Okładka książki - Co przyniesie jutro

Co przyniesie jutro


Ocena: 5.5 (6 głosów)

Ta książka została dodana do bazy serwisu Granice.pl przez jednego z użytkowników i oczekuje na moderację

Mélissa Da Costa, autorka bestsellerowej powieści ,,Cały ten błękit", powraca z nową wzruszającą historią! Czy można odrodzić się po stracie i nie zapomnieć o tych, których kochaliśmy?

To, co dziś wydaje się stracone, jutro może rozkwitnąć na nowo

Pierwszego dnia lata Amande traci wszystko. By uciec od bolesnej rzeczywistości, postanawia spakować swoje życie do jednej walizki i wyjechać do małego domku na wsi. Tak jak planowali z Benjaminem...

Ciepłe miesiące spędza w odosobnieniu, nie odsłaniając okien ani nie przyjmując gości. Jedynie zmieniający się ogród przypomina o mijającym czasie.

Podczas porządków trafia na stare kalendarze poprzedniej właścicielki domu. Odręczne notatki - drobne, zwyczajne zapiski o roślinach, pogodzie i codziennych pracach, a także przepisy - zaczynają budzić w niej ciekawość i nieśmiałą tęsknotę za światem na zewnątrz.

Czy Amande otworzy się na ludzi, którzy na nią czekają? I Ile czasu minie, zanim pozwoli odejść temu, co już nie wróci?

,,Co przyniesie jutro"to poruszająca historia o tym, że każde jutro niesie w sobie obietnicę. Mélissa Da Costa przypomina uniwersalną prawdę, że wszystko w życiu wymaga czasu i cierpliwości. I że nigdy nie należy tracić nadziei.

AUTORKA BESTSELLEROWEJ POWIEŚCI ,,CAŁY TEN BŁĘKIT"

KSIĄŻKI MÉLISSY DA COSTY PRZETŁUMACZONO NA 30 JĘZYKÓW

O AUTORCE:

Mélissa Da Costa to jedna z najpopularniejszych francuskich autorek. Napisała 8 książek, które zostały przetłumaczone na 30 języków i sprzedały się w 4,5 miliona egzemplarzy tylko w samej Francji. W Polsce w 2025 roku ukazała się powieść ,,Cały ten błękit", która natychmiast uzyskała status bestsellera.

Mélissa Da Costa w swoich książkach porusza uniwersalne tematy, takie jak miłość, samotność, godzenie się ze stratą i poszukiwanie siebie. Jej powieści niosą oczyszczenie i nadzieję na lepsze jutro. Czytelniczki cenią ją za ogromną empatię, niezwykłą umiejętność opisywania trudnych emocji i wrażliwość na piękno otaczającego nas świata.

Informacje dodatkowe o Co przyniesie jutro:

Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2026-05-06
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 9788383678740
Liczba stron: 336

Tagi: Proza literacka

więcej

Kup książkę Co przyniesie jutro

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
Cytaty z książki

Na naszej stronie nie ma jeszcze cytatów z tej książki.


Dodaj cytat
REKLAMA

Zobacz także

Co przyniesie jutro - opinie o książce

Avatar użytkownika - Tatiaszaaleksiej
Tatiaszaaleksiej
Przeczytane:2026-05-14, Ocena: 5, Przeczytałem,

“...to, co nazywamy życiem, jest tylko ciągiem ulotnych zdarzeń, bulgotem nietrwałości. Nawet słońce, góry, ziemia, po której chodzimy, nieustannie się zmieniają”.

Amande po tragicznej śmierci męża i utracie nienarodzonego dziecka nie potrafi odnaleźć się w codzienności. Wszystko, co dotąd było dla niej ważne, nagle traci sens. Kobieta wyjeżdża do małego domu na wsi, gdzie odcina się od ludzi, ignoruje telefony od bliskich i zamyka w swoim cierpieniu. Mijają miesiące spędzone w samotności, a jedynym świadkiem upływającego czasu pozostaje ogród zmieniający się wraz z porami roku. Pewnego dnia podczas porządków Amande znajduje stare kalendarze należące do poprzedniej właścicielki domu. Ręcznie zapisane notatki o roślinach, pogodzie, codziennych obowiązkach i prostych przepisach powoli budzą w niej ciekawość życia oraz tęsknotę za tym, co znajduje się poza bezpiecznym schronieniem.

Przez powieść się płynie. Spokojnie, w ciszy, z refleksją i emocjami. Nie ma tutaj gwałtownych zwrotów akcji ani sztucznego dramatyzmu. Wszystko toczy się własnym rytmem, dzięki czemu jeszcze mocniej wybrzmiewają emocje bohaterki. To historia o żałobie. Melissa Da Costa zachwyca plastycznym, barwnym stylem. Z wyczuciem i subtelnością czaruje słowem, a emocje bohaterów oddaje z ogromną wnikliwością i empatią. Postacie są prawdziwe, nieidealne, pełne sprzeczności, bardzo ludzkie.

Opowieść o bólu, tęsknocie i próbie poskładania siebie na nowo. O nadziei. O tym, że nawet najbardziej zranione serce może kiedyś znów poczuć ciepło, spokój i odrobinę słońca. Autorka z wrażliwością prowadzi czytelnika przez wszystkie etapy straty, od zaprzeczenia i ucieczki od świata, przez rozpacz oraz pustkę, aż po powolne odnajdywanie w sobie siły, by ponownie otworzyć się na życie. Ważnym elementem tej historii są relacje międzyludzkie. Pięknie pokazano tutaj, że wsparcie nie zawsze musi mieć formę wielkich słów. Czasem największą pomocą okazują się obecność, cierpliwość i zwyczajna rozmowa. To opowieść przypominająca, że bliskość można odnaleźć nie tylko w więzach krwi, lecz także w ludziach, którzy po prostu potrafią być obok wtedy, gdy najbardziej tego potrzebujemy.

Ogromną rolę odgrywa w tej historii ogród. Nie jest tłem wydarzeń, ale symbolem powolnego odradzania się Amande. Praca przy roślinach, stare kalendarze pełne odręcznych notatek, codzienne drobiazgi i rytm natury pomagają jej stopniowo wracać do świata. Ta przemiana nie następuje nagle, jest delikatna, spokojna i niezwykle naturalna. Trochę jak wiosna, która po długiej zimie budzi wszystko do życia małymi krokami.

Mądra, subtelna i napisana niezwykle wrażliwym sercem opowieść. Skłania do refleksji i trudno przejść obok niej obojętnie. Bardzo polecam, Tatiasza i jej książkę :) 

Link do opinii

Są takie opowieści, które nie wdzierają się do naszego życia z hukiem, lecz wchodzą do niego boso, cicho, niemal niezauważalnie, by po chwili zająć w nim całą dostępną przestrzeń. Najnowsza powieść Mélissy da Costy, francuskiej autorki, to właśnie taka lektura. To nie jest zwykła proza obyczajowa, a literackie studium odradzania się, które chłonie się każdym porem skóry.

Mélissa da Costa stworzyła historię, która w swojej konstrukcji przypomina naturalny cykl przyrody. Poznajemy Amande w momencie, gdy jej świat zastyga w martwym punkcie. Autorka z ogromnym wyczuciem odmalowała stan emocjonalnego odrętwienia - ucieczkę w mrok, ciszę i całkowitą izolację. Decyzja bohaterki o wyjeździe na wieś, do domu, który zdaje się być zawieszony poza czasem, staje się punktem wyjścia do powolnej, mozolnej rekonstrukcji własnej tożsamości.

To, co w tej książce najpiękniejsze, to stylistyka. Da Costa pisze w sposób niezwykle sensoryczny. Czytając, niemal czuje się zapach wilgotnej ziemi, chłód starych murów i dotyk słońca na twarzy. Autorka nie spieszy się. Pozwala nam trwać w „pomiędzy” - w tym dziwnym stanie, gdzie sekundy odmierzane są nie przez zegary, których Amande tak bardzo nienawidzi, ale przez proste, codzienne czynności.

Niewątpliwą siłą powieści jest postać Amande. Jej żałoba nie jest wystylizowana na potrzeby literatury; jest surowa, brzydka, pełna apatii i buntu przeciwko światu, który śmie kręcić się dalej. Kolejnym atutem jest fenomenalnie poprowadzony motyw starych kalendarzy poprzedniej właścicielki. Te banalne z pozoru zapiski o podlewaniu kwiatów czy pracach w ogrodzie stają się dla bohaterki swoistą kotwicą, łącznikiem ze światem żywych. Autorka w mistrzowski sposób wykorzystuje metaforę ogrodu - miejsca, które, aby zakwitnąć, musi najpierw przejść przez okres obumarcia.

Jeśli miałabym wskazać słabszy punkt, to dla czytelników oczekujących wartkiej akcji i nagłych zwrotów wydarzeń, tempo tej powieści może wydać się zbyt nużące. To książka „wolno sącząca się”, wymagająca od nas uważności i cierpliwości. Niektóre opisy natury są tak drobiazgowe, że mogą sprawiać wrażenie statycznych, jednak moim zdaniem są one niezbędne, by w pełni poczuć proces przemiany, jaki zachodzi w sercu głównej bohaterki.

Przyznam, że lektura „Co przyniesie jutro” była dla mnie doświadczeniem niemal terapeutycznym. Zachwyciło mnie, jak autorka definiuje na nowo pojęcie rodziny i wsparcia. To nie są wielkie deklaracje, ale drobne gesty - obecność mruczącego kota, cierpliwość otoczenia, która nie narzuca się z pocieszeniem, lecz daje przestrzeń na ból. To opowieść o tym, że każdy ma prawo przeżywać swoją stratę na własnych warunkach i w swoim tempie. Da Costa przypomina nam, że choć śmierć jest ostateczna, życie ma w sobie niezwykłą, niemal bezczelną siłę przetrwania.

„Co przyniesie jutro” to literacki plaster na rany, których nie widać gołym okiem. To książka mądra, empatyczna i do bólu prawdziwa, unikająca taniego sentymentalizmu. Mélissa da Costa udowodniła, że jest mistrzynią psychologicznej głębi, potrafiącą ubrać najtrudniejsze emocje w słowa pełne światła.

Link do opinii
Avatar użytkownika - ktomzynska
ktomzynska
Przeczytane:2026-05-11, Ocena: 6, Przeczytałam,

Czy po największej stracie można jeszcze nauczyć się żyć... nie zapominając o tych, których kochaliśmy najbardziej?

 

,,Co przyniesie jutro" Mélissy Da Costa to jedna z tych książek, które nie krzyczą emocjami. Ona szepcze - powoli, delikatnie, czasami wręcz boleśnie cicho. A jednak z każdą kolejną stroną coraz mocniej czułam, jak ta historia osiada mi na sercu i wiedziałam, że zostawi w nim po sobie ślad.

 

Mélissa Da Costa stworzyła opowieść o żałobie, ale nie takiej literacko ,,upiększonej". Tutaj ból jest ciężki, lepki i paraliżujący. Taki, który odbiera człowiekowi chęć do życia, otwierania okien, rozmawiania z ludźmi czy nawet patrzenia na światło dnia. Amande traci wszystko niemal w jednej chwili. Męża. Dziecko. Przyszłość, którą dopiero zaczynała budować. I właśnie od tego momentu zaczyna się historia kobiety, która nie tyle próbuje żyć dalej, ile po prostu przetrwać kolejny dzień.

 

Bardzo poruszyło mnie to, jak autorka pokazuje żałobę. Bez wielkich słów. Bez dramatycznych monologów. Czasem wystarczała cisza domu, zasłonięte okna albo fakt, że Amande przestaje odmierzać czas zegarami. Żyje pomiędzy ,,zaraz" a ,,później", jakby normalny rytm świata przestał jej dotyczyć. I myślę, że właśnie dlatego ta książka działa tak mocno - bo jest prawdziwa emocjonalnie.

 

Ogromnym atutem tej powieści jest klimat. Ten stary dom na odludziu, ogród, który powoli budzi się do życia, stare kalendarze zapisane odręcznymi notatkami... To wszystko tworzy historię niezwykle intymną i kojącą, mimo że przecież opowiada o ogromnym cierpieniu. Czytając ją, miałam wręcz wrażenie, że czuję zapach mokrej ziemi, świeżych ziół i letniego powietrza wpadającego przez uchylone okno.

 

I właśnie ogród staje się tutaj czymś więcej niż tylko tłem wydarzeń. To symbol. Proces odradzania. Powolnego wracania do świata. Bo Amande nie zmienia się nagle. Nie dostajemy magicznego ,,i żyli długo i szczęśliwie". Mélissa Da Costa pokazuje, że gojenie ran trwa. Że są dni lepsze i gorsze. Że można tęsknić i jednocześnie próbować znów oddychać pełną piersią.

 

Bardzo podobało mi się również to, jak autorka pokazuje ludzi wokół głównej bohaterki. Nie ma tutaj nachalnego pocieszania ani wielkich deklaracji. Są drobne gesty. Obecność. Cierpliwość. Kubek herbaty. Rozmowa. Pomoc przy codziennych obowiązkach. I to właśnie te małe rzeczy okazują się najważniejsze. Ta książka pięknie przypomina, że czasem nie trzeba ratować kogoś słowami. Wystarczy po prostu być.

 

Muszę jednak zaznaczyć, że to bardzo spokojna historia. Jeśli ktoś szuka dynamicznej fabuły i zwrotów akcji, może poczuć się rozczarowany. Tutaj wszystko płynie wolno. Jak natura. Jak kolejne pory roku. Ale dla mnie właśnie w tym tkwi siła tej opowieści. Ona daje przestrzeń na emocje, refleksję i zatrzymanie się na chwilę.

 

,,Co przyniesie jutro" to książka o stracie, ale jeszcze bardziej o nadziei. O tym, że nawet po największym bólu życie potrafi wypuścić nowe pędy. Cichutko. Nieśmiało. Bez obietnic. 

 

To jedna z tych historii, które nie próbują naprawiać czytelnika. One po prostu siadają obok niego w ciszy. I czasami właśnie takich książek potrzebujemy najbardziej.

 

Ocena: 9/10

Link do opinii

Amande przeżywa bardzo trudny czas. Całe życie wywróciło jej się do góry nogami. Mąż za chwilę miał wrócić do domu, jednak jedna chwila sprawiła, że już nigdy go nie zobaczy. Benjamin zginął w wypadku. To jednak nie koniec tragedii. Amande była w zaawansowanej ciąży. Stres i silne przeżycia spowodowane całą tą sytuacją sprawiły, że musiała rodzic przedwcześnie. Niestety dziecka nie udało się uratować. Ile jest w stanie znieść ta kobieta?

 

Amande pogrąża się w mroku. Kupuje dom na odludziu i przeprowadza się. Odcina się od świata, od ludzi. Wszystko ją drażni, nawet słońce. Próbuje poradzić sobie z żałobą i ogromną startą. Ratunkiem okazują się stare kalendarze i notatniki poprzedniej właścicielki domu. Tam zapisywała swoje przemyślenia i działania dotyczące prac ogrodowych. Amande postanawia to wykorzystać. Korzysta z zapisków i zaczyna dbać o ogród. To pochłania ją całkowicie. Stopniowo zaczyna też otwierać się na innych. Zaprzyjaźnia się z córką poprzedniej właścicielki, więcej czasu spędza z teściem, zaprasza też młodych ludzi którymi opiekował się jej mąż. Czy czas rzeczywiście leczy rany?

 

"Co przyniesie jutro" to niezwykle poruszająca historia. Amande ma przed sobą bardzo ciężko czas. Wszystko nagle spadło na nią, a tyle było planów, marzeń. A teraz pozostała tylko pusta i ból. Wszystko zmieniają odnalezione kalendarze. Kobieta stopniowo otwiera się, przechodzi przemianę, jej życie nabiera barw. To bardzo spokojna historia, ale emocjonalna. Przeżywamy razem z główną bohaterką to co dzieje się w jej głowie i sercu. Od razu zaznaczę, że nie ma tu zwrotów akcji. Wszystko toczy się swoim tempem. To historia która skłania do refleksji, chwili zatrzymania i zastanowienia. I choć lubię książki w których dużo się dzieje, to mimo, że ta jest tego przeciwieństwem to i tak wciągnęłam się. Polecam 

Link do opinii
Avatar użytkownika - FioletowaRoza
FioletowaRoza
Przeczytane:2026-05-04, Ocena: 6, Przeczytałam,

Jak to możliwe, że Mélissa Da Costa i jej dotychczasowa twórczość nie była mi znana? Jest ona autorką ośmiu francuskich powieści, natomiast my, Polacy, możemy sięgnąć po dwie przetłumaczone propozycje, choć liczba ta niedługo się zmieni. Skoro jednak pisarka doczekała się przetłumaczenia swoich opowieści na aż 30 (!) języków, a sprzedaż osiągnęła zawrotną liczbę 4,5 miliona egzemplarzy, to jest to szokujące, ale i mocni przyciągające. Czyżby Mélissa Da Costa była niczym Céline Dion- dziewczyną znikąd, która przerodziła się w gwiazdę światowego formatu? Wszystko na to wskazuje.

 

Muszę jednak nie zapominać o tym, że współczesny rynek wydawniczy jest wręcz zalany różnymi gatunkami literackimi, zatem fanom pióra pisanego mogą umknąć nawet bestsellery. Hobby, jakim jest czytanie, nigdy też nie było, nie jest i nie będzie nastawione na wąską grupę odbiorców. Jest wręcz przeciwnie, ponieważ absolutnie każdy znajdzie coś dla siebie. Zawsze warto śledzić opinie innych odbiorców i dostrzegać, jak różne mamy poglądy na wiele spraw literackich. 

 

Istnieją jednak tacy ludzie pióra, którzy niemal od początku zawładnęli naszym sercem i umysłem. Ich powieści kupujemy bez rekomendacji, bo już nie jest potrzebna. Taka właśnie stała się Mélissa Da Costa, a jej powieści mogą zachwycić jeszcze wielu odbiorców. Nie boi się ona pisać o sprawach uniwersalnych, lecz bardzo ważnych i nieuniknionych w życiu każdego z nas. Precyzyjnie układa dialogi opowiadające o miłości, samotności, śmierci czy poszukiwaniu nowej drogi życiowej. ,,Co przyniesie jutro" to lektura, której treść zasługuje na użycie najbardziej pozytywnych przymiotów: mądra, magiczna, empatyczna, wzruszająca, prawdziwa, nieprzesłodzona. Tak dobra ocena najnowszej powieści autorki nie jest przypadkowa, a zrozumieją to odbiorcy, którzy sami zmierzą się z 25. rozdziałami.

 

Jedna z recenzentek napisała, że ,,Co przyniesie jutro" to ,,historia, która nie daje o sobie zapomnieć, przypomina, jak cenne potrafią być najprostsze chwile." Czy tak właśnie jest, czy 25 rozdziałów pozwoli odbiorcom docenić to, co w naszym życiu jest wspaniałe, ale ulotne? Mam nadzieję, że tak, a powyżej zacytowana wypowiedź nie jest kłamstwem. Mélissa Da Costa ma wielką siłę przekonywania, a stworzona historia, choć fikcyjna, roztopi najbardziej skostniałe serca.

 

Cisza, chłód, zasłonięte i zamknięte okna. Tego potrzebuje Amande, główna bohaterka powieści. Pierwszy dzień lata, zamiast cieszyć, przyniósł ogromny dramat, a wraz z nim zmianę stylu życia o 180 stopni. Autorka doskonale pokazała, że radość ze słonecznych chwil nie musi przypominać bajki, a raczej trudne do przejścia etapy żałoby. Sama doskonale rozumiem fikcyjną bohaterkę, dlatego podczas czytania zalewałam się łzami. Czy to forma oczyszczenia? Nie wiem, czas pokaże. Zresztą, wspomniany czas jest tu ukazany w sposób nietypowy- Amande pozbywa się zegarów, żyje pomiędzy WKRÓTCE i PÓŹNIEJ. O zgrozo, nie chce też dostępu do Internetu, co dziś zakrawa niemal na absurd. Ot, wszystko płynie dalej, choć ona stoi w miejscu. Obecnie najważniejsza jest melancholia, czyli, według słów Victora Hugo, lubowanie się w smutku.

Po natychmiastowej przeprowadzce Amande do starego domu stojącego na odludziu niepozorne stare kalendarze i równie banalne w nich zapiski zaczynają intrygować bohaterkę. Po co dawna właścicielka domu, pani Hugues, pisała o podlewaniu kwiatów lub o kolacji na świeżym powietrzu? Tak proste wyrażenia znaczą to więcej, niż nam się wydaje. Koniecznie to sprawdź, Drogi Czytelniku. Nie zawiedziesz się. Obiecuje Ci to.

 

Autorka, poza typowymi etapami żałoby, na nowo zdefiniowała słowo RODZINA. Doceniajmy więc drobne gesty, jak choćby to, że możemy się komuś zwierzyć, wypić kawę czy zjeść z kimś ciepły posiłek. Te chwile znaczą więcej, niż serduszko w serwisie internetowym. Co więcej, pisarka mocno każe nam przemyśleć kwestię cierpienia po stracie bliskiej osoby. Czy wdowa już na zawsze musi pozostać smutną, ubraną w czerń kobietą ? I ile tak naprawdę trwa czas żałoby- rok, dwa, pięć? Pytania te należy rozważyć indywidualnie. Mélissa Da Costa idealnie jednak podkreśliła, że w starciu ze śmiercią inne rzekome traumy są tak naprawdę pestką.

 

,,Co przyniesie jutro" to też książka idealna dla fanów natury czy zwierząt. Dzięki dobrze przemyślanym dialogom czytelnicy zetkną się niemal z fotograficznym opisem kwiatów, krzewów czy drzew. Ponadto, pisarka opisała też miłość to zwierząt, która mocno działa na mą podświadomość. Koty także czują i należy im się szacunek i empatia. Tak naprawdę to one przygarniają nas i niejednokrotnie okazują się najlepszymi przyjaciółmi dla smutnego człowieka.

 

Przepiękne wydanie powieści kryje w sobie jeszcze inną niespodziankę. Spragnieni lektury czytelnicy mogą poznać fragment historii, która w całości ukaże się jeszcze w tym roku. Jeśli kilka stron przyciąga jak magnes, to co będzie dalej? Koniecznie musimy się o tym przekonać, a poznawanie nowych ludzi pióra, a bardziej ich stylu, to swego rodzaju ekscytacja. Zadaję sobie wówczas kluczowe pytania: czy konkretne wątki będę mogła odnieść do życia typowego Kowalskiego? Czy z powodu wciągającej lektury przeanalizuję i zmienię swoje postępowanie? Mélissa Da Costa daje nam taką możliwość.

 

Reasumując, świadomie nie zdradzam żadnych nazwisk ani wątków pobocznych- warto samemu przekonać się, że cuda tkwią w prostocie, a życie zabiera, ale i daje. Nie mam nic do zarzucenia tej powieści, dlatego z całego serca polecam ją każdemu.

 

 

Link do opinii
Avatar użytkownika - inspiracyjnym_kr
inspiracyjnym_kr
Przeczytane:2026-04-26, Chcę przeczytać,

Dzień dobry, moje kochane Moliki! ?

Bywa tak, że książka trafia do nas dokładnie w tym momencie, w którym najbardziej jej potrzebujemy, o tym pisałyśmy ostatnio z Małgosią @ogrod.ksiazek .
Mam wrażenie, że los, a może jakaś siła wyższa, chce mi coś przekazać, i właśnie dlatego sięgnęłam po ,,Co przyniesie jutro".
Moja ocena: 9/10

Życie jest nieprzewidywalne. Jednego dnia możemy mieć wszystko, a następnego - stracić to, co najważniejsze. Jest kruche i ulotne. Wychodzisz z domu i powrotu może nie być. Czasem wydaje się, że nic nie ma już sensu, że ogarnia nas czarna rozpacz i że nic dobrego już nas nie spotka. Takiego właśnie stanu doświadcza Amande, która pierwszego dnia lata traci dosłownie wszystko. Jej życie w jednej chwili rozpada się jak domek z kart. Jedno wydarzenie inicjuje ciąg tragicznych wydarzeń. Otępiała z bólu, pakuje swój dotychczasowy świat do jednej walizki i wyjeżdża do małego domu na wsi. Otulona żalem, smutkiem i niewypowiedzianą stratą, odcina się od świata, próbując poradzić sobie z tym, co ją spotkało. To wyjątkowo trudny czas, który musi przepracować. Czas nie goi ran, tylko pozwala żyć pomimo bólu i cierpienia.
Podczas porządków znajduje niepozorne stare kalendarze i zapiski poprzedniej właścicielki domu. Te drobne ślady czyjegoś życia zaczynają powoli kiełkować w jej codzienności, skłaniając ją do refleksji i do zadania sobie pytania: co przyniesie jutro?
To niezwykle poruszająca, choć momentami bardzo trudna opowieść. Pokazuje, że nawet po największej burzy może pojawić się promyk słońca. Niby te słowa wydają się banalne, a jednak niosą nadzieję.
Ta historia na długo zostanie w moim sercu. Czytałam ją powoli, zatrzymując się przy różnych fragmentach, bo po prostu potrzebowałam chwili, żeby je poczuć. Nie wyobrażam sobie bólu bohaterki, ale takie historie zdarzają się w rzeczywistości. To jedna z tych książek, które nie tylko się czyta, ale naprawdę przeżywa. Ja ją chłonęłam całą sobą...
Myślę, że każdy, kto zmaga się z jakąkolwiek stratą, odnajdzie w niej cząstkę siebie i może chociaż odrobinę ukojenia ? ,,Nic nie jest niezmienne ani wieczne, wszystko z natury się kończy lub zmienia, a przez nasze przywiązanie do rzeczy doczesnych cierpimy, ponieważ wszystko jest skazane na zanik" (fragment z książki). #współpracareklamowa #współpracabarterowa

Link do opinii

 

Wydawnictwu Znak Literanova bardzo dziękuję za egzemplarz recenzencki.

 

W ubiegłym roku miałam przyjemność czytać pierwszą książkę autorki ,,Cały ten błękit". Wtedy uważałam, że jest świetna i będzie moim numerem jeden. Teraz jestem pewna, iż muszę zmienić zdanie. To ,,Co przyniesie jutro" wskakuje na pierwsze miejsce. Nie spodziewałam się co dostanę w tej lekturze. Była to wspaniała niespodzianka, o której nie chcę zapomnieć. Historia, na pierwszy rzut oka, smutna. Bo żałoba, bo strata. Ale jest to TAK poprowadzone, że smutek odchodzi na dalsze plany, by ustąpić miejsca czemuś innemu. ,,Co przyniesie jutro?" kąpie się w zieleni i kwiatach. Jak mi się to podobało! Nie wyobrazicie sobie tego, dopóki nie przeczytacie. Powiedzmy jeszcze słowo o samej fabule, choć już co nieco wiemy.

 

 

 

Poznajcie Amandę, kobietę, która osiada gdzieś na ,,końcu świata". Myślę, że śmiało można tak to ująć. Bardzo powoli zdaje się wychodzić na prostą po stracie męża i córki. To, co bardzo mi się podoba to fakt, że jest tak bardzo blisko z rodziną Benjamina i nikt nie usiłuje wyciągać ją do życia. Jedyne co robią, to są. To bardzo dużo. Kobieta zaprzyjaźnia się też z córką byłych właścicieli jej domu, Julie. Z tej relacji wychodzi, coś, co może trwale zmienić życie Amandy. Czy rzeczywiście tak się stanie? I tak właśnie wygląda jej życie teraz. To troska o siebie i o ogród. Obcowanie z przyrodą. Tam znajduje wytchnienie.

 

To historia pełna spokoju i harmonii. Pachnąca kwiatami i nadzieją.

 

Jedna z najlepszych jakie czytałam w tym roku.

 

Kompletnie się tego po niej nie spodziewałam.

 

Takie niespodzianki są cudowne.

 

Poproszę częściej!

 

 

Link do opinii
Inne książki autora
Cały ten błękit
Melissa Da Costa0
Okładka ksiązki - Cały ten błękit

Los łączy ludzi w momencie, w którym najbardziej tego potrzebują Émile pragnie przeżyć ostatnie chwile na własnych zasadach. Joanne chce się uwolnić...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Reklamy