Dzieci krwi i kości

Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 2019-02-13
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN: 9788327158680
Liczba stron: 512
Tytuł oryginału: Children of Blood and Bone
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Łukasz Witczak

Tom 1 cyklu Dziedzictwo Oriszy

Ocena: 6 (2 głosów)

Niegdyś kraina Orisza tętniła życiem i magiczną mocą, ale to już przeszłość. Teraz, pod rządami bezwzględnego władcy, magowie są ofiarami okrutnych prześladowań. Zélie straciła matkę, a jej lud – wszelką nadzieję. Kiedy jednak nadarza się okazja, aby pokonać monarchę, dziewczyna nie zamierza się poddać! Z pomocą zbuntowanej księżniczki planuje przechytrzyć następcę tronu, który chce położyć kres istnieniu magii.

Orisza to niebezpieczna kraina, królestwo złowrogich śnieżnych lampartusów i mściwych duchów. Ale największym zagrożeniem dla Zélie jest ona sama, musi bowiem zapanować nad własną mocą i coraz silniejszym uczuciem do wroga…

Tagi: miłość przyjaźń rodzina Fantastyka walka mitologia magia fantastyka młodzieżowa strach rasizm mitologia afrykańska fantazja uczucie determinacja

Kup książkę Dzieci krwi i kości

Sprawdzam ceny dla ciebie ...

Zobacz także

Opinie o książce - Dzieci krwi i kości

Autorka książki pt. '' Dzieci krwi i kości'' Pani Tomi Adeyemi tym razem zaprasza młodzież, by mogła wraz z nią wspólnie uczestniczyć w życiu i niezwykłych przygodach młodej głównej bohaterki o imieniu Zélie.

Walka z przeciwnościami losu i ogromna chęć niesienia pomocy wykazując, się odwagą to jest to, co spowodowało, że mogłam mocniej zagłębić się w dalsze wydarzenia związane z historią przeszłości Zélie, która skrywa w sobie wiele cierpień, tajemnic Jest przykładem bohaterki, która potrafi myśleć logicznie pomimo popełnionych przez nią błędów. Ma tego świadomość, ale z miłą chęcią i ryzykiem podejmuje próbę ich naprawienia.

Nienawiść, zło czyni to, że my w jego obliczu włączamy się do natychmiastowych działań, ale w środku tkwią w nas wątpliwości: Czy my potrafimy połączyć wspólnie siły, gdy pojawia się na naszej drodze walki wróg zupełnie nam obcy, który może, w ostateczności okazać się pomocną dłonią do pokonania naszych własnych słabości stanowiąc przy tym zagrożenie dla samego siebie?

Barwnie opisana historia krainy Oriszy lekkim piórem, w której to na łamach 85 rozdziałów dowiemy się, jak wyglądało życie mieszkańców, a świat magii nie krył w sobie tajemnic właściwie przed nikim.

Jedynym atutem magii było odpowiednie jej użycie w konkretnych życiowych sytuacjach.

Na chwilę obecną przeniesiemy się do życia mieszkańców w krainie Oriszy, w której to odkryjemy prawdziwe horyzonty, które uczynią ich życie pełne mocnych wyzwań opartych na granicy niepewności każdego dnia, w którym będą mogli przerwać lub czy też nie.

Fabuła całościowa w tej niezwykłej napisanej literaturze fantasy mi się podobała, gdyż mogłam poznawać różnorodne charaktery bohaterów drugoplanowych.

Wydawnictwu Dolnośląskiemu dziękuje za podarowanie mi do zrecenzowania książki autorstwa Pani Tomi Adeyemi pt. '' Dzieci krwi i kości''.

Polecam przeczytać tę książkę.

Link do opinii
Avatar użytkownika - nalogowyksiazkoh
nalogowyksiazkoh
Przeczytane:,

Zapraszam na nalogowyksiazkoholik.pl

Jeśli brakowało Wam porządnej dawki młodzieżowej fantastyki, to Dzieci krwi i kości zaspokoją Wasz głód. Wiedziałam, że będzie dobrze, ale nie spodziewałam się, że ta lektura dostarczy mi tak dużo wrażeń. Z pewnością tę książkę mogę zaliczyć do powieści, które zalatują powiewem świeżości – wcześniej nie czytałam nic, co dotyczyłoby afrykańskiej mitologii. Autorka wykreowała jednak świat, w którym magia miesza się z rzeczywistością i trudno oddzielić jedno o drugiego.

Zélie jest mieszkanką Oriszy – krainy, w której kiedyś była magia, ale została ona wytępiona przez bezwzględnego króla. Matka dziewczyny była magiczką i przekazała jej swoje umiejętności, z których Zélie jednak nie potrafi korzystać, a o jej wyjątkowości świadczą jedynie śnieżnobiałe włosy. Dziewczyna razem z bratem oraz ojcem mieszkają w nadmorskim miasteczku i próbują przetrwać w świecie zdominowanym przez brutalnych strażników i okrutne prawo. Jedna podjęta decyzja przekreśla jednak wszelkie plany i zmusza rodzeństwo do długiej wędrówki, na której końcu ma czekać magia. Zélie będzie musiała zdecydować, czy ma zaufać swemu największemu wrogowi, stoczyć walkę o życie bliskich z królem, a także zasłużyć na miano magiczki.

Dzieci krwi i kości naprawdę mnie zachwyciły swoją konstrukcją, a także elementami mitologii afrykańskiej. W książce praktycznie cały czas coś się dzieje, a autorka stopniowo nam dawkuje informacje o krainie. Może właśnie dlatego to grube tomiszcze pochłania się bardzo szybko i z ogromną przyjemnością. Dodatkowym plusem są tutaj bohaterowie, których trochę się nazbierało. Mamy czwórkę głównych – Zélie oraz Tzaina i Amari oraz Inana. Każda z tych postaci reprezentuje sobą coś innego i na początku książki nie możemy nawet przypuszczać, że przejdą tak długą drogę, która odmieni ich na zawsze.

Zélie i jej brat Tzain to całkowicie odmienne świat. Ona szybciej robi niż myśli, a on z kolei jest niezwykle rozsądny. Doskonale się uzupełniali, bo gdy w Zélie buzował temperament, to Tzain potrafił go ugasić. Początkowo obawiałam się, że dziewczyna będzie przez cały czas popełniać głupstwa tylko dlatego, że z natury jest wybuchowa i nieokrzesana. Jak już jednak wspomniałam, podróż zmienia bohaterów. Dotyczy to również Tzaina, ponieważ z ostrożnego, rozważnego i oddanego zasadom chłopaka zmienia się w wojownika, który nie boi się zaryzykować, by ocalić najbliższych.

Drugie rodzeństwo, czyli Amari i Inan to całkowite przeciwieństwo Zélie oraz Tzaina. Wywodzą się z rodziny królewskiej, ich ojciec wytępił magię w Oriszy, a oni od dziecka byli zmuszani do patrzenia jak giną niewinni ludzie tylko dlatego, że mają inny kolor włosów. Amari początkowo jawiła mi się jako typowa księżniczka, ale dosyć szybko zaszła w niej zmiana. Inan natomiast jako kapitan straży miał na swoich barkach ciężar prowadzenia wojsk. Jest to postać, która przez większą część książki mnie irytowała swoim zaślepieniem, ale nie zmienia to faktu, że jednocześnie jest jednym z ciekawszych bohaterów tej powieści. Wprowadził do książki niezłego zamieszania, więc do końca nie wiedziałam, czy go podziwiać, czy nienawidzić.

Dzieci krwi i kości to powieść niezwykle dopracowana i przemyślana. Nie spodziewałam się, że autorka aż tak dokładnie przyłoży się do jej stworzenia i nie powieli schematów, które pojawiają się w młodzieżówkach. Oczywiście w powieści mamy wątek romantyczny, który na szczęście nie wysuwa się na główny plan – rzeczywiście w tym przypadku ta powieść bardzo przypominała młodzieżówkę, a zakochana Zélie zaczęła mnie irytować. Muszę jej jednak oddać to, że naprawdę zasługuje na miano wojowniczki. Doskonałym rozwiązaniem wydał mi się podział rozdziałów i narracji na poszczególnych bohaterów – dzięki temu mogłam być w kilku miejscach jednocześnie i poznać lepiej każdą z postaci.

Dzieci krwi i kości mogły być naprawdę brutalną powieścią, która raczej nie nadawałaby się dla młodszych czytelników – ja natomiast nie miałabym nic przeciwko. Autorka jednak zachowała umiar w rozlewie krwi, choć i tak ta książka niezwykle wpływa na wyobraźnię i stawia czytelnikowi włoski na baczność. Cliffhanger też wami nieźle wstrząśnie i będziecie siedzieć jak na szpilkach w oczekiwaniu na kolejną część.

Dzieci krwi i kości to prawdziwa podróż w nieznane.

Link do opinii

Strach. Powiada się, że gdy się go nie odczuwa, można uznać się za głupca, albowiem jest nieodłączną częścią naszej egzystencji. Siedzi zgarbiony, czekając na właściwy moment, by ujawnić swoje oblicza. Wykorzystuje nieuwagę, aby niewinna mała mysz przeistoczyła się w potwora chcącego pożreć naszą duszę. Sprawia, że ten idący za nami mężczyzna przeobraża się w psychopatycznego mordercę, który tylko czeka, aż będzie mógł wykonać swój niecny plan. A co wyczynia, kiedy drżymy o własne życie?


BOGOWIE GRECCY I RZYMSCY – ZŁAZIĆ ZE SCENY! WASI KONKURENCI MAJĄ TROCHĘ WIĘCEJ DO ZAOFEROWANIA!


Ewidentnie się zakochałam. Nie, nie mam na myśli tego, że moja wizja staropanieństwa odeszła w zapomnienie. Nic z tych rzeczy. Moja przyszłość pozostaje bez zmian, bo po raz kolejny oddałam swoje serce książce. Tym razem obdarzyłam płomiennym uczuciem „Dzieci krwi i kości”, gdzie ta powieść zmaltretowała mnie doszczętnie. Odwlekałam jej lekturę tak długo, że aż mi wstyd, że tak czyniłam, bo Tomi Adeyemi z miejsca zachwyciła mnie wyczarowanym przez siebie światem. Zręcznie przemyciła skrawki mitologii afrykańskiej, sprawiając, że historia nabrała mistycznych, magicznych kształtów. Pozwoliła, aby ujrzała światło dzienne, tym samym sprawiając, żebym odkryła jej piękno, a nawet zapragnęła zgłębić wiedzę na jej temat. Zapewne tak zrobię, bo wyraźnie wyczułam, z jakim szacunkiem tego dokonała. Zaraziła mnie swoją fascynacją. I nie tylko ją. Całokształt sprawił, że ja tej książki nie czytałam – ja ją po prostu czułam. Lękałam się, kiedy brutalność, smutek oraz rozlew krwi niewinnych ibawitów, magów pozbawionych mocy, przedzierał się przez strony, nie dając o sobie zapomnieć. Drżałam, gdy narastało niebezpieczeństwo zbliżające się do bram, a powodzenie misji zależało od maleńkiego, bardzo istotnego czynnika. Uśmiechałam się jak nawiedzona, kiedy przybywały radosne momenty, a wraz z nimi wyraźna ulga dla zszarganych nerwów. Fakt, nie da się nie zauważyć, że autorka powiela znane z literatury dla młodzieży schematy, jednak nie pozwoliła sobie na fuszerkę. Zaplanowała każdy ruch co do joty, gdzie nawet każdy szczegół miał spore znaczenie. Ożywiła elementy, które niektórzy spisywali już na straty, dając im drugie życie. I za to jestem jej ogromnie wdzięczna.

Zakończenie mnie zaskoczyło. Bez dwóch zdań. Bezceremonialnie zerwało z siebie ograniczające ruchy szaty, ukazując swoje nagie, silne oblicze nieprzewidywalności. Zaparło mi dech. Choć już wcześniej Tomi Adeyemi pokazała na co ją stać, tutaj dała więcej czadu. Sprawiła, że tępo wpatrywałam się w ostatnią stronę, próbując ułożyć sobie w głowie ten harmider ofiarowanych bodźców. Nawet teraz odczuwam tę gamę odczuć, jaka mi towarzyszyła w tym momencie, przez co trzęsą mi się ręce. Jeszcze ktoś pomyśli, że mam delirkę. W sumie mogę mieć, bo jestem UPOJONA TĄ KSIĄŻKĄ!

Choć jestem w stanie pisać peany na cześć „Dzieci krwi i kości”, to nie mogę ukryć, że gdzieś w połowie książki zaczęłam odczuwać przesyt. Cieszyła mnie perspektywa niesamowitej, pełnej przygód (niekoniecznie bezpiecznych) wycieczki po tym zniewalającym świecie, jednak z czasem liczne przechadzki... męczyły mnie. Bohaterowie, skupieni na ucieczce, pozostawali w ruchu, przez co wiele urokliwych miejsc nie do końca zostało ukazanych w pełnej krasie. Namnożyło się wątków, gdzie – choć płynnie wplatały się w fabułę – można by było się bez nich obyć, odciążając nieco lekturę (jak i ręce, bo książka swoje waży). Także zastanawiający jest wątek miłosny. Wyłonił się niespodziewanie, niemal psując to, co do tej pory autorka dokonała w swym niemal dopieszczonym do granic możliwości scenariuszu. Nagły wybuch uczuć między tymi, którzy do tej pory starali się wbić miecz w serce temu drugiemu? Wybaczcie, ale nie zdołam tego kupić nawet za cenę dobrze skrojonej fabuły, magicznych wrażeń oraz pakietu gamy emocji, jakie można odczuć przy lekturze. Niedorzeczność.


PROSZĘ, NIE OCENIAJ LUDZI PRZEZ PRYZMAT JEGO BLISKICH!


Życie nie skąpiło Zélie parszywych niespodzianek. Pozbawiona matki, wzoru do naśladowania, przyrzekła sobie nie dopuścić do tego, aby ten sam los spotkał Babę oraz Tzaina, jej starszego brata. Tym samym poddała się żmudnemu treningowi, który ją zahartował i sprawił, że nie dawała sobie w kaszę dmuchać. Kiedy na jej drodze stanęła Amari, córka największego wroga, cały dotychczasowy spokój ducha minął. Dziewczyna została rzucona na głęboką wodę, a prowizoryczne bezpieczeństwo odeszło w niepamięć. Nie dziwiło mnie to, jak Zélie postrzegała intruzkę. Nawet w sporym stopniu ją rozumiałam. Amari była córką tego, kto poprowadził bliską jej osobę na śmierć, dlatego cała odpowiedzialność za ten czyn spadła właśnie na nią. Dogryzała jej na każdym kroku, pokazując, jak bardzo nią gardzi, próbując sobie w jakiś sposób ulżyć. Uwolnić od bólu, jaki jej towarzyszył i nie pozwalał o sobie zapomnieć. Tyle że w ten sposób pokazywała, iż wcale nie jest lepsza od króla-tyrana. Choć ten spór nie pozostawiał po sobie ofiar śmiertelnych, nienawiść zakrzywiająca rzeczywistość nie przynosiła niczego dobrego. Szkoda tylko, że Zélie tak zaślepiła nienawiść, bo księżniczka nie zasługiwała na takie traktowanie.

Amari była przyjaźnie nastawioną, pełną ciepła, nieznającą życia poza pałacem córką brutalnego króla, gdzie ten wraz z żoną uczył ją posłuszeństwa od wczesnych lat dzieciństwa. Jeżeli nie wypełniała woli rodziców, bywała za to srodze karana. Dzieliła to przykre dzieciństwo z bratem, Inanem, lecz pewien czyn sprawił, że ich relacje się ochłodziły. Na szczęście księżniczka odnalazła wsparcie w swej pokojówce, ibawitce, którą traktowała jak siostrę. Jej utrata sprawiła, że dziewczyna postanowiła zaryzykować i, wykradając cenny przedmiot, uciec w poszukiwaniu ratunku, nie tylko dla siebie. Niejednokrotnie udowadniała, że choć pozornie powinna być krucha, niezdatna w walce ze sługusami własnego ojca, potrafi zrzucić diadem z głowy i wesprzeć Zélie i jej brata pomocnym ramieniem. To znacznie różniło ją od Inana, posłusznego do granic możliwości ojcu księcia, powoli przygotowującego się do przejęcia jego roli. Zafiksowany na punkcie walki z magią, nawet nie dostrzegał, jak prawda umykała mu między palcami, a wbite do głowy cudze postrzegania świata doprowadzały do obłędu. Jak Amari polubiłam z miejsca, tak jego nienawidziłam całym sercem. Nie rozumiałam, co takiego Zélie widziała w tym człowieku. Niejednokrotnie pragnęłam tej upartej dziewusze przemówić do rozsądku, lecz miłość doprawdy hasa dziwnymi ścieżkami...


Wcale nie dziwię się temu, że ta książka jest rozchwytywana na całym świecie, zdobywając wysokie pozycje na listach bestsellerów. Tomi Adeyemi wykonała kawał dobrej roboty. Wyraźnie wyczułam, że włożyła w nią całe swoje serce, nie tylko chcąc pokazać, że jest utalentowaną pisarką, twórczynią fascynującej, przepełnionej mitologiczną magią historii. Autorka, poprzez „Dzieci krwi i kości” pragnie zwrócić uwagę na to, ilu niewinnych ginie z rąk tych przepełnionych nienawiścią, pozornie niosących pokój i bezpieczeństwo ludzi. Uczula na to, że nie można morderczych zapędów tłumaczyć strachem przed nieznanym. Wręcz apeluje o to, byśmy nie byli obojętni na krzywdę bezbronnych osób. Czasami wystarczy dosłownie niewiele, aby przeciwstawić się rasizmowi, który – choć żyjemy już w czasach, kiedy ponoć jesteśmy bardziej tolerancyjni – rośnie w siłę. Pokażmy, że to właśnie od naszego wsparcia zależy przyszłość nas wszystkich.


Podsumowując. „Dzieci krwi i kości” znacznie podnosi poprzeczkę kolejnym książkom fantastycznym, skierowanym do młodzieży swoim wypielęgnowaniem szczegółów i dopięciem fabuły na ostatni guzik. Po prostu jestem zakochana w tej książki. To sprawia, że Tomi Adeyemi będzie musiała się postarać, aby kolejny tom wniósł ze sobą powiew świeżości, bo moje wymagania wzrosły i nie jestem w stanie ich obniżyć. Autorko – zaskocz mnie! Tchnij w swoją twórczość kolejną nowość, bym mogła bez skrupułów wybudować ci ołtarzyk na środku pokoju!

Link do opinii
Recenzje miesiąca
Hotel ostatniej szansy
Nicki Thornton
Hotel ostatniej szansy
Pluszowy Zajączek
Iwonna Buczkowska
Pluszowy Zajączek
Pod tym samym niebem
Katarzyna Kielecka;
Pod tym samym niebem
Spowiedź Śmigłego
Sławomir Koper;
Spowiedź Śmigłego
Walczyły w cieniu mężczyzn
Greg Levis, Gordon Thomas
Walczyły w cieniu mężczyzn
Nobliści skandaliści
Sławomir Koper
Nobliści skandaliści
365 stron życia 2020
oprac. Justyna Wrona, Hubert Wołącewicz
365 stron życia 2020
Pokaż wszystkie recenzje