała głęboko, wydawała mizerny plon wysoko na skale. Mglista obietnica okazała się silniejsza niż rozsądek. Ewa często myślała marzeniami, pragnieniami, nadziejami, nigdy jednak nie traciła głowy całkowicie. Łatwiej uwierzyć w ułudną historię, a nawet zanegować oczywistość, gdy to jest po naszej myśli, niż przyjąć logiczny wywód, który nam nie pasuje.
Sprzedawca spakował swoje niezwykłe towary, pożegnał się, otworzył już drzwi, ale zawahał się w progu… Stał dłuższą chwilę, aż w końcu się odwrócił.
− Ja sprzedaję, kupujący dokonuje wyboru, płaci, to proste. Ale czasami to rzecz wybiera sobie właściciela… − Włożył rękę do torby, wyjął kryształ i z uśmiechem zwrócił się do Ewy. – Proszę, jest twój. Obyś zawsze stawiała pytania…
Wtedy zrozumiała, że nie był to zwykły sprzedawca mgły i innych złudzeń. Na stole pozostało też zielono-żółte jabłko z czerwonym rumieńcem. Słodkie jest czy kwaśne? Jeszcze nie wiedziała.
Książkę Okna pełne błękitu kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
[tabelka=6423522]
