Normalni ludzie

Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 2020-02-26
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 9788328067059
Liczba stron: 304

Ocena: 4.07 (14 głosów)

Jedna z najgłośniejszych powieści 2018 roku!

Sally Rooney, nazywana Salingerem doby Instagrama, w Normalnych ludziach opowiada o trudnej miłości wplątanej w skomplikowane, zhierarchizowane relacje organizujące świat, w którym nastoletni bohaterowie muszą się odnaleźć. Rooney udowadnia, że o miłości nie napisano jeszcze ostatniego słowa.

Marianne i Connell żyją tuż obok siebie, choć pochodzą z dwóch różnych światów. Mieszkają w niewielkim mieście, jednym z tych, z których chce się jak najszybciej uciec. Chodzą do tej samej szkoły, ale na korytarzu mijają się bez słowa, unikają swoich spojrzeń, chociaż łączy ich więcej niż wspólne lekcje. Ukrywanie tej znajomości nie jest trudne, komplikacje zaczynają się wtedy, gdy między dwojgiem nastolatków budzi się uczucie.

Powieść Normalni ludzie nominowana była do Nagrody Bookera oraz otrzymała Costa Book Award w 2019 r. Ponadto stacja BBC ogłosiła, że historia Connella i Marianne zostanie przeniesiona na mały ekran, a adaptację wyreżyseruje Lenny Abrahamson.

Tagi:

Kup książkę Normalni ludzie

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
REKLAMA

Zobacz także

Opinie o książce - Normalni ludzie

Avatar użytkownika - Roksana
Roksana
Przeczytane:2020-08-25, Ocena: 5, Przeczytałam, E-booki, Literatura piękna, 2020, 52 książki 2020,

"Normalni ludzie" Sally Rooney to piękna opowieść o trudnej miłości, która należy do literatury pięknej.
Marianne i Connell pochodzą z dwóch różnych światów. Mieszkają w niewielkim mieście i chodzą do tej samej szkoły, ale ma korytarzu mijają się bez słowa i unikają swoich spojrzeń chociaż łączy ich więcej niż wspólne lekcje. Ukrywanie tej znajomości nie jest dla nich trudne. Komplikacje zaczynają sie dopiero wtedy, kiedy między nimi budzi się uczcie.
Jak skończy się ich historia ? Przekonajcie się sami !
Jest to prawdziwa historia o dwójce ludzi.
W każdym razie książka jest napisana bardzo dobrze i szczerze mogę ją polecić.
Moją uwagę zwróciła okładka i tytuł. Po przeczytaniu opisu już wiedziałam, że jest to książka, którą muszę przeczytać że nie będę żałować.

Link do opinii

Trzeba przyznać, że szkoła doskonale uczy nas tego, że choć wiecznie powtarza się, iż grubość portfela, wygląd, odzienie czy posiadany sprzęt nie mają takiego znaczenia, co osobowość, to i tak prawda wygląda zgoła inaczej. Może w innych miejscach też zarysowują się takowe różnice, ale to w placówkach edukacyjnych wyraźnie widać spore podziały. Dzieci bogatszych ludzi bez wahania wyśmiewają biedniejszych kolegów tylko dlatego, że nie mogą pozwolić sobie na najnowszy telefon czy wypasioną bluzę z głupim logotypem. Klasowe gwiazdy patrzą z wyższością na tych, którzy nie mają na tyle odwagi, aby cokolwiek powiedzieć na lekcji, kiedy nauczyciel zadaje pytanie, a co dopiero zagadać do kogoś, kogo aż tak nie znają. Nie mówię, że tak jest wszędzie, jednakże w samych filmach dla młodzieży jest to wielokrotnie ukazywane. Ba, nawet w literaturze raz za razem używa się tego schematu, dlatego nie dziwi, iż autorka postanowiła pójść tym tropem. Wskazać dylematy związane z chęcią przekroczenia granic, gdzie przestąpienie przez pewną linię mogłoby wywołać burzę z gradobiciem, tyle że podeszła do tego w zgoła inny sposób. W taki, że człowiek sam zacznie rozmyślać nad własnym życiem.


NIECH NASZA BLIŻSZA ZNAJOMOŚĆ POZOSTANIE SŁODKĄ TAJEMNICĄ…


Analiza relacji międzyludzkich oraz przecierających się, skrajnie różnych od siebie warstw społecznych – ta książka nie zezwala na przejście obok tego obojętnie. Już w pierwszym rozdziale czułam, iż pomiędzy Connellem a Marianne kroi się coś grubego, mogącego wyssać z płuc całe powietrze. Czułam to całą sobą, ale ten fabularny wąż nie ukąsił od razu, ale też okazał się, że jego cierpliwość nie należy do najsilniejszych. Zagłębiając się w więź, jaka połączyła dwójkę nastoletnich dzieciaków, dopiero co mogących poznać gorzki smak dorosłości, musiałam niejednokrotnie zatrzymywać się, aby móc przetrawić to, co do tej pory wydarzyło się na kartach „Normalnych ludzi”. Pomiędzy pozornie błahymi sytuacjami ze sfery codzienności, ukazującymi dylematy związane z wyborami życiowymi, z nawiązaniem znajomości czy też szukaniem odpowiedzi na wiecznie zadawane pytania, często przeplatały się niemalże psychiczne zagrywki. Dokonywane przez Connella albo Marianne wybory czy wypowiadane przez nich słowa – nie byłam w stanie przestać oceniać. Nie byłam w stanie przestać rozkminiać, jak to ugryźć. Widziałam, jak wiele błędów popełniają. Obserwowałam ich, pewnie niezrozumiałą dla wielu, relację z bonusami, dostrzegając, jak wielokrotne rozstania i powroty mają tutaj spore znaczenie. Jak zewnętrzne bodźce wbijały szpilki w to, co nawet nie powinno ulec pod ich siłą nacisku. Kształtowały coś, nad czym nie miały prawa mieć kontroli. Wchodziły z butami w cudze życie, nie patrząc na to, iż tym samym niszczy coś, co mogłoby rozwinąć skrzydła, gdyby nie czuło presji. Autorka zwróciła przez to uwagę na to, jak bardzo bywamy podatni na słowa czy czyny innych. Pozwalamy sobie na katalogowanie, wciskanie w pewne przegródki społeczne, których nie mamy prawa opuszczać, coby nie zaburzyć jakiegoś wydumanego porządku. Zazwyczaj to podziały sprawiają, że wtedy czujemy się tak, jakbyśmy po drodze zgubili pochodnie, przez co podążamy po omacku po tych „ludzkich zakamarkach”, sugerując się tym, co nam oferują podstępne szepty. Tym razem w tej wędrówce towarzyszyłam bohaterom, licząc na to, że przestaną potykać się o własne nogi i znajdą sposób, aby stworzyć nowe źródło światła, odganiające cienie wypowiadające niechciane słowa.

„Normalni ludzie” to nie tylko zwrócenie uwagi na to, jak często dajemy się zaszufladkować. To także doskonały przykład, że często oceniamy ludzi po pozorach. Pragniemy widzieć kogoś zupełnie inaczej, dopisując mu poszczególne cechy, kiedy prawda wygląda zgoła inaczej. Uwielbiamy koloryzować czyjś życiorys, niżeli lepiej go poznać. Dopowiadamy historie, nie znając życia tego kogoś od środka, gdzie często nie zdajemy sobie sprawę, iż za maską może skrywać się dramat, powoli wysysający siły, wyniszczający od środka…


ZRÓB ZE MNĄ, CO TYLKO PRAGNIESZ – I TAK JUŻ NIE WIEM, KIM JESTEM.

 W liceum Connell nie mógł narzekać na brak powodzenia i samotność. Jako rozchwytywana gwiazda szkolnej drużyny piłkarskiej, otaczał się kumplami, a większość dziewczyn była gotowa zrobić wszystko, aby tylko go usidlić. Również sama wiedza dobrze wpadała mu do głowy, dlatego też nie przypominał kolejnego stereotypowego sportowca. Natomiast równie dobrze radząca sobie z nauką Marianne stroniła od zgromadzeń. Kochająca wyrażać własne, nie zawsze grzeczne zdanie nastolatka, wolała zaszyć się w kącie z książką, niżeli uczestniczyć w szkolnych wydarzeniach i poszerzać listę znajomości. Zetknięcie się tych dwojga wydawałoby się oglądaniem tańca ognia i wiatru. Popularny chłopak i outsiderka, w oczach innych, nie powinni nawet wymienić ze sobą choćby jednego zdania, a co dopiero pokazać, jak naprawdę wiele ich łączy. Ich znajomość miewała wiele wzlotów i upadków. Oboje, walczący z własnymi demonami przeszłości, niekiedy dość przerażającymi, powoli przestawali dogadywać się z innymi ludźmi, szukając wsparcia w ramionach (i nie tylko) tego drugiego. Nawet spore rozłąki nie były w stanie sprawić, iż brakowało im tematów do rozmów, tyle że ta znajomość… bywała toksyczna. Pomimo tego, że czuli się nareszcie sobą i odzyskiwali ostrość widzenia, to i tak odczuwałam, jak oboje podupadają na zdrowiu. Odpowiadały za to niedopowiedzenia, bo żadne z tej dwójki nie umiało zaakceptować faktu, iż przyjaźń między nimi nie jest możliwa, gdyż czują coś znacznie więcej, a odpychanie tej prawdy zaczynało ciążyć. No i ci ludzie, których spotykali na swej drodze lub też musieli dzierżyć ze względu na więzi krwi… Nie ma co, los ich totalnie nie oszczędzał, przez co dokonywali wielu wyborów, których nie popierałam. Krzyczałam wtedy wewnętrznie, aby jeszcze to przemyśleli, żeby nie popełniali takich głupot, jednakże z czasem pojmowałam, że nawet dobrze, iż w coś brnęli – w końcu najczęściej uczymy się na własnych błędach, nieprawdaż? Tym samym zaczęłam im kibicować. Trzymałam kciuki, aby dostrzegali to, co im umyka, by nie byli jeszcze bardziej poszkodowani...

Dawno nie omawiałam stylu, w jakim książka została napisana, gdyż czułam, iż ten akapit tekstu jest zbędny, lecz tym razem wydaje się niezmiernie potrzebny. Co jak co, ale ten bestseller zaskoczył mnie jedną rzeczą, a mianowicie… zapisem dialogów. Brak półpauz wyraźnie wskazujących na rozmowę między bohaterami potrafił wyprowadzać z równowagi. Nieprzyzwyczajona do czegoś takiego bywałam zagubiona. Jak sama prostota prozy i biegu życia dwójki szukającej swego celu nastolatków zachwycała, tak to bywało problemem. Z czasem do tego zabiegu przywykłam, ale nie do końca zaakceptowałam, gdyż dalej bywał problematyczny, jednakże – nie powiem – pozwala książce wyróżnić się na tle pozostałych tego typu historii.


Podsumowując. Poszukujesz książki, gdzie zdałoby się dostrzec w tle hasające po łące jednorożce, a tęcza uparcie wypływa spomiędzy stron? Przepraszam, ale „Normalni ludzie” ci tego nie zaoferują. Historia Connella i Marianne pokazuje gorzki smak nastolatków powoli wkraczających w świat dorosłych, gdzie nieumiejętne dobranie koloru błyszczyka do torebki nikogo aż tak nie burzy. Ukazuje, jak niewiele trzeba, aby ktoś, kto stał na szczycie, szybko zleciał w dół, zaliczając bolesny upadek, nie tylko fizyczny. Przy tej książce przygryzanie warg do krwi nikogo nie powinno dziwić, bo nieraz czułam, jak sprzeczne emocje we mnie buzują i próbują wydostać na zewnątrz.

Już nie dziwię się, że ta książka jest tak popularna – zasługuje na swoją sławę, bez dwóch zdań!

Link do opinii
Avatar użytkownika - kflorek
kflorek
Przeczytane:2020-03-28, Ocena: 6, Przeczytałam, 26 książek 2020,

Bardzo przejmująca historia o dziewczynie z bogatej rodziny i chłopaku z niższych sfer. Czy cokolwiek może ich łączyć? 

Historia się przeplata. Czasem jest wręcz cudownie, a raz tragicznie. 

Książka moim zdaniem jest super. Lekkie pióro autora. Nic niezrozumiałego tu nie było.

Zaskoczeniem był dla mnie koniec, tzn. nie tego się spodziewałam. Więc książka nie jest przewidywalna (dla mnie jest to oczywiście na plus). 

Polecam książkę każdemu- nie jest tylko dla nastolatków. 

Link do opinii
Avatar użytkownika - MariaAntonina
MariaAntonina
Przeczytane:2020-02-22, Ocena: 4, Przeczytałam, Mam, 26 książek 2020, 52 książki 2020,

Dobę po przeczytaniu powieści Sally Rooney pt. „Normalni ludzie”, dalej się zastanawiam jak tą książkę ocenić, gdzie ją usytuować pośród szerokiego już grona książek przeze mnie przeczytanych. Jeżeli spojrzę na nią swoimi oczami nie widzę w niej nic wyjątkowego. Historia młodych ludzi, ich życie, sukcesy i porażki, uczucia wystawiane na próbę, traumy z przeszłości. Takie  z pozoru normalne życie, normalnych ludzi- o czym informuje mnie już sam tytuł  z okładki książki. Czy aby na pewno będzie tak normalnie? Norma to wzorce zachowań i cech ludzi traktowane jako przeciętność, zgodność z przewidywaniami i coś  co jest społecznie, a zarazem moralnie pożądane. Zatem główni bohaterowie Connell i Marianne pokazani są jako przeciwstawność dla tego co społecznie akceptowalne. Osiągają ponad przeciętne wyniki w nauce, z czasem zdobywają stypendia na wyższej uczelni. Posiadają analityczne umiejętności w ocenianiu rzeczywistości. Dotykają problemów społecznych, dalekich im rówieśnikom. W przypadku Marainne żyją ponad stan, za to w Connella gdzieś poniżej średniej krajowej. Na koniec tej wyliczanki wreszcie  darzą się ponadprzeciętnym uczuciem, niepojętym dla otoczenia. To wszystko sprawia, że mają problem w odnalezieniu się w tym normalnym świecie. Są wyjątkowi, ale tylko dla siebie nawzajem. Toteż gubią się, ukrywają swoje uczucie, bo to przecież mezalians. Ona uznawana za bogatą dziwaczkę, on gwiazda drużyny szkolnej, ulubieniec rówieśników.  Nie chcą się odkryć, płacą za to wysoką cenę. Coś z czego robili tajemnicę, okazało się dla innych błahostką. Skrzywdzeni i zranieni nie potrafią się odnaleźć i po prostu żyć. W między czasie odwracają się ich role w społeczeństwie. Teraz to ona jest lubiana, a on traktowany jak ubogi chłopak z małego miasteczka. Wszystko jest nie tak jak powinno być. Brakuje im ciepła, pewności siebie, znoszą narzucane konwenanse, godzą się na przemoc, bylejakość, przeciętność. Ale czy na tym ma się opierać ludzkie życie? Oczywiście, że nie. Zostaliśmy stworzeni aby być wyjątkowi pośród tej normalności. Pozwalajmy sobie być inni. To zdaje się nam przekazać ta książka. Nie oceniajmy ludzi na podstawie tego co mówią o nich inni. W obecnych czasach potrzebujemy takich książek. Aby zrozumieć, że trzeba się różnić, mieć swoje zdanie, pomysły, opinie. Nie należy jednak dzielić społeczeństw na klasy, wytykać ludzi palcami bo tak nam wygodniej.  Jak na przekór autorka pokazuje mi, że ze mną gra. To ja sama muszę znaleźć odpowiedź co sądzę o tej powieści. Nikt mi jej nie da na tacy, nic mi tego nie zasugeruje. Tak naprawdę dopiero pisząc tą recenzje poznałam swoje zdanie o tej książce. To, że plusem jest fakt, iż historia głównych bohaterów pokazana jest  na przestrzeni lat. To, że jest pięknie napisana, bo styl i język Ronney ma w sobie coś magnetycznego. Wplatanie w tekst tego co myślą bohaterowie w danym momencie doskonale pasuje do tej powieści. Wreszcie to, że porusza gdzieś między wierszami ówczesne prawdy, stawia pytania, zmusza do refleksji. Jest subtelnie, magicznie  i nienormalnie. 

Link do opinii
Avatar użytkownika - Girl-from-Stars
Girl-from-Stars
Przeczytane:,


„Jedna z najwspanialszych powieści ostatnich lat”.
„Jedna z ulubionych książek Baracka Obamy w roku 2019”.
Jednych takie uwagi zachęcają do sięgnięcia po daną książkę, a co poniektórych wręcz odpychają. Osobiście staram się być bardziej ostrożna w wyborze lektury, bo już nie raz przejechałam się na „bestsellerach New York Timesa” i innych tego typu „polecajkach”. Jednak powieść „Normalni ludzie” zaintrygowała mnie od samego początku, a gdy widziałam same pozytywne opinie na różnych portalach, to postanowiłam sprawdzić, w czym tkwi jej fenomen.
W szkole Connell i Marianne udają, że się nie znają. On jest gwiazdą szkolnej drużyny piłkarskiej, ona – typem dumnej outsiderki z bogatego domu, w którym matka chłopaka sprząta. Kiedy syn przychodzi po nią do pracy, między dwojgiem zupełnie różnych nastolatków rodzi się nietypowa więź – taka, którą chcą za wszelką cenę ukryć przed światem.
Przyznaję, że mam dość mieszane uczucia. Faktycznie drzemie w tej książce ogromny potencjał. Autorka porusza w nich wiele współczesnych problemów, z jakimi borykają się młodzi ludzie, dzięki czemu nie jest to kolejna przesłodzona opowiastka o pierwszej miłości. Ale tym wykonaniem autorka nie do końca mnie do siebie przekonała.
Historia została opowiedziana w trzeciej osobie liczby pojedynczej. Osobiście zdecydowanie wolę narrację pierwszoosobową, gdyż według mnie czytelnik bardziej może wczuć się w daną historię, utożsamić się z głównym bohaterem, a nie być tylko pobocznym obserwatorem.
Sally Rooney ma bardzo dobry styl pisania. Potrafi z filozoficznych rozważań bohaterów przejść do niezwykle plastycznych opisów przyrody itp. Nie do końca jednak rozumiem, dlaczego w dialogach bohaterów, nie zostały uwzględnione myślniki. Początkowo strasznie trudno było mi się do tego przyzwyczaić. Nie wiedziałam, czy dane zdanie zostało wypowiedziane przez bohatera, czy też było tylko jego myślą.
Czas akcji jest dość długi, jak na tak mało obszerną powieść. Cztery lata to sporo czasu. Autorka niestety strasznie przeskakuje w czasie, przez co na przykład mi, ciężko było wczuć się w tą historię. Dostałam w jednym rozdziale parę informacji, o tym, co wydarzyło się w życiu bohaterów, po czym zaczynam kolejny rozdział a tam: sześć miesięcy później. Mnie to osobiście irytowało.
Przytłoczyła mnie również dramaturgia całej tej powieści. Wystarczyła jedna, spokojna rozmowa, a bohaterowie nie poplątali by się tak w swoich wzajemnych relacjach. Być może jednak, Sally Rooney chciała przez to pokazać współczesny problem wśród młodzieży – brak umiejętności komunikowania się z innymi. Takiego prawdziwego. Bez użycia telefonu, aplikacji. Twarzą w twarz.
Dość istotnym problemem, jaki również porusza autorka jest podział społeczny według różnych klas. Pokazuje w swej powieści jak ogromny wpływ na nasze zachowanie, funkcjonowanie ma przynależność do wszelakich grup społecznych. Jak bardzo pragniemy przyporządkować się ogólnym zasadom, by być zauważonym, docenionym, szanowanym wśród innych.
Rooney zostawiła mnie z otwartym zakończeniem, którego nie znoszę. Co prawda, można dzięki temu skłonić się do refleksji i spróbować zrozumieć tą zawiłą relację między dwójką głównych bohaterów. Ja jednak miałam nadzieję na nieco bardziej pozytywne zakończenie.
Podsumowując, nie dostałam do końca tego, czego oczekiwałam. Myślę, że książka jest wartościowa, porusza aktualne problemy wśród młodzieży, ale sama fabuła jest trochę przytłaczająca i mało ciekawa. Początek był bardzo dobry. Już wtedy czułam, że to faktycznie może być coś bardzo dobrego. Potem jednak coś nie wyszło. Za jakiś czas postaram się wrócić do tej powieści i spróbować ją zrozumieć w większym stopniu niż aktualnie. Z pewnością jest warta Waszej uwagi. Powinniście bowiem sami sobie o niej wyrobić opinię.

Moja ocena: 7/10

Link do opinii
Avatar użytkownika - beataszostak
beataszostak
Przeczytane:2020-08-12, Przeczytałam, 52 książki 2020,
Avatar użytkownika - iwonap12
iwonap12
Przeczytane:2020-06-27, Przeczytałam, 12 książek 2020,
Avatar użytkownika - peachesandplums
peachesandplums
Przeczytane:2020-05-15, Ocena: 4, Przeczytałam, 26 książek 2020,

Dawno nie miałam tak dużego problemu z oceną i wydaniem opinii na temat książki. Zachęcona dobrymi recenzjami (a także niezwykle ładną okładką, trafiającą w moją estetykę) z radością sięgnęłam po tę pozycję. Poczułam jednak duże rozczarowanie. Prawdopodobnie wciąż będę tu wracać i wahać się z wystawieniem oceny, co jednak świadczy o tym, że zapamiętałam ten tytuł. Z jednej strony czuję ulgę, że ktoś pisze o problemach, życiu, uczuciach, seksualności osób młodych w szczery i otwarty sposób. To niejako powiem świeżości, szczególnie biorąc pod uwagę nietypowe upodobania Marianne. Dlatego spodobało mi się, że autorka Sally Rooney nie próbuje infantylizować i ugrzeczniać historii. Domyślam się, że takie zrozumienie wynika z tego, że Rooney jest młodą pisarką i faktycznie; urodziła się w 1991 roku. Chwilami rozumiałam bohaterów, mogłam się z nimi zidentyfikować i utożsamić w wielu kwestiach. Z drugiej jednak strony bywały momenty, w których kompletnie nie mogłam zrozumieć ich motywacji i byli dla mnie irytujący. Gdy jednak tak teraz o tym myślę, stwierdzam iż to normalne zachowanie dla osób w tym wieku: Impulsywność i ciągle zmienianie zdania. Nie można jednak zarzucić Marianne i Connell'owi, że są płytcy czy jednowymiarowi. Wręcz przeciwnie - Marianne wydała mi się bardzo tajemnicza i enigmatyczna. Jeśli zaś chodzi o Connell'a to poruszony został wątek zdrowia psychicznego. Ogółem książka ta porusza także m. in. takie problemy jak: zaburzenia odżywiania, podział na klasy, toksyczne związki. Rooney nie stara się jednak umoralniać, dawać sygnały łopatologicznie czy umniejszać komuś z powodu tych postaw. Inną rzeczą, która niezmiernie mi się podobała jest możliwość interpretacji zachowań niektórych postaci, snucia własnych domysłów i podejrzeń. Z kolei ogromnym zarzutem jest zakończenie i sposób, w jaki zostało one przedstawiony - przyspieszony, wręcz oderwany, mam wręcz wrażenie, że nieco nie pasujący do reszty, ale biorąc pod uwagę jak wyglądała i została ukazana relacja Marianne i Connella'a, wydaje się, że to była najlepsza z możliwych opcji. Miałam również problem z tempem toczenia się akcji, a także z zakończeniem, które wydało mi się zbyt pospieszne i naciągane. Ale jedno jest pewne - obok tej książki nie można przejść obojętnie. Zostaje na długo w głowie i z pewnością sięgnę po nią jeszcze drugi, a pewnie i trzeci raz, co prawdopodobnie przyczyni się do zmiany mojej oceny na wyższą. Z chęcią sięgnę również po serial na podstawie "Normalnych ludzi", który sądząc po zwiastunie utrzymuje ten nieco przygnebiajacy i melancholijny nastrój książki, ale mimo wszystko wypełniony też troszeczkę ciepłem, a w moim przypadku nawet nadzieją. Złudną bo złudną, ale nadzieją. 

Link do opinii
Cytaty z książki

Marianne zamyka oczy. Prawdopodobnie już nie wróci, myśli. Albo wróci zmieniony. Tego, co mają teraz, nie zdołają odzyskać. Dla niej jednak ból samotności będzie niczym w porównaniu z bólem, który czuła kiedyś, bólem bycia niegodną. Ofiarował jej dobro i teraz należy ono do niej, tymczasem jego życie otwiera się przed nim we wszystkich kierunkach jednocześnie. Zrobili dla siebie dużo dobrego. Naprawdę, myśli Marianne, naprawdę. Ludzie naprawdę mogą się nawzajem odmienić.


Więcej

Przez te wszystkie lata byli jak dwie drobne rośliny rosnące na tym samym spłachetku ziemi, splatające się, wyginające, żeby zrobić miejsce jedno drugiemu, przyjmujące nieprawdopodobne pozycje. Ale ostatecznie zrobiła coś dla niego, umożliwiła mu nowe życie i już zawsze może czuć z tego powodu satysfakcję.


Więcej
Więcej cytatów z tej książki