Dzieci krwi i kości

Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 2019-02-13
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN: 9788327158680
Liczba stron: 512
Tytuł oryginału: Children of Blood and Bone
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Łukasz Witczak
Dodał/a opinię: Aleksandra Bienio
Tom 1 cyklu Dziedzictwo Oriszy

Ocena: 5.25 (4 głosów)

Strach. Powiada się, że gdy się go nie odczuwa, można uznać się za głupca, albowiem jest nieodłączną częścią naszej egzystencji. Siedzi zgarbiony, czekając na właściwy moment, by ujawnić swoje oblicza. Wykorzystuje nieuwagę, aby niewinna mała mysz przeistoczyła się w potwora chcącego pożreć naszą duszę. Sprawia, że ten idący za nami mężczyzna przeobraża się w psychopatycznego mordercę, który tylko czeka, aż będzie mógł wykonać swój niecny plan. A co wyczynia, kiedy drżymy o własne życie?


BOGOWIE GRECCY I RZYMSCY – ZŁAZIĆ ZE SCENY! WASI KONKURENCI MAJĄ TROCHĘ WIĘCEJ DO ZAOFEROWANIA!


Ewidentnie się zakochałam. Nie, nie mam na myśli tego, że moja wizja staropanieństwa odeszła w zapomnienie. Nic z tych rzeczy. Moja przyszłość pozostaje bez zmian, bo po raz kolejny oddałam swoje serce książce. Tym razem obdarzyłam płomiennym uczuciem „Dzieci krwi i kości”, gdzie ta powieść zmaltretowała mnie doszczętnie. Odwlekałam jej lekturę tak długo, że aż mi wstyd, że tak czyniłam, bo Tomi Adeyemi z miejsca zachwyciła mnie wyczarowanym przez siebie światem. Zręcznie przemyciła skrawki mitologii afrykańskiej, sprawiając, że historia nabrała mistycznych, magicznych kształtów. Pozwoliła, aby ujrzała światło dzienne, tym samym sprawiając, żebym odkryła jej piękno, a nawet zapragnęła zgłębić wiedzę na jej temat. Zapewne tak zrobię, bo wyraźnie wyczułam, z jakim szacunkiem tego dokonała. Zaraziła mnie swoją fascynacją. I nie tylko ją. Całokształt sprawił, że ja tej książki nie czytałam – ja ją po prostu czułam. Lękałam się, kiedy brutalność, smutek oraz rozlew krwi niewinnych ibawitów, magów pozbawionych mocy, przedzierał się przez strony, nie dając o sobie zapomnieć. Drżałam, gdy narastało niebezpieczeństwo zbliżające się do bram, a powodzenie misji zależało od maleńkiego, bardzo istotnego czynnika. Uśmiechałam się jak nawiedzona, kiedy przybywały radosne momenty, a wraz z nimi wyraźna ulga dla zszarganych nerwów. Fakt, nie da się nie zauważyć, że autorka powiela znane z literatury dla młodzieży schematy, jednak nie pozwoliła sobie na fuszerkę. Zaplanowała każdy ruch co do joty, gdzie nawet każdy szczegół miał spore znaczenie. Ożywiła elementy, które niektórzy spisywali już na straty, dając im drugie życie. I za to jestem jej ogromnie wdzięczna.

Zakończenie mnie zaskoczyło. Bez dwóch zdań. Bezceremonialnie zerwało z siebie ograniczające ruchy szaty, ukazując swoje nagie, silne oblicze nieprzewidywalności. Zaparło mi dech. Choć już wcześniej Tomi Adeyemi pokazała na co ją stać, tutaj dała więcej czadu. Sprawiła, że tępo wpatrywałam się w ostatnią stronę, próbując ułożyć sobie w głowie ten harmider ofiarowanych bodźców. Nawet teraz odczuwam tę gamę odczuć, jaka mi towarzyszyła w tym momencie, przez co trzęsą mi się ręce. Jeszcze ktoś pomyśli, że mam delirkę. W sumie mogę mieć, bo jestem UPOJONA TĄ KSIĄŻKĄ!

Choć jestem w stanie pisać peany na cześć „Dzieci krwi i kości”, to nie mogę ukryć, że gdzieś w połowie książki zaczęłam odczuwać przesyt. Cieszyła mnie perspektywa niesamowitej, pełnej przygód (niekoniecznie bezpiecznych) wycieczki po tym zniewalającym świecie, jednak z czasem liczne przechadzki... męczyły mnie. Bohaterowie, skupieni na ucieczce, pozostawali w ruchu, przez co wiele urokliwych miejsc nie do końca zostało ukazanych w pełnej krasie. Namnożyło się wątków, gdzie – choć płynnie wplatały się w fabułę – można by było się bez nich obyć, odciążając nieco lekturę (jak i ręce, bo książka swoje waży). Także zastanawiający jest wątek miłosny. Wyłonił się niespodziewanie, niemal psując to, co do tej pory autorka dokonała w swym niemal dopieszczonym do granic możliwości scenariuszu. Nagły wybuch uczuć między tymi, którzy do tej pory starali się wbić miecz w serce temu drugiemu? Wybaczcie, ale nie zdołam tego kupić nawet za cenę dobrze skrojonej fabuły, magicznych wrażeń oraz pakietu gamy emocji, jakie można odczuć przy lekturze. Niedorzeczność.


PROSZĘ, NIE OCENIAJ LUDZI PRZEZ PRYZMAT JEGO BLISKICH!


Życie nie skąpiło Zélie parszywych niespodzianek. Pozbawiona matki, wzoru do naśladowania, przyrzekła sobie nie dopuścić do tego, aby ten sam los spotkał Babę oraz Tzaina, jej starszego brata. Tym samym poddała się żmudnemu treningowi, który ją zahartował i sprawił, że nie dawała sobie w kaszę dmuchać. Kiedy na jej drodze stanęła Amari, córka największego wroga, cały dotychczasowy spokój ducha minął. Dziewczyna została rzucona na głęboką wodę, a prowizoryczne bezpieczeństwo odeszło w niepamięć. Nie dziwiło mnie to, jak Zélie postrzegała intruzkę. Nawet w sporym stopniu ją rozumiałam. Amari była córką tego, kto poprowadził bliską jej osobę na śmierć, dlatego cała odpowiedzialność za ten czyn spadła właśnie na nią. Dogryzała jej na każdym kroku, pokazując, jak bardzo nią gardzi, próbując sobie w jakiś sposób ulżyć. Uwolnić od bólu, jaki jej towarzyszył i nie pozwalał o sobie zapomnieć. Tyle że w ten sposób pokazywała, iż wcale nie jest lepsza od króla-tyrana. Choć ten spór nie pozostawiał po sobie ofiar śmiertelnych, nienawiść zakrzywiająca rzeczywistość nie przynosiła niczego dobrego. Szkoda tylko, że Zélie tak zaślepiła nienawiść, bo księżniczka nie zasługiwała na takie traktowanie.

Amari była przyjaźnie nastawioną, pełną ciepła, nieznającą życia poza pałacem córką brutalnego króla, gdzie ten wraz z żoną uczył ją posłuszeństwa od wczesnych lat dzieciństwa. Jeżeli nie wypełniała woli rodziców, bywała za to srodze karana. Dzieliła to przykre dzieciństwo z bratem, Inanem, lecz pewien czyn sprawił, że ich relacje się ochłodziły. Na szczęście księżniczka odnalazła wsparcie w swej pokojówce, ibawitce, którą traktowała jak siostrę. Jej utrata sprawiła, że dziewczyna postanowiła zaryzykować i, wykradając cenny przedmiot, uciec w poszukiwaniu ratunku, nie tylko dla siebie. Niejednokrotnie udowadniała, że choć pozornie powinna być krucha, niezdatna w walce ze sługusami własnego ojca, potrafi zrzucić diadem z głowy i wesprzeć Zélie i jej brata pomocnym ramieniem. To znacznie różniło ją od Inana, posłusznego do granic możliwości ojcu księcia, powoli przygotowującego się do przejęcia jego roli. Zafiksowany na punkcie walki z magią, nawet nie dostrzegał, jak prawda umykała mu między palcami, a wbite do głowy cudze postrzegania świata doprowadzały do obłędu. Jak Amari polubiłam z miejsca, tak jego nienawidziłam całym sercem. Nie rozumiałam, co takiego Zélie widziała w tym człowieku. Niejednokrotnie pragnęłam tej upartej dziewusze przemówić do rozsądku, lecz miłość doprawdy hasa dziwnymi ścieżkami...


Wcale nie dziwię się temu, że ta książka jest rozchwytywana na całym świecie, zdobywając wysokie pozycje na listach bestsellerów. Tomi Adeyemi wykonała kawał dobrej roboty. Wyraźnie wyczułam, że włożyła w nią całe swoje serce, nie tylko chcąc pokazać, że jest utalentowaną pisarką, twórczynią fascynującej, przepełnionej mitologiczną magią historii. Autorka, poprzez „Dzieci krwi i kości” pragnie zwrócić uwagę na to, ilu niewinnych ginie z rąk tych przepełnionych nienawiścią, pozornie niosących pokój i bezpieczeństwo ludzi. Uczula na to, że nie można morderczych zapędów tłumaczyć strachem przed nieznanym. Wręcz apeluje o to, byśmy nie byli obojętni na krzywdę bezbronnych osób. Czasami wystarczy dosłownie niewiele, aby przeciwstawić się rasizmowi, który – choć żyjemy już w czasach, kiedy ponoć jesteśmy bardziej tolerancyjni – rośnie w siłę. Pokażmy, że to właśnie od naszego wsparcia zależy przyszłość nas wszystkich.


Podsumowując. „Dzieci krwi i kości” znacznie podnosi poprzeczkę kolejnym książkom fantastycznym, skierowanym do młodzieży swoim wypielęgnowaniem szczegółów i dopięciem fabuły na ostatni guzik. Po prostu jestem zakochana w tej książki. To sprawia, że Tomi Adeyemi będzie musiała się postarać, aby kolejny tom wniósł ze sobą powiew świeżości, bo moje wymagania wzrosły i nie jestem w stanie ich obniżyć. Autorko – zaskocz mnie! Tchnij w swoją twórczość kolejną nowość, bym mogła bez skrupułów wybudować ci ołtarzyk na środku pokoju!

Tagi: miłość przyjaźń rodzina Fantastyka walka mitologia magia fantastyka młodzieżowa strach rasizm mitologia afrykańska fantazja uczucie determinacja

Kup książkę Dzieci krwi i kości

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
REKLAMA

Zobacz także

Zobacz opinie o książce Dzieci krwi i kości