reklama

Instytut

Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2019-09-11
Kategoria: Horror
ISBN: 978-83-8125-731-2
Liczba stron: 672
Tytuł oryginału: The institute
Tłumaczenie: Rafał Lisowski

Ocena: 5.27 (22 głosów)

Zjawiają się w nocy.

W ciągu dwóch minut eliminują wszystkie przeszkody.

I uprowadzają obiekt.

Interesują ich dzieci.

Wyjątkowe dzieci...


Stephen King powraca do motywów znanych z jego najlepszych książek.

 
 
Luke Ellis budzi się w pokoju do złudzenia przypominającym jego własny, tyle że bez okien. Wkrótce orientuje się, że trafił do tajemniczego Instytutu i nie jest jedynym dzieciakiem, którego tu uwięziono.

To miejsce odosobnienia dla nastolatków obdarzonych zdolnościami telepatii lub telekinezy. W Instytucie zostaną poddani testom, które wzmocnią ich nadprzyrodzone moce. Opiekunowie nie mają skrupułów – grzeczne dzieci są nagradzane, nieposłuszne – są surowo karane. Wszyscy jednak, prędzej czy później, trafią do drugiej części Instytutu, a stamtąd nikt już nie wraca.

Gdy kolejne dzieci znikają w Tylnej Połowie Luke jest coraz bardziej zdesperowany. Musi uciec i wezwać pomoc. Bo jeśli komuś miałoby się udać, to właśnie jemu.

Tylko że nikt dotąd nie uciekł z Instytutu.

Tagi: horror Fantastyka

Kup książkę Instytut

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
REKLAMA

Zobacz także

Opinie o książce - Instytut

Avatar użytkownika - Renata123mala
Renata123mala
Przeczytane:2020-01-25, Ocena: 6, Przeczytałam,

Wielkie wydarzenie poruszają się na małych zawiasach ;
Cześć czołem ❤
Zakonczyłam thiller @stephenking @wydawnictwoalbatros z iście mieszanymi uczuciami, jakby powieść nie miała puenty, zakończenia i w cale nie spodziewałam się morału. Ot przekonanie że historia mogła potoczyć się inaczej dla tych co zorganizowali INSTYTUT. Spodziewałam się kary dla zwyrodnialców dokonujących eksperymenty na dzieciach posiadających telepatię, telekinezę która dla zorganizowanej grupy miała cel eliminować niewygodne osoby w kraju, a także za pomocą parapsychologicznych uzdolnień leczyć na przykład glejaka. Dzieci u których występował czynnik zdolności trafiały bedąc wcześniej uprowadzone, badania które przeprowadzano na nich miało zwiększyć ich moc, niestety dzieci te w ostateczności trafiały do krematorium. Miejsce INSTYTUTU było społecznością zamkniętą, dzieci wystraszone i otumanione zastrzykami nie potrafiły się bronić, karą za nieposłuszeństwo był paralizator. Kiedy pewnego dnia Luke dwunastoletni chłopiec trafia do ośrodka pod wpływem uśpienia, jego rodzice giną od strzałów z broni, akcja powieści nabiera tempa. Tam chłopiec poznaje takich jak ON, zaprzyjaźnia się, buduje więzi, zwłaszcza z jedną sprzataczką Mo. Ona odkrywa przed nim swoje sekrety, aż któregoś dnia...Luke postanawia uciec. Kim jest Tim Jamieson? Czy chłopcu uda się poszukać schronienia? Co z resztą innych dzieci?
Koncówka powieści mało oryginalna, jakby szybko pisana na kolanie z obawy że ktoś zabierze książkę lub z braku czasu. Obrysowane postacie, momenty w ktorych odnajdywałam poprzednie powieści tego autora jak WŁADCA MUCH, dla mnie to przywiodło na myśl mieszankę popkultury, którą tylko mistrz horrorów mógł tak profesjonalnie zagwarantować. Mimo wszystko polecam.

Link do opinii

Mniej więcej 20 lat temu, dzięki książkom Stephena Kinga miałam pierwszy kontakt z thrillerami i horrorami. Potem od Kinga zrobiłam sobie dłuższą przerwę (około 10 letnią) na rzecz lżejszych dzieł – kryminałów i książek obyczajowych. Kiedy dostałam propozycję recenzji Instytutu od Wydawnictwa Albatros nie wahałam się długo. Stwierdziłam, że może to już czas aby wrócić do Mistrza?

Głęboko w lasach stanu Maine znajduje się ośrodek, w którym prowadzone są badana nad dziećmi, które obdarzone są umiejętnościami telekinezy lub telepatii. Dzieci te porywane są z domów rodzinnych, a ich rodzice zabijani. W Instytucie prowadzi się badania nad udoskonaleniem ich zdolności. Głównym bohaterem jest Luke Ellis. Bystry i uzdolniony dwunastolatek, który właśnie dostał się na dwa kierunki studiów. Zostaje on poddany szeregowi testów, doświadczeń oraz kar cielesnych.

„ – Powiedziałem: siadaj.

- Co to jest? Chce mi pan zrobić tatuaż?

Luke’owi się przypomniało, że Żydom trafiającym do obozów w Auschiwtz i Bergen-Belsen na ramionach tatuowano numery. Taka myśl powinna być kompletnie niedorzeczna, ale…

Tony miał przez chwilę zaskoczoną minę, a potem się roześmiał.

- Jejku, nie. Zaczipuje ci tylko ucho. To będzie jak przedziurawienie do kolczyka, nic wielkiego. Wszyscy nasi goście mają coś takiego.

- Nie jestem gościem – zaprotestował Luke, cofając się. – Jestem więźniem. I nie dam sobie nic wbić w ucho.

- Dasz – odparł Tony, nadal się uśmiechając. Wciąż wyglądał jak facet, który pomaga małym dzieciom na stokach dla początkujących, a potem próbuje zabić Jamesa Bonda zatrutą strzałką. – Posłuchaj, poczujesz tylko lekkie uszczypnięcie. Więc ułatw nam obu życie. Siadaj na fotel i za siedem sekund będzie po wszystkim. Glads przy wyjściu da ci całą garść żetonów. Jak będziesz komplikował sprawę, to i tak dostaniesz czip, ale nie żetony. Co ty na to?

- Nie usiądę w tym fotelu. – Luke czuł, że cały drży, ale jego głos brzmiał dość mocno.

Tony westchnął. Ostrożnie odłożył na blat urządzenie do wczepiania czipów, podszedł do Luke’a i oparł dłonie na biodrach. Teraz był poważny, prawie smutny.

- Jesteś pewien?

- Tak.

Luke’owi zadzwoniło w uszach od ciosu otwartą dłonią, jeszcze zanim na dobre się zorientował, że prawa ręka Tony’ego oderwała się od biodra. Chłopiec zatoczył się do tyłu i spojrzał na mężczyznę.”

Luke wspierany przez swojego młodszego kolegę Averego podejmuje próbę ucieczki. Chce wyzwolić z tego piekła swoich przyjaciół i pozostałe dzieci.  Pomaga mu w tym przypadkowo spotkany mężczyzna, były policjant.

Instytut to kolejna niepokojąca wizja świata, w którym dobro nie zawsze zwycięża. Tematyka eksperymentów medycznych budzi we mnie wiele emocji. Nie ukrywam, że kilkukrotnie przemknęło mi przez myśl pytanie - czy gdzieś na świecie nie są prowadzone podobne eksperymenty i badania?  

Pomimo tego, że moim zdaniem nie jest to najlepsza książka autora, cieszę się, że mogłam ją przeczytać. A może się od niego po prostu odzwyczaiłam? Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros.

Link do opinii

King jest wielki! Kiedy dostałam do ręki „Instytut”, przeraziłam się „kingowską” ilością stron (tym razem 672). Jednak kiedy zaczęłam czytać to… przepadłam. Czytałam tę książkę w każdej wolnej chwili! Pierwsza część, „Nocny strażnik”, może wydawać się oderwana od kontekstu. Czytając opis z tyłu książki otrzymujemy informację, że głównym bohaterem będzie Luke Ellis, dzieciak, który trafił do tajemniczego Instytutu, a tymczasem czytamy o Timie Jamiesonie, którego los pokierował w różne zakątki Ameryki. Wiele osób zarzuca tej części wolne tempo oraz nudę – ja też się z tym zgadzam. Jednak w stylu Stephena Kinga jest coś takiego, że i tak miałam ochotę to czytać (ale może to wynikać z mojej tęsknoty do niego, jak ja dawno nie czytałam niczego spod jego pióra!). Kolejna część nabiera rumieńców. „Bystry chłopak” jest już o opisywanym wcześniej Luke'u, genialnym dzieciaku, któremu czasem zdarza się poruszać tackami od pizzy, szczególnie gdy odczuwa silne emocje. Pewnego dnia budzi się w pokoju, który łudząco przypomina jego własny. Na korytarzach Instytutu dowiaduje się, że nie jest jedynym więzionym dzieciakiem i nie porwano go ze względu na inteligencję. Okazuje się, że zgromadzone dzieci obdarzone są umiejętnościami telekinezy lub telepatii, a Instytut dzięki eksperymentom może wzmocnić ich parapsychiczne zdolności. Wtedy trafiają do Tylnej Połowy z której nikt nie wraca. Luke obmyśla plan ucieczki, ale jak uciec z miejsca, którego położenia się nie zna i które jest tak pilnie strzeżone? Zapomniałam już o tym, że Stephen King uwielbia opisywać postaci i dokładnie zarysowywać stronę obyczajową powieści. Poznane dzieciaki znamy na tyle, na ile potrzebujemy. Nie ma przesytu informacji, ale każda z nich jest charakterystyczna. Z Instytutu tworzy się mała społeczność, którą poznajemy z Lukiem. Wspólnie z nim przeżywamy to, co tam się dzieje i powiem Wam, że naprawdę się wciągnęłam w jego historię! Właśnie ta część, która przybliża sytuacje, które miały miejsce w Instytucie (zarówno w Przedniej i Tylnej Połowie), podobała mi się najbardziej. King sprawia, że współczujemy dzieciakom i trzymamy za nie kciuki. Pozycja obowiązkowa dla fanów oraz fajna książka na pierwsze spotkanie z tym autorem. Nie spodziewając się horroru możecie naprawdę spędzić miło (sic!) czas w Instytucie.

Link do opinii

Każda nowa książka Kinga staje się powodem do rozważań, czy stary dobry King powrócił, czy jest klimat, czy jest strasznie, czy może to już koniec króla 😉 Nie jestem wierną fanką mistrza, lubię to jak pisze, niekoniecznie to, o czym pisze – taki ze mnie dziwny przypadek. Uwielbiam kingowskie opisy ludzi, ich zachowań, męczy mnie fabuła, a zakończenie zwykle sprawia, że mam ochotę znaleźć i ukatrupić mistrza.

Sięgnęłam po „Instytut”, ponieważ dawno już nie czytałam Kinga, trochę mi go brakowało i choć mam ogromne zaległości w jego „starych dobrych” powieściach, postanowiłam poczytać „nową i nieznaną”.

Początek mnie oczarował, środek odrobinę znudził, a druga połowa pochłonęła całkowicie. Zakończenie znakomite – jakby nie King je pisał 😉

Wierni fani mistrza i krytycy literaccy odnajdują w „Instytucie” wiele motywów już przez Kinga wykorzystywanych. Jako że nie jestem ani wierna fanką, ani krytykiem, wszystko było dla mnie nowe i znakomite! Kupuję tę historię w całości. Trochę magii i fantastyki (chociaż nie jestem pewna, czy to wszystko nie mogłoby się wydarzyć naprawdę), znakomite postaci dzieciaków i fenomenalna druga połowa, w której tyle się dzieje, że nie mogłam odłożyć czytnika!

Polecam!

Link do opinii
Avatar użytkownika - Joannate
Joannate
Przeczytane:2019-10-01, Ocena: 6, Przeczytałam, 52 książki 2019,

„Instytut” Kinga był tak szeroko reklamowany przed premierą, że miałam wrażenie, iż jest wszędzie: na przystankach, na stronach internetowych księgarń, na FB czy IG wydawnictw, blogerów, zwykłych „książkomaniaków”. Skusiłam się i ja, bo bardzo lubię tego autora. Często zdarza się jednak, że tak bardzo polecana i reklamowana książka okazuje się co najwyżej średnia – może oczekiwania rosną, kiedy widzi się aż taką promocję? Przełyka się wtedy rozczarowanie i obiecuje sobie, że nigdy więcej nie dam się skusić… Tak bywa często – ale to nie ten przypadek – naprawdę warto było czekać na „Instytut”!

Książka bardzo mi się podobała i czytało się ją po prostu rewelacyjnie. Niebanalny temat, jak zawsze świetny styl opowiadania, no i bohaterowie, którzy budzą wielkie emocje. A do tego jeszcze – to coś, co mają wszystkie powieści Kinga: zagadka, aura niesamowitości, coś tajemniczego, co skrywa się pod powierzchnią pozornie zwyczajnej rzeczywistości. Wciąga od pierwszej strony – i nie pozwala się oderwać do końca.

Stephen King potrafi wspaniale budować klimat – i tak jest także tutaj. Powieść zaczyna się leniwie, spokojnie, od Tima, byłego policjanta, który jedzie sobie autostopem i wybiera małe miasteczko, gdzie akurat szukają do pracy nocnego strażnika. I Tim do tej pracy się zgłasza, powoli wnikając w struktury miasteczka, poznając jego zwyczajnych-niezwyczajnych mieszkańców, wchodząc w jego niespieszny rytm. Niby niewiele się dzieje – a trudno się oderwać. Tak potrafi tylko King! Potem poznajemy niezwykłego chłopca – Luke’a: małego geniusza pełnego marzeń o nauce, odkryciach, kształceniu. Te marzenia ktoś postanowi zniszczyć i zawłaszczyć geniusz chłopca dla sobie tylko znanych celów. Przyznam, że ta część książki – to, co rozgrywa się w tytułowym instytucie – jest wizją przerażającą, ale i… fascynującą. I niepokojąco prawdopodobną. I przywodzącą na myśl coś, co już się wydarzyło – bo nie sposób nie dostrzec podobieństw Instytutu i tego, jak traktowane są zgromadzone w nim dzieci, do tego, co działo się w obozach podczas II Wojny Światowej… Zresztą autor w kilku miejscach odwołuje się do tej analogii – i to jest dla mnie na minus – uważam, że spokojnie mógł to sobie darować i pozostawić skojarzenie inteligencji czytelniczek i czytelników: plakat z napisem „Kolejny dzień w raju” jest podobnym zabiegiem jak napis „Praca czyni wolnym”; strażników Instytutu dzieci nazywają Sługusami Sigsby (skojarzenie z SS od razu się nasuwa); zamiast tatuowania numerów – jest czipowanie... Upokarzające badania, bolesne testy i bezwzględne podejście personelu do dzieci – to coś, o czym czyta się w literaturze obozowej: tutaj mamy to w warunkach nowoczesnego laboratorium XXI wieku – i jest tak samo okrutne, podłe i przerażające. Może nawet bardziej – bo wyrosło na gruncie wiedzy o tamtym czasie.

Ta wizja budzi w czytelniku wielkie emocje i bunt wobec tych bezdusznych ludzi, którzy skazują dzieci na taki los. Przy czym nie ma tutaj jakiejś górnolotnej narracji, epatowania złem w celu przyciągnięcia czytelników – Instytut widzimy przez pryzmat przeżyć Luke’a – a więc dwunastolatka, który – choć ponadprzeciętnie inteligentny – jest jednak dzieckiem. Dzieckiem, które wrzucono w tryby potwornej machiny i któremu odebrano marzenia. Stephen King każe nam patrzeć na krzywdę, jaka dzieje się dzieciom i skłania nas do refleksji nad tym, gdzie są granice nauki, czy można poświęcać kogoś w imię „wyższego dobra” (i kto decyduje, co jest tym wyższym dobrem) i jak może spokojnie patrzeć w lustro człowiek, który robi coś takiego.

„Instytut” silnie trafia w emocje czytelnika – właśnie dlatego, że bohaterami są dzieci. Ich cierpienia, ich przeżycia dotykają nas bardziej, niż gdyby chodziło o dorosłych. I tym bardziej mamy nadzieję, że ci, którzy za tą potworną instytucją stoją, zapłacą za to, co zrobili. Nadzieję tę podsyca mały Luke, który jest tak dzielny, że kibicujemy mu całym sercem. Świetnym zabiegiem jest wprowadzenie tego uderzającego kontrastu: dzieci (już z racji wzrostu, wieku, doświadczeń – skazane na bycie zależnymi) – kontra bezwzględni dorośli, którzy na dodatek posiadają nad nimi nieograniczona władzę i pozbawieni są wszelkich zasad moralnych. Sprawy Instytutu i tego, co stanie się z dziećmi, sprawiają, że w sumie niewiele zastanawiamy się nad tym, po co ktoś to robi. Po co te wszystkie testy, zabiegi, badania, eksperymenty – a to pytanie kluczowe i odpowiedź na nie jest właściwie najważniejszą kwestią.

I tutaj jeszcze ostrzeżenie dla wszystkich, którzy zamierzają sięgnąć po tę książkę: kiedy już zacznie się właściwa akcja – to o oderwaniu się od lektury nie ma mowy – musisz czytać, aż skończysz. Dlatego przestrzegam przed tą książką – bo jest gruba i grozi to zawaleniem różnych obowiązków. A przy tym – jest przerażająca i miejscami przygnębiająca… I wzbudza gniew – o tak, Stephen King potrafi nami wstrząsnąć! A zakończenie – wbija w fotel.

Komu ta książka może się spodobać? Nigdy nie stawiam takich tez, ale w tym przypadku zaryzykuję: chyba wszystkim, którzy mają otwarte umysły. Książka jest po prostu świetna.

Podsumowując: jak dla mnie to najlepsza książka Stephena Kinga – po prostu kawał mocnej lektury, która wstrząsa czytelnikiem i nie pozwala o sobie zapomnieć. Polecam!

Link do opinii
Avatar użytkownika - Agatonik
Agatonik
Przeczytane:2020-05-19, Ocena: 5, Przeczytałam, 2020,

Czyta się świetnie, jak większość książek Kinga. Jest odpowiednie napięcie i oczekiwanie pełne emocji, co się zdarzy na następnej stronie. Dla mnie to przeede wszystkim obraz wadliwego systemu, biurokracji, obraz władzy wykorzystującej słabszych bez żadnych skrupułów. I jak to u Kinga - obraz bezdusznych dorosłych. Cieszę się, że King przemyca w swoich książkach swój stosunek do Trumpa. Nie sposób przy lekturze tej pozycji nie pomyśleć o amerykańskich służbach wciąż przetrzymujących dzieci odebrane rodzicom próbującym nielegalnie przekroczyć granicę.

Link do opinii
Avatar użytkownika - losar
losar
Przeczytane:2020-05-10, Ocena: 6, Przeczytałam, 52 książki 2020,

Luke Ellis budzi się w pokoju do złudzenia przypominającym jego własny, tyle że bez okien. Wkrótce orientuje się,że trafił do tajemniczego Instytutu i nie jest jedwnym dzieckiem,które tu uwięziono. Zjawili się w nocy zabili jego rodziców i go wyprowadzili.Bo jest wyjątkowy. 

Instytut to miejsce odosobnienia dla nastolatków obdarzonych umiejętnościami telepatii lub telekinezy. Zostają poddani testom,które wzmocnią ich parapsychiczne moce. Opiekunowie nie mają skrupułów:grzeczne dzieci są nagradzane,nieposłuszne-surowo karane. Wszyscy jednak,prędzej czy później,trafią do tylnej części Instytutu,a stamtąd nikt już nie wraca. Gdy kolejne dzieci znikają w Tylnej Połowie, Luke jest coraz bardziej zdesperowany. Musi uciec i wezwać pomoc. Bo jeśli komuś miałoby się udać,to właśnie jemu.Pomaga mu Avery Dixon i Maauren Alvarson .Tylko że nikt odtąd nie uciekł z Instytutu.

Jego przyjaciele Kalishy Benson,Nick Wilholm,George Iles,Helen Simms bardzo na niego liczą.Luke podejżewa że chodzi o prekognicję.....

Link do opinii

"Wielkie wydarzenia poruszają się na małych zawiasach".


 
Wielce krzywdzące jest zakwalifikowanie najnowszej książki Mistrza Kinga do gatunku horroru, gdyż przez to, wielu czytelników może poczuć zawód. Wiem dlaczego powieść ta wygrała w Plebiscycie Książka Roku na portalu Lubimy Czytać, ale dlaczego jako horror? Przecież to pełnokrwisty thriller o zabarwieniu science-fiction. Dobry thriller, którego czytało mi się z zapartym tchem.


 
Stephen King, nazywany królem horroru to amerykański pisarz, znany głównie z literatury grozy. Swoją prozę wydawał także jako Richard Bachman, czy John Swithen. Wielomilionowe nakłady jego książek oraz liczne adaptacje filmowe to dorobek pisarza. Autor mieszka z żoną Tabithą King w stanie Maine.


 
Tim to były policjant, który wyniku nieoczekiwanego splotu wydarzeń, trafia do małej mieściny DuPray, gdzie otrzymuje posadę nocnego strażnika. W tym samym czasie, chłopiec o genialnym umyśle, dwunastoletni Luke Ellis zostaje porwany, a jego rodzice zamordowani. Bohater trafia do Instytutu - obiektu, w którym znajduje się więcej uwięzionych dzieci. W pewnym momencie losy nocnego strażnika i genialnego chłopca krzyżują się ze sobą.


 
Czytanie "Instytutu" przypomniało mi za co lubię prozę starego, dobrego Stephena Kinga. Po pierwsze, za swoiste gawędziarstwo mistrza, dzięki któremu cała książka jest dość obszerna bo liczy sobie grubo ponad sześćset stron. Gawędziarstwo w wyniku którego angażuję się w całą ukazaną historię wszystkimi swoimi zmysłami. Po drugie, za oddanie małomiasteczkowego klimatu, której to umiejętności Kinga, chyba nikt nie jest w stanie dorównać. Miasteczko DuPray i jego mieszkańcy na czele z sierotką Annie to bowiem kwintesencja tego, co kocham w twórczości autora. Po trzecie, za sam pomysł na cel, któremu służy tytułowy Instytut. Umysł Stephena Kinga to niekończąca się studnia pomysłów, które potrafią zaciekawić i zaintrygować.


 
Mroczne oblicze Instytutu mrozi krew w żyłach. Autor poprzez niezwykle sugestywne opisy poszczególnych bloków tego ośrodka, włącznie z tym, gdzie przebywają "warzywka", bardzo mocno wpływa na wyobraźnię czytelnika. Klimat tego miejsca, który budują takie szczegóły, jak odwzorowane pokoje porwanych dzieci, czy też przede wszystkim, ukazane na zasadzie kontrastu pyszne jedzenie i zachowanie opiekunów, jest po prostu przerażający. To tak, jakby pod pachnącą szarlotką ukrywało się zepsute jabłko z larwami. To miejsce przeraża, ale jednocześnie intryguje swoim nadrzędnym celem istnienia.


 
Autorowi udało się niezwykle realistycznie wejść w głowę dzieci. Luke, Avery, Kalisha, Nick i reszta młodych ludzi od początku wzbudzają naszą sympatię i ciężko oderwać się od kibicowania ich losom. Niezapomniana jest także kreacja szefowej Instytutu - Pani Sigsby, nieco groteskowa, ale z drugiej strony, niezwykle sugestywna, biorąc pod uwagę fakt, że swoje istnienie łączy z funkcjonowaniem tej jednostki.


 
W Instytucie możecie napotkać plakaty z napisem "kolejny dzień w raju", co w toku zagłębiania się w akcję powieści, staje się nieodzownym porównaniem do napisu na bramie niemieckiego obozu zagłady Auschwitz i jednocześnie bardzo mocno wiąże się z całą intrygą wymyśloną przez Stephena Kinga. Z "Instytutem" spędziłam kilka obfitych we wrażenia godzin i tego właśnie oczekiwałam od powieści Mistrza. A na koniec autor zostawił mnie z otwartym pytanie dotyczącym tego, czy można poświęcać życie jednostki dla dobra ogółu? 

 

https://www.subiektywnieoksiazkach.pl/

Link do opinii
Avatar użytkownika - kiznaiver667
kiznaiver667
Przeczytane:2020-04-09, Ocena: 5, Przeczytałem, Mam,
Avatar użytkownika - djas
djas
Przeczytane:2020-03-22, Ocena: 5, Przeczytałem, Mam, 52 książki 2020,

Kolejny bardzo dobry King. Wciągają akcja, choć wyjątkowo - zakończenie bardzo przewidywalne. Choć z wielką przyjemnością dotarłem do ostatnich stron, by przekonać się o słuszności moich przypuszczeń. Klimat trochę ze Stranger Things.

Jedynym prawdziwym zarzutem może być to, że całość miała zbyt mały rozmach. 

Niemniej - polecam, bo mistrz znowu w dobrej formie!

Link do opinii
Inne książki autora
Jest krew
Stephen King; 0
Okładka ksiązki - Jest krew

Czytelnicy kochają powieści Stephena Kinga, ale i jego opowiadania - zawsze mocne i zapadające w pamięć - są prawdziwą mroczną ucztą dla zmysłów...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Cytaty z książki

Wielkie wydarzenia poruszają się na małych zawiasach

 


Więcej
Recenzje miesiąca
Gdy byłem kimś innym
Stéphane Allix
Gdy byłem kimś innym
Najgorsze dzieci świata 2
David Walliams;
Najgorsze dzieci świata 2
Oddaj to morzu
Joanna Sykat
Oddaj to morzu
Spalona
Laura Bates
Spalona
Niech prawda śpi
Alicja Masłowska-Burnos;
Niech prawda śpi
Ziutek. Chłopiec od Parasola
Małgorzata Czerwińska-Buczek
Ziutek. Chłopiec od Parasola
Letnie marzenie
Cathy Cassidy;
Letnie marzenie
Kaprys milionera
Izabella Frączyk, Jagna Rolska
Kaprys milionera
Pieniądze albo kasa
Paweł Beręsewicz
Pieniądze albo kasa
Pokaż wszystkie recenzje