Czy magia świąt może uleczyć złamane serca?
Świat sześcioletniej Asi kręci się wokół niezrozumiałych dla niej kłótni rodziców. Gdy mama postanawia zabrać ją i wyprowadzić się od taty, dziewczynka czuje się jeszcze bardziej zagubiona i samotna.
Zbliżająca się świąteczna atmosfera powoduje, że Asia wpada na pomysł wysłania listu do Mikołaja z prośbą, aby ukochana mama znowu zaczęła się uśmiechać. Plan był prosty: wymknąć się z domu, gdy mama i ciocia są zajęte rozmową, wrzucić list do skrzynki pocztowej i wrócić niepostrzeżenie. Wszystko mogłoby się udać, gdyby nagle nie rozpętała się zamieć śnieżna…
Na szczęście czujny pies sąsiada cioci Agaty wyniuchał sprawę, gdy tylko dziewczynka opuściła dom. Natychmiast zmusił swojego właściciela do wyjścia na zewnątrz i rzucił się na ratunek zagubionej dziewczynce. Czy jednak w tej sytuacji list dotrze do adresata i mama Asi zacznie się ponownie uśmiechać? I jaki udział będzie miał w tym wszystkim właściciel bohaterskiego psa?
Wydawnictwo: Amare
Data wydania: 2025-11-12
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 218
Język oryginału: polski
Powieści świąteczne idealnie sprawdzają się u mnie właśnie w tym okresie zimowym, przedświątecznym, ale i właściwie po świętach. Los sprawił, że ostatnimi czasy mogłam poznać jedną z takich książek, a konkretnie List do Mikołaja. Książka, która swoim gabarytem raczej nie powala, ale mimo wszystko kryje w sobie historię, która potrafi wzruszyć. Czy jest to jedna z najlepszych powieści świątecznych, jakie czytałam? O tym w poniższej recenzji.
Sześcioletnia Asia wychowuje się w domu, w którym nie brak kłótni rodziców. Choć jej mama robi wszystko, by dziewczynce niczego nie brakowało i by mogła przeżywać spokojnie dzieciństwo, to nie zawsze jest to możliwe za sprawą ojca dziewczynki. Kiedy mama postanawia zabrać córkę z domu i wyprowadzić się od ojca, Asia czuje się jeszcze bardziej samotna. Postanawia napisać list do Mikołaja z prośbą, by sprawił, że uśmiech znowu zagości na ustach mamy, a tym samym w całym ich domu. Kiedy podła zamieć śnieżna niweluje plan wysłania listu, sprytny pies sąsiada cioci Agaty okazuje się skutecznym sprzymierzeńcem, a jego rola nie będzie się ograniczać tylko do tego...
Zaczynając lekturę tej powieści, nastawiłam się na najzwyklejszą w świecie obyczajówkę, w której nie zabraknie wątków typowo świątecznych, ale i tych życiowych, smutniejszych. Co ciekawe, już po zapoznaniu się z pierwszymi stronami poczułam się wciągnięta i z zainteresowaniem śledziłam losy bohaterów, aż do ostatniej strony w książce.
Główną bohaterką powieści jest Asia, dziewczynka, która jak na swój młody wiek — przeszła w swoim życiu już wiele. Kłótnie rodziców, nieprzyjemna atmosfera w domu, wiecznie nieobecny ojciec i mama, która próbuje jakoś to wszystko poskładać w całość. Jej kreacja przypadła mi do gustu i szalenie cieszę się, że autorka nie zrobiła z tej postaci głupiutkiego dziecka, które niewiele rozumie. Asia jest bardzo rozumna, wie, co się dookoła niej dzieje, choć nie do końca rozumie, dlaczego mama ciągle chodzi przygaszona. Mimo tego jednak ta mała bohaterka nie została całkowicie zinfantylizowana, co zdecydowanie zasługuje na plus.
W książce pojawia się również (co oczywiste) matka dziewczynki, Kasia. Kobieta nie chce już dłużej żyć w tym dziwnym stanie zawieszenia i chce chronić córeczkę przed negatywną atmosferą w domu. Podziwiam tę bohaterkę za to, że odważyła się powiedzieć nie i choć poniekąd została do tego zmuszona, to podjęła tę decyzję i przy okazji walkę o bezpieczeństwo i komfort Asi.
Anne Marie ma naprawdę dobre pióro i w interesujący sposób prowadzi czytelnika przez całą tę historię. Oczywiście, że momentami ta książka jest mocno schematyczna i przewidywalna, jednak jest w niej pewnego rodzaju urok, który mi w zupełności wystarczył, by ocenić tę książkę na dobrą ocenę. Nie jest to może moja ulubiona powieść świąteczna, ale bardzo się z nią polubiłam, tak po prostu.
Pojawia się tutaj motyw problemów w związku, walki o dziecko, rozwodu, ale i tej nowej, potencjalnej miłości, która pojawia się tak naprawdę niespodziewanie. To taka powieść, którą idealnie jest przeczytać właśnie w tym okresie przedświątecznym.
Jeżeli poszukujecie takiego właśnie tytułu, to koniecznie zwróćcie uwagę na List do Mikołaja — kto wie, może i sami popełnicie takowy list?
Każde dziecko powinno mieć szczęśliwe dzieciństwo, kochających rodziców i poczucie bezpieczeństwa. Takie, w którym codzienność wypełnia poczucie bezpieczeństwa, a dom jest miejscem, do którego zawsze chce się wracać. Dzieci powinny dorastać w atmosferze miłości, akceptacji i spokoju, otoczone dorosłymi, którzy potrafią ochronić je przed własnymi konfliktami i lękami.
Święta Bożego Narodzenia są dla dzieci szczególnym czasem. Z pewnością pamiętamy swoje lata z tego okresu, gdy z podekscytowaniem czekaliśmy na Mikołaja z nadzieją, że spełni nasze marzenia. To swoista wisienka na torcie dla każdego dziecka wychowanego w miłości. To moment, w którym magia, rodzinne ciepło i powtarzalne rytuały dają poczucie, że wszystko jest na swoim miejscu. Migoczące światełka choinki, zapach pierników i obecność bliskich utrwalają przekonanie, że świat jest dobry. Niestety, nie każde dziecko ma szansę przeżyć święta w takiej atmosferze. Sześcioletnia Asia, jedna z bohaterek powieści „List do Mikołaja” Anne Marie, zostaje tego poczucia bezpieczeństwa pozbawiona.
Asia dorasta w cieniu konfliktów dorosłych. Jest świadkiem nieustannych kłótni rodziców, napięcia i emocjonalnej przemocy, której nie rozumie, ale którą bardzo dotkliwie odczuwa. Jej mama, Kasia, jest zdolną i utalentowaną baristką, kobietą z pasją i potencjałem, jednak jej mąż w czasie ich małżeństwa nie akceptował jej marzeń ani zawodowych ambicji. Brak wsparcia, ciągłe podważanie jej wartości i narastające konflikty prowadzą do decyzji o rozstaniu. Kasia na kilkanaście dni przed świętami nie wytrzymuje kolejnej awantury i wraz z córką wyprowadza się do przyjaciółki Agaty. Jednak zamiast ulgi pojawia się marazm, smutek i poczucie porażki, a nawet kobieta wykazuje pierwsze oznaki depresji.
To właśnie ten stan emocjonalny matki najbardziej dotyka Asię. Dziewczynka widzi, że mama przestaje się uśmiechać, że gasną w niej radość i nadzieja. Postanawia napisać list do Mikołaja, w którym nie wymienia listy życzeń złożonych z materialnych rzeczy. Ona chciałaby jedynie, by jej mama znowu była szczęśliwa, a na jej twarzy pojawił się szczery, pełen radości śmiech. Dziewczynka wychodzi sama, by wrzucić list do skrzynki, nie zdając sobie sprawy z zagrożenia. Prószący śnieg szybko zamienia się w gwałtowną śnieżycę. Asia traci orientację i z pewnością by zamarzła, gdyby w tym samym czasie sąsiad Agaty - Tomek nie wyszedł ze swoim psem o imieniu Hrabia na codzienny spacer.
Zarówno Tomek jak i jego wspaniały pies mają za sobą trudne przejścia, ale o tym dowiadujemy się stopniowo. Za dużo o nim nie mogę napisać, by nie psuć przyjemności odkrywania jego sekretów. Od razu widoczne jest, że jakieś trudne przeżycia sprawiły, że mężczyzna nie cieszy się z nadchodzących świąt, a jego serce jest wypełnione cierpieniem i smutkiem. Na co dzień pracuje w kancelarii adwokackiej swego ojca. Jest specjalistą od spraw rodzinnych, więc jego pojawienie się w życiu Kasi nie wydaje się być przypadkowe. Wraz z tym wątkiem dochodzi element kryminalny, bo są oni w trakcie rozwiązywania sprawy wypadku samochodowego sprzed roku. O jego spowodowanie i celowe działania jest posadzony Kamil - brat Tomka. Anne Marie umiejętnie wplata elementy śledztwa, czemu „List do Mikołaja” przestaje być jedynie świąteczną historią o cudach, ale też o splocie ludzkich losów, w którym przeznaczenie wydaje się mieć najwięcej do powiedzenia.
Wbrew pozorom nie jest to smutna książka, chociaż porusza sprawy o takim brzmieniu. Dzięki narracji poprowadzonej w pierwszej osobie widzimy wszystko oczami Kasi, Tomka i Asi. Ta ostatnia, mała bohaterka, dodaje fabule lekkości, ale też pokazuje, że dzieci są niezwykle wrażliwe na to, co dzieje się wokół nich i często rozumieją więcej, niż dorośli chcieliby przyznać.
Autorkę, Anne Marie, znałam dotąd z książek o zupełnie innym charakterze – serii „Sokoły” czy „Ex Delicto”, pełnych, sportowych emocji i kryminalnych intryg. „List do Mikołaja” okazał się dla mnie dużym zaskoczeniem. To powieść spokojniejsza, bardziej emocjonalna, ale jednocześnie poruszająca ważne i trudne tematy: niespełnienie, odpowiedzialność dorosłych za dzieci, toksyczne relacje oraz odwagę potrzebną do zmiany własnego życia. To wielowymiarowa opowieść, z kilkoma bohaterami, która udowadnia, że nawet największy bagaż z przeszłości można zacząć rozpakowywać, gdy spotka się odpowiednie osoby. Autorka w niezwykle subtelny sposób pokazuje, że magia świąt to nie blask choinkowych ozdób, świątecznych tradycji, prezentów pod choinką, ale tworzą ją ludzie – ich wybory, empatia i gotowość, by dostrzec drugiego człowieka w momencie, gdy najbardziej tego potrzebuje.
Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem Amare
Świat małej Asi kręci się wkoło kłótni jej rodziców. Dziewczynka nie wszystko rozumie, ale czuje, że jest źle. W końcu jej mama, Kasia, podejmuje ostateczną decyzję i wyprowadza się z domu zabierając ze sobą córkę. Dziewczyny zostają przygarnięte przez przyjaciółkę mamy Agatę. Kaśka popada w depresję, a jedynym życzeniem małej Asi jest to, żeby mama znowu się uśmiechała. A kto najlepiej może pomóc w tym jak nie Mikołaj. Trzeba tylko napisać do niego list...
Historia choć nie długa, niesie ze sobą wiele emocji. Widzimy świat oczami małej dziewczynki, która czuje się zagubiona w całej tej sytuacji. Jej bezpieczny świat runą jak domek z kart, a tata chyba już ich nie kocha. Możemy zauważyć, że w kłótniach między dorosłymi najbardziej cierpią dzieci. Błędne decyzje dorosłych odciskają piętno czasami na całe życie.
Widzimy świat również oczami kobiety zdradzonej, oszukiwanej od dawna. Kaśka chce za wszelką cenę uratować małżeństwo, ale kiedy nic nie skutkuje, podejmuje ostateczną decyzję. Umiera wszelka nadzieja na to, żeby uratować związek, pozostaje ból, zranienie i depresja. W takich sytuacjach dobrze jest mieć przy sobie kogoś, kto wyciągnie pomocną dłoń. W tym przypadku tym kimś była Agata.
I na końcu jest jeszcze ktoś, kto odegra dużą rolę w tej powieści. Sąsiad Agaty, Tomek. Mężczyzna jest po przejściach i nosi w sobie pewną tajemnicę, tragedię, po której nie może do końca się pozbierać.
A święta już tak blisko. Czas miłości, dobroci i przebaczenia. Rodzinny czas w gronie najbliższych. Czy bohaterowie tej powieści mają szansę na piękne święta? I czy Mikołaj wysłucha próśb małej dziewczynki?
"List do Mikołaja" to książka, którą bardzo dobrze się czyta. Napisana prostym językiem i dająca dużo emocji. To powieść trochę przewidywalna, ale w tym tkwi piękno powieści świątecznych. Bardzo dobrze spędziłam z nią czas:)
Asia ma tylko sześć lat i nie rozumie, dlaczego jej rodzice ciągle się kłócą. Pewnego dnia dowiaduje się, że się wyprowadzają. Dziewczynka czyje się zagubiona, jednak bardzo kocha mamę i pragnie, aby była szczęśliwa. Wpada na pomysł, aby poprosić o to Mikołaja.
Kasia wie o zdradach męża, powoduje to wiele kłótni. Pewnego dnia nie wytrzymuje, zabiera córeczkę i obie się wyprowadzaj. Na razie ma zamieszkać o przyjaciółki, kobiety, na którą zawsze może liczyć. Kobieta nie ma ochoty na nic, nawet na wstanie z łóżka. Nie pomagają prośbą Agaty, a nawet smutek na twarzy córeczki. Jednak, kiedy Asia znika, kobieta bierze się w garść. Teraz mają tylko siebie i dla niej musi dać radę. Pomału „wraca do życia”, a także poznaje sąsiada przyjaciółki. Co wymyśliła mała Asia, że zniknęła sama z domu? Czy Kasia poradzi sobie z nową rzeczywistością? Czy ułoży sobie życie? Jak potoczy się jej znajomość z sąsiadem Agaty? Co jeszcze szykuje los dla tej dwójki?
Pierwsze, o czym muszę wspomnieć to fakt, że książkę czytamy z perspektywy trzech osób – Kasi, Asi i sąsiada Agaty. To był genialny pomysł, ale część historii pokazać oczami dziecka. Takie rozwiązanie okazało się świetne, wiele wnoszące, sprawiające, że książka jest zupełnie inna niż wszystkie.
Historia, jaką w niej znalazłam, mnie zdecydowanie się podobała. To historia o bólu, rozstaniu, nowym początku, miłości i jej różnych obliczach. Wciągnęła mnie praktycznie od samego początku i nie pozwoliła się od siebie oderwać aż do ostatniej strony. Akcja sprawnie poprowadzona, z ciekawymi zwrotami. Książkę czytało się szybko, a podczas czytania towarzyszyło mi wiele emocji.
Bohaterowie ciekawi, zdecydowanie dobrze wykreowani.
Asia to sześcioletnia, urocza dziewczynka, której rodzice się rozchodzą. Jest miła, uczynna, bardzo kocha mamę. Zdecydowanie ją polubiłam.
Kasia odchodzi od męża, który ją zdradzał. Czuje się zraniona, zagubiona, brak jej ochoty na cokolwiek. To kobieta, która początkowo się poddaje, aby później się podnieść i razem z córką stworzyć swój nowy świat. Ją również bardzo polubiłam.
„List do Mikołaja” to książka z ciekawą, wciągającą, świąteczną historią, która mnie się bardzo podobała. Z wielką przyjemnością polecam.
Recenzja pojawiła się również na moim blogu - Mama, żona - KOBIETA
Anne Marie, czyli Anna Maria Stachowiak, bookstagramerka znana w sieci jako @atena_czyta ma na swoim koncie już kilkanaście książek. Jej twórczość nie była mi wcześniej znana, dopiero "List do Mikołaja" przyciągnął moją uwagę i skłonił mnie do sięgnięcia po jej twórczość. Choć narracja osadzona jest w przedświątecznym czasie, daleko jej do cukierkowej wizji świąt. Zamiast magii otrzymujemy realistyczny, momentami bardzo bolesny obraz rodziny w kryzysie, pokazany przede wszystkim z perspektywy dziecka.
My, dorośli, często łudzimy się, że dzieci nie widzą i nie słyszą tego, co dzieje się wokół nich. Wydaje nam się, że tak, jak sześcioletnia Asia są jeszcze zbyt małe, by rozumieć konflikty między rodzicami i ich emocje. Tymczasem dzieci dostrzegają znacznie więcej, niż nam się wydaje. Uważnie obserwują dorosłych, czują napięcia, naśladują zachowania i wyciągają własne wnioski. Autorka z ogromną wrażliwością prowadzi czytelnika przez świat Asi, dla której sytuacja po rozstaniu rodziców jest niezrozumiała, chaotyczna i raniąca. Dziewczynka nie rozumie, dlaczego tak długo mieszkają u cioci Agaty, czemu tata do tej pory się do nich nie odzywa, ani dlaczego nie może chodzić do przedszkola. Tęskni, czuje się przez ojca odtrącona i niekochana, w pewnym momencie uświadamia sobie, że tak naprawdę on jej nie słucha i nie zna. Widzi też pogłębiające się cierpienie mamy, która nie radzi sobie po odejściu od męża. Zbliżające się święta skłaniają Asię do napisania listu do Mikołaja, nie z prośbą o zabawki, lecz o uśmiech mamy. Wpada na pomysł, by wymknąć się z domu, wrzucić list do skrzynki pocztowej i wrócić niepostrzeżenie. Plan mógłby się udać, gdyby nie nagła śnieżyca. Zagubioną dziewczynkę ratuje Hrabia, czujny pies Tomasza, sąsiada Agaty, który instynktownie zmusza swojego właściciela do reakcji. Po tym wydarzeniu losy bohaterów zaczynają się stopniowo splatać, jednak to właśnie dziecięca perspektywa według mnie pozostaje najmocniejszym punktem całej historii.
Poza dziecięcym spojrzeniem, otrzymujemy dostęp do szerszego kontekstu i możemy zrozumieć motywy, które skłoniły Kasię do odejścia od męża tuż przed świętami. To kobieta pełna pasji, utalentowana baristka, której potencjał przez lata był konsekwentnie podkopywany. Brak wsparcia zarówno w wychowywaniu dziecka, jak i po śmierci rodziców, podważanie jej umiejętności, lekceważenie ambicji oraz zdrada składają się na obraz przemocy niewidocznej na pierwszy rzut oka, ale dotkliwie raniącej psychikę. Gdy w końcu mówi dość, wyprowadzka do przyjaciółki nie przynosi ulgi. Pojawiają się apatia, smutek, poczucie porażki i pierwsze symptomy depresji. Autorka na przykładzie swojej bohaterki pokazuje, że odejście z toksycznej relacji jest dopiero początkiem długiej i trudnej drogi. Wsparcie bliskich okazuje się niewystarczające, a pomoc psychologiczna nie jest cudownym rozwiązaniem. Staje się natomiast bezpieczną przestrzenią do nazywania emocji, odzyskiwania sprawczości i powolnego odbudowywania poczucia własnej wartości. Trzeba się tylko przemóc, by skorzystać z takiej pomocy.
Równolegle poznajemy postawę Bartka, którego zachowanie po odejściu żony obnaża brutalność walki ,,poniżej pasa". Rości pretensje do żony, natomiast dziecko sprowadza do roli narzędzia w konflikcie. Z czasem staje się jasne, że jego nagłe zainteresowanie córką ma źródła dalekie od troski i odpowiedzialności. Dla osiągnięcia własnego celu, nie liczy się z tym, że koszt jego manipulacji i rywalizacji zapłaci nie kto inny, tylko Asia, w której pogłębi się poczucie winy, odrzucenia i lęk, że nie jest wystarczająco dobra, by zasługiwać na miłość taty.
Istotnym wątkiem jest też historia Tomka, nie tylko sąsiada Agaty, a jednocześnie bohatera Asi, prawnika, który wspólnie z ojcem prowadzi walkę o brata, w ich mniemaniu niesłusznie oskarżonego o zamordowanie żony i córki. Fakt, że tragedia wydarzyła się rok wcześniej w Wigilię, tego samego dnia, w którym Kasia straciła rodziców, nadaje powieści symboliczny wymiar i pokazuje, że święta niestety bywają czasem najgłębszej traumy. Między Tomkiem, Kasią i Asią powoli, z dużą ostrożnością i lękiem przed kolejnym rozczarowaniem, rodzi się więź. To bliskość nienarzucająca się, oparta na empatii, zrozumieniu i wsparciu. Dokąd zaprowadzi bohaterów rodząca ta relacja? Czy Kasia zdoła odzyskać wiarę w siebie i własne marzenia? Jak zakończy się walka Tomka o prawdę i o rodzinę? Czy Bartek jest zdolny do autorefleksji i ma jeszcze szansę na odbudowę relacji z żoną i córką?
Jeśli chcecie poznać odpowiedzi na te pytania i zanurzyć się w tej poruszającej historii, skłaniającej do głębokiej refleksji nad odpowiedzialnością dorosłych za emocjonalny świat dzieci, nad granicami, lojalnością i konsekwencjami podejmowanych decyzji - sięgnijcie po książkę, obojętnie w jakiej formie.
?Recenzja?
Premiera 12.11.2025 r.
,,List do Mikołaja" - Anne Marie
Współpraca reklamowa z @wydawnictwo_amare
Motywy:
- zdrada
- walka o lepsze jutro dla siebie i dziecka
- magia świąt
- ciepło rodzinne
Historia, która już z samego tytułu powoduje ciepło w serduszku. A gdy do akcji wchodzi mała dziewczyna, która jedynie czego pragnie to uśmiech mamusi, to już w ogóle jestem rozczulona na całego. Pełna ciepła, magii świąt i zimnej zimy. Śnieżynki tańczą na powietrzu, w sercu mnóstwo żalu, cierpienia, ale i nadziei na lepsze jutro.
Asia to malutka dziewczynka, która już musi mierzyć się z rozstaniem rodziców. Jak na małe dziecko jest bardzo rezolutna. Potrafi odróżnić dobro od zła. Pisząc list do Mikołaja nie chce zabawek, ubrań czy gier, chce jedynie aby na twarzy jej mamy pojawił się uśmiech. Kochane dziecko, które zrobi wszystko aby to osiągnąć. Natomiast mama jest w dołku rozpaczy. Mąż okazał się prawdziwą świnią. Razem z córką wyprowadza się do przyjaciółki. Musi stanąć na nogi nie tylko dla swojego dobra, ale przede wszystkim córki. Początki są koszmarne. Nic jej się nie chce, trochę podchodzi to pod stan depresyjny. Jednak z czasem wszystko się zmienia. Jej życie dzięki Asi nabiera kolorów i wie, że dla niej musi wyrwać się z tej pustki. Sąsiad również dołoży swoje pięć groszy.
Historia pełna rodzinnego ciepła, które pomimo naznaczenia rozczarowania stara się żyć tak jak dawniej. Czuć magię świąt, a to za sprawą Asi. To ona jest takim promyczkiem nadziei, który rozczula serce. Bardzo mi się podobała jej perspektywa, bo nadała książce dziecinnej nadziei, której tak nam brakuje. Dorosłe sprawy są dla niej trudne i niezrozumiałe. Ale w swoim małym umyśle już miała plan na mamę i siebie.
Mama Asi oraz sąsiad zbliżają się do siebie. Ewidentnie coś ich do siebie ciągnie, jednak są ostrożni. Poznają się lepiej. On jest wtedy kiedy tego potrzebuje, polubił Asię i stara się być oparciem. Ona nadal ma zadrę w sercu, ale wie, że powinna się otworzyć, aby znowu poczuć szczęście.
W książce toczy się wiele różnych sytuacji, nie tylko relacji miedzy bohaterami, ale i walką o dziecko, jak ciężki bywa rozwód oraz problemy prawne i ratowanie rodziny. To wszystko daje obraz jak życie człowieka jest przewrotne i w jednej chwili może się wszystko skończyć. A dawanie drugiej szansy ma sens, ale tylko wtedy kiedy ktoś to doceni, a nie wykorzysta i znowu zrobi to samo.
Potrzebowałam książki, która swoim ciepłem, nadzieją oraz miłością otuli mnie jak prawdziwy kocyk a ta mała dziewczynka przyniesie trochę optymistycznego humoru. Kiedy mielibyście gorszy dzień, to przeczytanie tej historii na pewno poprawi Wam nastrój i jeszcze nastroi to uwierzenia, że może gdzieś tam jest Wasz Mikołaj.
10/10?
Współpraca reklamowa @wydawnictwo_amare
Bardzo lubię twórczość Anne Marie. Nie przeczytałam wszystkich książek jej autorstwa, ale te, które miałam okazję poznać, bardzo lubię. Dlatego, nie mogłam przejść obojętnie obok kolejnej publikacji, która wyszła spod jej pióra, szczególnie że tytuł wskazywał na świetną zimową opowieść. Czy ostatecznie lektura ,,Listu do Mikołaja" przypadł mi do gustu? Już spieszę z wyjaśnieniem.
Głównymi bohaterkami historii są Kasia i jej urocza córeczka Asia. Od jakiegoś czasu mąż kobiety nie był dla niej oparciem, a ich ciągłe kłótnie spowodowane niewiernością mężczyzny, odbijały się na psychice ich dziecka, które nie do końca rozumiało, co się dzieje. Dla dobra córki Kasia postanowiła powiedzieć dość. Spakowała najpotrzebniejsze rzeczy i przeniosła się wraz z córką do mieszkania swojej najlepszej przyjaciółki Agaty. Niestety mimo zmiany otoczenia kobieta z dnia na dzień traciła chęci do życia. Czy zatem uda się jej jeszcze zaznać szczęścia?
Jedno jest pewne -- gdy w jej życiu pojawi się sąsiad Agaty -- Tomek i jego wierny psi towarzysz Hrabia, wszystko będzie możliwe. Czy Tomek i Hrabia zagoszczą w życiu dziewczyn na dłużej? I co wspólnego z rozwojem ich relacji będzie miał list do Mikołaja? Po odpowiedzi na te pytania odsyłam was do lektury.
,,List do Mikołaja" to jedna z tych historii, które chwytają czytelnika za serce. Ogrom trudnych tematów, które są w niej poruszane, naprawdę robi wrażenie, ale zimowy klimat i wspaniali bohaterowie sprawiają, że z każdą przeczytaną kartką czytelnik wierzy w to, że Kasia jeszcze będzie szczęśliwa. I naprawdę historia zasługiwałaby na najwyższe z możliwych ocen, tylko... dlaczego jest taka krótka?
Naprawdę musielibyście zobaczyć moją minę, gdy wyciągnęłam ją z paczki, w której została do mnie nadana. Dawno nie byłam aż tak rozczarowana, że dostałam do recenzji książkę, która ma ledwie 218 stron. I chociaż naprawdę lubię twórczość autorki, i naprawdę polubiłam tę historię -- zabrakło mi w niej porządnego rozwinięcia. I historia wcale nie musiałaby być rozciągnięta w czasie -- te kilka tygodni, które zostały w niej opisane, w zupełności by wystarczyły, ponieważ Tomek i Hrabia byli niczym plasterek na paskudną ranę, ale chętnie potowarzyszyłabym im w ich codzienności, zagłębiając się bardziej w każdym dniu, który ze sobą spędzili, zamiast czytać o tym, że mężczyzna odprowadzał ją przez cały tydzień. Myślę, że wtedy ich uczucie wydawałyby mi się głębsze i po prostu prawdziwsze.
Niemniej jednak ,,List do Mikołaja" to naprawdę dobra książka, która z pewnością zyska wielu wielbicieli. Natomiast ode mnie tym razem szósteczka z bardzo dużym plusem.
„I jak ja miałam się skupić teraz na swoich idealnych świętach, jak taki Grinch imieniem Anita Wasilewska, będzie próbował mi je zniszczyć pracą...
Miłość ponad wszystko czy kariera wbrew wszystkiemu? Podczas Mistrzostw Świata w futbolu amerykańskim Eryk Lisowski zostaje poważnie sfaulowany i trafia...
Przeczytane:2025-12-20, Ocena: 5, Przeczytałem,
Po wielu kłótniach, po wielu tygodniach znoszenia upokorzeń ze strony męża, Kasia postanawia zabrać córkę i wyprowadzić się z domu. Mała Asia niewiele rozumie, ale widzi, że mama jest bardzo smutna, a że zbliżają się święta postanawia napisać list do Mikołaja z prośbą o poprawienie nastroju mamie. Niestety jej plan jest trochę niedopracowany przez co dziewczynka gubi się w śnieżnej zamieci. Znajduje ją sąsiad cioci u której chwilowo mieszka z mamą. Tomek jest samotnym facetem, jest też świetnym prawnikiem od spraw rodzinnych, dlatego Kasia zwraca się do niego z prośbą o poprowadzenie jej sprawy rozwodowej, w trakcie spotkań coś między nimi zaczyna iskrzyć. Pytanie tylko czy dwójka pokiereszowanych przez los ludzi będzie potrafiła zaufać?
Genialna, ciepła książka, w której nie brak również zaskakujących zdarzeń i dynamicznej akcji. Książka napisana z trzech perspektyw: Kasi, Tomka i małej Asi - ten ostatni narrator jest dość zaskakującym zabiegiem, który bardzo mi się spodobał. Autorka za każdym razem pozytywnie zaskakuje mnie umiejętnością budowania relacji między bohaterami. W tej powieści czujemy silnie jak przyjaźń wpływa na człowieka, jak dobrze jest mieć kogoś na kim zawsze można polegać.