Wydawnictwo: Orion
Data wydania: 2012-05-01
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 563
Po tyranii ojca Bitterblue stara się zaprowadzić ład w królestwie. Młodej królowej zależy także na zyskaniu zaufania wśród poddanych. Kiedy uświadamia sobie, jak bardzo trudno to osiągnąć, zaczyna wymykać się z zamku i na własną rękę poznawać wszystkie tajemnice kraju. Jak będą wyglądać rządy królowej, udającej służącą? Jak bardzo szokujące okażą się realia życia poza pałacem?
Trzeci tom cyklu aspirował do mojego ulubieńca i przez jakieś sto stron zapowiadało się naprawdę świetnie. Nie dość, że śledzimy dalsze losy bohaterki, którą poznaliśmy w pierwszym tomie, to jeszcze powieść roztacza wokół siebie magnetyzującą aurę mroku i tajemnic, którą czuć niemal od samego początku. Dodatkowa obecność postaci z „Wybrańców” obudziła we mnie wewnętrzne dziecko, cieszące się z takich pozornych drobnostek. Nie spodziewałam się jednak, że Cashore potrafi tak bardzo „lać wodę”. Powieść zawiera ogrom zapychaczy, które nudzą, niepotrzebnie rozwlekają całą historię i co najważniejsze – niszczą jej rytm. Jest to Spore zaskoczenie biorąc pod uwagę wartką oraz wyważoną akcję, jaką autorka fundowała nam wcześniej.
Kreacja postaci pozostawia sporo do życzenia. Za bardzo nie wiem, w jaką stronę autorka chciała pójść, tworząc tytułową Bitterblue, ale szanuję próbę wyjścia ze swojej strefy komfortu. W porównaniu do jej poprzedniczek nie jest aż tak silna. Widać, że nie do końca radzi sobie z obowiązkami władczyni, natomiast dzięki temu nareszcie dostajemy bardziej autentyczną bohaterkę, która mimo przeciwności wciąż idzie do przodu. Niestety miałam wrażenie, że niczym za pomocą przełącznika zmienia się z nieco zagubionej w nadzwyczaj pewną siebie dziewczynę, przez co wiele decyzji jest dalekich od spójnych. Moją irytację potęgował sposób, w jaki odnoszą się do niej doradcy i inni pracownicy – jakby mimo wszystko nie traktowali poważnie młodej królowej, a ona w ogóle na to nie reaguje.
Ogromnym plusem jest romans pomiędzy główną bohaterką, a tajemniczym złodziejem. Właśnie ten nietuzinkowy wątek trzymał poziom powieści. W szczególności, że Bitterblue udaje zwykłą służącą, więc utrzymywanie tego w tajemnicy funduje nam dodatkowe napięcie.
Standardowo dostajemy wycieczkę po kolejnych miejscach uniwersum, jednak tym razem autorka skupia się bardziej na sytuacji społeczeństwa. Uznaję to za atut, ponieważ poznając i porównując ich świat z tym królewskim, dostajemy wiele przemyśleń zarówno tych na papierze, jak i własnych.
Porównując ten tom z poprzednimi widać, jak bardzo jest on niedopracowany. Roi się w nim od niedopowiedzeń, niedokończonych wątków i niespójności. Jednakże osobiście nie żałuję poznania historii Bitterblue i czekam na kolejne części.
W Estillu, podobnie jak w pozostałych królestwach, prawo wymuszało przekazywanie Obdarzeńców pod opiekę władcy. Dziecko, którego oczy...
Niezwykle ciekawa i nieszablonowa powieść z wielowątkową fabułą o świecie pozornie pełnym nieskończonej ilości wyborów.Osiemnastoletnia Jane, na...
Przeczytane:2026-05-04, Ocena: 5, Przeczytałam, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2026 roku, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2026, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu – edycja 2026, 12 książek 2026, 26 książek 2026, 52 książki 2026,
Cisza po burzy potrafi być bardziej niepokojąca niż sama burza. I właśnie w takiej ciszy zaczyna się „Bitterblue”, w świecie, który teoretycznie został uratowany, ale w praktyce wciąż nosi blizny po tym, co się wydarzyło. Król nie żyje, tyrania się skończyła, a ludzie powinni wrócić do normalności. Tylko że nikt do końca nie pamięta, czym ta „normalność” właściwie jest. Wspomnienia są poszarpane, niepełne, czasem podejrzanie wygodne. I w samym środku tego wszystkiego stoi Bitterblue, młoda królowa, która musi rządzić krajem zbudowanym na lukach w pamięci.
Bitterblue nie jest typową bohaterką fantasy. Nie wpada w wir walki, nie rzuca zaklęć na prawo i lewo. Zamiast tego gubi się w decyzjach, emocjach, polityce. I to jest jednocześnie jej największa siła i największy problem tej książki. Z jednej strony dostajemy postać bardzo ludzką, młodą dziewczynę, która została wrzucona w rolę, do której nikt jej tak naprawdę nie przygotował, bo jak objąć tron mając zaledwie dziesięć lat? Z drugiej momentami aż chce się nią potrząsnąć, bo ile można wątpić, panikować i krążyć w kółko? Ale może właśnie o to chodzi, o pokazanie, że bycie królową to nie tylko odwaga, charyzma i życie usłane różami, ale też chaos, strach i uczenie się na własnych błędach.
Najciekawszy moment tej historii zaczyna się wtedy, gdy Bitterblue przestaje słuchać doradców i zaczyna działać sama. Przebrania, nocne wyprawy, życie poza pałacem, odkrywanie prawdy, poznanie nowych przyjaciół, wciągają nas w ten świat bezpowrotnie. Gdy potem pojawiają się oni, złodzieje, którzy kradną tylko to, co już zostało skradzione, to nagle robi się naprawdę interesująco. Relacja między Bitterblue a jednym z nich to coś, co trudno jednoznacznie nazwać romansem. To raczej powolne, nieoczywiste napięcie, budowane na sekretach i niedopowiedzeniach. Nie każdemu to podejdzie, ale jeśli lubisz subtelniejsze wątki uczuciowe, jest na czym zawiesić oko.
Największą zaletą książki jest klimat, który jest niecodzienny i nieczesto spotykany w książkach. Tajemnice, pourywane wspomnienia, dziwne zachowania ludzi, poczucie, że coś tu bardzo nie gra, to wszystko buduje naprawdę intrygującą atmosferę. Motyw szyfrów i ukrytych wiadomości to wisienka na torcie. Dodaje historii takiego „detektywistycznego” smaczku, który potrafi wciągnąć. Jednak nie jest to historia idealna, momentami to wszystko bywa rozwleczone i to naprawdę rozwleczone. Są momenty, kiedy fabuła stoi w miejscu, a kolejne dialogi czy opisy nie wnoszą nic nowego. Zamiast napięcia pojawia się znużenie, a zamiast myśli „jeszcze jeden rozdział”, pojawia się myśl „może jutro”. I to boli, bo ta historia ma potencjał i to duży, liczyłam na więcej akcji, tym bardziej, że bardzo polubiłam Bitterblue i bardzo chciałam poznać jej historię.
To, co jednak zostaje w głowie po lekturze, to nie akcja, nie romans, a właśnie obraz świata po tragedii. Ludzi, którzy próbują żyć dalej, choć coś w nich zostało złamane. Społeczeństwa, które woli zapomnieć niż się rozliczyć. I królowej, która jako jedna z niewielu mówi „nie, musimy to zrozumieć”. To już nie jest tylko młodzieżowa fantastyka. To opowieść o pamięci, odpowiedzialności i tym, jak trudno jest naprawić coś, co zostało głęboko zniszczone.
„Bitterblue” to książka nierówna, momentami frustrująca, ale jednocześnie cholernie ciekawa. Ma w sobie coś, co mimo wszystko mnie do niej przyciągało i kazało wracać. Nie każdemu się spodoba, szczególnie tym, którzy lubią dużo pędzącej akcji. To historia, w której jedni zakochają się w klimacie i złożoności, inni zmęczą tempem.Ja jestem gdzieś pośrodku, trochę zirytowana, a trochę zachwycona. Ale jedno wiem na pewno, to nie jest historia, która przeleci przez głowę i zniknie. Ona zostaje. Nawet jeśli czasem masz ochotę ją odłożyć w połowie