Okładka książki - Co przyniesie jutro

Co przyniesie jutro


Ocena: 5.2 (10 głosów)

Ta książka została dodana do bazy serwisu Granice.pl przez jednego z użytkowników i oczekuje na moderację

Mélissa Da Costa, autorka bestsellerowej powieści ,,Cały ten błękit", powraca z nową wzruszającą historią! Czy można odrodzić się po stracie i nie zapomnieć o tych, których kochaliśmy?

To, co dziś wydaje się stracone, jutro może rozkwitnąć na nowo

Pierwszego dnia lata Amande traci wszystko. By uciec od bolesnej rzeczywistości, postanawia spakować swoje życie do jednej walizki i wyjechać do małego domku na wsi. Tak jak planowali z Benjaminem...

Ciepłe miesiące spędza w odosobnieniu, nie odsłaniając okien ani nie przyjmując gości. Jedynie zmieniający się ogród przypomina o mijającym czasie.

Podczas porządków trafia na stare kalendarze poprzedniej właścicielki domu. Odręczne notatki - drobne, zwyczajne zapiski o roślinach, pogodzie i codziennych pracach, a także przepisy - zaczynają budzić w niej ciekawość i nieśmiałą tęsknotę za światem na zewnątrz.

Czy Amande otworzy się na ludzi, którzy na nią czekają? I Ile czasu minie, zanim pozwoli odejść temu, co już nie wróci?

,,Co przyniesie jutro"to poruszająca historia o tym, że każde jutro niesie w sobie obietnicę. Mélissa Da Costa przypomina uniwersalną prawdę, że wszystko w życiu wymaga czasu i cierpliwości. I że nigdy nie należy tracić nadziei.

AUTORKA BESTSELLEROWEJ POWIEŚCI ,,CAŁY TEN BŁĘKIT"

KSIĄŻKI MÉLISSY DA COSTY PRZETŁUMACZONO NA 30 JĘZYKÓW

O AUTORCE:

Mélissa Da Costa to jedna z najpopularniejszych francuskich autorek. Napisała 8 książek, które zostały przetłumaczone na 30 języków i sprzedały się w 4,5 miliona egzemplarzy tylko w samej Francji. W Polsce w 2025 roku ukazała się powieść ,,Cały ten błękit", która natychmiast uzyskała status bestsellera.

Mélissa Da Costa w swoich książkach porusza uniwersalne tematy, takie jak miłość, samotność, godzenie się ze stratą i poszukiwanie siebie. Jej powieści niosą oczyszczenie i nadzieję na lepsze jutro. Czytelniczki cenią ją za ogromną empatię, niezwykłą umiejętność opisywania trudnych emocji i wrażliwość na piękno otaczającego nas świata.

Informacje dodatkowe o Co przyniesie jutro:

Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2026-05-06
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 9788383678740
Liczba stron: 336

Tagi: Proza literacka

więcej

Kup książkę Co przyniesie jutro

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
Cytaty z książki

Na naszej stronie nie ma jeszcze cytatów z tej książki.


Dodaj cytat
REKLAMA

Zobacz także

Co przyniesie jutro - opinie o książce

Avatar użytkownika - Tatiaszaaleksiej
Tatiaszaaleksiej
Przeczytane:2026-05-14, Ocena: 5, Przeczytałem,

“...to, co nazywamy życiem, jest tylko ciągiem ulotnych zdarzeń, bulgotem nietrwałości. Nawet słońce, góry, ziemia, po której chodzimy, nieustannie się zmieniają”.

Amande po tragicznej śmierci męża i utracie nienarodzonego dziecka nie potrafi odnaleźć się w codzienności. Wszystko, co dotąd było dla niej ważne, nagle traci sens. Kobieta wyjeżdża do małego domu na wsi, gdzie odcina się od ludzi, ignoruje telefony od bliskich i zamyka w swoim cierpieniu. Mijają miesiące spędzone w samotności, a jedynym świadkiem upływającego czasu pozostaje ogród zmieniający się wraz z porami roku. Pewnego dnia podczas porządków Amande znajduje stare kalendarze należące do poprzedniej właścicielki domu. Ręcznie zapisane notatki o roślinach, pogodzie, codziennych obowiązkach i prostych przepisach powoli budzą w niej ciekawość życia oraz tęsknotę za tym, co znajduje się poza bezpiecznym schronieniem.

Przez powieść się płynie. Spokojnie, w ciszy, z refleksją i emocjami. Nie ma tutaj gwałtownych zwrotów akcji ani sztucznego dramatyzmu. Wszystko toczy się własnym rytmem, dzięki czemu jeszcze mocniej wybrzmiewają emocje bohaterki. To historia o żałobie. Melissa Da Costa zachwyca plastycznym, barwnym stylem. Z wyczuciem i subtelnością czaruje słowem, a emocje bohaterów oddaje z ogromną wnikliwością i empatią. Postacie są prawdziwe, nieidealne, pełne sprzeczności, bardzo ludzkie.

Opowieść o bólu, tęsknocie i próbie poskładania siebie na nowo. O nadziei. O tym, że nawet najbardziej zranione serce może kiedyś znów poczuć ciepło, spokój i odrobinę słońca. Autorka z wrażliwością prowadzi czytelnika przez wszystkie etapy straty, od zaprzeczenia i ucieczki od świata, przez rozpacz oraz pustkę, aż po powolne odnajdywanie w sobie siły, by ponownie otworzyć się na życie. Ważnym elementem tej historii są relacje międzyludzkie. Pięknie pokazano tutaj, że wsparcie nie zawsze musi mieć formę wielkich słów. Czasem największą pomocą okazują się obecność, cierpliwość i zwyczajna rozmowa. To opowieść przypominająca, że bliskość można odnaleźć nie tylko w więzach krwi, lecz także w ludziach, którzy po prostu potrafią być obok wtedy, gdy najbardziej tego potrzebujemy.

Ogromną rolę odgrywa w tej historii ogród. Nie jest tłem wydarzeń, ale symbolem powolnego odradzania się Amande. Praca przy roślinach, stare kalendarze pełne odręcznych notatek, codzienne drobiazgi i rytm natury pomagają jej stopniowo wracać do świata. Ta przemiana nie następuje nagle, jest delikatna, spokojna i niezwykle naturalna. Trochę jak wiosna, która po długiej zimie budzi wszystko do życia małymi krokami.

Mądra, subtelna i napisana niezwykle wrażliwym sercem opowieść. Skłania do refleksji i trudno przejść obok niej obojętnie. Bardzo polecam, Tatiasza i jej książkę :) 

Link do opinii

Są takie opowieści, które nie wdzierają się do naszego życia z hukiem, lecz wchodzą do niego boso, cicho, niemal niezauważalnie, by po chwili zająć w nim całą dostępną przestrzeń. Najnowsza powieść Mélissy da Costy, francuskiej autorki, to właśnie taka lektura. To nie jest zwykła proza obyczajowa, a literackie studium odradzania się, które chłonie się każdym porem skóry.

Mélissa da Costa stworzyła historię, która w swojej konstrukcji przypomina naturalny cykl przyrody. Poznajemy Amande w momencie, gdy jej świat zastyga w martwym punkcie. Autorka z ogromnym wyczuciem odmalowała stan emocjonalnego odrętwienia - ucieczkę w mrok, ciszę i całkowitą izolację. Decyzja bohaterki o wyjeździe na wieś, do domu, który zdaje się być zawieszony poza czasem, staje się punktem wyjścia do powolnej, mozolnej rekonstrukcji własnej tożsamości.

To, co w tej książce najpiękniejsze, to stylistyka. Da Costa pisze w sposób niezwykle sensoryczny. Czytając, niemal czuje się zapach wilgotnej ziemi, chłód starych murów i dotyk słońca na twarzy. Autorka nie spieszy się. Pozwala nam trwać w „pomiędzy” - w tym dziwnym stanie, gdzie sekundy odmierzane są nie przez zegary, których Amande tak bardzo nienawidzi, ale przez proste, codzienne czynności.

Niewątpliwą siłą powieści jest postać Amande. Jej żałoba nie jest wystylizowana na potrzeby literatury; jest surowa, brzydka, pełna apatii i buntu przeciwko światu, który śmie kręcić się dalej. Kolejnym atutem jest fenomenalnie poprowadzony motyw starych kalendarzy poprzedniej właścicielki. Te banalne z pozoru zapiski o podlewaniu kwiatów czy pracach w ogrodzie stają się dla bohaterki swoistą kotwicą, łącznikiem ze światem żywych. Autorka w mistrzowski sposób wykorzystuje metaforę ogrodu - miejsca, które, aby zakwitnąć, musi najpierw przejść przez okres obumarcia.

Jeśli miałabym wskazać słabszy punkt, to dla czytelników oczekujących wartkiej akcji i nagłych zwrotów wydarzeń, tempo tej powieści może wydać się zbyt nużące. To książka „wolno sącząca się”, wymagająca od nas uważności i cierpliwości. Niektóre opisy natury są tak drobiazgowe, że mogą sprawiać wrażenie statycznych, jednak moim zdaniem są one niezbędne, by w pełni poczuć proces przemiany, jaki zachodzi w sercu głównej bohaterki.

Przyznam, że lektura „Co przyniesie jutro” była dla mnie doświadczeniem niemal terapeutycznym. Zachwyciło mnie, jak autorka definiuje na nowo pojęcie rodziny i wsparcia. To nie są wielkie deklaracje, ale drobne gesty - obecność mruczącego kota, cierpliwość otoczenia, która nie narzuca się z pocieszeniem, lecz daje przestrzeń na ból. To opowieść o tym, że każdy ma prawo przeżywać swoją stratę na własnych warunkach i w swoim tempie. Da Costa przypomina nam, że choć śmierć jest ostateczna, życie ma w sobie niezwykłą, niemal bezczelną siłę przetrwania.

„Co przyniesie jutro” to literacki plaster na rany, których nie widać gołym okiem. To książka mądra, empatyczna i do bólu prawdziwa, unikająca taniego sentymentalizmu. Mélissa da Costa udowodniła, że jest mistrzynią psychologicznej głębi, potrafiącą ubrać najtrudniejsze emocje w słowa pełne światła.

Link do opinii

"(...) to, co nazywamy życiem, jest tylko ciągiem ulotnych zdarzeń, bulgotem nietrwałości. (...) to właśnie dzięki nietrwałości życie jest możliwe".

 

To książka o tym, że jedna chwila zmienia wszystko... A przecież miało być tak pięknie... Ona - Amande, on -Benjamin i wkrótce malutka Manon. Doroczne Święto Muzyki w Lyonie i wystrzeliwane przy tej okazji petardy, zabrały wszystko, co Amande kochała. Benjamin stracił panowanie nad motocyklem, a kilka godzin później odeszła również Manon, która nie przeżyła przedwczesnego porodu.

 

Co przyniesie jutro nie jest książką o śmierci, ale o stracie, którą ta śmierć ze sobą niesie. Stracie wielkiej i bolesnej. Tym trudniejszej do zniesienia, bo niespodziewanej. Stracie, na którą nie można się przygotować. 

 

Za stratą zaś kroczy żałoba, którą każdy przeżywa inaczej. Amande na wiele tygodni zaszywa się na owernijskiej wsi, w ciemnym, zimnym domu chowa się przed światem. Z dala od ludzi, jak najdalej od życia. Sama nie żyje, lecz wegetuje.

 

To powieść mocno dotykająca serca. Drgająca emocjami. Mówiąca o tym, co w życiu ważne. Smutna, melancholijna i przejmująca, pełna bólu i cierpienia, ale też przynosząca ulgę, kojąca i rozpalająca iskierkę nadziei na to, że może jeszcze nie wszystko stracone. 

 

I gdy Amande znajduje stare kalendarze z zapiskami poprzedniej właścicielki domu, zaczyna rozumieć, że nie tędy droga... Bo czasem musi przeminąć wiele słońc, by wreszcie zdobyć się na odwagę i spojrzeć w niebo.

Link do opinii

"Życie to ruch, działanie"

Często żyjemy w przekonaniu, że zawsze będzie jeszcze okazja na rozmowę, spotkanie, pojednanie czy powiedzenie komuś, jak bardzo jest dla nas ważny. Odkładamy te rzeczy na później, zajęci codziennymi obowiązkami i własnymi sprawami. Tymczasem życie bywa nieprzewidywalne, a ludzie, których kochamy, mogą odejść szybciej, niż jesteśmy gotowi to przyjąć. Uświadamia to powieść "Co przyniesie jutro".

To miał być zwykły dzień spędzony z ukochanym mężem. Lato właśnie się zaczynało, był pierwszy jego dzień, który zmienił wszystko. Cały dotychczasowy świat Amande runął niczym domek z kart.  Od tamtej pory nie potrafi odnaleźć się w rzeczywistości i dlatego wyjeżdża do Owernii i tam wynajmuje stary dom stojący na odludziu. Należał on kiedyś do starszej kobiety - pani Hugne, która zmarła trzy lata temu. 

Dzień mija za dniem, które Amande nazywa słońcami i tych słońc mija wiele, zanim ponownie światło zajrzy zarówno do wnętrza budynku, jak i do jej duszy.  Przełomowym wydarzeniem okazuje się znalezienie starych kalendarzy,  których poprzednia właściciela notowała plan prac w ogrodzie, swoje przepisy kulinarne, zapiski o pogodzie, ale też spostrzeżenia i myśli. Niepozorne notatki stają się dla niej czymś w rodzaju drogowskazu. Pomagają jej na nowo spojrzeć na świat i dostrzec piękno ukryte w prostych, codziennych chwilach.  Ważną rolę odegrał też pewien kot, który najpierw został przez bohaterkę potraktowany niezbyt dobrze. Powoli zaczyna zwracać uwagę na ogród, zmieniające się pory roku, zapach ziemi po deszczu czy pierwsze kwiaty pojawiające się po zimie. 

Początkowo w tej książce niewiele się dzieje. Nie ma nagłych zwrotów akcji ani dramatycznych wydarzeń. Obserwujemy przede wszystkim kobietę próbującą poradzić sobie z ogromnym bólem po utracie ukochanej osoby i życia, które znała. I właśnie w tym tkwi siła tej powieści. Mélissa Da Costa pokazuje żałobę taką, jaka często jest naprawdę - cichą, powolną, pełną dni, które trzeba po prostu przetrwać. Nie przyspiesza procesu zdrowienia swojej bohaterki i nie oferuje łatwych rozwiązań. Pozwala jej przeżywać smutek, złość, tęsknotę i bezradność, dzięki czemu wszystko wydaje się niezwykle prawdziwe.

Z biegiem czasu Amanda zaczyna jednak dostrzegać, że nie da się całkowicie odciąć od świata. Choć początkowo unika ludzi, stopniowo otwiera się na tych, którzy pojawiają się na jej drodze. Autorka pięknie pokazuje, jak ważna jest obecność drugiego człowieka, nawet jeśli wydaje nam się, że najlepiej poradzimy sobie sami. Czasem wystarczy czyjaś życzliwość, rozmowa albo zwykła obecność, by zrobić pierwszy krok naprzód. Natura odgrywa w tej historii ogromną rolę. To właśnie ona przypomina Amandzie, że wszystko ma swój czas, wzrost, rozkwit, przemijanie i odradzanie się.

,,Co przyniesie jutro" to książka, której nie da się czytać szybko. Nie ma w niej nagłych zwrotów akcji, szybkiego tempa. Autorka skupia naszą uwagę na emocjach, atmosferze i refleksjach. To jedna z tych historii, przy których zwalniamy bieg myśli, zatrzymujemy się na chwilę i zaczynamy zastanawiać nad tym, co naprawdę jest ważne.  

Bardzo podobało mi się, jak autorka podkreśla znaczenie natury, bliskości drugiego człowieka i odnajdywania nowego celu w życiu. Czytanie tej powieści było jak zrobienie kroku wstecz od codziennego pośpiechu. To była przyjemność zanurzyć się w jej lekturze i stylu w jakim jest napisana. Jest w niej spokój, refleksja i przekaz, że  szczęście często kryje się w najprostszych rzeczach. Przypomina o uniwersalnej prawdzie, że wszystko w życiu wymaga czasu i cierpliwości. Nie da się przyspieszyć gojenia ran ani zmusić serca, by szybciej zyskało spokój. Można jednak każdego dnia zrobić mały krok naprzód i nauczyć się żyć mimo bólu. 

,,Co przyniesie jutro" to piękna, wzruszająca opowieść o stracie, uzdrawiającej sile natury, ludzkiej wytrwałości i o tym, że czasem trzeba pozwolić sobie przeżyć ból, aby móc znów naprawdę żyć. Pani Mélissa Da Costa potrafi przekazać w jednej historii niezwykle szeroką gamę emocji. Od rozdzierającego smutku i rozpaczy, przez melancholię, tęsknotę i niepewność, aż po radość, wdzięczność i poczucie spełnienia. Wszystko to zostało przedstawione z ogromną wrażliwością i wyczuciem. Pokazuje, że nawet po największym cierpieniu można odnaleźć światło i sens. To powieść smutna, momentami bardzo bolesna, ale jednocześnie ciepła, budująca i dająca nadzieję. Pokazuje, że powrót do życia po stracie nie jest łatwy, ale jest możliwy. Trzeba tylko pozwolić sobie na czas żałoby, ale nie może ona trwać wiecznie. Autorka napisała bardzo wrażliwą i poruszającą historię, która skłania do refleksji, pobudza zmysły i serce, przypominając, że po każdej zimie prędzej czy później przychodzi wiosna.

 

Książkę przeczytałam w ramach współpracy 

z  PRart Media Bogna Piechocka

i wydawnictwem Znak Literanova

 

Link do opinii

Jest to powieść różniąca się od tych, które zazwyczaj czytam. Ale ciszę się, że po nią sięgnęłam. Poruszająca, smutna, ale też dająca nadzieję. Taka prawdziwa, życiowa, bez skomplikowanych szybkich zwrotów akcji, bez mnóstwa postaci. To opowieść o ogromnej stracie, o samotności i staraniach powrotu do życia

Amande nagle traci męża i nienarodzoną córeczkę. Po tej stracie nie wyobraża sobie dalszego życia w dawnym mieszkaniu, postanawia wynająć dom, na wsi, z daleka od poprzedniego życia. Odcięta od ludzi i elektroniki, zamknięta w ciemnym domu, odlicza czas wschodami słońca, byle tylko przetrwać kolejny dzień. Bardzo powoli w jej życie zaczynają się wkradać drobne proste, zupełnie nowe dla niej czynności. Nawiązuje nową przyjaźń, zostaje przygarnięta przez kota. Krok za kroczkiem wychodzi z żałoby.

 

W książce jest dużo emocji, łatwo można poczuć bliską więź z główną bohaterką. Ta książka jest dojrzała, jeśli można tak napisać o książce. Jest dopracowana, dobrze opowiedziana. A historia Amande zostanie w pamięci na długo. 

Link do opinii
Avatar użytkownika - ktomzynska
ktomzynska
Przeczytane:2026-05-11, Ocena: 6, Przeczytałam,

Czy po największej stracie można jeszcze nauczyć się żyć... nie zapominając o tych, których kochaliśmy najbardziej?

 

,,Co przyniesie jutro" Mélissy Da Costa to jedna z tych książek, które nie krzyczą emocjami. Ona szepcze - powoli, delikatnie, czasami wręcz boleśnie cicho. A jednak z każdą kolejną stroną coraz mocniej czułam, jak ta historia osiada mi na sercu i wiedziałam, że zostawi w nim po sobie ślad.

 

Mélissa Da Costa stworzyła opowieść o żałobie, ale nie takiej literacko ,,upiększonej". Tutaj ból jest ciężki, lepki i paraliżujący. Taki, który odbiera człowiekowi chęć do życia, otwierania okien, rozmawiania z ludźmi czy nawet patrzenia na światło dnia. Amande traci wszystko niemal w jednej chwili. Męża. Dziecko. Przyszłość, którą dopiero zaczynała budować. I właśnie od tego momentu zaczyna się historia kobiety, która nie tyle próbuje żyć dalej, ile po prostu przetrwać kolejny dzień.

 

Bardzo poruszyło mnie to, jak autorka pokazuje żałobę. Bez wielkich słów. Bez dramatycznych monologów. Czasem wystarczała cisza domu, zasłonięte okna albo fakt, że Amande przestaje odmierzać czas zegarami. Żyje pomiędzy ,,zaraz" a ,,później", jakby normalny rytm świata przestał jej dotyczyć. I myślę, że właśnie dlatego ta książka działa tak mocno - bo jest prawdziwa emocjonalnie.

 

Ogromnym atutem tej powieści jest klimat. Ten stary dom na odludziu, ogród, który powoli budzi się do życia, stare kalendarze zapisane odręcznymi notatkami... To wszystko tworzy historię niezwykle intymną i kojącą, mimo że przecież opowiada o ogromnym cierpieniu. Czytając ją, miałam wręcz wrażenie, że czuję zapach mokrej ziemi, świeżych ziół i letniego powietrza wpadającego przez uchylone okno.

 

I właśnie ogród staje się tutaj czymś więcej niż tylko tłem wydarzeń. To symbol. Proces odradzania. Powolnego wracania do świata. Bo Amande nie zmienia się nagle. Nie dostajemy magicznego ,,i żyli długo i szczęśliwie". Mélissa Da Costa pokazuje, że gojenie ran trwa. Że są dni lepsze i gorsze. Że można tęsknić i jednocześnie próbować znów oddychać pełną piersią.

 

Bardzo podobało mi się również to, jak autorka pokazuje ludzi wokół głównej bohaterki. Nie ma tutaj nachalnego pocieszania ani wielkich deklaracji. Są drobne gesty. Obecność. Cierpliwość. Kubek herbaty. Rozmowa. Pomoc przy codziennych obowiązkach. I to właśnie te małe rzeczy okazują się najważniejsze. Ta książka pięknie przypomina, że czasem nie trzeba ratować kogoś słowami. Wystarczy po prostu być.

 

Muszę jednak zaznaczyć, że to bardzo spokojna historia. Jeśli ktoś szuka dynamicznej fabuły i zwrotów akcji, może poczuć się rozczarowany. Tutaj wszystko płynie wolno. Jak natura. Jak kolejne pory roku. Ale dla mnie właśnie w tym tkwi siła tej opowieści. Ona daje przestrzeń na emocje, refleksję i zatrzymanie się na chwilę.

 

,,Co przyniesie jutro" to książka o stracie, ale jeszcze bardziej o nadziei. O tym, że nawet po największym bólu życie potrafi wypuścić nowe pędy. Cichutko. Nieśmiało. Bez obietnic. 

 

To jedna z tych historii, które nie próbują naprawiać czytelnika. One po prostu siadają obok niego w ciszy. I czasami właśnie takich książek potrzebujemy najbardziej.

 

Ocena: 9/10

Link do opinii

Amande przeżywa bardzo trudny czas. Całe życie wywróciło jej się do góry nogami. Mąż za chwilę miał wrócić do domu, jednak jedna chwila sprawiła, że już nigdy go nie zobaczy. Benjamin zginął w wypadku. To jednak nie koniec tragedii. Amande była w zaawansowanej ciąży. Stres i silne przeżycia spowodowane całą tą sytuacją sprawiły, że musiała rodzic przedwcześnie. Niestety dziecka nie udało się uratować. Ile jest w stanie znieść ta kobieta?

 

Amande pogrąża się w mroku. Kupuje dom na odludziu i przeprowadza się. Odcina się od świata, od ludzi. Wszystko ją drażni, nawet słońce. Próbuje poradzić sobie z żałobą i ogromną startą. Ratunkiem okazują się stare kalendarze i notatniki poprzedniej właścicielki domu. Tam zapisywała swoje przemyślenia i działania dotyczące prac ogrodowych. Amande postanawia to wykorzystać. Korzysta z zapisków i zaczyna dbać o ogród. To pochłania ją całkowicie. Stopniowo zaczyna też otwierać się na innych. Zaprzyjaźnia się z córką poprzedniej właścicielki, więcej czasu spędza z teściem, zaprasza też młodych ludzi którymi opiekował się jej mąż. Czy czas rzeczywiście leczy rany?

 

"Co przyniesie jutro" to niezwykle poruszająca historia. Amande ma przed sobą bardzo ciężko czas. Wszystko nagle spadło na nią, a tyle było planów, marzeń. A teraz pozostała tylko pusta i ból. Wszystko zmieniają odnalezione kalendarze. Kobieta stopniowo otwiera się, przechodzi przemianę, jej życie nabiera barw. To bardzo spokojna historia, ale emocjonalna. Przeżywamy razem z główną bohaterką to co dzieje się w jej głowie i sercu. Od razu zaznaczę, że nie ma tu zwrotów akcji. Wszystko toczy się swoim tempem. To historia która skłania do refleksji, chwili zatrzymania i zastanowienia. I choć lubię książki w których dużo się dzieje, to mimo, że ta jest tego przeciwieństwem to i tak wciągnęłam się. Polecam 

Link do opinii
Inne książki autora
Cały ten błękit
Melissa Da Costa0
Okładka ksiązki - Cały ten błękit

Los łączy ludzi w momencie, w którym najbardziej tego potrzebują Émile pragnie przeżyć ostatnie chwile na własnych zasadach. Joanne chce się uwolnić...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca Pokaż wszystkie recenzje
Reklamy