Duchy, przeklęte portrety i pokoje, w których lepiej nie nocować. Oto mrożące krew w żyłach historie, które odsłaniają cienką granicę między światem żywych i umarłych
W ponury, mroczny dzień 1816 roku w willi nad Jeziorem Genewskim zebrała się grupa wybitnych angielskich pisarzy: George Byron, Percy Shelley, Mary Wollstonecraft Shelley, John William Polidori i Claire Clairmont. To na tym spotkaniu lord Byron rzucił myśl, by każdy z nich opowiedział swoją historię o duchach. I tak powstały Wampir Polidoriego i Frankenstein Mary Shelley, a co za tym idzie, narodziła się współczesna literatura grozy.
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 2025-12-02
Kategoria: Horror
ISBN:
Liczba stron: 336
Tytuł oryginału: Fantasmagoriana. Geschichten der Toten
Współpraca barterowa
Wiecie, że to być może właśnie dzięki antologii "Fantasmagoriana" mamy "Wampira" Polidoriego i "Frankensteina" Mary Shelley? Gdyby nie pewne lato 1816 roku w willi nad Jeziorem Genewskim, gdzie spotykali się angielscy pisarze: George Byron, Percy Shelley, Claire Clairmont, John Polidori i Mary Shelley. Po jednym z takich wieczorów czytania owej antologii Byron wyszedł z propozycją, by sami też stworzyli historie o duchach. Niesamowite, prawda?
"Fantasmagorie. Opowieści o umarłych" to zbiór opowieści niesamowitych nieco zapomnianych niemieckich pisarzy z początku XIX wieku. Mamy tutaj motywy całymi garściami czerpiące z literatury gotyckiej. I uwierzcie mi, jest tu klimatycznie i upiornie!
Uwielbiam takie zbiory odkopane spod gruzu literatury.
Upiorne fantazmaty oscylujące wokół zdarzeń na granicy świata pozagrobowego.
Przodkowie naznaczeni klątwą, zakazana miłość, przeklęte obrazy, martwa siostra, czy inne udręczone dusze... Mroczne sekrety przeszłości nie dające wytchnienia żywym. I są te historie takie gotyckie! Z mroczną atmosferą, trzymające w napięciu, gdzie nie brakuje wzniosłości. Bardzo emocjonujące. I do tego napisane uroczym językiem, który tak łatwo nas przenosi do ówczesnych czasów.
Królem tego zbioru jest zdecydowanie Friedrich Laun! Znajdziemy tu jego cztery opowieści i wszystkie cechują się tym, że zapadają w pamięć. Wyjątkowe koncepcje. Moim ulubionym opowiadaniem jest "Głowa nieboszczyka" o pewnym seansie spirytystycznym. Kto tu komu wykręci dowcip? Creepy i na swój sposób odkupieńcze. Ponadto "Martwa narzeczona", "Duch zmarłego", czy "Pokrewieństwo ze światem duchów" - wszystkie są warte uwagi.
"Portrety przodków" Johanna Augusta Apela, subtelna groza z niesamowitą atmosferą.
Z kolei "Burza" Sarah Elizabeth Utterson uwodzi nienazwaną grozą. I pozostawia czytelnika z głową pełną pytań w przerażającym stuporze, dosłownie!
Gorąco polecam miłośnikom klasycznej grozy.
Przeczytane:2026-05-27, Ocena: 5, Przeczytałam, Mam, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu – edycja 2026, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2026 roku, 12 książek 2026, 26 książek 2026, 52 książki 2026, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2026,
Pozycja jest wydana w sztywnej obwolucie i zawiera opowieści o wszystkim co straszne i mroczne oraz niepokojące. Mamy ukazane to jako spotkanie różnych osób, które wysuwają swoje opowieści nad rzeczami, które ich zdaniem straszyły ich za jakiegoś czasu najbardziej. Co ciekawe, wstęp do tych opowieści będzie zdobił wspaniały cytat i podpis autora. Ogólnie, to większość z nich jest czytana z gęsią skórką, ale wydaje mi się, że każdego będzie interesowało coś innego, gdyż innych rzeczy baliśmy się w młodości. Było to jednak takie naprowadzenie, że jeśli coś nas wystraszyło i był ten strach przez kogoś potęgowany z przeróżnych powodów, to urastał do wielkich rozmiarów. Na tyle poważnych i przekonujących, że innej prawdy nie miało się przed oczami. Jednak wywodzą się z nich przesłania mądre i ważne, które dla oka każdego czytelnika będą widzialne tylko wtedy, kiedy miał styczność z daną sytuacją. Miałam momentami wrażenie, że te historie, a przynajmniej część z nich była prawdziwa, pisana wspomnieniami, gdyż nieraz zawierały rzeczy tak szczegółowe, jakbym sama w takiej sytuacji tylko właśnie na nie zwracała uwagę. Inne natomiast były tak abstrakcyjne, opisane bardziej na pograniczu napisania opowiadania, a nie ułożenia w nim puenty, więc dla tych czułam, że wyssane z palca były. I co najciekawsze, to widok mojej perspektywy, więc inni mogą się z tym nie zgodzić.
Taką rzeczą na jaką najbardziej zwracałam uwagę był nie początek opowieści, a moment, kiedy postacie zostały przedstawione, wiedzieliśmy kto gdzieś tam zmierzał, co robił i wtedy zaczęły się te szepty, czy słyszało się, że... Dosłownie jakby głos przechodził do autentycznego szeptu, ramiona się garbiły, a osoba słuchająca nie wiedziała na co ma być przygotowana. Była tylko pewność, że omawiano ją w największej tajemnicy o której inni najlepiej aby się nie dowiedzieli. Tego klimatu nie dało się podrobić:-)
Podobają mi się takie historie, gdyż pokazują w jakich czasach jakie były schematy odnośnie mroku i strachu. Kiedyś był on przerażający na tyle, że osoby mdlały. Później wywołujący strach tak przerażający, że zwyczajnie się uciekało, a teraz z tego co zauważyłam, odbija się go agresją. Zamiast się bać, atakują. Nie potrafię przewidzieć następnego, wolę nie wywoływać strachu z lasu...