Każdy ma swoją wersję tamtego dnia. Ale nikt nie chce go pamiętać.
Sławna wiolonczelistka Clementine i pragmatyczna, powściągliwa Erika znają się od dzieciństwa. Pomimo skomplikowanej relacji, jaka je łączy, rozumieją się bez słów. Jeśli jedna potrzebuje pomocy, zawsze może liczyć na tę drugą. W każdej sprawie. Tylko czy aby na pewno?
Gdy Erika zaprasza przyjaciółkę na grilla organizowanego przez swojego ekscentrycznego sąsiada i jego partnerkę, byłą striptizerkę, Clementine bez wahania zabiera męża i dwójkę uroczych córek na spotkanie. Właśnie przygotowuje się do najważniejszego przesłuchania w swojej karierze, więc chwila relaksu dobrze jej zrobi. Nie spodziewa się, że Erika skorzysta z okazji, by przedstawić przyjaciółce zaskakującą i nader intymną prośbę...
A wtedy wydarza się coś, czego nikt nie potrafi zapomnieć - choć wszyscy bardzo by chcieli.
Kto zawinił? Czy można było postąpić inaczej? Dlaczego czasem tak niełatwo wybaczyć - sobie i innym?
Liane Moriarty z chirurgiczną precyzją opisuje ludzkie emocje: poczucie winy, wstyd i lojalność. Pokazuje, jak przypadek potrafi rządzić naszym losem oraz jak trudno pogodzić się z tym, że pewnych błędów nie da się naprawić.
Autorka Wielkich kłamstewek udowadnia, że największe dramaty rozgrywają się w zwykłych domach, pomiędzy ludźmi, którzy naprawdę się kochają.
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2026-03-11
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 544
Życie składa się z konsekwencji naszych czynów".
Znana wiolonczelistka Clementine oraz pragmatyczna, zdystansowana Erika przyjaźnią się od dzieciństwa. Niby są sobie bliskie, niby „na zawsze”, a jednak od pewnego czasu coś między nimi zgrzyta, jakieś napięcie, może niewypowiedziany żal. Ich relacja bywa skomplikowana, ale wciąż potrafią porozumiewać się bez słów i wiedzą, że mogą na siebie liczyć. Wszystko zaczyna się niewinnie, od sąsiedzkiego grilla. Erika zaprasza Clementine na spotkanie organizowane przez swojego nietuzinkowego sąsiada i jego partnerkę, dawną striptizerkę. Clementine bez wahania przychodzi z mężem i dwiema uroczymi córkami. Stoi właśnie u progu najważniejszego przesłuchania w swojej karierze, więc chwila wytchnienia wydaje się idealnym rozwiązaniem. Nie przeczuwa jednak, że Erika wykorzysta to spotkanie, by zwrócić się do niej z zaskakującą prośbą…
Wnikliwa, psychologiczna opowieść o ludzkich zachowaniach i emocjach. Wielowątkowa akcja rozwija się spokojnie, ale napięcie jest wyczuwalne niemal przez cały czas. Nie przytłacza, raczej subtelnie niepokoi. Autorka długo nie zdradza, co tak naprawdę wydarzyło się tamtego dnia. Zamiast tego prowadzi nas przez życie bohaterów, ich relacje i drobne pęknięcia, które z czasem zaczynają tworzyć coś znacznie większego. Liane Moriarty pisze lekko, płynnie, naturalnie. Jej bohaterowie są wiarygodni i pełnokrwiści. Clementine nie jest postacią, którą od razu się lubi. Jej emocje, lęki i zagubienie są bardzo ludzkie, momentami aż niewygodne. Erika z kolei sprawia wrażenie poukładanej i zdystansowanej, ale pod tą powierzchnią kryje się kruchość.
Pisarka z precyzją portretuje emocje, poczucie winy, wstyd, lojalność. Pokazuje, jak wielką rolę w naszym życiu odgrywa przypadek i jak trudno pogodzić się z konsekwencjami błędów, których nie da się cofnąć. To także historia o tym, że najgłębsze dramaty nie rozgrywają się w zwyczajnej codzienności, w zwyczajnych domach, między ludźmi, którzy naprawdę się kochają. Poczucie winy jest tu wszechobecne. Nie ma jednego sprawcy ani jednej ofiary, odpowiedzialność rozkłada się na wiele osób. Czasem wyraźnie, czasem niemal niezauważalnie, ale zawsze jest obecna. Przeszłość nie daje o sobie zapomnieć, wraca w najmniej oczekiwanym momencie i zmienia wszystko. Powieść pięknie pokazuje też, jak różnie potrafimy pamiętać te same wydarzenia. Jak bardzo nasze wspomnienia są subiektywne i jak łatwo je naginamy, często zupełnie nieświadomie. I jak bardzo brak rozmowy potrafi wszystko skomplikować.
Mimo że książka ma ponad pięćset stron, czytałam ją z dużym zaangażowaniem. Bardzo polecam! Tatiasza i jej książki :)
Nie będę oryginalna, stwierdzając "- Ale to było dobre!". Było. Żałuję, że dopiero teraz przeczytałam tę książkę 🙈 - pierwsze wydanie bowiem ukazało się 9 lat temu.
#recenzja #współpracabarterowa
"Moja wina, twoja wina" Liane Moriarty to powieść łącząca wątki obyczajowe psychologiczne i kryminalne (poboczne). Wszystkie nici snutej opowieści prowadzą do tego jednego dnia, jednego wydarzenia, które zmieniło życie aż trzech rodzin.
Bohaterki powieści znają się od dzieciństwa. Clementine jest artystką, wiolonczelistką, która właśnie przygotowuje się do ważnego przesłuchania, z kolei Erika jest tą twardo stąpającą po ziemi pragmatyczką. Ich relacja jest skomplikowana: od miłości, przyjaźni, oparcia - przez zazdrość i zawiść - aż do poczucia winy.
Pewnego dnia Erika z mężem zapraszają Clementine z rodziną na grilla, który organizuje ich sąsiad - wielbiciel talentu Clementine - ekscentryczny i zamożny Vid, którego drugą żoną jest była striptizerka Tiffany.
Planowane miłe popołudnie zmienia się diametralnie po bardzo intymnej prośbie Eriki, która zaskakuje przyjaciółkę. Dobra impreza u Vida kończy się tragicznym wydarzeniem, które wywołuje ogromne poczucie winy u wszystkich obecnych.
Każdy inaczej pamięta ten dzień, choć każdy chciałby go przeżyć inaczej. Pojedyncze wydarzenia i zabiegi okoliczności prowadzą do tragedii, która wywołuje gamę uczuć: poczucie winy, niechęć, wstręt, lojalność, wstyd, nienawiść, wdzięczność.
Autorka nie ujawnia wprost kolejności wydarzeń, zręcznie budując napięcie i wywołując ciekawość, zaintrygowanie, zaskoczenie. O przebiegu tego dnia dowiadujemy się ze wspomnień bohaterów powieści, rekonstruując je stopniowo. Choć książka liczy ponad 500 stron, czyta się ją bardzo szybko.
Moriarty tworzy bardzo wiarygodnych psychologicznie bohaterów. Jednym z nich jest matka Eriki cierpiąca na zbieractwo, jest to jeden z bardziej poruszających motywów powieści.
Jeśli szukasz książki, która nie da Ci odejść bez przeczytania jeszcze jednego rozdziału, to śmiało sięgnij po "Moja wina, twoja wina". Nie pożałujesz 🙂
"Muzyka jest ciszą między nutami." Claude Debussy
Długo zwlekałam z sięgnięciem po tę książkę, jedną z propozycji czytelniczych autorki ("Wielkie kłamstewka") rewelacyjnie mi się czytało, pochłonęła mnie całkowicie, natomiast inna ("A teraz śpij") nie zrobiła już na mnie tak niezwykłego wrażenia, okazała się lekką i przyjemną lekturą, ale na rozgrzewkę przed bardziej wciągającą. Ciekawa byłam zatem powieści "Moja wina twoja wina", bałam się ewentualnego rozczarowania, jak się okazało, w dużej części niepotrzebnie. Powieść bardzo rozbudowana, mnóstwo dialogów, wiele informacji, które choć ciekawie szkicują tło, tworzą klimat, pomagając głębiej wczuć się w losy bohaterów, to jednak w pewnym momencie następuje przesyt detalami marginalnymi z punktu widzenia scenariusza zdarzeń. Jestem przekonana, że przybliżana historia zyskałaby, gdyby wykluczyć niektóre opisy, podkręciłoby to dynamikę akcji. Niemniej nie można książce odmówić frapująco zaplecionej intrygi, ciekawie sportretowanych postaci, skłonienia czytelnika do przemyśleń, stawiana pytań odnoszących się do moralnych dylematów, a tego właśnie oczekujemy.
Spotkanie przyjaciół, sąsiadów i dzieci na spontanicznie zorganizowanym grillu nieoczekiwanie przyjmuje ciemne barwy, padają słowa, które nie powinny paść, wysuwana jest prośba, która mocno zaskakuje, wykonywane są gesty, które później wywołują wyrzuty sumienia. Jednak wszystko niby mieści się w kategoriach zdrowego rozsądku, poczucia smaku, przywiązania i obowiązku, lecz mocno balansuje na granicy lekceważenia uczuć, zaniedbania powinności, nadmiernego egoizmu czy wręcz wyrachowania. Incydenty, które miały miejsce na imprezie zmieniły życie jej uczestników, odsłoniły słabe strony wzajemnych relacji, uwypukliły wady charakterów, naświetliły prawdziwe intencje bliskich wydawałoby się sobie osób. Zajmująco śledzi się rozwój akcji, dokonuje interpretacji postaw bohaterów, dociera do prawdziwych źródeł postaw i zachowań. I spirala nakręcającego się poczucia winy, dźwigania ciężaru odpowiedzialności, bolesnej nielojalności, licznych tajemnic, niedopowiedzeń i kłamstw. Czy na wszystko w życiu trzeba patrzeć przez pryzmat winy, kary i naprawiania błędów? Jak daleko posuniemy się, aby udowodnić przyjaźń? Ile możemy czerpać z czyjeś dobroci i zaufania?
bookendorfina.pl
Trzy rodziny, każda ze swoimi problemami i sekretami, sąsiedzi, będący dobrymi znajomymi. Zwłaszcza Clementine i Erika. Te dwie znają się od dziecka. Różnią się w każdym aspekcie życia, pierwsza to matka dwóch dziewczynek i wiolonczelistka. Druga jest pragmatyczką z trudną przeszłością, ciągnącą się za nią nieustannie. Zawsze mogły na siebie liczyć, czy to z pragnienia pomocy czy z przyzwyczajenia. Jednak w dniu grilla, na którym spotykają się wszystkie trzy rodziny wydarza się coś o czym nie tak łatwo zapomnieć. Od tamtej pory, wszystko zaczyna się powoli sypać.
Duża ilość stron - ponad 500, z początku mnie odpychała. Ale jak się okazało "nie taki diabeł straszny jak go malują" i nawet nie wiem kiedy przewróciłam ostatnią stronę.
Powieść toczy się dwutorowo. Teraz i w czasie przed i w dniu grilla. Poznajemy trzy małżeństwa i ich rodziny. Chociaż głównymi bohaterkami są dwie przyjaciółki. Clementine oraz Erika. To ich postaci, relacje i profile psychologiczne poznajemy dokładniej. W przypadku Eriki, kiedy prowadzi narrację z początku irytowały mnie wtrącane znikąd zdania. Jak się okazuje, musiały się tam znaleźć aby lepiej wejść w jej skórę.
Akcja dzieje się w Australii, podczas jednej z bardziej deszczowych pór roku. Może pogoda też ma wpływ na nastroje bohaterów.
Autorka powoli dawkuje czytelnikowi wiedzę o tym co takiego wydarzyło się na ferelnym grillu. Pokazuje jak różni jesteśmy i jak różnorakie problemy i traumy nas dotyczą. To jak wiele dzieje się w naszych głowach kiedy ubieramy na twarz uśmiech. Tematem głównym jest poczucie winy i to jak potrafimy przerzucać je na innych. Świadomie lub najczęściej nie. Bo te frustracje nie biorą się znikąd.
Wciągająca, świetnie napisana, aż chce się czytać i czytać... Z przekrojem różnorakich traum. Polecam.
Czasem wystarczy jeden moment - jedno popołudnie, jedno spotkanie - żeby wszystko się posypało.
Bo to naprawdę miał być zwykły grill.
Trochę śmiechu, trochę luzu, oderwanie od codzienności. Nic wielkiego.
A jednak coś się wydarzyło.
Coś, o czym nikt nie chce mówić.
I coś, co każdy pamięta... trochę inaczej.
Trzy pary, jedna sytuacja i prośba, która wcale nie jest taka niewinna, jak mogłoby się wydawać.
Autorka bardzo mocno wchodzi w głowy bohaterów. Rozbiera na części poczucie winy, wstyd i to, jak bardzo potrafimy się pogubić we własnych emocjach. Jak bardzo chcemy coś wyprzeć... nawet jeśli wiemy, że nie powinniśmy.
I tu trzeba sobie powiedzieć jasno - jeśli ktoś liczy na efekt jak w ,,Wielkich kłamstewkach", takie wielkie BUM na koniec... to nie do końca ten vibe.
Tu bardziej chodzi o emocjonalny rollercoaster, o analizę relacji, o to całe grzebanie w tym, co między ludźmi.
Ale wiecie co? To też jest dobre.
Bo momentami aż niewygodne, bo takie prawdziwe...
To książka o związkach - tych długoletnich, trochę ,,zastanych", gdzie pojawia się myśl, czy to jeszcze miłość, czy już tylko wspólne życie, bo przecież ,,Każdego dopada skostnienie zwane życiem małżeńskim".
O przyjaźni, która potrafi być trudna, wymagająca i daleka od ideału.
I o tym, że czasem najgorsze rzeczy nie dzieją się przez wielkie decyzje... tylko przez brak reakcji.
Czasem wystarczy jeden moment - jedno popołudnie, jedno spotkanie - żeby wszystko się posypało.
Bo to naprawdę miał być zwykły grill.
Trochę śmiechu, trochę luzu, oderwanie od codzienności. Nic wielkiego.
A jednak coś się wydarzyło.
Coś, o czym nikt nie chce mówić.
I coś, co każdy pamięta... trochę inaczej.
Trzy pary, jedna sytuacja i prośba, która wcale nie jest taka niewinna, jak mogłoby się wydawać.
Autorka bardzo mocno wchodzi w głowy bohaterów. Rozbiera na części poczucie winy, wstyd i to, jak bardzo potrafimy się pogubić we własnych emocjach. Jak bardzo chcemy coś wyprzeć... nawet jeśli wiemy, że nie powinniśmy.
I tu trzeba sobie powiedzieć jasno - jeśli ktoś liczy na efekt jak w ,,Wielkich kłamstewkach", takie wielkie BUM na koniec... to nie do końca ten vibe.
Tu bardziej chodzi o emocjonalny rollercoaster, o analizę relacji, o to całe grzebanie w tym, co między ludźmi.
Ale wiecie co? To też jest dobre.
Bo momentami aż niewygodne, bo takie prawdziwe...
To książka o związkach - tych długoletnich, trochę ,,zastanych", gdzie pojawia się myśl, czy to jeszcze miłość, czy już tylko wspólne życie, bo przecież ,,Każdego dopada skostnienie zwane życiem małżeńskim".
O przyjaźni, która potrafi być trudna, wymagająca i daleka od ideału.
I o tym, że czasem najgorsze rzeczy nie dzieją się przez wielkie decyzje... tylko przez brak reakcji.
Liane Moriarty to autorka jedyna w swoim rodzaju, jej przenikliwość natury człowieka, a zarazem lekkość stylu, w jakim ją opisuje, za każdym razem robią na mnie ogromne wrażenie. "Moja wina, twoja wina" to jej siódma z dziesięciu wydanych do końca 2025 roku powieści, która z początkiem 2026 na polskim rynku ukazała się ponownie. I jest to coś, co trudno określić gatunkowo - może najbliżej jej po prostu do dramatu rodzinnego? Dwie linie czasowe, dwie przyjaciółki ze swoimi rodzinami, jedna chwila, która wpłynęła na ich życia na zawsze, choć przecież pozornie nie zmieniło się nic. Autorka doskonale prowadzi fabułę utrzymując czytelnika długo w niepewności co do kluczowych zdarzeń, ale nie dlatego, by budzić sensację, aby dokładnie przedstawić historię z każdej strony - tego, co do zdarzenia doprowadziło, okoliczności, w jakich do niego doszło i jego konsekwencji. Temat winy, poczucia winy i obarczania nią innych jest tym, co już wynika z samego tytułu, ale historia jest dużo bogatsza. Przyglądamy się w niej różnych odcieniom przyjaźni, partnerstwa, rodzicielstwa, tego, jak dorosłe życie dyktowane jest przez wcześniejsze doświadczenia i jak trudno jest się uwolnić z narzuconych samemu sobie przez siebie i społeczeństwo ram. Tu czasem losem rządzi przypadek, sekunda, która z jakichś powodów zmienia całkowicie życie. To powieść pełna kontrastów, pełna prawdziwych emocji, ludzkich win i charakterów, powieść głęboka i poruszająca, a zarazem napisana tak, że można ją czytać i czytać, śmiać się i płakać. Z każdą kolejną powieści (nawet przy kolejnym czytaniu tej samej powieści) doceniam talent i umiejętności Liane Moriarty jeszcze bardziej!
„Ta opowieść zaczyna się od grilla. Zwyczajnego, sąsiedzkiego grilla w zwyczajnym ogródku.”
Jednakże ten zwyczajny dzień wywarł ogromny wpływ na bohaterów. Zmieniły się relacje, pewne rzeczy by się nie zdarzyły, zaś inne miały by miejsce. Pewnych chwil już nigdy nie zdołają naprawić. Czy pytanie „co by było gdyby” to ślepy zaułek?
Mamy Clementinę, wiolonczelistkę, żonę i matkę dwójki dziewczynek, która wie, że rodzicielstwo nie zawsze usłane jest różami. Od dziecka przyjaźni się z Eriką, ale krucha to przyjaźń lub też iluzja bez pokrycia w rzeczywistości. Erika zaś ma stany lękowe, a za sobą dysfunkcyjne dzieciństwo z matką „patologiczną zbieraczką”, przez którą dorastała wśród nadmiaru rzeczy.
Potem był ten „zwyczajny” grill.
Erika prosi Clementine o pewną zaskakującą przysługę i dopiero wtedy przyznaje się do pewnych spraw. Czy prosi o więcej, niż Clementine może jej dać?
Następnie popsuły się pewne relacje. Pewne małżeństwo przechodzi kryzys, ważąc każde słowo i mając się na baczności.
Potem znaleźli zmarłego, gderliwego staruszka, ich sąsiada, w swoim domu.
Co się stało? Czyja to była wina? Czy to była czyjaś wina? Czyje zaniedbanie?
„Oboje wiemy, że kłamiesz.”
Bohaterowie (ciekawie sportretowani) ukrywają przed innymi swoje odczucia, czasami zdarza się, że druga osoba o nich wie. Zatajają ważne sprawy, bo istnieją rzeczy o których nie mogą powiedzieć innym. Zdrada. Ile kosztuje przyjaźń. Ukrywany egoizm jest plugawym sekretem. Ktoś czuje się winny i karze się codziennie, co wpływa na niego dzień w dzień. Ktoś wzgardził czyimś marzeniem.
Bohaterowie nawzajem się obserwują i oceniają. Pogarda miesza się z czułością, chłodna uprzejmość ze złością, a współczucie z furią. A może jednak wszystko sprowadzało się do zawiści…Niewłaściwych pobudek… Winy?
Fabuła przeskakuje od dnia tamtego grilla do kilka miesięcy naprzód i tak dwutorowo, stopniowo pisarka odkrywa przed nami wydarzenia. Jest to bardzo intrygujące i umiejętnie przedstawione, stopniuje napięcie i wprowadza nastrój tajemnicy.
„Moja wina, twoja wina” to obyczajowa lektura pełna złożonej symfonii uczuć, która nastraja do rozliczenia z własną przeszłością. Już wiemy, co powinniśmy, ale na pewne decyzje jest już za późno. Nie można cofnąć wyborów i straconego czasu, lecz trzeba pogodzić się z faktami, przestać obwiniać innych. Książka porusza wiele ciekawych, życiowym tematów. Ukazuje także, że wstrząsająco cienka jest granica między zwykłym życiem, a światem, w którym dochodzi do tragedii. Szczerze polecam ten tytuł.
„Oczywiście minuta wystarczy.”
NOWA POWIEŚĆ AUTORKI BESTSELLEROWYCH WIELKICH KŁAMSTEWEK CZY GDYBYŚCIE PODEJRZEWALI, ŻE WASZ OJCIEC ZABIŁ WASZĄ MATKĘ, DONIEŚLIBYŚCIE O TYM POLICJI...
CO BYŚCIE ZROBILI, WIEDZĄC, KIEDY I JAK UMRZECIE? To miał być zwykły, krótki lot. Jednak gdy na pokładzie opóźnionego samolotu do Sydney niepozorna staruszka...
Przeczytane:2026-04-26,
Zgadzacie się z tym, że czasami wystarczy jedno wydarzenie by wszystko się posypało lub poukładało? Ja stwierdzam, że sporo w tym racji. Mam dzisiaj dla Was recencję książki Liane Moriarty pod tytułem "Moja wina, twoja wina." Jest to historia sześciu znajomych, którzy spotykają się na wspólnym grillu. Jest śmiech i zabawa do pewnego momentu. Nagle jedno wydarzenie rozsypuje wszystko w drobny mak. Nie spodziewajcie się tu szybkiej i gwałtownej akcji bo tu chodzi o emocje i bohaterów. Bohaterów, którzy są autentyczni ze swoimi zaletami i wadami. Co tam się wydarzyło, że wszyscy czują się winni i chcą o tym zapomnieć? Oj długo będziemy dochodzić do rozstrzygnięcia, obserwując jak bohaterowie będą sobie radzić z konsekwencjami tamtego dnia. Poczucie winy jest tu jednym z głównych bohaterów a całość pokazuje jak życie bywa nieprzewidywalne. Bo czasem wystarczy bardzo niewiele by wszystko zepsuć lub naprawić. Jest to moje pierwsze spotkanie z autorką ale jak najbardziej udane. Ciekawość zżerała mnie do samego końca.