Winslow Covington, nowa komendantka policji w Quincy, ma przed sobą trudne pierwsze zadanie - musi udowodnić mieszkańcom, że zasłużyła na to stanowisko. Według jej dziadka wystarczy jedno: zdobyć sympatię rodziny Edenów. Przekonanie założycielskiego rodu miasteczka byłoby jednak znacznie łatwiejsze, gdyby nie jej jednonocna przygoda z najstarszym synem Edenów. Doszło do niej, gdy Winslow dopiero co przybyła do Quincy i nie miała pojęcia, że ten szorstki, a jednocześnie czarujący mężczyzna należy do lokalnej ,,rodziny królewskiej". Spędzenie nocy z Griffinem było ogromnym błędem. Facet jest arogancki, nie do zniesienia i nieustannie daje wszystkim do zrozumienia, że nowa komendantka nie należy do ich społeczności. Winslow stara się go unikać, ale gdy na terenie należącym do Edenów zostaje znaleziona martwa kobieta, nie mają wyboru i muszą zacząć współpracować. Kiedy nieustępliwość Winslow prowadzi do wyjawienia kolejnych sekretów, Griffin zaczyna dostrzegać w niej coś więcej. Jest piękna, inteligentna - i zdecydowanie trudno jej się oprzeć.
Wydawnictwo: Poznańskie
Data wydania: 2026-06-02
Kategoria: Romans
ISBN:
Liczba stron: 352
Tytuł oryginału: Indigo Ridge. The Edens #1
Przyjemne czytadełko w stylu Nory Roberts. Nowa komendantka policji w małym miasteczku w Montanie. Już pierwszego wieczory łamie postanowienie, by nie wchodzić w bliskie relacje z nikim z miasteczka. Zwłaszcza, że jej dziadek jest tu burmistrzem i choć była najlepszą kandydatką to pozostaje cień podejrzenia o nepotyzm. Jest wątek kryminalny, samobójstwo młodej dziewczyny. Choć miejscowi uważają, że to było samobójstwo, policjantka ma wątpliwości. Jednak fabuła skupia się bardziej na romansie niż na śledztwie. Nie ma równowagi między wątkami. Bohaterka w wolnych chwilach, których ma mało bo praca papierkowa na posterunku, bo rozwijający się związek z przystojnym ranczerem, bo pojawia się jej były, bo choroba dziadka. Rozwiązanie dla mnie trochę na siłę, ale niech będzie. To początek cyklu powieściowego, zapowiedź kolejnego tomu też brzmi znajomo.
,,Indigo Ridge" to pierwsza odsłona serii ,,Grzechy Edenów" autorstwa Devney Perry. Jest to moje trzecie spotkanie z twórczością autorki i przyznam, że byłam bardzo podekscytowana faktem, że jest to kolejna seria, w której mamy do czynienia z małomiasteczkowym klimatem. Czy i tym razem autorka zachwyciła mnie swoim piórem? Już spieszę z wyjaśnieniem.
Głównymi bohaterami historii są Winslow Covington i Griffin Eden. Ona jest wnuczką burmistrza Quincy, która przyjechała do miasteczka, aby objąć posadę komendantki na miejscowym komisariacie policji, natomiast on to najstarszy syn potomków założycieli miasta, który przejął rodzinne rancho po swoim ojcu. W dniu przybycia kobiety do miasta poznali się w barze i nie mając pojęcia, kim są -- spędzili ze sobą upojną noc. Czy ich pierwsze spotkanie będzie miało wpływ na ich późniejsze relacje? Po odpowiedź na to pytanie odsyłam was do lektury!
Muszę przyznać, że książka miała naprawdę ogromny potencjał. Małe miasteczko, początkowa niechęć między głównymi bohaterami i wpleciony w romans wątek kryminalny to połączenie, które bardzo sobie cenię, więc czytając zapowiedź tej książki, już oczami wyobraźni widziałam najwyższą z możliwych ocen. Jak widać na załączonym obrazku, ostatecznie ocena wcale nie jest tak wysoka, ale nie zmienia to faktu, że bardzo dobrze bawiłam się podczas lektury.
Bardzo podobał mi się motyw kobiety w roli komendantki policji. Winslow bez wątpienia miała zarówno charakter, jak i umiejętności, aby sprawdzić się w tej roli. Jednak w mojej ocenie jej praca została potraktowana trochę po macoszemu. Covington jako komendantka powinna zarządzać ludźmi, być motorem napędowym całej komendy, która powinna chodzić jak w zegarku. Tymczasem sama próbuje rozwikłać zagadkę morderstwa, do którego doszło w okolicy rancza Edenów, zajmuje się porządkowaniem dokumentów i nie może poradzić sobie z podwładnym, który zwyczajnie jej nie szanuje. Brakowało mi w tym wątku więcej ikry, takiego tupnięcia nogą i zaznaczenia swojej pozycji.
Sam wątek kryminalny był całkiem ciekawy, mógłby być wprawdzie bardziej zagmatwany, ale ogólnie rzecz biorąc, trzymał w napięciu i świetnie się przy nim bawiłam.
Jeżeli chodzi natomiast o romans to zdecydowanie nie było to enemies to lovers, którego spodziewałam się po przeczytaniu opisu, ale uważam, że znacznie lepiej pasował tu motyw relacji bez zobowiązań, którą autorka poprowadziła całkiem logicznie. Oczywiście mogłaby zostać nieco bardziej rozciągnięta w czasie, ponieważ główni bohaterowie dość szybko poczuli do siebie coś więcej niż tylko fizyczność, ale ogólnie rzecz biorąc, nie mam do tej kwestii większych zastrzeżeń. Właściwie, gdyby autorka dodała więcej poważniejszych rozmów między kochankami, byłabym w pełni usatysfakcjonowana.
,,Indigo Ridge" to jedna z tych książek, które idealnie wprowadzają czytelnika w klimat serii, której są początkiem, zachęcając czytelnika do lektury kolejnych tomów. Dlatego z niecierpliwością będę wypatrywać premiery historii o pozostałych członkach rodziny Edenów.
Indigo ridge jest idealnym przykładem, jak w ciekawy sposób połączyć kryminał z romansem.
Mieliśmy już żołnierzy, strażaków i policjantów, dlatego cieszę się, że tym razem to żeńska postać była w mundurze. Tego wątku bardzo się obawiałam. Myślałam, że będzie tłem dla rancza. Że to nie będzie nic ciekawego. Myliłam się. To właśnie tajemnice miasteczka i praca Winn były dla mnie głównym wątkiem. Wątkiem, który w IR podobał mi się najbardziej. Nawet mnie trochę zaskoczył.
By wkupić się w łaski mieszkańców Quincy, musisz zyskać akceptację Edenów. Wątek małego miasteczka był tu świetnie wkomponowany. Winn miała specjalne miejsce w swoim sercu dla tego miasteczka. Kochała je. Przypominało jej o dzieciństwie. O rodzicach. Co prawda dla komendy i mieszkańców Winn była nowością, a to nie wszystkim odpowiadało. Kobieta musiała się nieźle natrudzić, by część pracowników ją polubiła. Ale Winn ciężko nie lubić, więc nie zdziwiło mnie to, że odnalazła się w nowym miejscu.
Griffin lubi swój kawalerski styl życia. Troszczył się jedynie o swoją rodzinę, a ranczo jest jego synonimem wolności. Więc kiedy na horyzoncie pojawiała się Winny, trochę zaburzyła równowagę w jego świecie. Winn dzięki rodzinie Griffina zyskała bliskie osoby, których w jej życiu brakowało. Jego duża i głośna rodzina szybko ją przygarnęła i zaczęła traktować jak kolejnego członka.
Jeśli chodzi o motyw rancza, to tutaj nie był jakoś specjalnie rozwinięty. Nie spodziewajcie się jakoś bardzo rozbudowanego ranczerskiego klimatu, ale szczerze mówiąc w ogóle mi go nie brakowało. Myślę, że było ok. Było sporo akcji toczącej się na ranczu, jednak była ona bardziej związana z pracą Winn.
Indigo Ridge to świetny romans z nutką kowbojskiego życia i ciekawą kryminalną zagadką dotyczącą miasteczka. Bohaterowie zachowują się jak dojrzali ludzie, a w ich relacji nie ma niepotrzebnych dramatów. Jest za to dużo chemii. Przyznam, że ta książka podobała mi się bardziej niż poprzednia dylogia autorki. Mam nadzieję, że dostaniemy kolejne tomy tej serii. Polecam?
Epickie romantasy i fenomen wydawniczy, który pokochały miliony osób na całym świecie! Nieodkładalna historia, w której wrogowie stają się kochankami...
Jamie nie zdążył zrealizować niemal żadnego zadania ze swojej ,,listy życzeń". Jego żona musi więc znaleźć siłę, by zrobić to za niego. Może dzięki temu...
Przeczytane:2026-07-29, Ocena: 5, Przeczytałam, Wyzwanie - 100 książek w 2026 roku, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu - edycja 2026 ,
Charakterna Winnie i Griffin, którego reputacja jest co najmniej... kiepska. Ona przyjeżdża do miasteczka, w którym on ma opinię lowelasa. Spotykają się już pierwszego dnia i ich losy pozostają już splecione...
Tak, przeczytałam z przyjemnością, przede wszystkim dla wątku kryminalnego. Tak, sposób prowadzenia narracji jest przyjemny. Natomiast główny motyw niestety oklepany i nic go nie uratuje - co nie zmienia faktu, że czyta się szybko i do końca.