Metro 2035

Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 2015-11-04
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN: 9788365315052
Liczba stron: 540

Tom 3 cyklu Trylogia Metro

Ocena: 4.43 (14 głosów)

Metro 2035. Kontynuacja i zakończenie historii Artema. Ukoronowanie i zamknięcie kultowego cyklu Metro 2033, który właśnie staje się kompletną trylogią. Na tę powieść miliony czytelników czekały aż dziesięć lat, a prawa do przekładu zagraniczni wydawcy wykupili na długo przed jej ukończeniem przez autora. Metro 2035 jest przy tym książką zupełnie niezależną od pozostałych tomów trylogii - fascynującą przygodę w wykreowanym przez Glukhovsky'ego uniwersum, które podbiło Rosję i cały świat, można więc zacząć także i od niej.

Polskie wydanie Metra 2035, jak i pozostałych tomów trylogii, zyska artystyczną szatę graficzną stworzoną przez Ilję Jackiewicza, znanego i utalentowanego rosyjskiego ilustratora, twórcy okładek takich m.in. FUTU.RE, a także wszystkich powieści serii Uniwersum Metro 2033

Tagi:

Kup książkę Metro 2035

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
REKLAMA

Zobacz także

Opinie o książce - Metro 2035

Avatar użytkownika - Tali
Tali
Przeczytane:2017-01-13, Ocena: 4, Przeczytałam,
Recenzja również na: http://niezapomniany-czas-czyli-o-ksiazkach.blogspot.com/ Pierwsza część cyklu Metro powstała wiele lat temu. Jednak dopiero niedawno światło dzienne ujrzała ostatnia część zamykająca Uniwersum Metro rosyjskiego pisarza. Pomimo tego, że jest ostatnim tomem Metro 2035 to opowieść, od której podobno (jednak to rozważymy za moment) można równie dobrze rozpocząć swoją podróż po świecie stworzonym przez autora. Po trzeciej wojnie światowej, jedynie garstka ludzi uszła z życiem. Schroniła się ona w moskiewskim metrze, gdzie czekają na dzień,w którym będą mieli możliwość ponownie ujrzeć światło dzienne i ziemie nie skażoną promieniowaniem. Na razie jednak tworzą swój własny zakątek pod powierzchnią, gdzie mierzą się z wieloma niebezpieczeństwami, które wynikają z ich nowego życia. Oprócz tego nie tracą nadziei, że pewnego dnia znajdą również innych ocalałych. Nie da się ukryć, że jestem fanką powieści postapokaliptycznych. Niestety coraz rzadziej można spotkać oryginalną książkę. Ze strony fabularnej książka skradła moje serce. Uważam, że pomysł autora na tytułowe Metro okazał się strzałem w dziesiątkę. Jestem pewna, że prędzej czy później sięgnę po poprzednie części cyklu. Jednak wiele osób, które miały styczność z Metrem 2033 uważa ten tom za rozczarowujący, gdyż brakuje tego niebywałego klimatu jakie zapewniało Uniwersum. Jeżeli jednak ktoś rozpoczyna swoją przygodę od tej części może poczuć się w pełni usatysfakcjonowany. Dla nowych czytelników, może być to dobry początek poznawania rosyjskiego Metra, który równie dobrze może okazać się najlepszy. Czy faktycznie nie tylko można, ale i opłaca się rozpoczynać cykl własnie od tej części? Akcja książki jest dokładną kontynuacją wątku z poprzednich części. Zatem zdanie, że ta część jest niezależna od poprzednich, nie jest do końca prawdziwe. Jednak spojlery nie sypią się z rękawa. Są od czasu do czasu nawiązania do fabuły z poprzednich części. Nie są rażące dla czytelnika. Można jedynie poznać zakończenie pierwszej części cyklu Metro. Bohaterem książki jest Artem, który pojawia się w Metrze 2033. Postać typowa altruistyczna, która stara pomoc się ludziom za wszelką cenę. Próbuje przeobrazić się z mężczyzny w zbawiciela, jednak nie dla sławy, ale po to by pomóc przetrwałym. Mnie osobiście postać bardzo przekonała do siebie i nie żałuję ani chwili spędzonej z tym bohaterem. Oprócz tego czytelnicy znający poprzednie części zauważą, że autor postanowił spleść bohaterów z pierwszego, jak i drugiego tomu Metro. Minusem opowieści jest niewykorzystany warsztat pisarski autora. Czasami podczas dialogów, którymi autor chciał nadać dynamizmu, można zgubić się jaka postać jest odpowiedzialna za konkretne zdanie. Jest to dość denerwujący fakt, jednak nie na tyle by nie czerpać przyjemności z czytania Metra. Nie można również pominąć sposobu, w jakim to autor zakończył powieść. Zaskakujące zakończenia zdarzają się niezmiernie rzadko. Zwykle wszystko biegnie ściśle określonym torem, którym każdy przeciętny czytelnik wymyśliłby na poczekaniu. Autor jednak nie pozwolił sobie na byle jakie zakończenie, tylko zwieńczył tą książkę, jak i cały cykl z niezwykłym końcem. Autor w bardzo ciekawy sposób przedstawił ludzką naturą oraz obraz współczesnej Rosji. Dmitry Glukhovsky pokazuje, że ludzie nie lubią zmieniać się. Lubią to co znają i nic nie jest ich w stanie odciągnąć od tego. Nie potrafią zrobić kroku w nieznane, nawet jeżeli mają szanse na lepsze życie. Takie przemyślenia nie raz nie dadzą spokoju czytelnikowi podczas czytania. Autor w sposób doskonały potrafi nadać książce drugie dno. Metro 2035 nie jest zwykłą powieścią. Nie ma tutaj podróży z punktu A do punktu B. Nie była to typowa książka drogi, tylko próba zbawienia ludzkości. Uważam, że ta części jest bardzo udana i przekona niejednego czytelnika do Uniwersum Metro.
Link do opinii
Avatar użytkownika - ewaboruch
ewaboruch
Przeczytane:2016-10-03, Ocena: 5, Przeczytałam, fantastyka, SF,
Artem od momentu zniszczenia z powierzchni czarnych poszukuje kolejnych sygnałów radiowych z innych miast na świecie. Niestety dzieje się to z marnym skutkiem. Wszystko się zmienia, gdy do ich stacji przychodzi Homer i w czasie rozmowy przy ognisku potwierdza przypuszczenia Artema. Bohater książki od tego momentu znów wyrusza w podróż tunelami metra moskiewskiego, by wśród machlojek znaleźć prawdę. Książka co prawda na początku jest bardzo spokojna, ale po przebrnięciu początku idzie w czytaniu całkiem sprawnie
Link do opinii
Avatar użytkownika - Uleczkaa38
Uleczkaa38
Przeczytane:2016-01-10, Ocena: 6, Przeczytałam, 52 książki 2016,

 Ponad pięć lat temu trafiła w moje ręce powieść Dmitrija Głuchowskiego - "Metro 2033", po której to literatura post - apokaliptyczna nabrała zupełnie innego wymiaru... Książka ta ukazała przygodę, akcję, grozę i niezwykle emocjonalną analizę ludzkiej osobowości, w warunkach podziemnej egzystencji na stacjach i w tunelach moskiewskiego metra, po wojnie nuklearnej. Po lekturze tej powieści długo nie mogłam się pozbierać, dojść do siebie, przestać przeżywać, rozpamiętywać, rozmyślać o jej treści. Rok później ukazał się drugi tom - "Metro 2034", który raz jeszcze rozpalił ten sam ogień, choć już chyba z nieco mniejszą siłą i mocą.  A potem.., potem rozpoczęła się wielka przygoda z Universum Metro 2033, czyli czytelnicze spotkania z kontynuatorami opowieści o tym strasznym świecie, ich wizjami po nuklearnej rzeczywistości w innych miastach Rosji, innych krajach, na innych kontynentach. Wśród nich bardzo dobrze wypadli także  i dwaj polscy pisarze - Paweł Majka i Robert J.Szmidt, których "Metra" cenię bardzo wysoko. I owszem, było ciekawie, ekscytująco, często zaskakująco..., ale to jednak nie było już to samo, co niosły sobą dwie pierwsze powieści Dmitrija Głuchowskiego. I oto teraz, 5 lat po polskiej premierze "Metra 2033" i aż 10 po rosyjskiej, ukazała się kontynuacja losów Artema i jego najbliższych, zatytułowana po postu "Metro 2035". Czy warto było czekać na tę książkę tak długo i czy znów przyniosła ona sobą tak silne emocje, jak poprzednie powieści tego autora sprzed lat..? O tym postaram się opowiedzieć w niniejszej recenzji.

 Jak wskazuje sam tytuł tej książki, akcja "Metra 2035" rozgrywa się w dwa lata po dramatycznych wydarzeniach z pierwszego tomu całego cyklu. Świat nadal nie podniósł się z po nuklearnego ciosu, zaś nieliczni ocalali wiodą swój nędzny żywot w moskiewskim metrze, w których stacje utworzyły coś na wzór poszczególnych miast, osad, a nie rzadko i całych państw, opartych na najgorszych i najokropniejszych prawach i zasadach zaczerpniętych z historii świata... Na jednej z takich stacji mieszka Artem - doskonale znany nam młodzieniec, który przed dwoma laty ocalił podziemny świat metra przed tajemnicza rasą "czarnych".... Ocalił, lub zaprzepaścił ostatnią szansę na ratunek.  Artem każdego dnia opuszcza bezpieczną stację WOGN-u, udaje się na powierzchnię, narażając na kolejne dawki promieniowania, by w ten sposób złapać jakikolwiek sygnał radiowy ze świata, będący dowodem na to, że gdzieś tam również ktoś przetrwał i że istnieje miejsce, w którym można żyć jak człowiek, na powierzchni... Niestety jego próby nie przynoszą żadnego rezultatu, poza coraz gorszymi relacjami z jego żoną - Anią... I wtedy pojawia się dobrze znany nam bohater - Homer, który daje Artemowi iskierkę nadziei.. Iskierkę, która rozpala na nową wiarę w lepszą przyszłość, lecz by mogło tak się stać, musi on ponownie wyruszyć w niebezpieczną podróż przez liczne stacje metra... I wyrusza.., ku przeznaczeniu, ku prawdzie, ku nadziei...

 "Metro 2035" jest bez wątpienie najlepszą, najbardziej poruszającą, nieprzewidywalną i chyba także trudną częścią z całego Universum, bynajmniej tych jego części, które ukazały się dotąd w Polsce. Mroczna, brutalna, smutna ale i jakże prawdziwa historia, w którą nie sposób się nie zagłębić, nie uwierzyć, nie stać jej nieodłączną częścią... To z jednej strony niezwykle miłe spotkanie z dawnymi bohaterami, w szczególności z Artemem, od którego wszystko się zaczęło, i na którym być może także wszystko się kończy... Z drugiej strony zaś jest zupełnie nowa opowieść, świeża historia i także inne spojrzenie na metro i ten podły świat podziemnej egzystencji. Opowieść, która niesie sobą wielką wartość literacką, ale także i ryzyko związane z tym, iż po "Metrze 2035" będzie mi trudno uwierzyć, zainteresować się, skupić na kolejnej książce z tej serii, już innego autora... Myślę, że po pierwsze jest to  swoisty krok milowy w całym układzie tego Universum, po drugie zaś pożegnanie Dmitrija Głuchowskiego z cyklem, jako autorem... Pożegnanie z wielkim przytupem, o którym nie zapomnę do końca swojego życia. Absolutnie!

 Wraz z pierwszymi stronami lektury wkraczamy ponownie do tego przerażającego, ale i zarazem na swój sposób pięknego,  podziemnego świata moskiewskiego metra. I od razu na myśl przychodzą skojarzenia z poprzednimi odsłonami tego cyklu w wydaniu Dmitrija Głuchowskiego, które jednak bardzo szybko przychodzi nam zweryfikować z rzeczywistością. Na pozór jest tak samo, czyli główny bohater  - Artem, niespodziewany gość motywujący go do długiej wyprawy, sama podróż przez kolejne odcinki metra i mijane po drodze stacje, oraz nieustanna przygoda, która intryguje, ciekawi, szokuje, zaskakuje i porywa na każdym kroku. Jednak..., wszystko to jest podane w zupełnie inny sposób, innymi środkami wyrazu, odmienną dawką... Otóż "Metro 2035" jest mroczne, brzydkie, ponure, obdarte z kolorytu młodzieńczej fantastyki, a ubrane w szaty dorosłej, prowokującej i smutnej opowieści o człowieku i jego zezwierzęceniu. Opowieść Głuchowskiego obfituje w ogromną dawkę przemocy, niesprawiedliwości, bólu, rozczarowania, erotyki i swoistego kroczenia pomiędzy tym co realne, a tym co szalone... Porównanie tej książki z tymi dwoma powieściami sprzed lat, to jak porównanie dziecięcej opowieści o przygodach w szkole, do relacji starego, zmęczonego życiem człowieka o tym, jak trudno mu jest żyć w samotności... Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się aż tak dużego kontrastu pomiędzy tymi dwoma spojrzeniami na "Metro"... I muszę tutaj stwierdzić, że to dzisiejsze, o wiele bardziej mnie przekonuje. To książka, którą nie tylko się czyta, ale wręcz przeżywa, interpretuje, analizuje strona po stronie, zdanie po zdaniu, słówo po słowie... Wielka literatura nie tylko spod znaku S-F, ale także jako powieść o człowieku i jego ciemnej stronie natury...

 Fabuła została poprowadzona tutaj w iście mistrzowski sposób, skupiając się głównie na pierwszoplanowym bohaterze, ale także i na licznych wątkach pobocznych, które raz za razem powracają do życia Artema. Co chwilę coś nas kompletnie zaskakuje, rzuca na kolana, każe zaczerpnąć oddechu po przeczytanej scenie, by móc pojąć jej ogrom znaczenia dla  całości opowieści. Ale czasu na to nie ma, gdyż akcja pędzi tutaj z zawrotną prędkością, oferując nam bitwy, wojny, polityczne dysputy, kryminalne dochodzenie, psychologiczne rozważania na temat kondycji człowieka żyjącego ponad 20 lat pod ziemią,  i przygodę, która nigdy się nie kończy... I tak naprawdę to nie wiadomo na co bardziej zwracać tutaj uwagę - na opisy tego piekła na ziemi, czy też właściwą akcję przedstawiającą losy głównego bohatera, gdyż oba z tych aspektów tej książki są więcej niż fascynujące. Autorowi udało się wykrzesać maksimum z formy prowadzenia opowieści z perspektywy głównego bohatera, z którym przeżywamy najtrudniejszy i najokropniejszy okres w jego życiu. To typowy przykład walki jednego człowieka, z całym światem, w którym każdy okazuje się wrogiem, kłamcą, przeciwnikiem... I chyba ta "walka z wiatrakami" Artema, jest tutaj najważniejsza, najciekawsza, najbardziej przejmująca dla fabuły tej opowieści...

 Postacie w tej książce są niezwykłe, wyjątkowe, wykreowane z mistrzowski sposób. Oto główny bohater - Artem, to już nie ten sam młody i naiwny chłopiec z poprzednich tomów, lecz zmęczony życiem i doświadczony na zdrowiu mężczyzna, który walczy z marzeniami i poczuciem winy, zaś najbardziej cierpi na tym jego żona - Ania. To człowiek będący tak naprawdę ostatnim z ludzi marzących o życiu na powierzchni i nie mogący pogodzić się z tym, iż inni dawno już pogrzebali w swych sercach owe marzenia. Buntownik, idealista, marzyciel, który musi zapłacić ogromną ceną za to, kim jest i kim pragnie pozostać...  Jednak nie tylko Artem stanowi tutaj prawdziwą gratkę dla czytelników, gdyż i inne postacie są wielką zagadką i swoistą księgą, z której chce się czerpać w nieskończoność. Chociażby taki Homer - starzec, pogodzony z utratą bliskich mu osób, który za cel życia stawia sobie napisanie książki o ostatnim bohaterze Metra, czyli Artemie. Dobry, ale i naiwny człowiek, który próbuje znaleźć dla siebie jeszcze jeden cel, pomysł, sens na dalsze życie... Warto wspomnieć tu także o Loszy - młodym chłopcu urodzonym już w Metrze, który przypomina typowego cwaniaczka, odnajdującego się zawsze i wszędzie w każdej sytuacji. Ale także jest to idealny przykład człowieka z Metra, który inaczej patrzy już na świat, na ludzkie wartości, na przyjaźń... I jeszcze jest tutaj Młynarz, znany nam już bohater z poprzednich tomów. Wielki i groźny dowódca elitarnego oddziału Zakonu, któremu przyszło odnaleźć się w nowej sytuacji, jakże trudnej i dramatycznej dla nie samego. To największe zaskoczenie tej lektury, najbardziej negatywne, rozczarowujące i smutne, co ma miejsce zawsze wtedy, gdy bohater nagle traci w naszych oczach całą swą wielkość i szacunek... To tylko niektórzy bohaterowie tej opowieści, o których chce się czytać wciąż więcej i więcej...

 "Metro 2035" to Metro widziane oczyma Dmitrija Głuchowskiego, tak bardzo różne od dziesiątków wizji innych autorów tworzących to Universum. Przede wszystkim jest to podziemna wizja, nie uciekająca na powierzchnię, tak jak to ma miejsce w innych powieściach tego cyklu. Tutaj raz jeszcze poznajemy ten podziemny świat metr po metrze, ze wszystkimi jego podłościami, tajemnicami, okropieństwami i brudem... I chyba nie pomylę się stwierdzając, że to najbardziej szczera, obdarta z poprawności i literackiej ogłady opowieść o tym miejscu, które jawi się jako absolutnie najkoszmarniejsze piekło, jakie tylko mogłoby kiedykolwiek powstać w wyobraźni człowieka. Ciemność, zaduch, ciasnota, brak prywatności i upodlenie... - oto Metro widziane w tej powieści, do którego to wyobrażenia inni autorzy nawet nie zbliżyli się w swych książkach... Drugą ważną informacją jest to, iż jest to opowieść o ludziach, nie zaś o zmutowanych tworach po nuklearnego świata, których tutaj nie zauważamy choćby w najmniejszym stopniu. To bardzo ciekawe i zaskakujące, a  tym samym skłaniające nas ku temu przeświadczeniu, że to człowiek stał się najgorszym tworem tego post - apokaliptycznego świata..., nie zaś zmutowane zwierzęta, rośliny czy też potwory...

 Na słowa uznanie zasługuje także język tej opowieści, a w zasadzie forma jego przedstawienia. Otóż często mamy tutaj do czynienia z pojedynczymi zdaniami, a nawet wyrazami, symbolizującymi zarówno przebieg wydarzeń, jak i również myśli, sny, marzenia bohaterów... Czasami wprawia to w pewną konsternację i zagubienie, lecz zawsze już po chwili budzi zachwyt, uznanie, radość z czerpania ich znaczeń. I znów jest to język zupełnie inny niż w poprzednich tomach, zarówno autorstwa Głuchowskiego, jak i jego następców. Jest w tym jakaś poezja, tajemnica, wyjątkowość i wzniosłość, której nie często doświadczamy w literaturze. Wielkie słowa uznania należą się dla tłumacza tej książki  - Pawła Podmiotko, który wykonał kawał naprawdę świetnej pracy...

 "Metro 203" to pożegnanie Dmitrija Głuchowskiego z tym cyklem, jako autorem jego kolejnych części. Pożegnanie, które moim zdaniem jest ze wszech miar godne twórcy całego Universum, To najlepsza książka tego cyklu, o której powinno się pisać dziesiątki artykułów, recenzji, prac doktoranckich. Emocjonująca, pasjonująca, piękna i porażająca bezpretensjonalnością, jak i również odwagą. Opowieść o ludziach, którzy przestają być ludźmi,  a być może nigdy nimi nie byli... Trudno być człowiekiem, o czym dobitnie przekonuje niniejsza opowieść... Tej książki nigdy nie zapomnę...

 

Link do opinii
Avatar użytkownika - Amarisa
Amarisa
Przeczytane:2015-12-18, Ocena: 5, Przeczytałam, 52 książki 2015, Mam,
",,Metro 2035" jest o wiele dojrzalsze od poprzednich tomów. To już nie jest wędrówka niedoświadczonego chłopaka, pragnącego wyrwać się ze swojej stacji, by przeżyć przygodę i ocalić przy okazji pozostałych mieszkańców metra przed zagrożeniem ze strony dziwnych stworzeń. To historia człowieka, który mimo młodego wieku przeżył stanowczo zbyt wiele i widział za dużo, a teraz stanął do nierównej walki ze wszystkimi i z każdym z osobna, z całym systemem, by udowodnić, że człowiek nie jest stworzony do życia pod ziemią i jeśli istnieje choć cień szansy na to, by ponownie móc wyjść na powierzchnię, to powinno się uczynić wszystko, by tak się stało. Don Kichot z La Manchy..." Powyższy fragment pochodzi z mojej recenzji dostępnej na blogu: http://magicznyswiatksiazki.pl/metro-2035-dmitry-glukhovsky/
Link do opinii

Książka która nie wciaga czytelnika od pierwszych stron, dopiero po czasie opisy pomieszczeń, historiem, potwory zaczynają wciągać czytelnika w ten dziwny świat który znajduje się w metrze. Czy warto tą ksiażkę przytać. Oczywiście jeśli lubisz postapokaliptyczny świat.

Link do opinii

Trzecia część zaskakuje czytelników. Na WOGN- ie wszyscy  uważają, że Artem zwariował twierdząc, iż czarni byli ostatnią nadzieją dla ludzi żyjących w metrze. Codziennie wychodzi na powierzchnię, gdyż utrzymuje, że słyszał w radiu inne miasta. Tymczasem odnajduje go Homer, który chce napisać o nim książkę. Jednocześnie daje mu nadzieję na wyjście z podziemia. Dlatego też razem idą odnaleźć ludzi, którym udało się skontaktować z innymi. Podczas podróży odkrywa, że w metrze jest dużo więcej tajemnic. Odkrywa tajemną niewolniczą pracę ułomnych, bunkier polityków oraz wielkie maszyny zagłuszające wszelkie sygnały. W obliczu śmierci próbuje ostatni raz, wbrew Zakonowi, ożywić wszystkie miasta świata. Skutki jego działań byłyby tragiczne nie tylko dla niego. Fantastyczna książka przepowiadająca przyszłość.

Link do opinii
Avatar użytkownika - Mmyszunia
Mmyszunia
Przeczytane:2018-02-11, Ocena: 2, Przeczytałam, Mam, 12 książek 2018,

Książkę dostałam, przeczytałam. Nie zachwyciła.

Historia dalszych losów Artema. Jednak już jakoś inaczej spisana. Całkiem inne odczucia przy czytaniu. Losy bardzo zagmatwane. Intryga tonie w mrokach wilgotnych kanałów. Sporo polityki, częstw zwroty akcji. Pewne jest jedynie to, że nie ma nic pewnego. Żyje się teraźniejszością a zezwierzęceni ludzie nie oczekują niczego od przyszłości. Jedynie może grzybów: do jedzenia, do pędzenia samogonu, do parzenia herbaty...

Link do opinii
Avatar użytkownika - NaturaLapsea
NaturaLapsea
Przeczytane:2018-01-12, Ocena: 3, Przeczytałem, 52 książki 2018,

Kontynuacja historii Artema z pierwszego tomu serii, który spotyka na swojej drodzę bohaterów części drugiej. Autor porzucił ewokowanie niepodrabialnego klimatu świata mieszczącego się w tunelach metra na rzecz polityki i studiowania ludzkiej duszy. Taki kierunek zmienia wydźwięk całej trylogii, zwłaszcza pierwszej części. Książka stała się spojrzeniem na współczesną Rosję i świat. Ludzie nie potrzebują prawdy, “potrzebują mitu. Niezbędne jest im piękno innych, żeby sami pozostali ludźmi”. Ludzie potrzebują wspólnego wroga, aby pozostać jednością. Glukhovsky zastanawia się nad losami naszej cywilizacji, ile trzeba czasu, aby człowiek zapomniał czym ona właściwie jest i zamiast żyć egzystował?

Link do opinii
Inne książki autora
Korzenie niebios
Dmitry Glukhovsky0
Okładka ksiązki - Korzenie niebios

Uniwersum Metra 2033 pierwszy raz przekracza granice Rosji i robi to w spektakularny sposób. Przeczytajcie, co o wizji Tullia Avoleda pisze autor projektu...

Futu.re
Dmitry Glukhovsky0
Okładka ksiązki - Futu.re

Pokonaliśmy śmierć. I co dalej? Odkrycia naukowe poprzedniego pokolenia zapewniły mojemu nieśmiertelność i wieczną młodość. Ziemię zaludniają piękne, tryskające...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca
Kwestia winy
Małgorzata Rogala
Kwestia winy
Bóg Maszyna
Joanna W. Gajzler
Bóg Maszyna
Prezydentka
Marika Krajniewska
Prezydentka
Znieczulenie
Kamil Wala-Szymański
Znieczulenie
Joker
Natalia Nowak-Lewandowska
Joker
Dwa królestwa. Jedna krew
Renata Czarnecka
Dwa królestwa. Jedna krew
Klejnot z Bizancjum
Weronika Umińska
Klejnot z Bizancjum
Everest
Sangma Francis
Everest
Infantka
Wojciech Nerkowski
Infantka
Pokaż wszystkie recenzje
Reklamy