Jak żyć, kiedy połowa ciebie umarła?
Eleanore Hester po stracie bliskiej osoby zamknęła się w bólu i ciszy. Nauczyła się ukrywać emocje, aż jej uporządkowany świat znów zostaje zachwiany - przez Alexandra Windsora, starszego brata jej przyjaciela.
Zdradzony i pod presją rodziny, Alexander proponuje Eleanore fikcyjny związek, który ma uratować jego reputację. Układ miał być czysto formalny, lecz żadne z nich nie przewidziało, że między chłodną logiką a skrywaną rozpaczą narodzi się coś prawdziwego.
Ona nauczy go czuć. On pokaże jej, że jeszcze nie wszystko stracone.
Wydawnictwo: b.d
Data wydania: 2026-01-21
Kategoria: Romans
ISBN:
Liczba stron: 370
Na wstępie chciałabym podziękować Autorce oraz Wydawnictwu za zaufanie i możliwość objęcia patronatem medialnym książki "Naucz mnie żyć". To pierwszy tom dylogii "Naucz mnie". Jest to tak zwane healing romance, czyli gatunek skupiający się na emocjonalnym uzdrowieniu bohaterów poprzez wspierającą miłość. W książce znajdziemy motyw age gap, enemies to lovers, slow burn, które ja osobiście uwielbiam! Stylistyka i język jakim posługuje się pisarka jest bardzo lekki i przyjemny w odbiorze co sprawia, że książkę czyta się w zawrotnym tempie. Ja tą książkę pochłonęłam w jednen wieczór i chociaż czytałam ją już jakiś czas temu nadal pamiętam wszystkie emocje towarzyszące mi podczas lektury, a uwierzcie, że tych tutaj co nie miara. Fabuła została w interesujący sposób nakreślona, przemyślana i bardzo dobrze poprowadzona. Natomiast bohaterowie, zarówno pierwszo jak i drugoplanowi, zostali w intrygujący oraz wielowymiarowy sposób wykreowani. To postaci, które nie są krystaliczne, mają swoje tajemnice i demony przeszłości, borykają się z różnymi mniejszymi bądź większymi problemami, zdarza się im popełniać błędy czy postępować pod wpływem chwili, dlatego tak łatwo się z nimi utożsamić w niektórych przypadkach podzielając podobne troski i dylematy moralne. Na kartach powieści mogłam lepiej poznać Eleonore i Alexandra. Mogłam dowiedzieć z czym się zmagają każdego dnia, stopniowo także jakie wydarzenia z przeszłości wpłynęły na ich obecne życie, co ich ukształtowało, a tym samym mogłam lepiej zrozumieć ich postępowanie oraz decyzję. Eleanore w zasadzie od samego początku zaskarbiła sobie moją sympatię. To sympatyczna, rozrywkowa młoda kobieta, która pod płaszczykiem uśmiechu skrywa trudną przeszłość, ogromną stratę, która mocno ją naznaczyła i sprawiła, że stała się wycofana i zagubiona. Bardzo jej współczułam tego czego doświadczyła, rozumiałam jej ból i jednocześnie pragnęłam żeby w końcu się przebudziła i ponownie odnalazła sens życia. Alexander natomiast początkowo wywoływał we mnie mieszane odczucia. Jawił mi się jako zdystansowany, chłodny i skupiony na celu mężczyzna, dla którego najważniejsza jest praca. Jednak z czasem kiedy lepiej go poznałam, kiedy dostrzegłam jaki jest w stosunku do Eleanore, jak przebywanie z kobietą zaczęło zmieniać jego postrzeganie niektórych istotnych kwestii mężczyzna całkowicie skradli moje serce. Relacja bohaterów została w rewelacyjny sposób zaprezentowana, od ich pierwszego spotkania dało się wyczuć wyraźne napięcie pomiędzy nimi, które z każdym kolejnym krokiem przybierało na intensywności, a ich potyczki słowne wielokrotnie wywoływały uśmiech na mojej twarzy. Oboje są skrajnie różni, pochodzą z innych światów, mieli inne wzorce, dzieciństwo. Mogłoby się wydawać, że nie łączy ich kompletnie nic, niemniej jednak zagłębiając się w tą historię okazuje się, że oboje potrzebują ciepła i bliskości. Wszystko pomiędzy nimi toczy się swoim niespiesznym rytmem, pozwalając Czytelnikowi skupić się na gestach, słowach i odczuciach towarzyszących głównym postaciom. Z przejęciem obserwowałam jak Eleanore i Alexander otwierali się przed sobą, dzielili troskami i pragnieniami i wspierali w trudnych chwilach. Autorka skupiła się tutaj na emocjach, a nie na fizyczności, co bardzo mi się podobało. Istotną rolę w tej historii odgrywają postaci drugoplanowe, które wprowadzają sporo zamieszania do życia głównych bohaterów, dostarczając zarówno im samym jak i Czytelniku wielu emocji i wrażeń. Mowa o rodzicach, rodzeństwie i przyjaciołach Eleanore i Alexandra. Jedni całkowicie mnie do siebie przekonali (m.in. brat Alexandra), a inni wywoływali we mnie jedynie negatywne odczucia ( głównie ojciec głównego bohatera). Autorka w naprawdę świetny sposób kreśli portrety psychologiczne wszystkich postaci, interesująco ukazuje skomplikowane relacje rodzinne, do tego nie boi się poruszać życiowych, trudnych i ponadczasowych tematów, które tak naprawdę mogą spotkać każdego z nas czy naszych bliskich. Mowa o problemach rodzinnych, stracie bliskiej osoby, radzeniu sobie z żałobą czy manipulacjach. Uwierzcie, że zaczynając czytać tą książkę nie byłam przygotowana na aż tak potężną bombę emocjonalną. Były łzy. Był strach. Ale nie opuszczała mnie też nadzieja. Jednak kompletnie nie spodziewałam się tego co Asia zrobiła na ostatnich stronach powieści... Pozostawiła mnie z wieloma pytaniami bez odpowiedzi, łzami płynącymi po policzku i szybko bijącym sercem.. Istna tortura dla Czytelnika! "Naucz mnie zyc' to niesamowicie emocjonująca, poruszająca i bolesna opowieść o stracie, o uczeniu się życia na nowo i uczuciach, które rodzą się wtedy, gdy najmniej się ich spodziewany. Asia tutaj wielokrotnie łamała moje serce, by później posklejać je na nowo.. Stała się dla mnie mistrzynią w dotykaniu najczulszych strun serc i dusz! Poraz kolejny zostałam oczarowana i z duszą na ramieniu wyczekuję kontynuacji tej historii! Bardzo polecam!
Eleanore przeżyła upadek, który mógł odebrać jej wszystko. Gdy budzi się w szpitalu, ból fizyczny okazuje się niczym w porównaniu z tym, co nosi w sobie...
Była największą tajemnicą. Była najlepszą królową kłamstw. Layla Whitley przed rokiem została zmuszona porzucić dotychczasowe życie. Przeprowadzka...
Przeczytane:2026-03-02, Ocena: 5, Przeczytałam, Mam, 52 książki 2026,
Książki od tej autorki to moje must have, a ta kusiła mnie od pierwszej chwili, w której o niej usłyszałam. Jedna z ulubionych autorek, urocza okładka, mega intrygujący opis, rewelacyjne motywy, informacja że to dylogia, no miód na moje serce. Jednak pod płaszczykiem tej urokliwej i jakże niewinnej okładki skrywa się historia, trudna, bolesna, emocjonalna i bardzo złożona.
Eleanore po stracie bliskiej osoby zamknęła się w sobie. Żyje w swojej bance żalu i smutku, stara się ukrywać swoje emocje, zatraca się też w swojej samotności. Jej już posypany świat, ma się zachwiać jeszcze bardziej, gdy brat jej przyjaciela proponuje jej układ. Alexander chce by Eleanore została jego żoną, by ustabilizować swoje życie prywatne, odzyskać reputację i zaufanie ojca, a tym samym pozycję w firmie. Propozycja korzystna dla obu stron, jednak pojawia się pewien problem, ta dwójka różnie się dosłownie wszystkim. Czysto formalny związek, zmienia się powoli w relację przyjacielską, która z kolei zaczyna coraz bardziej ewoluować. Oboje wkraczają do nowej rzeczywistości, w której uczą się na nowo żyć i czuć.
Sięgając po książki od tej pani spodziewam się zawsze jednego, emocjonalnej burzy, a poza tym wiem, że muszę się spodziewać niespodziewanego. Co prawda tutaj część historii można przewidzieć, ale mimo wszytko pojawiają się mniejsze lub większe zaskoczenia. Historia zaczęła się konkretnie, od razu mocno wprowadzając nas w życie i problemy głównych bohaterów. Tak samo szybko pojawia się układ i pierwsze problemy, a niedługo później zaczyna się taka walka z przeciwnościami, z uczuciami jak i z własnymi demonami. Ta książka ma mocny wydźwięk, skupia się na stracie, żałobie, bólu i rodzinie, która po tragedii stara się jakoś stanąć na nogi, jednym wychodzi to lepiej a drudzy nie potrafią się otrząsnąć. Tutaj pojawił mi się jednak zgrzyt, bo choć początkowo współczułam Eleanore, w jakimś stopniu rozumiałam jej uczucia i ból, to jednak z czasem jej postać zaczęła mnie irytować, naprawdę miałam ogromną ochotę nią porządnie wstrząsnąć i to nie raz, ale na szczęście ktoś się tam też nie wytrzymał i w mnie wyręczył.
Autorka stworzyła nam tutaj bardzo ciekawe postacie, które chyba nie mogłyby się bardziej różnić, co fajne nie od razu zaczęło ich do siebie ciągnąć. Fabuła rozwijała się w fajnym tempie, ale sama relacja tej dwójki to taki slow burn, para przechodzi chyba przez wszystkie etapy znajomości, choć do pełnego romansu jeszcze trochę zabrakło, no w końcu to dopiero pierwszy tom. Z tejże racji też, nie wszystkie kwestie i wątki zostały zakończone, z jednej strony się tego spodziewałam, ale z drugiej jednak czuję niedosyt, że tak dużo ich zostało otwartych. Dodatkowo autorka na koniec zrzuciła nam niezłą bombę, więc kontynuacji potrzebuję niemal tak samo mocno jak powietrza i cieszę się, że jej premiera już niedługo.
Książka jak zawsze napisana w świetnym stylu. Niby lekko, ale równocześnie zajmująco, pojawiają się trudne tematy, pojawiają się skrajne emocje, co więcej pojawiają się popularne i lubiane motywy, typu age gap, fikcyjne małżeństwo, przeciwieństwa, wcześniej wspomniany slow burn, waśnie rodzinne, traumy, strata, żałoba i wiele innych, których nie będę wymieniać, żebyście sami mogli je odkrywać przy czytaniu tej powieści. Oczywiście przeczytałam ją za jednym zamachem, całkowicie straciłam poczucie czasu, moje emocje szalały, a czasami nawet musiałam walczyć z łzami, co już dość dawno mi się nie zdarzyło. Książkę oczywiście wam polecam, tym bardziej, że już za chwilę premiera drugiego tomu, a sądzę, że znajomość pierwszej części jest konieczna by ogarnąć to co dzieje się w tej kontynuacji. Ja uwielbiam, dodaję do ulubionych i zachęcam do lektury.