Domki z kart to poruszająca powieść oparta na autentycznych wydarzeniach
W jednym z bieszczadzkich pensjonatów spotykają się trzy kobiety, które dzieli prawie wszystko m.in. wiek, usposobienie, cele życiowe i marzenia. Mimo różnic, szybko się zaprzyjaźniają i wzajemnie wspierają po trudnych doświadczeniach.
Dwie z nich uwikłane były w toksyczny związek z tym samym mężczyzną, charyzmatycznym Maciejem/Samuelem - księdzem nadal realizującym swoje powołanie.
Opowieść wciąga od pierwszych stron. Zbeletryzowanie tej niełatwej pod względem psychologicznym - i pewnie dla niektórych moralnym - historii było świetnym pomysłem na przedstawienie zdarzeń.
Anna Biel z niezwykłą empatią i literackim wyczuciem zbudowała opowieść o sile kobiet, mechanizmach przemocy psychicznej i cienkiej granicy między wiarą a instytucją. Bez taniej sensacji, bez oskarżeń - za to z prawdą, która boli, ale też leczy.
Notatka o Autorce
Anna Biel z wykształcenia jest pedagogiem. Pasjonuje się psychologią, szczególnie współczesnymi metodami psychoterapii. Ponadto uwielbia podróże, poznawanie nowych kultur oraz ludzi i ich historii. Niniejsza książka jest jej debiutem literackim opartym na prawdziwych przeżyciach.
Wydawnictwo: b.d
Data wydania: 2025-09-26
Kategoria: Literatura piękna
ISBN:
Liczba stron: 472
Przeczytane:2026-02-14, Ocena: 6, Przeczytałem, Mam,
Czy lubicie sięgać po książki napisane na podstawie prawdziwych wydarzeń?
Ja bardzo. I to właśnie ten fakt sprawił, że sięgnęłam po „Domki z kart” Anny Biel. Historie oparte na życiu zawsze działają na mnie mocniej. Mam wtedy poczucie, że to nie jest tylko fikcja literacka, ale czyjeś realne emocje, wybory, błędy i konsekwencje. Tutaj od początku wiedziałam, że nie będzie łatwo, że to nie będzie lekka lektura, ale taka, która zostawia ślad. I dokładnie tak było.
Ta książka opowiada o spotkaniu trzech kobiet w bieszczadzkim pensjonacie. Z pozoru zupełnie różnych w innym wieku, innym temperamencie, innych doświadczeniach. A jednak bardzo szybko okazuje się, że łączy je więcej, niż mogłyby przypuszczać. Szczególnie dwie z nich, które w przeszłości uwikłały się w relację z tym samym mężczyzną. Mężczyzną niezwykle charyzmatycznym, inteligentnym, czułym… a jednocześnie księdzem, który wciąż pełni swoją posługę.
Najbardziej poruszyło mnie to, jak autorka pokazuje mechanizm budowania dwóch światów. Jeden – duchowy, oficjalny, oparty na autorytecie i zaufaniu. Drugi – intymny, pełen obietnic, emocji i relacji, które muszą pozostać w ukryciu. Czy da się tak funkcjonować? Jak daleko można się posunąć, by utrzymać pozory? I jak łatwo wejść w czyjąś głowę i serce, dając iluzję miłości, bezpieczeństwa i wyjątkowości?
Są w tej książce momenty, które czytałam z ogromnym napięciem. W szczególności rozmowy, w których granice są przekraczane niemal niezauważalnie, chwile, gdy kobiety zaczynają rezygnować z siebie, swoich potrzeb i marzeń, bo... „ta miłość przecież jest wyjątkowa”. Bardzo mocno wybrzmiewa też ich wewnętrzna walka, między wiarą a rozsądkiem, między nadzieją a strachem, między tym, co czują, a tym, co wiedzą, że nigdy nie będzie w pełni możliwe.
Czytając towarzyszyła mi cała gama emocji. Ciągła ciekawość, złość, współczucie, momentami bezsilność, a czasem nawet potrzeba, by potrząsnąć bohaterami i zapytać: dlaczego na to pozwalacie? Ale właśnie to sprawia, że ta historia jest tak prawdziwa. Bo życie rzadko bywa czarno-białe, a ludzie bardzo często podejmują decyzje sercem, nie rozumem.
Najbardziej spodobało mi się to, że autorka nikogo nie wybiela i nikogo jednoznacznie nie potępia. Kobiety nie są pokazane wyłącznie jako ofiary. Widać ich naiwność, emocjonalne braki, błędy, które popełniały. Mężczyzna również nie jest jednowymiarowy, to nie tylko ksiądz łamiący zasady, ale też człowiek, który potrafi być czuły, opiekuńczy i jednocześnie skrajnie manipulujący, mający swój plan w tym czego oczekuje dla swojej partnerki i nie przyjmuje od niej kompromisów. Każdy z bohaterów buduje swój własny domek z kart… a my z zapartym tchem czekamy, aż konstrukcja zacznie się chwiać.
To książka, która boli, ale jednocześnie daje przestrzeń do refleksji. O granicach. O sile kobiet. O tym, jak cienka bywa linia między wiarą a instytucją, między miłością a uzależnieniem emocjonalnym. I o tym, jak trudno jest wyjść z relacji, która od początku skazana była na życie w cieniu.
„Domki z kart” polecam każdemu, kto nie boi się trudnych tematów, kto lubi historie prawdziwe, emocjonalne i nieoczywiste. To nie jest książka, którą się „połyka” i odkłada na półkę. To książka, która zostaje w głowie na długo i zmusza do zadawania niewygodnych pytań, także samemu sobie.