Domki z kart to poruszająca powieść oparta na autentycznych wydarzeniach
W jednym z bieszczadzkich pensjonatów spotykają się trzy kobiety, które dzieli prawie wszystko m.in. wiek, usposobienie, cele życiowe i marzenia. Mimo różnic, szybko się zaprzyjaźniają i wzajemnie wspierają po trudnych doświadczeniach.
Dwie z nich uwikłane były w toksyczny związek z tym samym mężczyzną, charyzmatycznym Maciejem/Samuelem - księdzem nadal realizującym swoje powołanie.
Opowieść wciąga od pierwszych stron. Zbeletryzowanie tej niełatwej pod względem psychologicznym - i pewnie dla niektórych moralnym - historii było świetnym pomysłem na przedstawienie zdarzeń.
Anna Biel z niezwykłą empatią i literackim wyczuciem zbudowała opowieść o sile kobiet, mechanizmach przemocy psychicznej i cienkiej granicy między wiarą a instytucją. Bez taniej sensacji, bez oskarżeń - za to z prawdą, która boli, ale też leczy.
Notatka o Autorce
Anna Biel z wykształcenia jest pedagogiem. Pasjonuje się psychologią, szczególnie współczesnymi metodami psychoterapii. Ponadto uwielbia podróże, poznawanie nowych kultur oraz ludzi i ich historii. Niniejsza książka jest jej debiutem literackim opartym na prawdziwych przeżyciach.
Wydawnictwo: b.d
Data wydania: 2025-09-26
Kategoria: Literatura piękna
ISBN:
Liczba stron: 472
Dziś przychodzę do Was z powieścią poruszającą bardzo trudny i dla wielu bardzo niewygodny temat, stawiającą pytanie, czy celibat w kościele katolickim ma sens i jak bardzo jest on sprzeczny z naturą człowieka. Co trzeba poświęcić i jak ułożyć sobie życie, by mieć ciastko i zjeść ciastko? Na jakich fundamentach budować relacje i przyszłość z drugim człowiekiem by nie okazała się ona właśnie takim domkiem z kart, który runie przy najmniejszym podmuchu wiatru?
Warto zaznaczyć, że "Domki z kart" to debiut, oparty na autentycznych wydarzeniach i dlatego dość trudno jest mi tę powieść, ocenić i, mimo że jest to historia, która zmusiła mnie do określenia własnego stanowiska, przyznać muszę, że nie doczytałam jej do końca, bo tak, jak polubiłam główne kobiece postacie, zrozumiałam ich postępowanie, potrzebę bycia kochanym i zauważonym to stanowisko Macieja vel Samuela totalnie mnie nie zainteresowało. Nijak nie mogłam się przekonać do tej postaci, choć wierzcie mi, naprawdę starałam się zrozumieć jego podejście do życia, motywy, którymi się kierował, ale jego samouwielbienie, egoizm i brak poczucia jakiejkolwiek winy tylko mnie drażnił.
Autorka w swej powieści świetnie przybliżyła mechanizmy manipulacji i destrukcyjny wpływ toksycznych relacji na życie kobiet, które dały się zwieść autorytetowi osoby duchownej. Bardzo dobrze pokazuje proces wygaszania relacji-bez krzyków bez dram, ale ze stopniowym odsuwaniem się od "ukochanej", przedmiotowym traktowaniem, coraz dłuższych nieobecności, niedomówień i karania ciszą, wzbudzaniem poczucia winy i stopniowego odbierania pewności siebie
Na pewno nie jest to książka, obok której przejdzie się obojętnie, na długi czas zostaje w pamięci.
"Domek z kart" to złożona historia, emocjonująca, smutna, a zarazem piękna, niezwykle poruszająca. Jest to opowieść o poszukiwaniu siebie w nowej rzeczywistości, o pragnieniu miłości, odpowiedzialności za innych, godzeniu się z losem, poszukiwaniu szczęścia w ulotnych chwilach.
Jest to mocna mieszanka, zostająca na długo w głowie, dająca sporo do myślenia, ale pokazująca, że czasami warto otworzyć się na nowe, odpuścić i "postawić się losowi okoniem", zacząć myśleć o sobie, i siebie stawiać na pierwszym miejscu, że mimo doznanych krzywd warto, jest zaufać drugiemu człowiekowi i dać sobie szansę na szczęście.
Autorka pięknie podkreśla, że życie mamy tylko jedno i utkane jest ono wzlotami i upadkami, zdradą i namiętną miłością, śmiechem i łzami, i jak bardzo ważne jest, by z tego życia czerpać garściami, łapać każdy promyk słońca i każdy okruszek szczęścia, bo t o z tego budujemy to, co, daje nam światło nadziei, gdy w życiu nastanie mrok.
Pomysł na fabułę bardzo odważny i wykorzystany w stu procentach. Książkę czyta się bardzo płynnie, polubiłam styl Autorki i postacie, które wykreowała (poza księdzem), zaintrygowała mnie i sprawiła, że niemal do końca nie chciałam odkładać tej historii na bok. Niejednokrotnie wzruszyła, ale wzburzyła. Zaserwowała mi cały wachlarz emocji. Ponownie podkreślę, że jest bardzo trudno przejść obok tej historii obojętnie.
Dla mnie to bardzo udany i intrygujący debiut. Trzymam za Autorkę kciuki i liczę na kolejne historie.
Czy polecam?
Zdecydowanie tak. "Domki z kart" to historia o życiu, które może się toczyć tuż obok nas. Niezwykle prawdziwa, poruszająca trudne, ale ważne tematy.
♦️🃏♦️ Recenzja ♦️🃏♦️
Anna Biel " Domki z kart "
@anna1974111
Wydawnictwo: Borgis
@wydawnictwoborgis
♦️🃏♦️🃏♦️🃏♦️🃏♦️🃏♦️🃏♦️
Powiem Wam szczerze przy tej książce emocji zdecydowanie mi nie zabrakło. Było współczucie, niedowierzanie, złość, a momentami miałam ochotę wejść do środka i powiedzieć bohaterkom: „Dziewczyny, co Wy najlepszego robicie?!”
„Domki z kart” to debiutancka powieść, która zabiera nas w Bieszczady. W jednym z pensjonatów spotykają się Monika, Leila i Olga. Trzy kobiety, które różnią się wiekiem, charakterem i doświadczeniami, a mimo to szybko znajdują między sobą nić porozumienia.
Każda przyjeżdża tam z własną historią i bagażem, którego nie da się tak po prostu zostawić za drzwiami. Z czasem kobiety zaczynają dzielić się swoimi przeżyciami, a ich relacja staje się dla nich źródłem wsparcia i zrozumienia.
I właśnie ten kobiecy wątek bardzo mi się tutaj podobał.
Ale spokojnie nie będzie aż tak sielsko.
W życie kobiet mocno wpisuje się Maciej, znany również jako Samuel. Dwie z nich łączy z nim skomplikowana relacja, w której uczucia zaczynają mieszać się z pożądaniem, zależnością i manipulacją.
Maciej jest księdzem, a jednocześnie człowiekiem, który przekracza granice i wykorzystuje zaufanie. Obserwowanie jego zachowania potrafiło naprawdę podnieść mi ciśnienie. Szczególnie wtedy, gdy poznajemy jego sposób myślenia i próby usprawiedliwiania własnych decyzji.
🖤 W książce znajdziecie:
⛰️ bieszczadzkie krajobrazy i pensjonat
👩 trzy kobiety i trzy różne historie
🃏 toksyczne relacje i emocjonalne uwikłanie
🧠 manipulację i przemoc psychiczną
⛪ temat wiary, autorytetu i ludzkich słabości
💔 trudne uczucia i skomplikowane wybory
🤝 kobiecą przyjaźń i wzajemne wsparcie
🔥 odważnie przedstawione sceny intymne
🪞 różne perspektywy bohaterów
🧩 historię inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami
Dużym plusem było dla mnie pokazanie wydarzeń z różnych perspektyw. Dzięki temu możemy lepiej przyjrzeć się bohaterom i zobaczyć, jak inaczej mogą wyglądać te same sytuacje z ich punktu widzenia.
Nie zawsze rozumiałam decyzje Moniki, Leili czy Olgi. Czasami naprawdę mnie irytowały i miałam ochotę nimi potrząsnąć. Ale z drugiej strony właśnie dzięki temu nie odebrałam ich jako idealnych, papierowych postaci. Mają swoje słabości, popełniają błędy i czasami dokonują wyborów, których jako czytelniczka kompletnie nie potrafiłam zrozumieć.
Maciej natomiast zdecydowanie należał do tych bohaterów, których najchętniej wymazałabym z własnej pamięci. Jego sposób działania i tłumaczenia własnych zachowań niejednokrotnie działał mi na nerwy.
Najbardziej niepokojące było dla mnie to, jak pokazana została manipulacja. Nie zawsze zaczyna się przecież od czegoś, co od razu powinno wzbudzić alarm. Czasami najpierw pojawia się zainteresowanie, troska, poczucie wyjątkowości czy przekonanie, że ktoś w końcu naprawdę nas rozumie. A granice przesuwają się powoli.
I właśnie to w tej historii mocno do mnie trafiło.
Dodatkowo świadomość, że książka została zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami, sprawiała, że nie mogłam całkowicie potraktować jej jak zwykłej fikcji. Przy niektórych fragmentach z tyłu głowy pojawiała się myśl, że podobne sytuacje naprawdę mogą się wydarzać.
Pod względem stylu książkę czytało mi się lekko i płynnie. Przy takiej tematyce to zdecydowanie działa na plus. Nie wszystko jednak przypadło mi do gustu momentami przeszkadzały mi zdrobnienia, które trochę wybijały mnie z rytmu. Na uwagę zasługują również bardzo odważne i dosłowne sceny intymne. 🔥
Mimo tych drobnych uwag „Domki z kart” wywołały we mnie sporo emocji. I chyba właśnie to najbardziej doceniam. Nie była to historia, przy której bezmyślnie przewracałam strony. Momentami się złościłam, czasami nie rozumiałam bohaterów, a innym razem zwyczajnie było mi ich żal.
Podobało mi się również to, że obok trudnych relacji pojawia się kobieca siła, przyjaźń i wzajemne wsparcie. Bo czasami właśnie drugi człowiek może pomóc nam zobaczyć rzeczy, których sami nie jesteśmy w stanie dostrzec.
A tytuł? „Domki z kart” pasuje tutaj idealnie. Można długo budować swoje życie, relacje i wyobrażenie o szczęściu, ale jeśli podstawy są kruche, wystarczy jeden ruch, żeby wszystko zaczęło się rozpadać. 🃏
Czy wszystko mi się podobało? Nie.
Czy bohaterowie momentami działali mi na nerwy? Oj, bardzo.
Czy książka wzbudziła we mnie emocje? Zdecydowanie.
Czy dała mi do myślenia? Tak.
„Domki z kart” to debiut, który ma swoje mocniejsze i słabsze strony, ale zdecydowanie nie jest obojętny. To historia o trudnych relacjach, manipulacji, emocjonalnym uwikłaniu, kobiecej przyjaźni i próbie odzyskania siebie, kiedy życie zaczyna wymykać się spod kontroli.
Jeśli lubicie historie o skomplikowanych relacjach, psychologicznych zagrywkach, trudnych emocjach i książkach inspirowanych prawdziwymi wydarzeniami, myślę, że warto sprawdzić, co przygotowała Anna Biel. 🖤
Sięgacie po książki inspirowane prawdziwymi historiami? Ja czasami, zazwyczaj są to opowieści z tłem historycznym lub kryminały, które bazują na autentycznych wydarzeniach.
Ostatnio w moje ręce trafiła książka Anny Biel „Domki z kart”, która przedstawia prawdziwą historię trzech kobiet z bieszczadzkiego pensjonatu. Nawet nie przypuszczałam, że ta opowieść tak mnie wciągnie.
Fabuła książki skupia się przede wszystkim na Monice i Leili. Monika uciekła w Bieszczady, gdzie poznała Olgę, by tam odciąć się od złej przeszłości, od wspomnień pierwszej miłości, która była dla niej destrukcyjna. Po latach Monika dzieli się swoimi przeżyciami na audycji radiowej. Przypadek chciał, co jak autorka powtarza, nic nie jest dziełem przypadku, na jej wyznanie trafia Leila, która w tej chwili jest w takiej samej sytuacji, jak lata temu Monika. Panie się spotykają i tak właśnie zaczyna się historia dwóch kobiet, które próbują odciąć się od toksycznej relacji z pewnym mężczyzną.
Czytając o Oldze, Monice i Leili nie mogłam się nadziwić, jak autorce udało się połączyć lekki styl z ciężkim i bardzo trudnym tematem. Dawno żadna książka nie zaskoczyła mnie prostotą, która tak idealnie trafia w sedno. Pani Anna nie potrzebowała wyszukanego słownictwa, wulgaryzmów czy wykrzykników, by przekazać emocje i stan bohaterek. Pani Anna postawiła na autentyczność i subtelność, dzięki temu temat tabu, jakim jest przedstawiona tu relacja duchownego z dwiema głównymi bohaterkami wypadła bardzo taktownie. To właśnie ta relacja wzbudza w czytelniku silne emocje, bo czytamy o czymś, co nie powinno mieć miejsca. Emocje są jeszcze silniejsze, bo pamiętamy, że fabuła oparta jest na prawdziwych wyznaniach. Z jednej strony mamy Monikę, która ma już to trudne rozstanie przepracowane, z drugiej strony mamy młodszą Leilę, która czuje, że coś z tym związkiem jest nie tak. To jednak nie wszystko, bo mamy jeszcze trzecie spojrzenie — jego, ojca profesora z klasztoru. Trzy różne perspektywy, trzy różne osoby i ogrom emocji.
„Zasadniczo budowane z nimi relacje to domki z kart, zawalą się prędzej czy później po cichu, ale bezwzględnie niszcząc ci życie.”
Emocji jest naprawdę dużo, zwłaszcza gdy czytamy o Leili, bo to ona jest tą, którą trzeba ratować, a to wcale nie jest takie proste, bo mamy tu klasyczny przykład osoby uzależnionej emocjonalnie i materialnie. Choć kobieta czuje pod skórą, że coś jest nie tak, to ciężko ma się postawić, bo przecież on jest taki dobry i ona tyle mu zawdzięcza. Zachowanie trudne do zrozumienia, ale często spotykane, bo każdy z nas z pewnością słyszał o romantycznych oszustwach. Właśnie dlatego, ta książka jest ważna, bo pokazuje, jak taka relacja wygląda od środka. Dzięki kreacji Leili i Moniki możemy zobaczyć, co myśli oraz jak zachowuje się osoba tkwiącą w toksycznym związku, zmanipulowana oraz emocjonalnie wypaczona. Ta pozycja porusza ciężki temat, który jest społecznie potrzebny, bo dziś łatwo każdemu osądzać trudniej jednak zrozumieć.
„Domki z kart” przeczytałam w dwa dni, bo historia Olgi, Moniki i Leili jest naprawdę wciągająca. Od samego początku chciałam wiedzieć, jak potoczą się losy głównych bohaterek. Czy uda im się wyjść na prostą, wyrwać z sideł toksycznej miłości i ułożyć normalnie życie? Odpowiedź dostałam i jestem nią usatysfakcjonowana.
Jeśli lubicie zanurzyć się w prawdziwych i niełatwych historiach, to śmiało sięgnijcie po ten tytuł. Opowieść dziewczyn z pensjonatu z pewnością zostanie z Wami na dłużej, mi długo chodziła po głowie. Polecam.
Moja ocena: 8/10.
Pewnego dnia w Bieszczadach splatają się ze sobą losy trzech zupełnie różnych kobiet, które mają jednak ze sobą wspólny mianownik. Połączył je mężczyzna, którego życiowym celem powinna być droga duchowa, a jednak życie doczesne i związane z nim pokusy okazują się silniejsze od wartości, które powinny być dla niego najważniejsze.
Książka porusza przede wszystkim kwestie relacji międzyludzkich, zarówno na poziomie przyjaźni, jak i uczuć romantycznych. Pokazuje, jak łatwo człowiek owładnięty uczuciami może oderwać się od rzeczywistości, uzależnić od drugiej osoby i zrobić dla niej naprawdę wiele.
Te schematy może nie są czymś niespotykanym, ale o podobnych sytuacjach w kontekście osoby duchownej nie słyszy się na co dzień. Szokujące było dla mnie, jak łatwo można nie zauważać pewnych rzeczy i wierzyć (lub usilnie się o to starać), że każde słowo i czyn takiego człowieka są przejawem krystalicznego dobra.
Wiedząc, że książka jest oparta na prawdziwych wydarzeniach, bardzo trudno było mi dopuścić do siebie naiwność postaci Małej. W bardzo wielu momentach miałam ogromną ochotę nią potrząsnąć i uważam, że pozostałe bohaterki są dla niej o wiele bardziej wyrozumiałe niż ja bym była. Dają jej przede wszystkim przestrzeń do tego, żeby podejmowała własne decyzje, w przeciwieństwie do Macieja, który potrafił całkowicie ją sobie podporządkować i wykorzystać. Leila jest młoda i naprawdę jest w stanie uwierzyć we wszystko, co jej się mówi. Dodatkowo wydaje się zupełnie pozbawiona instynktu samozachowawczego. Chciałoby się powiedzieć, że na szczęście ma przy sobie Monikę i Olgę, które są starsze i mają więcej życiowego doświadczenia. Nie jest to jednak tak proste, jak mogłoby być…
Uważam, że pomysł na książkę jest świetny. Chociaż mamy tutaj w całości narrację trzecioosobową, poznajemy perspektywę zarówno trzech kobiet, jak i samego Macieja. Możliwość poznania historii z różnych stron to dla mnie zawsze wartość dodana. Szczególnie interesujący jest punkt widzenia duchownego i sposób, w jaki próbuje tłumaczyć własne czyny. To wręcz klasyczny przykład wyparcia. Czytając tę część, czułam narastające negatywne emocje wobec jego postawy. Starałam się go zrozumieć choć w najmniejszym stopniu, jednak kompletnie nie potrafiłam.
Język jest lekki i przyjemny, poza jedną kwestią, której bardzo nie lubię, a która w mojej ocenie była tutaj mocno nadużywana. Mianowicie mowa o zdrobnieniach. Tak, jest to moja osobista preferencja, ale w tej książce wyjątkowo mocno rzucały mi się w oczy. Być może, gdyby zdrobnienia dotyczyły jednego bohatera, można by uznać to za taką, a nie inną formę jego ekspresji. Zwłaszcza w przypadku Leili mogłabym to jeszcze zaakceptować, ale kiedy zdrobnienia pojawiają się u wszystkich, zaczynało mnie to zwyczajnie męczyć.
O tej książce można pisać lub dyskutować długo. Naprawdę jest to świetny materiał do refleksji, ale muszę poruszyć jeszcze jedną kwestię, a są nią sceny zbliżeń. Ta historia nie ogranicza się bowiem do samej, już wystarczająco kontrowersyjnej fabuły. Sceny intymne zostały opisane bardzo dosłownie, bez pomijania szczegółów. Dla mnie absolutnie nie stanowiły one problemu, natomiast wiem, że nie każdy, kto sięga po literaturę obyczajową, a właśnie za taką uznałabym tę książkę, spodziewa się aż takiej dosłowności. Niemniej ja gratuluję autorce odwagi.
„Domki z kart” to bardzo zaskakująca książka i jestem ogromnie wdzięczna, że mogłam po nią sięgnąć. Sam fakt, że powieść powstała na podstawie prawdziwych wydarzeń, momentami był ciężki do przyjęcia. Przedstawione przez autorkę relacje, które śmiało można uznać za w pewnym stopniu toksyczne, a do tego postaci, z którymi mi osobiście ciężko było się utożsamić, nie były łatwe do zaakceptowania. To właśnie one okazały się jednak najciekawsze i wzbudziły największe emocje.
Czy polecam? Zdecydowanie tak, o ile nie przeszkadzają Ci pewne elementy, które tu występują, a o których wspominałam wcześniej. Na pewno poleciłabym ją czytelnikom, którzy lubią przekraczać pewne granice, potrafią wyciągać wnioski z takich historii i mają tolerancję dla drobnych potknięć.
W literaturze opartej na faktach najtrudniej jest uchwycić ten moment, w którym prawda przestaje być tylko suchą relacją, a staje się bolesnym, niemal fizycznym doświadczeniem czytelnika. Anna Biel w „Domkach z kart” dokonała czegoś niezwykle odważnego - rozbiła szklany klosz milczenia wokół tematu, który w polskim społeczeństwie wciąż jest traktowany jako tabu, a zrobiła to z wrażliwością, która nie pozwala przejść obok tej historii obojętnie.
Autorka zabiera nas w bieszczadzką głuszę, która zamiast sielankowego tła, staje się swego rodzaju azylem i konfesjonałem dla trzech kobiet: Moniki, Leili i Olgi. To, co początkowo wydaje się przypadkowym spotkaniem osób o skrajnie różnych temperamentach i bagażach doświadczeń, szybko przeradza się w studium traumy i manipulacji. Najmocniejszym punktem tej opowieści jest ukazanie, jak perfidnie charyzma może zostać wykorzystana do niszczenia drugiego człowieka. Postać księdza - występującego pod dwoma imionami, co samo w sobie jest genialną metaforą jego dwoistej natury - to portret człowieka, który żongluje emocjami kobiet. Autorka bezbłędnie punktuje mechanizm „podwójnego życia”, gdzie duchowy autorytet staje się narzędziem przemocy psychicznej.
Stylistyka powieści jest przejrzysta i konkretna. Anna Biel nie potrzebuje barokowych opisów, by wywołać u czytelnika dreszcz przerażenia czy przypływ złości. Operuje emocjami w sposób bardzo czysty, niemal surowy, co tylko potęguje autentyczność przekazu. Bardzo doceniam decyzję o oddaniu głosu obu stronom. Druga część książki, w której wchodzimy w perspektywę Samuela/Macieja, jest doświadczeniem trudnym, wręcz męczącym poznawczo, ale niezbędnym, by w pełni zrozumieć, jak działa narcyzm i religijna manipulacja. Widzimy tę samą historię odbitą w krzywym zwierciadle jego egoizmu, co stanowi fascynujący, choć bolesny kontrast dla przeżyć bohaterek.
Oczywiście, jak każda konstrukcja z kart, i ta literacka ma swoje delikatne punkty. Momentami naiwność bohaterek może budzić w czytelniku odruch sprzeciwu, chęć „potrząśnięcia” nimi, by wreszcie przejrzały na oczy. Jednak po głębszej refleksji rozumiem, że to właśnie ta bezbronność i zagubienie są istotą bycia w toksycznej relacji - autorka nie koloryzuje rzeczywistości, pokazuje ją taką, jaka jest: pełną niezrozumiałych dla postronnych osób powrotów i wahań. Niektóre fragmenty męczą emocjonalnym ciężarem, ale czyż nie taka powinna być literatura, która ma otwierać oczy?
To pozycja obowiązkowa, nie przeciwko wierze, ale przeciwko nadużyciom. To hołd dla kobiecej solidarności, która jako jedyna jest w stanie przeciwstawić się niszczycielskiej sile kłamstwa. Anna Biel stworzyła przestrogę ubraną w literackie ramy, udowadniając, że nawet jeśli życie rozsypie się jak domek z kart, to z tych samych kart można zacząć układać zupełnie nową, własną przyszłość.
Czy lubicie sięgać po książki napisane na podstawie prawdziwych wydarzeń?
Ja bardzo. I to właśnie ten fakt sprawił, że sięgnęłam po „Domki z kart” Anny Biel. Historie oparte na życiu zawsze działają na mnie mocniej. Mam wtedy poczucie, że to nie jest tylko fikcja literacka, ale czyjeś realne emocje, wybory, błędy i konsekwencje. Tutaj od początku wiedziałam, że nie będzie łatwo, że to nie będzie lekka lektura, ale taka, która zostawia ślad. I dokładnie tak było.
Ta książka opowiada o spotkaniu trzech kobiet w bieszczadzkim pensjonacie. Z pozoru zupełnie różnych w innym wieku, innym temperamencie, innych doświadczeniach. A jednak bardzo szybko okazuje się, że łączy je więcej, niż mogłyby przypuszczać. Szczególnie dwie z nich, które w przeszłości uwikłały się w relację z tym samym mężczyzną. Mężczyzną niezwykle charyzmatycznym, inteligentnym, czułym… a jednocześnie księdzem, który wciąż pełni swoją posługę.
Najbardziej poruszyło mnie to, jak autorka pokazuje mechanizm budowania dwóch światów. Jeden – duchowy, oficjalny, oparty na autorytecie i zaufaniu. Drugi – intymny, pełen obietnic, emocji i relacji, które muszą pozostać w ukryciu. Czy da się tak funkcjonować? Jak daleko można się posunąć, by utrzymać pozory? I jak łatwo wejść w czyjąś głowę i serce, dając iluzję miłości, bezpieczeństwa i wyjątkowości?
Są w tej książce momenty, które czytałam z ogromnym napięciem. W szczególności rozmowy, w których granice są przekraczane niemal niezauważalnie, chwile, gdy kobiety zaczynają rezygnować z siebie, swoich potrzeb i marzeń, bo... „ta miłość przecież jest wyjątkowa”. Bardzo mocno wybrzmiewa też ich wewnętrzna walka, między wiarą a rozsądkiem, między nadzieją a strachem, między tym, co czują, a tym, co wiedzą, że nigdy nie będzie w pełni możliwe.
Czytając towarzyszyła mi cała gama emocji. Ciągła ciekawość, złość, współczucie, momentami bezsilność, a czasem nawet potrzeba, by potrząsnąć bohaterami i zapytać: dlaczego na to pozwalacie? Ale właśnie to sprawia, że ta historia jest tak prawdziwa. Bo życie rzadko bywa czarno-białe, a ludzie bardzo często podejmują decyzje sercem, nie rozumem.
Najbardziej spodobało mi się to, że autorka nikogo nie wybiela i nikogo jednoznacznie nie potępia. Kobiety nie są pokazane wyłącznie jako ofiary. Widać ich naiwność, emocjonalne braki, błędy, które popełniały. Mężczyzna również nie jest jednowymiarowy, to nie tylko ksiądz łamiący zasady, ale też człowiek, który potrafi być czuły, opiekuńczy i jednocześnie skrajnie manipulujący, mający swój plan w tym czego oczekuje dla swojej partnerki i nie przyjmuje od niej kompromisów. Każdy z bohaterów buduje swój własny domek z kart… a my z zapartym tchem czekamy, aż konstrukcja zacznie się chwiać.
To książka, która boli, ale jednocześnie daje przestrzeń do refleksji. O granicach. O sile kobiet. O tym, jak cienka bywa linia między wiarą a instytucją, między miłością a uzależnieniem emocjonalnym. I o tym, jak trudno jest wyjść z relacji, która od początku skazana była na życie w cieniu.
„Domki z kart” polecam każdemu, kto nie boi się trudnych tematów, kto lubi historie prawdziwe, emocjonalne i nieoczywiste. To nie jest książka, którą się „połyka” i odkłada na półkę. To książka, która zostaje w głowie na długo i zmusza do zadawania niewygodnych pytań, także samemu sobie.
113/52/2026
"Domki z kart" Anna Biel Borgis #recenzja #współpracarecenzencka #współpracareklamowa #toksycznerelacje
#bookstagrampolska
Toksyczne związki
Przyznam, że sama nigdy bym nie sięgnęła po ten tytuł. Nie chodzi o to, że jak to autorka podkreśla we wprowadzeniu, obraża moje uczucia religijne czy mnie oburza, ale książka mimo że miała być w zamyśle obrazoburcza i oparta na autentycznych wydarzeniach, nie porusza, a raczej irytuje!
Trzy kobiety; dwie, Monika i Leila, połączone osobą Samuela/Macieja, zakonnika z którym tkwiły w toksycznej relacji, i ta trzecia, Olga, która staje się dla nich ostoją, przystanią i ratunkiem.
Temat, który autorka porusza, jest na pewno oburzający, niewygodny dla niektórych, zwłaszcza dla tych, którzy mają coś podobnego na sumieniu, ale w jaki sposób ma on wpływać na odbiorcę powieści? Ma wywoływać współczucie, szokować, nagłaśniać takie sytuacje bądź podobne? Wydawnictwo podkreśla, że książka zasługuje na uwagę czytelników, niestety ja mam odmienne zdanie na ten temat. Wszędzie trafiają się czarne owce, nie powinno to jednak wpływać na postrzeganie całej grupy, w tym przypadku kapłanów, zakonników.
Gdyby to był reportaż, mógłby on poruszyć bardziej, choć co do postaci kobiecych uwikłanych w relacje z księdzem mam sporo zastrzeżeń i pewnie zmiana gatunku nie zmieniłaby mojego ich postrzegania.
Bo na litość boską ów opisywany w tej powieści zakonnik, przedstawiany jako manipulant pierwszej wody, materialista, szukający kobiety, która będzie mu oddana, wierna, posłuszna, wdzięczna za wszystko, nie stawiająca żadnych granic, pytań, gwarantująca mu spokojną oazę, poszukujący jej w domach owych nieszczęsnych kobiet; nie zwodzi na pokuszenie małoletnich, tylko dorosłe kobiety ! Jedna i druga na zabój zakochują się w księdzu, bohater nie zmusza ich do relacji, choć autorka opisuje to w taki sposób, że staje się on zręcznym uwodzicielem, czarusiem, hipnotyzującym swoim intelektem, osobowością i wyglądem, który tak manipuluje i Moniką i Leilą i ich bliskimi, że tak łatwo wchodzą z nim w te chore relacje. Ale spróbujmy postawić się w sytuacji czy to Moniki czy Leili - czy normalna, zdrowa kobieta interesowałaby się księdzem, zakonnikiem? Wątpię.
Wszyscy trzej bohaterowie powieści Anny Biel mają wyraźne problemy ze sobą. Monika, Leila i Samuel tkwią w toksycznych związkach, a nawet po ich zakończeniu, nadal albo brną w kolejne chore relacje, nie mogą pogodzić się z przeszłością, żyją nią, wracają we wspomnieniach do niej (Samuel), bądź mają dziwne ciągoty do związków z innymi księżmi... (obie bohaterki). Nie jestem psychologiem, być może to skutek tego toksycznego "pierwszego" związku. Ale nie potrafiłam współczuć bohaterkom, jedynie mnie irytowały i z każdą kolejną stroną miałam już dość tej historii.
Autorka mogła sobie darować te sceny dziwnych zbliżeń między bohaterami, a już wspomnienia związku Olgi i jej zmarłego partnera były w moim odczuciu zupełnie niepotrzebne, nic nie wnosiły do fabuły, wyglądało to jak na sztuczne pompowanie stron by książka była obszerniejsza. To chyba jakaś współczesna moda by wszędzie pakować erotykę...
Nie polecam tej książki, jest to debiut, ale ani styl pisania autorki, który był albo przesadnie infantylny i przesłodzony (patrz dialogi między bohaterkami bądź Leilą a Samuelem) bądź zbyt dosadny (patrz opisy przywoływanych wyżej zbliżeń między bohaterami), ani bohaterowie, którzy byli płytcy, infantylni, ciągle rozdarci, niezdecydowani, obłudni, irytujący, ani sama historia mnie do siebie nie przekonały. Nie jestem targetem takich historii, i jak wspomniałam na wstępie, sama bym po nią nie sięgnęła, ale cóż, uroki współpracy barterowej i niespodzianki książkowej od wydawnictwa.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Borgis.
"DOMKI Z KART" jest to historia, która łączy trzy obce sobie kobiety. Z czasem stają się dla siebie wsparciem, każda z nich jest inna. Dwie z nich łączy - miłość do jednego mężczyzny. Mężczyzny, który potrafi omamić. Związek z takim człowiekiem był dla nich toksyczny, zostały wykorzystane. Materialnie, uczuciowo i pozostawione same sobie.
Miłość potrafi oślepić, wiemy to juz nie od dziś. Czasami jest tak silna, że nie potrafimy zobaczyć tego co z nami robi. Z każdym dniem zaczyna nam odbierać siebie, nasze życie. Tkwimy w bańce tylko z tą osobą, która wie co robi. Zaczyna manipulować nami, daje nam słowa, które chcemy usłyszeć. Przez co nasze oczy sie zamykają. Tak było w tym wypadku. Czasami brakuje osoby trzeciej, która powie "hej, uważaj" a czasami mając te osoby i tak jest nam ciężko, ale zaczynamy zwracać uwage. Zaczynamy dostrzegać.
Ta książka pokazuje siłę i wsparcie kobiet, które były obce dla siebie, a stały sie kimś komu powierzaja swoje tajemnice.
Co ciekawe książka została opisana na autentycznych wydarzeniach.
„Zasadniczo budowane z nimi relacje to domki z kart, zawalą się prędzej czy później po cichu, ale bezwzględnie niszcząc ci życie.”
Więcej