Trzy siostry. Jeden rejs. Całe morze emocji.
Margaret Dashwood marzyła o idealnym lecie: wycieczkowiec, słońce, książki i spokój u boku ukochanej siostry i szwagra. Ale kiedy na pokład wkracza Marianne -- tornado uczuć i chaosu -- wszystko wymyka się spod kontroli. Rozstanie z chłopakiem, złamane serce i łzy lejące się strumieniami? Tak, to oznacza kłopoty. Żeby uratować wakacje (i siebie samą), Margaret postanawia znaleźć Marianne wakacyjną miłość. Plan idealny... do czasu, aż sama zostaje wciągnięta w wir randkowych przygód. Bo może kurs na miłość nie zawsze prowadzi tam, gdzie się tego spodziewasz?
Zwariowana komedia romantyczna z nutą Jane Austen, idealna na wakacyjny relaks (nawet bez statku)!
Wydawnictwo: Books4YA
Data wydania: 2025-07-02
Kategoria: Dla dzieci
ISBN:
Liczba stron: 352
Tytuł oryginału: Dashed
Przeczytane:2025-07-27, Ocena: 3, Przeczytałam, Mam, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2025 roku, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2025,
"Otwarcie przed kimś serca zawsze źle się kończy. Dotarło do mnie, że nie chodzi już tylko miłość. Dopuszczenie do siebie kogokolwiek jest błędem"
Dla Margaret mają być to idealne wakacje. Piękna pogoda, rejs i to wszystko w obecności swojej ukochanej siostry i szwagra. Niestety, ale obecność drugiej siostry skutecznie niweczy jej plany. Marianne to istny wulkan energii, której wszędzie jest pełno. A do tego jeszcze rozstała się ze swoim chłopakiem. Wakacje nie zapowiadają się już tak kolorowo dla Margaret. Dziewczyna jednak wpada na pewien pomysł, który może jeszcze te wakacje uratować. Czy coś z tego wyjdzie? A może wakacje są skazane na porażkę?
To była iście rodzinna wyprawa, w której nie brakowało emocji czy miłości. Margaret miała plan, konkretny plan. Miały to być spokojne wakacje przed tym zanim rozpocznie studia. Dlatego, żeby jej siostra nie zepsuła jej wakacji decyduje się znaleźć jej partnera. No bo jak inaczej skleić złamane serce, jak otworzyć się na miłość? Jest tylko jeden problem, a raczej warunek jej siostry. Margaret też ma obowiązek wziąć udział w randkach. Co z tego wyjdzie?
Trzy siostry, każda jest inna. Marianne to taki typ roztrzepany, działający zawsze spontanicznie i nie zawsze do końca myśląc o konsekwencjach. Chyba do zakończenia lektury nie byłam w stanie zrozumieć, dlaczego jej obecność została odebrana w tak negatywny sposób. Zarówno przez Margaret, jak przez Elinor. Po średnio entuzjastycznych reakcjach sióstr na jej obecność to spodziewałam się, że będzie to bohaterka, który nie wzbudzi sympatii, a jednak tak się nie stało. Dodatkowo, dziewczyna rozstała się z chłopakiem, cierpi a żadna z nich tak naprawdę nie spytała się jak ona się czuje. Jak sobie z tym wszystkim radzi.
1. Reakcja była tylko taka, że to pewnie jej wina. Smutne, prawda? Elinor to całkowite przeciwieństwo spontanicznej Marianny. Spokojna, rozważna i bardzo odpowiedzialna. A Margaret?Jaka jest? No właśnie, ona sama do końca nie wie. Kiedyś miała bardzo bliski kontakt z Marianną, a tym samym również była spontaniczna, ale pewne wydarzenie wszystko zmieniło. Teraz stara się naśladować swoją starszą siostrę. Bo lepiej kierować się rozwagą w życiu, niż cierpieć prawda? Miłość? To nie dla niej. Ona tylko przynosi cierpienie, prawda?
Nie za wiele się tutaj dzieje. Niestety im było coraz dalej, tym zaczęło się robić coraz bardziej nudo. W głównej mierze cała historia opiera się na zachowaniu bohaterki. Dziewczyna tak naprawdę sama do końca nie wie czego chce. A przede wszystkim jest rozdarta pomiędzy siostrami. Raz chciała być jak Marianne, za chwilę jak Elinor. Podoba jej się to, że Marianna stawia ją przed faktem dokonanym i podejmuje za nią decyzję, a za chwilę ma wyrzuty sumienia wobec Elinor. Nie ukrywam, że momentami było to irytujące. Czy uda jej się w końcu być sobą?
Dziewczyna jest tak zajęta tym, żeby znaleźć chłopaka dla swojej siostry, że nie korzysta ze swojej wakacji. A zmieniło się to dopiero wówczas, kiedy jej siostra zajęła się sobą. Nie ukrywam, że raczej do końca główna bohaterka nie wzbudziła mojej sympatii. Ciągłe kierowanie się stworzonym przez nią planem, jednocześnie mając klapki na oczach na wszystko dookoła. Nie interesuje ją to, czy kogoś rani, a przede wszystkim nie dostrzega czego Marianne naprawdę potrzebuje. Ma swój plan i skutecznie go realizuje nie patrząc na nic innego. Sam sposób jaki zabierała się do tego żeby znaleźć chłopaka dla siostry był jak dla mnie dosyć odrzucający.
Pobyt na statku umila Margaret pewien chłopak. Nie tylko pomaga jej w realizacji zadania, ale spędza z nią czas i z którym coraz lepiej się dogaduje. To właśnie on trochę odciąga jej myśli od konkursu. To właśnie dzięki niemu dziewczyna poznaje nowe miejsca. Tylko... to ma być tylko przyjaźń, prawda? Cóż, bohaterka na każdym kroku to podkreśla, choć nie da się ukryć, że czasami jej zachowanie było sprzeczne. Z jednej strony rozsądek, a z drugiej strony rodzące się uczucie. Co wybierze? I czy nie będzie za późno? Cóż, jak dla mnie Gabe zasługiwał na medal, że był w stanie z nią czasami wytrzymać. Czy Margaret złamie dla niego swoje zasady?
"Ryzyko. Tym właśnie był: ryzykiem. A ja musiałam żyć zgodnie z zasadami bezpieczeństwa, choćby ryzyko całowało najlepiej na świecie"
Nie brakuje jednak też szczerych rozmów, do których w końcu dochodzi. Nie brakuje też niebezpiecznych momentów, czy momentów pojednania. Historia ukazuje silną więź pomiędzy siostrami, mimo że pojawiały się przeszkody. To mi się chyba najbardziej podobało w książce. Dzięki takiemu, a nie innemu rozwojowi sytuacji dziewczyny były w stanie w końcu ze sobą porozmawiać i wiele wyjaśnić.
"Kurs na miłość " to lektura, która nie do końca mnie zachwyciła. Niestety, ale postać głównej bohaterki wiele zepsuła. Nie było jednak źle i zdecydowanie warto samemu się zapoznać. Miłego!