UTRACONE MIŁOŚCI, RODZINNE SEKRETY I KRĘTE ŚCIEŻKI, KTÓRYMI PROWADZI NAS SERCE.
Romantyczna i pełna dramatyzmu saga rodzinna. Poruszająca powieść o utraconych miłościach i rodzinnych sekretach. Akcja książek rozgrywa się w dwóch planach czasowych w różnych zakątkach świata. Seria zachwyci wielbicielki prozy Lucindy Riley, Kristin Hannah, Santy Montefiore i Victorii Hislop.
WYBIERZ SIĘ WE WRZĄCĄ OD UCZUĆ PODRÓŻ NA DALEKĄ PÓŁNOC!
WZRUSZAJĄCA I PEŁNA EMOCJI OPOWIEŚĆ O TYM, JAK WAŻNE JEST, BY PODĄŻAĆ ZA GŁOSEM SERCA I NIEUSTRASZENIE POSZUKIWAĆ NOWEGO POCZĄTKU.
W londyńskiej kancelarii prawnej spotyka się kilka osób. Nie łączy ich nic poza tym, że każda otrzymuje pudełko z pamiątkami znalezione w domu zmarłej kobiety, która przed laty prowadziła placówkę dla samotnych matek…
Norwegia, rok 1951.
„Amalie, chcę, żebyś wiedziała, jak bardzo cię kocham. Nigdy nie chciałem, żebyśmy się rozstali, i zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby wrócić do ciebie i naszego dziecka. Proszę, czekaj na mnie”.
Londyn, czasy współczesne.
W życiu Charlotte wkrótce wszystko się zmieni. Odkąd w jej ręce trafiło małe pudełko, zawierające pierścionek z diamentem i norweski herb, czuje, że musi wrócić do domu, aby ponownie połączyć się z ukochaną prababcią Amalie i swoją norweską rodziną.
Charlotte przyjmuje wymarzoną pracę szefowej kuchni w najbardziej prestiżowym hotelu w Norwegii. Przez lata poświęcała wszystko dla kariery, a teraz wreszcie czuje, że jej wytrwałość się opłaciła. Ale kiedy po tym wspaniałym miejscu oprowadza ją jego główny projektant, uroczy i utalentowany Harrison, Charlotte czuje, że być może nadszedł wreszcie czas, by przestać skupiać się wyłącznie na karierze, a pomyśleć także z troską o swoim samotnym sercu.
Ale Charlotte nie wie jeszcze, że jej życie wkrótce znów stanie na głowie – kiedy pokaże zawartość szkatułki swojej babci. Ściskając w dłoni pierścionek, który uważała za zaginiony na zawsze, Amalie opowie wnuczce tragiczną historię miłosną i zdradzi bolesny sekret, który ukrywała przez lata. Charlotte odkryje ogromne poświęcenie, na jakie zdecydowała się jej babka, by zapewnić bezpieczeństwo rodzinie. Czy da jej to siłę, której potrzebuje, aby podążać za głosem serca? A może podda się, przestraszy i opuści Norwegię na zawsze?
SIÓDMA CZĘŚĆ ZAPLANOWANEJ NA OSIEM POWIEŚCI SERII OBYCZAJOWEJ „UTRACONE CÓRKI”.
Wydawnictwo: b.d
Data wydania: 2026-04-08
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 352
Tytuł oryginału: The hidden daughter
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Esden-Tempska Anna
„Córka z Norwegii” to już siódma część cudownej serii, którą pokochałam całym sercem i już żałuję, że przed nami został tylko jeden jej tom.
A za co między innymi ją pokochałam? Bo w serii „Utracone córki” Sorayi Lane bohaterki odnajdują lub już realizują swoje pasje, co jest niebywale inspirujące. Charlotte, którą poznajemy w najnowszej powieści, uwielbia gotować i jest szefową kuchni. Poszła za głosem serca, co niestety pogorszyło na wiele lat jej relacje z ojcem. I tu pojawia się kwestia oczekiwań rodzicielskich, będąca też przyczyną tragedii sprzed lat, o której również w tej powieści czytamy.
Tym razem wyruszamy na chłodną, jakże urokliwą i pełną emocji Północ. I jak w każdej części, tak i tu fabuła toczy się w dwóch idealnie splatających się liniach czasowych. W 1950 roku przenosimy się do Norwegii i poznajemy historię Amalie, ubogiej pokojówki, oraz Oskara, dziedzica hotelowego imperium. Ich młodzieńcza, zakazana miłość zderza się z brutalną rzeczywistością i stanowczym sprzeciwem zamożnych rodziców chłopaka. Oskar chce walczyć o ich wspólną przyszłość, niestety los pisze dla nich okrutny scenariusz, a zrozpaczona, samotna dziewczyna trafia do domu dla samotnych matek prowadzonego przez tajemniczą Hope.
W tej teraźniejszej osi czasu śledzimy losy Charlotte, która przylatuje z Londynu do Oslo za sprawą propozycji wymarzonej pracy, ale też tajemniczego pudełka, którego historię zamierza poznać. Tu mierzy się nie tylko z rodzinną przeszłością, która uchyla dla niej drzwi, ale również z własnymi traumami i próbą odbudowy nadwątlonych relacji z ojcem. Co ważniejsze, poznaje tu Harrisona, utalentowanego architekta, choć równie poturbowanego przez życie. Czy potrafią podjąć ryzyko i zaangażować się w nowy związek?
„Córka z Norwegii” to głęboko poruszająca opowieść o wygórowanych oczekiwaniach rodziców, heroicznej walce o to, co się kocha, i o własne pasje. To książka o trudnych odejściach, przepracowywaniu żałoby, ale przede wszystkim o tym, że prawdziwa, piękna miłość ma szansę przydarzyć się w życiu więcej niż raz.
To jedna z tych niebywale ciepłych i budujących historii, która udowadnia, że mimo iż życie często pisze dla nas wyjątkowo trudne scenariusze, to nigdy nie brakuje w nim momentów wartych przeżycia. Uprzedzam tylko, żebyście przed lekturą przygotowali sobie coś pysznego, bo czytając o tym, jak główna bohaterka spełnia się kulinarnie, nieraz poleci Wam ślinka! Szczerze polecam!
Po kilku poprzednich nieco rozczarowujących tomach siódma część serii "Utracone córki" niestety także nie przyniosła tego, na co liczyłam.
Akcja prowadzi nas między Oslo lat 50 XX wieku a współczesnością, natomiast dwa plany czasowe ponownie odsłaniają rodzinne tajemnice, splecione z miłosnymi losami bohaterów, pokazując, że wielka miłość może przytrafić się nam więcej niż raz. Ten kolejny raz może być inny, nieoczekiwany, ale warto dać sobie szansę na uczucie, które potrafi przywrócić radość życia i stać się całym światem.
Główna bohaterka, Charlotte, wraca do Norwegii, by objąć stanowisko szefowej kuchni w prestiżowym hotelu. Na miejscu odkrywa tajemnicę swojej prababki Amalie, która w 1951 roku przeżyła tragiczną miłość i podjęła trudne decyzje, które wpłynęły nie tylko na jej życie. I właśnie tutaj pojawił się mój największy problem z tą częścią cyklu. W stopniowym odkrywaniu jej historii przez Charlotte zabrakło mi napięcia, oczekiwania czy momentów zaskoczenia.
Niestety zabrakło mi też emocji, które zakorzeniłyby tę opowieść w sercu i pamięci. To dla mnie największe rozczarowanie, bo właśnie emocje są najmocniejszą stroną takich książek, czyli historii, w których stopniowo odkrywa się rodzinne tajemnice, a bohaterowie mierzą się z bolesnymi i trudnymi doświadczeniami. Widać też, że we współczesnej historii Layne chciała pokazać powolne zbliżanie się i walkę z przeszłością, ale nie zadziałało to tak, jak powinno.
O ile historia brutalnie przerwanego uczucia Amalie i jej późniejszych losów w pewnym stopniu porusza i zostaje w pamięci, o tyle relacja Charlotte i Henry'ego nie budzi już takich emocji. Brakuje jej głębi i czegoś, co sprawiłoby, że zapamiętam na dłużej jakieś szczegóły. Trudno było mi zaangażować się w ich historię i naprawdę im kibicować, a momentami pojawiała się po prostu irytacja.
To nie jest zła książka, ale na tle wcześniejszych części wypada bardzo blado. Audiobook słucha się lekko i bez trudności, jednak po kilku dniach od zakończenia słuchania niewiele już z tej opowieści zostało w pamięci. Problemem nie jest to, że w "Córce z Norwegii" dzieje się za mało, tylko to, że dzieje się za mało rzeczy, które naprawdę angażują. W żadnym wypadku nie obarczałabym odpowiedzialnością za te braki lektorek, chociaż mam wrażenie, że głos Katarzyny Domalewskiej lepiej sprawdziłby się przy dziecięcej bohaterce, bo tutaj trochę zabrakło mi dopasowania do postaci. Nie do końca pasował mi do bohaterki, którą interpretowała.
Obiecałam sobie, że mimo wszelkich zastrzeżeń poznam wszystkie tomy, więc teraz czekam na ostatni, ósmy tom i historię Hope. Mam nadzieję, że dostarczy mi więcej emocji i zakończy całą serię w mocny, satysfakcjonujący sposób. Tak jak pierwszy, który naprawdę mnie zachwycił, i po którym z niecierpliwością czekałam na kontynuację.
To już jest siódma i niestety przedostatnia część serii "Utracone córki" autorstwa Soraya Lane. Ja, moja mama i babcia jesteśmy zachwycone "Córką z Norwegii" i całą serią. Jesteśmy fankami tej autorki i z niecierpliwością czekamy na kolejny tom. Kto z was jeszcze nie zna jej serii "Utracone córki" koniecznie powinien to nadrobić.
"Córka z Norwegii", to wyjątkowo wzruszająca historia, w której pierwszy raz żyją obie główne bohaterki, prababcia i prawnuczka. Dzięki nim przeżywamy niezapomniane chwile. Z prababcią o imieniu, Amalie poznajemy, to co ją spotkało w latach 50. ubiegłego wieku w Norwegii. Były chwile szczęścia, ale i takie, które wywoływały we mnie łzy. Nie podoba mi się, gdy ktoś staje na drodze prawdziwej miłości i mocno utrudnia życie. Tutaj wydarzy się coś, co na zawsze zmieni bieg historii życia Amalie i jej małej córeczki.
Z Charlotte poruszamy się we współczesności. Początkowo znajdujemy się w Londynie, gdzie ta bohaterka mieszka. Dzięki tajemniczemu pudełku będzie musiała wrócić w rodzinne strony, do Norwegii i wyjaśnić sprawę jego zawartości ze swoją prababcią. Musi się spieszyć, bo czas tyka i nigdy nie wiadomo, ile życia pozostało jej ukochanej prababci Amalie. Tylko prababcia może powiedzieć prawdę dotyczącą życia jej i początków życia jej córki.
Charlotte podobnie jak jej prababcia, nie miała w życiu lekko. Poróżniła się z ojcem, ponieważ nie spełniła jego oczekiwań, tylko poszła za swoimi marzeniami. Czy jeszcze kiedyś odbudują więź, która ich łączyła? Warto poznać jej całą historię. Tutaj też były momenty, w których się wzruszyłam.
Szczerze, nie rozumiem rodziców, którzy narzucają swoim dzieciom, to, co mają robić w swoim życiu. To, że oni są np. prawnikami, lekarzami lub architektami, nie oznacza, że ich dzieci muszą wykonywać taki sam zawód. Dajcie dzieciom prawo wyboru własnej ścieżki życia. Cieszę się, że Soraya Lane w swojej powieści poruszyła właśnie ten problem.
Drugim ważnym problem, z jakim się tutaj zmagamy, jest wybór odpowiedniego kandydata na żonę/męża przez własne dziecko. Akceptujmy wybory własnych dzieci. Nie patrzmy na to swoją miarą. Pozwólmy im na szczęście.
Fabuła "Córki z Norwegii" jest znakomita. Cieszę się, że mamy przeskoki w czasie. Dzięki nim obie historie pięknie się uzupełniają, tworząc jedną spójną całość. Bohaterki tej książki skradły moje serce. Na ich przykładzie można dostrzec, że historia lubi się powtarzać.
Dodatkowym atutem tej powieści jest piękna okładka, która przyciąga wzrok i pięknie prezentuje się na półce.
Jak pisałam na początku, u mnie serię "Utracone córki" czytają trzy pokolenia. A jak to jest u was?
Moja babcia, mama i ja polecamy "Córkę z Norwegii" oraz całą serię "Utracone córki" wszystkim czytelnikom, którzy uwielbiają zagłębiać się w wielopokoleniową historię.
Czy zdarzyło Ci się kiedyś poczuć, że Twoje życie to tylko fragment większej historii, a odpowiedzi na najważniejsze pytania kryją się gdzieś w przeszłości Twojej rodziny?
,,Córka z Norwegii" to już siódmy tom serii ,,Utracone córki" autorstwa Sorayi Lane i muszę przyznać, że to jedna z tych książek, które czyta się nie tylko oczami, ale całym sercem. I choć schemat tej serii jest już dobrze znany, to wciąż działa, bo przecież kto z nas nie lubi odkrywać tajemnic ukrytych w starych pudełkach?
Tym razem poznajemy Charlotte - kobietę silną, ambitną, trochę zagubioną, która przez lata stawiała karierę ponad wszystko. Kiedy trafia do niej tajemnicze pudełko z pamiątkami, coś zaczyna się w niej zmieniać. Nagle to, co wydawało się poukładane, zaczyna się chwiać. I właśnie ta chwila - moment pęknięcia - jest dla mnie w tej historii najbardziej intrygująca.
Równolegle przenosimy się do Norwegii lat 50., gdzie poznajemy Amalie,której historia boli. To opowieść o miłości, która nie miała prawa przetrwać, o wyborach podejmowanych nie z serca, a z konieczności. I o poświęceniu, które zostawia ślad na całych pokoleniach.
Najbardziej urzekło mnie to, jak autorka splata te dwie historie. Przeszłość i teraźniejszość przenikają się tu w sposób niemal naturalny - jakby jedno nie mogło istnieć bez drugiego. I choć tempo narracji jest spokojne, to właśnie ono pozwala mi naprawdę zanurzyć się w tej opowieści.
Ale nie będę udawać, że ta książka jest idealna. Momentami brakowało mi głębszych emocji, takiego uderzenia, które zostaje w człowieku na długo. Relacja Charlotte i Harrisona... cóż, była dla mnie trochę zbyt delikatna, zbyt bezpieczna. Nie poczułam tu tej iskry, która sprawia, że serce przyspiesza. A szkoda, bo potencjał był ogromny.
Za to klimat... Norwegia w tej książce jest niemal bohaterką samą w sobie. Surowa, piękna, chłodna, a jednocześnie pełna emocji. Czułam zapach powietrza, widziałam fiordy, słyszałam ciszę, która mówi więcej niż słowa.
Ocena: 7/10 - ,,Córka z Norwegii" to historia o tym, jak bardzo przeszłość potrafi wpływać na naszą teraźniejszość. O wyborach, które nie zawsze są nasze. O miłości, która czasem przychodzi za wcześnie albo za późno. I o tym, że nigdy nie jest za późno, żeby spróbować jeszcze raz.
I wiesz co? To też książka, która delikatnie przypomina: możesz iść przez życie zgodnie z oczekiwaniami innych albo w końcu posłuchać siebie.
,,Córka z Norwegii" to już 7 tom pięknej serii utracone córki. Każdą z tych części można czytać niezależenie od znajomości poprzednich cześć, ponieważ każda z nich jest osobą historią. Łączy je jedynie londyńska kancelaria, w której pewne osoby dowiadują się o tajemniczym pudełku i pamiątkami kogoś z ich rodzin sprzed lat. Po jedno takie pudełko jednak nikt się nie zgłasza.
To pudełko należało do babci Chalotty. Kobiety, która mieszka obecnie w Londynie, ale dzieciństwo spędziła w Norwegii. Uważa, że jest to już czas by wrócić do rodzinnego Oslo. Tym bardziej, że dostaje tam propozycję pracy.
Ta cześć jest nieco inna niż pozostałe tomy. Kobieta, która zostawiła pudełko z pamiątkami w domu dla samotnej matki nadal żyje i zarówno jej córka i prawnuczka znają. Dlaczego wiec Amelia była w Londynie i dlaczego chciała oddać swoje dziecko? Jak potoczyły się później jej losy? Nie zdradzę. To trzeba przeczytać.
Książkę czytało mi się bardzo przyjemnie. Przeczytałam ją w ciągu dwóch dni. Wszystko to za sprawą lekkiego stylu autorki oraz rodzinnych sekretów, które powoli ujrzały światło dzienne.
W książce znajdziemy dwie linie czasowy. Rok 1951 kiedy to poznajemy młodą i zakochaną Amelię. Czasy współczesne dotyczą tajemniczego pudelka. Akcja książki ma swój rytm i nie spodziewajcie się tutaj dynamiki. Jest to książka, która bardziej wpływa na emocje niż na sensacyjne wydarzenia. Jest tutaj miłość, która nie przetrwała, tęsknota za tym co było oraz wybory, które miały wpływ na czasy obecne.
Dużym plusem tej części, ale również poprzednich jest klimat. Autorka wspaniale oddaje atmosferę miast w poszczególnych państwach. Sprawia, to że książka jest fantastyczną lekturą i bardzo ją polecam!
„Mój Kochany B., moje Serce, moja Duszo. Żałuję tylko, że nie mieliśmy więcej czasu. Więcej czasu, by odnaleźć córkę, której nigdy nie powinnam była...
Pierwszy tom zaplanowanego na osiem powieści cyklu „Utracone córki”. W londyńskiej kancelarii prawnej spotyka się kilka osób. Nie łączy ich...
Przeczytane:2026-04-26,
Utracone miłości, rodzinne sekrety i kręte ścieżki, którymi prowadzi nas serce.
▪𝗥𝗘𝗖𝗘𝗡𝗭𝗝𝗔 ▪
„Córka z Norwegi” to już siódma część z serii obyczajowej „Utracone córki”, które pokochałam całym sercem! 🩵 Każdy tom przenosi czytelnika w inny zakątek świata. Tym razem autorka zabiera nas w mroźną Norwegię, a przedstawiona przez Soraye Lane historia dotyka bolesnych tematów, takich jak: rozstanie, proces mierzenia się ze stratą, burzliwą miłość i nauki życia na nowo. Przede wszystkim jednak przypomina, że miłość ta prawdziwa i głęboka może pojawić się w naszym życiu nie tylko raz.
🩵 Powieść „Córka z Norwegii” rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych. W teraźniejszości śledzimy losy Charlotte: ambitnej kobiety z Londynu, która całkowicie poświęciła się pracy. Przypadkowo odkryta rodzinna tajemnica sprowadza ją do Norwegii. Ta podróż staje się dla niej szansą na zmierzenie się z przeszłością i przewartościowanie własnego życia. Na jej drodze pojawia się również Harrison, który burzy jej uporządkowany świat i skłania do refleksji nad uczuciami. Jednocześnie śledzimy losy Amalie kobiety z przeszłości, której historia naznaczona jest trudnymi wyborami i miłością wystawioną na próbę. To właśnie jej decyzje pokazują, jak wydarzenia sprzed lat mogą wpływać na kolejne pokolenia. 🩵
Nie chce szczegółowo zdradzać wam fabuły, bowiem uważam, że lepiej odkryć ją samemu. I nie zdziwi was fakt, że jestem absolutnie zaskoczona tym, jak bardzo ta historia przypadła mi do gustu i jak łatwo było mi się w niej zatracić. Nie miałam najmniejszego problemu z tym, aby w drobny choć sposób zżyć się z bohaterami czy poczuć wzruszenie w związku z ich łamiącą serce historią. Bardzo szybko zatraciłam się w tej opowieści, pochłaniałam rozdziały w ekspresowym tempie, czując oczywiście cudowną, leczniczą magię literatury i klimat mroźnej Norwegii. Akcja książki została osadzona w dwóch płaszczyznach czasowych, co ja bardzo sobie cenię w książkach. Zwłaszcza te powieści, których rozdziały opisujące przeszłość występują na przemian z teraźniejszością. Plastyczne opisy Norwegii, pełne detali i nastroju, budzą w czytelniku wrażenie, że jest obecny w opisywanym miejscu. Autorka przedstawia różne wątki, łącząc je w spójną całość, zarazem prowadząc nas przez kolejne tajemnice.
„Córka z Norwegii” to nastrojowa opowieść o miłości, tęsknocie i wyborach, których echo wybrzmiewa przez lata. O presji oczekiwań, pasjach i stracie, ale też o tym, że prawdziwe uczucie może powrócić. 🩵 Jeśli lubicie historie pełne emocji z pewnością spodoba się wam ta książka. 🩵 Bohaterowie dostarczą wam dużą dawkę emocji i niezapomnianych przeżyć. Bardzo życiowa, bolesna i zarazem piękna historia, a to wszystko składa na naprawdę dobrą powieść z gatunku literatury obyczajowej i kobiecej.