W powojennej zawierusze niknęło wszystko, a przede wszystkim ludzkie losy.
Należałam do ludzi, którzy nigdy nie powinni się urodzić, nie mieli bowiem szansy na to, by nauczyć się żyć. Byłam dzieckiem otchłani, wytworem chaosu, bezpańskim pyłem na gruzach historii.Po wojnie było nas piętnaście milionów. W Polsce półtora. Dwadzieścia dwa procent całego młodego pokolenia.Ziemie odzyskane, ziemie utracone, a dzieci bezprzymiotnikowe.
,,Kontury" to przejmująca opowieść o Wandzie Jeżyńskiej - urodzonej w ostatnich dniach wojny dziewczynie, próbującej okiełznać największy z żywiołów i zawrócić bieg własnego losu. Zdana wyłącznie na siebie, radzić musi sobie w świecie nieprzyjaznym, bezlitosnym i wystawiającym ją na najcięższe próby. Rękę wyciągają do niej Franek Światło i Urban Sierpiński - która z nich jest pomocą, a która przekleństwem, Wanda ma przekonać się dopiero po latach.
Brakowało mi wszystkiego, nawet dokumentów poświadczających, że się urodziłam, że skądś pochodzę, że ktoś mnie na ten świat przywiódł i z jakiegoś powodu.
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 2025-10-15
Kategoria: Literatura piękna
ISBN:
Liczba stron: 376
Trudno pozostać obojętną na losy Wandy, ale tak ta powieść jest skonstruowana, żeby wywoływać emocje. Obfituje w refleksje, egzystencjalne ,,złote myśli", które wydają się aż nazbyt rozbudowane. Jest jednak w tej książce coś, co podnosi moją ocenę i sprawia, że ,,Kontury" są lekturą godną uwagi. To drobne, sprytnie ukryte elementy, detale, które pojawiają się między wersami i zmieniają pierwotny wydźwięk historii. Te zaskakujące chwilami szczegóły tworzą drugą, ukrytą warstwę powieści - warstwę, która jest kluczem do zrozumienia przesłania autora. Ten zamysł jest wyjątkowo udany. To nie jest literatura trudna czy przesadnie skomplikowana, ale wymaga od czytelnika uważności, cierpliwości i otwartości na wyłapywanie niuansów. Zachęca do uważniejszego spojrzenia na to, co ukryte pod powierzchnią.
Główna bohaterka Wanda Jeżyńska przyszła na świat pod koniec wojny, a jej dokładne losy i życiorys nie są jej dokładnie znane. Z wywiadu z bohaterką poznajemy jej przeżycia. Opowiada tylko to co chce, na własnych warunkach i jak podpowiada jej serce i pamięć.
Wanda urodziła się w miejscu gdzie nie było czułości i miłości. Od początku zdana jest na samą siebie. Próbuje przetrwać w świecie, który rzuca jej kłody pod nogi. Wanda jest samotną i opuszczoną kobietą, przepędzaną z placówki do placówki, z życiem spakowanym do małej walizki i wielkim marzeniem. Teraz pod koniec życia otwiera drzwi do dawnych czasów, gdy wzięła się znikąd. Do wspomnień w sierocińcu, który prowadziły zakonnice.
Autor przedstawia nam obrazy z życia bohaterki, która jest bez przeszłości, bez nazwiska, bez korzeni, bez daty urodzenia, bez rodziców i domu. Nie opowiada wydarzeń z jej życia chronologicznie. Pokazuje jak zawodna potrafi być pamięć. Mamy wrażenie, że opowiadana historia nie jest kompletna. Składa się z fragmentów, które próbujemy ułożyć w całość. Widzimy bohaterkę w różnych momentach jej życia: jako małą dziewczynkę, jako dorosłą kobietę i staruszkę.
Wciągająca fabuła, ciężko rozgryźć dokąd prowadzi historia dziewczynki zdanej tylko na siebie i jak się jej losy potoczą. Historia z gatunku literatury pięknej. Napisanej pięknym językiem i wciągająca. Ciężko odłożyć książkę.
Każdy książkoholik chociaż raz w życiu doznał czegoś takiego, że ledwo co odbierze daną książkę od przewoźnika, a już nie może doczekać się, kiedy zacznie przygodę z nowymi bohaterami. Lecz... Istnieje też coś takiego jak niechęć przed skończeniem książki, i to nie dlatego, że jest zła, ale dlatego, że jest tak dobra, że nie chcesz się z nią rozstać.
Takie właśnie uczucia towarzyszyły mi po przeczytaniu książki Jakuba Jarno pt. ,,Kontury". Znam już twórczość autora, mowa o ,,Światłoczułości", ale o niej innym razem.
,,Kontury" Jakuba Jarno, wydane przez Wydawnictwo Literackie, to poruszająca i wymagająca powieść. Przenosi nas w realia powojennej Polski, świata niepewności, braku korzeni i milczącej traumy. Główną bohaterką jest Wanda Jeżyńska, urodzona ,,w ostatnich dniach wojny", dziewczynka pozbawiona dokumentów, przeszłości i przynależności. Jej losy stają się symbolem tysięcy ludzi wrzuconych w chaos odbudowującego się kraju, w którym historia nie kończy się wraz z ostatnim strzałem, lecz wciąż żyje w ciałach i umysłach ocalałych.
W mojej ocenie, autor skupia się na wewnętrznej perspektywie Wandy: jej samotności, wyobcowaniu, lękach i pragnieniu godności. Pokazuje wojenne i powojenne doświadczenia nie jako tło wielkiej historii, lecz jako serię ,,małych dramatów", które dla bohaterki stają się całym światem. Oszczędny, emocjonalnie gęsty styl nadaje narracji głęboko intymny charakter. Niedopowiedzenia, pauzy, cisza - to elementy, które oddają to, czego nie da się nazwać, a co często bywa najboleśniejsze.
,,Kontury" poruszają fundamentalne problemy: brak tożsamości, konsekwencje wykorzenienia, wagę przynależności oraz długie trwanie traumy historycznej. Książka pyta: kim jest człowiek, kiedy odarto go z przeszłości? Czy można odbudować siebie, gdy nie ma się punktu zaczepienia? I czy milczenie może być formą pamięci?
Dla mnie, jako współczesnego czytelnika, powieść ta niesie kilka ważnych lekcji. Przypomina, że historia nie znika wraz z odejściem pokolenia, lecz przenika przez emocje, język i sposób myślenia jego dzieci. Uczy empatii wobec tych, których życie zostało naznaczone stratą, i uświadamia, jak istotne są korzenie oraz poczucie, że jest się częścią jakiejś większej całości. Pokazuje też, że godność i człowieczeństwo można odnaleźć nawet w najbardziej nieprzyjaznych okolicznościach, często dzięki drobnym gestom i wewnętrznej sile.
,,Kontury" to literatura wymagająca, przeznaczona dla czytelników ceniących głębię, refleksyjność i emocjonalną prawdę. To opowieść, która nie szuka łatwych rozwiązań, ale zostawia nas z ważnymi pytaniami o człowieka, pamięć i to, co pozostaje po doświadczeniu granicznym. Nie znajdziesz tutaj pościgów, złodziei, akcji, która podnosi ciśnienie krwi na maksa, ale znajdziesz coś, co uczy empatii wobec ludzi, których zniszczyła historia. I tutaj właśnie Wanda jest takim symbolem tych, którzy stracili wszystko: dom, rodzinę, imię. Znajdziecie prawdziwą samotność i walkę o przetrwanie. Nasza bohaterka jest zdana wyłącznie na siebie - to ważna lekcja dla pokolenia, które często czuje się samotne emocjonalnie, choć żyje w świecie pełnym bodźców. Książka uświadamia, że tożsamość jest wartością, o którą trzeba dbać. Wanda nie ma dokumentów, nazwiska, przeszłości, a to stawia potężne pytanie: kim jestem?
Cyt.: ,,Byłam dzieckiem otchłani, wytworem chaosu, bezpańskim pyłem na gruzach historii."
Daje kontakt z historią w formie ludzkiej, a nie podręcznikowej. Zachęca do refleksji i rozmowy o rodzinie, pamięci, korzeniach. Po lekturze trudno nie zapytać: Skąd pochodzę? Co mnie ukształtowało? Co noszę po poprzednich pokoleniach? Pokazuje, że warto kwestionować pozory i ,,oficjalne wersje".
Cyt.: ,,W kłamstwie można zmieścić znacznie więcej niż w prawdzie."
To zdanie można dziś odnieść do fake newsów, manipulacji, postprawdy.
,,W kłamstwie można zmieścić znacznie więcej niż w prawdzie."
,,Kontury" to powieść, którą się nie tyle czyta, co słucha -- jakby ktoś szeptał historię prosto do ucha, raz delikatnie, raz z bólem, który drży między słowami. To książka, w której każde zdanie waży więcej, niż się zdaje, a cisza między akapitami mówi najwięcej.
Jakub Jarno tworzy opowieść z fragmentów -- z ułamków pamięci, wspomnień i emocji, które nie składają się w prostą całość. Z tych rozsypanych kawałków rodzi się obraz Wandy Jeżyńskiej, dziewczyny urodzonej w samym końcu wojny, dziecka chaosu, które nigdy nie dostało szansy, by żyć naprawdę. Jej losy są nie tylko osobistą historią, ale też głosem całego pokolenia -- tych, którzy musieli budować świat od nowa na gruzach przeszłości, wśród strachu, wstydu i tęsknoty.
Jarno nie prowadzi nas za rękę. Raczej zostawia znaki -- kontury właśnie -- z których sami próbujemy ułożyć sens. Czy Franek i Urban to wybawienie, czy zguba? Czy światło, które Wanda szuka, istnieje naprawdę? Autor nie daje odpowiedzi, tylko stawia lustro -- a w nim odbija się nie tylko ona, ale i my sami.
,,Kontury" wzruszają nie dramatem, lecz milczeniem. Poruszają tym, co niewypowiedziane. To książka o pamięci, o przetrwaniu, o pustce, która potrafi być bardziej prawdziwa niż słowa. Gdy zamyka się ostatnią stronę, ma się wrażenie, że historia nadal trwa -- w nas, w tym, czego nie umiemy nazwać, ale czujemy.
To proza, która nie daje ukojenia. Ale daje coś może cenniejszego -- uważność.
Wanda Jeżyńska urodziła się w ostatnich dniach wojny. "Byłam dzieckiem otchłani, wytworem chaosu, bezpańskim pyłem na gruzach historii" - jak sama o sobie mówi. Była nikim. Bez dokumentów, bez tożsamości, bez nazwiska. Była niczyja. Kłopotliwą własność systemu społecznego jedynie stanowiła. Przerzucana z jednego sierocińca w drugi, a i tak zawsze niechciana. Franek Światło i Urban Sierpiński to jedyne fundamenty jej marnego istnienia. I tenis był jeszcze, ale na krótko, bo takim jak Wanda, nic nie jest dane raz na zawsze.
Po latach Wanda przygląda się swemu życiu, wraca do jego początków, do wspomnień, które wypełniają jej pamięć. A ona jednocześnie pamięta i nie pamięta. Nie wiemy, czy to wszystko naprawdę się stało, czy to nie jedynie konfabulacja, pragnienie, by jej historia była właśnie taka. Miała takie kontury, jak Wanda chciała. Bo "Zdarzenia są konturami, a pamięć tym, co je wypełnia". A może to wszystko kłamstwa? Bo znowuż "W kłamstwie można zmieścić znacznie więcej niż w prawdzie".
Meandrujemy mocno w historii Jeżyny. Idziemy tylko tam, gdzie ona pozwala nam wejść. Widzimy tylko to, co ona chce nam pokazać. Ale czujemy wszystko. Marność i przeogromny smutek Wandy, kruchość jej egzystencji, poczucie porzucenia i odrzucenia, upokorzenia i pokory, którą ona nieustannie musi okazywać. Jej bezsilność i walkę o siebie, o życie, które ciągle wymyka jej się z rąk. Żyjemy tą historią. Zamykamy się w jej konturach, usiłując dostrzec niewidzialne, a ona i tak nam się wymyka, nie jest pełna.
Kto by tej książki nie napisał - Remigiusz Mróz, rzeczony Jakub Jarno, czy jeszcze jakaś inna osoba, chowająca się za tym pseudonimem - jest to powieść absolutnie piękna. Wchłonęła mnie totalnie. Nie chodzi mi tu nawet o samą fabułę, choć i ona ma swój ciężar i chwyta za serce i emocje, ale o język mi chodzi. Sposób, w jaki ta historia została napisana oczarował mnie totalnie. Z pięknych słów to powstało. Pięknym stylem napisane. Poetycko i subtelnie. Zmysłowo nawet. Zdanie budowane pozornie niedbale, a jednak doskonale przemyślane. Nieprzypadkowe. Niedopowiedziane. Pełne rzeczy ważnych i głębokich przemyśleń. Oddające ducha tamtych czasów, wchodzące w głąb uczuć i emocji. Losem jednego człowieka, losem Wandy - kobiety bez istnienia - pokazujące prawdę o ludziach i ich historii na tle powojennej rzeczywistości.
"Nie ma nic bardziej intymnego niż książka. Nawet gdy ci ktoś przez ramię spojrzy i wzrok jego padnie na te same słowa, zobaczy zupełnie co innego. Nigdy nie wniknie w to, co widzisz ty, nigdy nie pozna świata, w którym ty się znajdujesz. Tylko twój jest, tylko ty go ustanawiasz" - i chyba właśnie to mnie spotkało w ,,Konturach". Pozwoliłam im zamknąć się w historii Wandy i uwierzcie, że nie miałam ochoty z niej wychodzić.
Historia, która domagała się, by ją opowiedzieć. Narrator, który czekał, aż zjawisz się, by jej wysłuchać. I ona. Dziewczyna, w której wszyscy się gubili...
Przeczytane:2025-11-06, Ocena: 6, Przeczytałam,
w dłoniach moich
cień swój niosę
tak cichy, tak pusty
w oczach twoich
to Światło drżące
zamknięte na spusty
w myślach swoich
o ciebie proszę
tyś moją nadzieją
gdy słowa ciemnieją
pusty szkic we mnie
porwane wspomnienia
myśli nieułożone jeszcze
i dusza już nie drgnie
bez brzegów marzenia
a z nadzieją te dreszcze
i o niczym już nie śnię
w te moje zatracenia
słowa nieuśpione
myśli nieskończone
podniosłam to życie
choć puste było, zachwiane
pamięcią w niepamięci
melodią straty utkane
brnęłam przez bycie
choć nikłe było, zapomniane
w sobie tak zamknięci
w kontury nieposkładane
Byłam, a jakby nie było mnie wcale. Może na chwilę tylko istniałam? Na czas określony. Bez imienia. Sama. Sama. Sama. Tak opuszczona. Korzeni pozbawiona. Bez czegokolwiek, czego mogłabym się uczepić. Zachłannie chciałam być. A byłam tylko pobieżnie. Dotkliwie chciałam żyć. A żyłam tylko zaledwie. Nieprzypisana nikomu. Bo i nikogo nie było, kto by mnie chciał mi dać. Byłam więc ja. Sierota znikąd. Bez czasu urodzenia. W ciemny kąt zagnana. Niosąca tylko nadzieję na barkach. Bo więcej nic się we mnie nie mieściło.
Który z nich mi się bardziej przydarzył? Jeden był Światłem moim, drugi jakby podporą. Bardziej być już nie mogli, choć żaden nie był na zawsze. Dali mi coś, co mogłam poczuć, a czego nie mogłam dla siebie zabrać. Miałam to na chwilę. To było przy mnie. A ja w tym byłam. Potem nam cisza została. W niej nasze wszystko było. W niej najwięcej słyszały nasze dusze. Rozmemłane przez życie.
„Kontury” kreślone są szeptem o nadziei na wszystko. O odrzuceniu i smutnej drodze przez trwanie. Ta historia otwiera się przed nami i zaprasza, by spojrzeć na nią swoją własną duszą. Tym, co najbardziej w nas intymne. Czytałam ją wspomnieniami. Wypełniałam własnymi konturami. Ona we mnie żyła, ja w niej oddychałam. Byłyśmy razem w tym drżącym opowiadaniu o niedokonanych pragnieniach. Czułam się tutaj najpiękniej, jak można się czuć. Zachwyt jest. Czytajcie. Polecam najmocniej.