Płomienie wdzierają się do domów niewinnych ludzi, pozostawiając po sobie zgliszcza. Raporty biegłych wskazują tę samą przyczynę pożarów: nieszczęśliwy wypadek. Jagna Biernacka, dziennikarka ,,Tygodnika Podhalańskiego", odkrywa, że prawda jest znacznie bardziej mroczna. W hermetycznej społeczności panuje zmowa milczenia, a ten, kto zadaje zbyt wiele pytań, przestaje być w niej mile widziany.
Gdy w kolejnym pożarze ginie małżeństwo, Jagna dostrzega powiązania, jakie ktoś za wszelką cenę stara się ukryć. Każde kolejne odkrycie rodzi nowe pytania...
Jak daleko posunie się miejscowy ksiądz w obronie wiary? Skąd nowy fotograf ,,Tygodnika" wie, kiedy zjawić się na miejscu pożaru, by jako pierwszy udokumentować zdarzenie? Jakie tajemnice skrywa lokalny biznesmen?
W Kościelisku jest ktoś, kogo ręce splamione są krwią, kto od lat kroczy ścieżką, z której nie ma powrotu. Pewne jest tylko jedno: tam gdzie tradycja, lokalne układy i nowe interesy tworzą niebezpieczną sieć, trudno odróżnić sprzymierzeńców od wrogów.
,,Ostatni smrek" to niepokojący, trzymający w napięciu thriller o tym, do czego może doprowadzić wiara i fałszywie rozumiana lojalność.
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 2026-03-25
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 528
"Ostatni smrek" Marii Gąsienicy-Zawadzkiej to kolejny thriller psychologiczny autorki, który miałam okazję przeczytać. Po lekturze poprzednich książek nie mogłam oprzeć się i tej.
Fabułę autorka umieściła na Podhalu, na co zresztą wskazuje już sam tytuł. Początkowo akcja rozwija się powoli, bez pośpiechu, ale napięcie stopniowo rośnie. i z każdą stroną wciąga w swój mroczny klimat. Przeplatanie przeszłości z teraźniejszością pozwala nam bardziej poznać motywy działania bohaterów.
W Kościelisku wybuchają pożary, które uznawane są za wypadki, jednak wokół nich krąży jakaś dziwna zmowa milczenia. Ludzie nie chcą o tym rozmawiać. Dziennikarka śledcza pracująca w Tygodniku Podhalańskim nie wierzy w te nieszczęśliwe przypadkowe pożary, coś jej tam nie gra. Lecz Jagna Biernacka jest osamotniona w swoich działaniach, nawet szefowa redakcji nie chce, żeby o tym pisać. Jednak którejś nocy ginie małżeństwo, które podobno zaczadziło się, Jagna zaczyna potajemnie swoje śledztwo, to był przecież nowy dom... Gdy jednak zaczyna zadawać dosyć niewygodne pytania, zamknięta miejscowa społeczność traktuje Jagnę jako wścibską dziennikarkę i nie chcą mieszać się w żadne domysły dotyczące rzekomych podpaleń. Dziennikarka jednak nie ma zamiaru odpuścić. Zdziwiona jest też postawą swojego narzeczonego. Artur jest policjantem, ale oni również uważają, że nic złego się nie dzieje, że nawet wyznaczony rzeczoznawca wykazał, że w żadnym z tych wydarzeń nikt nie przyczynił się do pożaru.
"Związała się z Arturem, bo to był dobry układ. Tak, układ. Ani wielka miłość, ani namiętność, ale czuła się przy nim bezpiecznie. Po pierwsze, narzeczony policjant działał na innych jak straszak."
Najgorsze jest to, że nikt nie wierzy Jagnie, że źle dzieje się w okolicy. Tylko dziadek wspiera ją w podejrzeniach. Gdy Jaga otrzymuje ostrzeżenie, jest tym bardziej pewna, że pożary nie były nieszczęśliwymi wypadkami. Że ktoś celowo podpala domy. Tylko dlaczego akurat te? Co łączy mieszkańców podpalonych domów? Kto wysyła dziennikarce groźby? Komu, oprócz dziadka może zaufać?
Ciekawy jest też wątek starej góralskiej wiary, wokół którego autorka stworzyła tajemniczą i mroczną atmosferę. Nowy wikary zauważa, że część starszych górali nie tylko nie chodzi do kościoła, ale też nie życzy sobie żadnych wizyt księdza w domu. Gdy pyta o to proboszcza, który stąd pochodzi, nie chce on o tym rozmawiać. Ksiądz Marcin postanawia sam do tego dotrzeć, musi tylko znaleźć kogoś, kto mu w tym pomoże.
"Nie miał siły do tych górali. Wierzą w Boga, ale na własnych zasadach."
"Przechodząc obok delikatesów Marcelek, zauważył siedzącą na ławce przed sklepem sędziwą parafiankę Zofię Chyc, największą plotkarę we wsi. Mówili o niej Rozgłośnia Wolna Chycowa."
Czy księdzu Marcinowi uda się rozwikłać zagadkę dotyczącą wiary starych górali? Czy Jaga przestraszy się wysyłanych jej gróźb? Ma już coraz więcej podejrzanych osób, które mogłyby być uwikłane w podpalenia oraz w jej zastraszanie. Co łączy zagadkowe pożary ze stara wiarą górali?
To książka, która trzyma w napięciu do samego końca, trudno ją odłożyć na potem.
Warto ją przeczytać, polecam.
Z książkami tej autorki jestem od debitu i przeczytałam wszystkie. Zawsze zachwycały mnie opisy naszych niezwykłych polskich gór. Tym razem jednak to nie przyroda gra główne skrzypce, mam poczucie, że książka ta ma trochę mroczniejszy klimat niż poprzednie.
Reporterka, która ma niesamowitą intuicję, a ta podpowiada jej, że pożary w Kościelisku nie są przypadkiem, mimo opinii biegłego. Zaczyna swoje śledztwo i powoli odkrywa nowe elementy, które wskazują na większą aferę. Niestety okazuje się, że zadziera z bardzo niebezpiecznymi ludźmi, którzy wiedzą o niej zdecydowanie zbyt dużo. Nieoczekiwanie z pomocą w odnalezieniu prawdy przychodzą jej ksiądz oraz kolega.
To nie jest "lukrowana" historia, jeśli ma się tu wydarzyć coś złego, to zapewne nastąpi. Za to ma u mnie ogromny plus.
Tym razem zabrakło mi opisów Tatr, a mam poczucie, że troszkę za dużo było opisów religii, choć rozumiem dlaczego.
Niemniej jednak książka wciągała i czytało się ją bardzo szybko.
Ocena: 9/10 gwiazdek
„Ostatni smrek” Marii Gąsienicy-Zawadzkiej to książka, która wciągnęła mnie jak górski potok – szybko i bezpowrotnie. Ledwo zaczęłam, a już czułam ten charakterystyczny, podhalański klimat, w którym tradycja miesza się z mrocznymi tajemnicami. Obietnica kryminalnej zagadki osadzonej w hermetycznej społeczności? To było coś, po co sięgam z wypiekami na twarzy.
Fabuła to prawdziwy rollercoaster emocji. Główna bohaterka, Jagna Biernacka, dziennikarka lokalnej gazety, nie daje wiary oficjalnym wersjom o serii pożarów, które trawią domy w Kościelisku. Każde jej nowe odkrycie to jak odrywanie kolejnej warstwy lokalnej zmowy milczenia. Intryga jest tak skonstruowana, że z każdym rozdziałem miałam wrażenie, że jestem coraz bliżej prawdy, by za chwilę przekonać się, że tak naprawdę wiem… nic.
Bohaterowie to zdecydowanie mocny punkt tej historii. Jagna to postać, której kibicowałam od pierwszej strony – uparta, sprytna i kierująca się intuicją.
Jagna Biernacka – nasza przewodniczka po tym mrocznym świecie. To nie jest typowa dziennikarka śledcza w lśniących butach, która wszystko wie lepiej. Jagna jest stąd, z Podhala, co daje jej ogromny atut: zna ludzi, gwary i zwyczaje, ale jednocześnie jest na tyle outsiderką (pracuje w lokalnej gazecie, a nie w ścisłym górskim kręgu), że widzi więcej. Jej siłą jest upór i instynkt, ale też… zwykły strach. Kiedy zaczyna węszyć, że pożary nie są przypadkowe, czuć jej niepokój na własnej skórze. Autorka nie robi z niej superbohaterki – Jagna się denerwuje, waha, popełnia błędy, a ja przez to kibicowałam jej jeszcze bardziej.
Mężczyźni w jej życiu – tu robi się naprawdę ciekawie. Każdy z nich pachnie tajemnicą. Jest przystojny fotograf (i od razu mówię – nie ma tu taniego romansu na siłę!), który pojawia się w najmniej spodziewanych momentach. Jest lokalny biznesmen z wpływami i uśmiechem, który może znaczyć wszystko. I jest ksiądz – postać, którą autorka sportretowała wyjątkowo dwuznacznie. W górskiej społeczności to on często jest ostoją moralności, ale czy na pewno? Każdy z nich coś ukrywa, a Jagna musi lawirować między ich pomocą a podejrzliwością.
Mieszkańcy Kościeliska to zbiorczy bohater, który zasługuje na osobny aplauz. Maria Gąsienica-Zawadzka wspaniale oddała tę hermetyczność: wszyscy się znają, nikt nie chce mówić obcym, a za słowem „tradycja” kryje się często zmowa milczenia. Sąsiedzi, którzy widzą więcej, niż mówią. Gospodynie, które przy herbacie rzucają zdania znaczące więcej niż niejedno oficjalne zeznanie. To, jak autorka buduje atmosferę nieufności, sprawia, że czytelnik zaczyna podejrzewać dosłownie każdego. To, co najbardziej lubię, to fakt, że żaden bohater nie jest jednowymiarowy. Nawet ci, którzy na pierwszy rzut oka wydają się kryształowo czyści, mają swoje demony, a ci, których chciałoby się skreślić, nagle pokazują ludzką twarz. Właśnie to ciągłe balansowanie między sympatią a podejrzliwością sprawia, że książkę pochłania się w tempie ekspresowym.
Autorka znakomicie oddała atmosferę nieufności; tu dosłownie nie wiesz, komu możesz zaufać. Od lokalnego biznesmena, przez charyzmatycznego księdza, aż po tajemniczego fotografa – każdy ma coś na sumieniu, a napięcie rośnie z każdą wspólną sceną.
Tempo jest dobrze wyważone. Nie ma tu pośpiechu na siłę. Natomiast jest stopniowe budowanie atmosfery grozy i niepokoju. Styl autorki jest przystępny, a momentami potrafi zaskoczyć autentycznością – ogromnym plusem są dialogi pisane gwarą, które dodają całej historii niesamowitego kolorytu i realizmu.
To książka dla każdego, kto lubi thrillery obyczajowe, w których tło jest równie ważne co sama zagadka kryminalna. Jeśli cenicie powolne odkrywanie sekretów, mroczne tajemnice małych społeczności i klimat gór, który udziela się z każdej strony – to będzie strzał w dziesiątkę.
„Ostatni smrek” to mocny, niepokojący thriller, który udowadnia, że wiara i lojalność mogą mieć bardzo mroczne oblicze. Jestem pod ogromnym wrażeniem i na pewno sięgnę po kolejne książki autorki!
Moja ocena: 9/10 🌟 (bo jeden punkt odejmuję za to, że musiałam się z bohaterami pożegnać!)
BRUNETTE BOOKS
#wartojakpieron ???
Może na tym powinnam poprzestać, ale tego nie zrobię. Wybrałam się na pierwsze spotkanie z piórem autorki i było tak dobrze, że czuję się głodna kolejnego.
Góry, pożary, morderstwa, zmowa milczenia, stare wierzenia, fanatyzm...
Czyż to wszystko nie brzmi rewelacyjnie? Oczywiście dla fanów kryminałów i thrillerów.
Jeśli do tego dołożyć doskonalący styl i lekkość jaką czuć w każdym słowie, to czytelnik dostaje wyborny thriller, którego nie chce odkładać.
W każdym razie ja miałam z tym problem i gdy wieczorem odłożyłam powieść to w niedzielę o świcie, książka była znów w moich rękach. Chciałam wiedzieć co stanie się dalej.
Więc nie jest trudno wnioskować, że #mariagąsienicazawadzka potrafi utrzymać uwagę czytelnika i robi to w genialnym stylu.
Doskonale rozumiem te wszystkie zachwyty jakie dane mi było czytać przy premierach wcześniejszych powieści. Teraz sama jestem pod ogromnym wrażeniem tej o cieszę się, że mam jeszcze trzy po które mogę sięgnąć.
Dostałam intrygującą zagadkę, świetnie skrojonych bohaterów, kilka zaskakujących zwrotów akcji i klimat pełen tajemnic i niepewności.
Więc wracam do samego początku i mówię #wartojakpieron #czytać
Nowa powieść autorki bestsellera ,,Gniew halnego"! Po latach nieobecności Anka wraca do rodzinnego domu w Zakopanem. Jej matka miała wypadek i potrzebuje...
Trzy historie. Dwa pokolenia. Jedno miejsce skrywające mroczą prawdę o nich wszystkich. Hotel Rysy położony głęboko w lesie, na polanie Zgorzelisko...
Przeczytane:2026-05-09, Ocena: 5, Przeczytałam, Mam, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2026 roku - 100, Kryminał, thriller, sensacja,
ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗚ó𝗿𝗮𝗹 𝗶 𝗛𝗮𝗹𝗻𝘆
Jestem w twórczości Marii Gąsienicy Zawadzkiej zakochana od przeczytania 𝘎𝘯𝘪𝘦𝘸𝘶 𝘏𝘢𝘭𝘯𝘦𝘨𝘰, każda kolejna książka autorki pogłębia tylko tę miłość. Zdaję sobie sprawę, że mogę być nieobiektywna w swojej ocenie, ale trudno mi nie docenić sposobu, w jaki autorka buduje klimat, bohaterów i historie, które zostają ze mną jeszcze po zamknięciu książki. Niezmiennie zachwyca mnie podtatrzański klimat, który tworzy autorka, oraz autentyczność Podhala, którą potrafi tak naturalnie oddać w swoich książkach. 𝘖𝘴𝘵𝘢𝘵𝘯𝘪 𝘴𝘮𝘳𝘦𝘬 to jedna z tych książek, które zaczynają się spokojnie i nie zapowiadają tego, co wydarzy się później. Cała historia zaczyna się w lesie i w pewnym sensie właśnie tam się kończy, co nadaje jej ciekawą, spójną konstrukcję. Początkowo trudno było mi wejść w rytm tej historii, bo nie ma tu klasycznego kryminalnego otwarcia ani zbrodni, która od pierwszych stron wyznacza kierunek fabuły. Dopiero z czasem pojawia się więcej pytań niż odpowiedzi, a akcja nabiera tempa. Od początku czuć w tej książce miłość Marii Gąsienicy-Zawadzkiej do swojego regionu. Wszystko wydawało mi się naturalne, niewyreżyserowane, płynące prosto z serca. Opisy gór i Zakopanego pozwalały mi w pełni zanurzyć się w tym klimacie i poczuć jego wyjątkowość. Ta autentyczność zrobiła na mnie duże wrażenie, a z każdą stroną coraz bardziej zakochiwałam się tej historii.
Akcja 𝘖𝘴𝘵𝘢𝘯𝘪𝘦𝘨𝘰 𝘴𝘮𝘳𝘦𝘬𝘢 rozgrywa się w Kościelisku, gdzie mieszkańców zaczyna niepokoić seria pożarów. Z pozoru wszystko można tłumaczyć przypadkiem, ale Jagna Biernacka, pracująca w lokalnej redakcji, szybko wyczuwa, że za tymi wydarzeniami kryje się coś więcej.
Jagna jest dociekliwą i ambitną młodą dziennikarką, którą tłamsi apodyktyczna naczelna. Dziewczyna jednak jako jedyna podejrzewa, że w Kościelisku w ostatnim czasie dzieje się zbyt wiele dziwnych wypadków i pożarów, w których śledczy nie widzą nic podejrzanego. Na wszystko znajdują logiczne wyjaśnienia, a ona czuje, że te zdarzenia są ze sobą powiązane i mają drugie dno. Wciąż chodzi jej po głowie myśl, która nie daje jej spokoju, związana z Kościeliskiem i wydarzeniami z tego roku. Jeśli miała rację i w tej okolicy dzieje się coś złego, ktoś musi coś wiedzieć. Ona musi się tego dowiedzieć. Czuje, że trafiła na trop. Jeszcze nie wie, dokąd ją to zaprowadzi, ale ma przeczucie, że to poważna sprawa. Wszystkie te pożary w Kościelisku wyglądają na podejrzany zbieg okoliczności.
Jagna zaczyna coraz mocniej angażować się w sprawę pożarów i szybko odkrywa, że im głębiej wchodzi w temat, tym większy opór napotyka. Pojawiają się sygnały, że ktoś uważnie obserwuje jej działania i nie zamierza pozwolić jej dotrzeć do prawdy, a atmosfera wokół jej śledztwa zaczyna gęstnieć i budzić coraz większy niepokój.
W redakcji pojawia się nowy fotograf Kuba, który również interesuje się pożarami, co początkowo budzi w Jagnie ciekawość, a z czasem coraz większą nieufność. Jego obecność w miejscach zdarzeń i wiedza na temat szczegółów, które nie są oczywiste dla postronnych osób, sprawiają, że zaczyna go obserwować z dystansem, nie wiedząc, czy jest sprzymierzeńcem, czy kolejnym elementem układanki.
Wśród mieszkańców pojawiają się kolejne postaci, które zdają się wiedzieć więcej, niż chcą ujawnić, w tym miejscowy wikary, którego zachowanie wzbudza w Jagnie coraz więcej pytań. Każdy nowy trop zamiast przybliżać ją do rozwiązania, jeszcze bardziej komplikuje obraz całej sprawy i pokazuje, jak trudno przebić się przez mur milczenia, który otacza Kościelisko.
Kiedy Jagna zaczyna interesować się postacią piromana z Kościeliska, otrzymuje wiadomość z nieznanego adresu mailowego. To pogróżka, że jeśli nie odpuści, spotka ją to samo co w Warszawie. Kto mógł znać jej przeszłość na tyle dobrze, by posunąć się do czegoś takiego. Dziewczyna jednak nie zamierza się wycofać. W głowie brzmią jej słowa dziadka: „Nic nie jest trudne, jeśli podzielisz to na małe zadania”. Małe zadania. Tak, musi robić to, co trzeba, krok po kroku.
Gdy wydaje się, że trafia na osobę, która mogłaby rzucić nowe światło na wydarzenia, sytuacja wymyka się spod kontroli i kolejny trop okazuje się zamknięty. Zamiast odpowiedzi pojawiają się kolejne ostrzeżenia, a Jagna zostaje sama z poczuciem, że ktoś konsekwentnie stara się ją zatrzymać i zniechęcić do dalszego drążenia sprawy.
Jagna nie spodziewała się, że pracując w lokalnej gazecie, wpadnie na trop tak dużej sprawy. Od dawna marzyła o dziennikarstwie śledczym, ale dopiero teraz zaczęła rozumieć, z jakim ciężarem się ono wiąże i jak wiele zagrożeń może przynieść. Coraz częściej pojawia się pytanie, czy jest gotowa i wystarczająco silna, by iść dalej, gdy stawka zaczyna dotyczyć już nie tylko prawdy, ale także bezpieczeństwa jej samej i bliskich.
W retrospekcjach autorka prezentuje dwóch mężczyzn, dwa żywioły. Spotkali się i dobrze poznali w więzieniu. Jeden z nich sądzi, że znalazł przyjaciela, a drugi wykorzystuje tę relację. Na wolności łączą siły, ponieważ jeden z nich wmawia drugiemu, że są do siebie podobni, w co ten drugi święcie wierzy. Dopiero później okazuje się, jaką cenę przyjdzie mu za tę wiarę zapłacić.
Święty Smrek i misja Górala to tak naprawdę pretekst do zdobywania ziemi i rozwijania nowych interesów. Szantaż, zastraszanie, podpalenia i w końcu morderstwa tych, którzy nie dali się złamać. Halny robił to, co musiał, a potem to, do czego został zmuszony. „Całe zło świata bierze się z ułomności ludzkiej natury” dodałabym oraz z fanatyzmu.
Autorka tym razem stworzyła historię, w której codzienność małej społeczności przenika się z wpływami, zależnościami i sprawami, o których nie mówi się głośno. Szczególnie zainteresował mnie motyw religii. Pojawia się tutaj ksiądz mocno zaangażowany w życie parafii, dbający o swoich wiernych i próbujący zrozumieć, dlaczego część mieszkańców coraz rzadziej pojawia się w kościele. Duże wrażenie zrobił na mnie także wątek zasymilowanej rodziny z Bliskiego Wschodu wyznającej islam. Autorka wprowadziła również fikcyjną sektę odwołującą się do dawnych bogów i starych wierzeń. Bardzo podobało mi się to połączenie prawdziwych religii z elementami wykreowanymi na potrzeby fabuły, ponieważ nadało całej historii wyjątkowy i intrygujący klimat.
Szczególnie przypadło mi do gustu stopniowe odkrywanie informacji przez autorkę. Każdy kolejny trop prowadził coraz głębiej w świat niedopowiedzeń, przemilczeń i tajemnic pilnie strzeżonych przez miejscową społeczność. Atmosfera niepokoju narastała stopniowo, a ja przez cały czas miałam wrażenie, że prawda znajdowała się tuż obok, choć wciąż pozostawała poza zasięgiem.
𝘖𝘴𝘵𝘢𝘵𝘯𝘪 𝘴𝘮𝘳𝘦𝘬 to opowieść o gęstym, niepokojącym klimacie, w której podhalańska rzeczywistość mieszała się z dawnymi wierzeniami, lękiem i sekretami ukrywanymi przez mieszkańców. Od samego początku czuć ciężki, tajemniczy klimat gór i ludzi mocno związanych z miejscem, w którym żyją. To nie jest wyłącznie thriller oparty na kryminalnej zagadce, ale historia głęboko zanurzona w lokalnej tradycji, ludzkiej mentalności i przekonaniach przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Natura obecna w tej powieści mnie zachwycała, ale jednocześnie budziła niepokój i przypominała, że góry potrafią być równie piękne, co groźne.
Najmocniej jednak poruszył mnie klimat tej powieści. Góry nie stanowią tutaj jedynie scenerii wydarzeń, ale stają się niemal pełnoprawnym bohaterem tej historii. Ich surowość, cisza i wszechobecne napięcie mocno wpływają na atmosferę oraz zachowanie postaci. Duże wrażenie zrobiły na mnie również nawiązania do dawnych wierzeń, góralskich przesądów i symboliki smreka. Właśnie te elementy nadały tej historii gęsty, chwilami przytłaczający klimat i uczyniły ją niezwykle wyrazistą i zapadającą w pamięć.
Na uwagę zasługuje również to, w jaki sposób autorka przedstawiła lokalną społeczność. Nie ma tu ani wyidealizowania, ani surowej krytyki, raczej spokojna obserwacja tego, jak żyją ci ludzie. Widać ich przywiązanie do tradycji i silne więzi z własnym środowiskiem, ale też lęk przed zmianą i wyjściem poza znane schematy. Bohaterowie są niejednoznaczni, pełni sprzeczności i emocji, często uwikłani w relacje, których nie da się łatwo ocenić. To wszystko sprawia, że historia brzmi naturalnie i niesie ze sobą silny ładunek emocjonalny.
𝘖𝘴𝘵𝘢𝘵𝘯𝘪 𝘴𝘮𝘳𝘦𝘬 to dla mnie książka pełna tajemnic, niepokoju i trudnych tematów, które trudno wyrzucić z pamięci. Jest surowa i momentami naprawdę niepokojąca, ale dzięki temu od początku do końca mocno angażuje i trudno ją odłożyć. Szczególnie poruszył mnie sposób, w jaki Maria Gąsienica-Zawadzka pokazuje cienką granicę między wiarą a fanatyzmem, lojalnością a ślepym posłuszeństwem oraz tradycją a czymś znacznie mroczniejszym.