Okładka książki - Ostatni taniec

Ostatni taniec


Ocena: 5.67 (9 głosów)

Dziesięć słów, które złamały serce.

Julia miała wszystko - miłość, zaufanie i pewność, że jej życie właśnie zaczyna się jak w bajce. A jednak w chwili, gdy miała wypowiedzieć sakramentalne ,,tak", dostała tylko kartkę. Krótkie zdanie, które zburzyło cały świat. Mija dziesięć lat. Michał wraca. Chce wyjaśnić, przeprosić, odsłonić prawdę, której Julia nigdy nie poznała. Ale czy można zaufać komuś, kto raz już odebrał wszystko? Czy miłość, która przetrwała w cieniu rozczarowania, ma szansę narodzić się na nowo? To poruszająca opowieść o zdradzonych marzeniach, o sile kobiety, która musi zmierzyć się z przeszłością, i o tym, że prawda potrafi zmienić wszystko - nawet to, co wydawało się dawno stracone.

Informacje dodatkowe o Ostatni taniec:

Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2026-02-11
Kategoria: Obyczajowe
ISBN: 9788384410257
Liczba stron: 336

Tagi: Literatura obyczajowo-rodzinna

więcej

Kup książkę Ostatni taniec

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
Cytaty z książki

Na naszej stronie nie ma jeszcze cytatów z tej książki.


Dodaj cytat
REKLAMA

Zobacz także

Ostatni taniec - opinie o książce

Avatar użytkownika - EMOL
EMOL
Przeczytane:2026-03-16, Ocena: 5, Przeczytałam, 100 ksiażek 2026,

Książka „Ostatni taniec” Rafała Wicijowskiego jest powieściowym debiutem pisarza i blogera znanego do tej pory z bloga „Oczami Mężczyzny” i licznych poradników o tematyce rozwoju osobistego, relacji międzyludzkich i emocji.

Główna bohaterka, Julia Marciniak, w białej sukni czeka w kościelnej salce na mężczyznę, z którym chce spędzić dalsze życie. Znają się już od 5 lat i ta decyzja jest świadomym wyborem obu stron. Jednak zamiast Michała Zawady zjawia się jego matka z listem. Jej narzeczony nie przyjdzie, ślubu nie będzie. Zdruzgotana kobieta ze złamanym sercem traci sens życia. Z pomocą rodziców i przyjaciółki Anki Julia powoli składa swoje życie na nowo. Od tamtych bolesnych wydarzeń minęło 10 lat. Kobieta pracuje jako nauczycielka i wciąż jest sama, choć o jej względy od jakiegoś czasu zabiega kolega z pracy Kuba i ich relacja staje się coraz bliższa. Z tego spokojnego rytmu wybija ją pewnego dnia telefon od matki Michała. Zawada wrócił do Warszawy, jest śmiertelnie chory i chce ją zobaczyć. Kiedy Julia po wewnętrznej walce decyduje się zobaczyć z byłym narzeczonym dowiaduje się, że ma on rzadką postać dystrofii mięśniowej. I to wiadomość o chorobie była powodem jego nieprzyjścia na własny ślub. Teraz jednak mężczyzna prosi ją, żeby spędziła z nim ostatnie tygodnie jego życia. Czy Julia się zgodzi? Jak na powrót Michała zareagują Anka i Kuba?

Na pierwszy plan w stworzonej przez autora powieści wysuwa się motyw „noble sacrifice” silnie oddziaływujący na emocje czytelnika. Połączony z motywem porzuconej narzeczonej i śmiertelnej choroby jednego z głównych bohaterów daje w efekcie melodramatyczną konstrukcję fabularną. Przy takiej konstrukcji łatwo wpaść w nadmierną melodramatyczność prowadzącą do utraty autentyczności przedstawianych wydarzeń oraz postaw i emocji bohaterów. Ten nadmierny melodramatyzm ja dostrzegam w narracji opisującej wydarzenia z roku 2020.

Na początku znajomości (rok 2010) postacie Julii i Michała są naturalne, wiarygodne, a ich zachowania spontaniczne i realistyczne. Ich relacje kształtują się dynamicznie poprzez wspólnie spędzany czas, otwartą komunikację i wzajemne zaufanie. Uczą się rozwiązywania problemów i akceptacji różnic. Są ze sobą i dla siebie. Ich związek zbudowany jest na solidnym fundamencie. Tymczasem w dniu ślubu Michał znika bez wyjaśnień podejmując jednostronnie decyzję dotyczącą ich obojga. Takie zachowanie spowodowane było fałszywie rozumianą troską o drugą osobę, ale dla mnie świadczy też o braku szacunku do partnerki i egoizmie. Ta decyzja spowodowała, że Michał stracił całą moją sympatię. Dopiero po 10 latach mężczyzna poczuł nie tylko potrzebę wyjaśnienia powodu swojej ucieczki sprzed ołtarza, ale i potrzebę, aby Julia towarzyszyła mu w ostatnim okresie życia. Motywacja powrotu po latach i prośby są dla mnie niejasne i wywołały moją irytację jako czytelniczki. Trudno mi uwierzyć w jego niesłabnące uczucie i wyrzuty sumienia w kontekście prowadzonego przez niego życia wciągu minionych 10 lat. Kiedy zjawił się bliski śmierci praktycznie nie dał Julii wyboru, bo trudno odmówić umierającemu. Zachowanie Julii po powrocie Michała wydaje mi się idealistyczne i budzi we mnie ambiwalentne uczucia. Wydobycie się z dołka psychicznego po porzuceniu jej bardzo dużo ją kosztowało, więc mam pewien szacunek dla decyzji, którą podjęła po jego powrocie, ale z drugiej strony nie zgadzam się z jej wyborem, wywołuje on we mnie złość. Czy naprawdę siła relacji zbudowanej przed ślubem okazuje się tak silna, że przetrwała dziesięcioletnią rozłąkę, poczucie winy Michała po porzuceniu Julii oraz poczucie odrzucenia i niewystarczalności u Julii? We mnie siła takiej relacji budzi niedowierzanie. Dramatyzm sytuacji, w której znaleźli się Julia i Michał sprawia, że podejmują oni decyzje pod wpływem silnych emocji. I być może to te emocje wpływają na to, że ich wybory i zachowanie są jak dla mnie  nielogiczne i niezrozumiałe. Czy to na pewno miłość? Rodzi się też refleksja dotycząca wpływu emocji na podejmowane przez nas decyzje. Na ile wypływają one na to co robimy? Ale nie tylko para głównych bohaterów działa pod wpływem silnych impulsów. Reakcja Kuby na decyzję Julii także jest bardzo emocjonalna.

Oprócz wspomnianych wyżej motywów w powieści znajdziemy także motyw dokonywania wyborów i ponoszenia ich konsekwencji. On także jest ciekawie rozwinięty. Kto poniósł większe konsekwencje po ucieczce Michała sprzed ołtarza? Czy można to w jakiś sposób ocenić, porównać? A decyzja o towarzyszeniu umierającemu, kto tu zyskuje, a kto traci? Pisarz stawia też ciekawe pytanie o prawo do decydowania za kogoś w tych sytuacjach życiowych, kiedy łączą ludzi jakieś relacje. Michał zdecydował za Julię, a po latach Julia staje przed podobnym dylematem – czy powinna zdecydować sama czy razem z Kubą?

W powieści wydarzenia bieżące przeplatają się z retrospekcjami, dzięki czemu otrzymujemy głębszy wgląd w przeszłość i kształtowanie się relacji między bohaterami. Ma to pomóc zrozumieć motywację ich bieżących zachowań. Narracja oddziałuje na emocje, ale nie zawsze te emocje mi się udzielały, czasem wydawały się nadmiernie przerysowane. W fabułę autor nie rzadko wplata filozoficzno-moralizatorskie myśli i spostrzeżenia nawiązujące do poruszanej w powieści problematyki rozszerzając narrację o warstwę pouczająco-refleksyjną. Tematyka śmierci i zamykania pewnego etapu życia niektórych być może nastraja refleksyjnie, ale mnie osobiście takie wtrącenia irytowały.

„Ostatni taniec” jest jedną z takich książek, które mnie osobiście trudno jednoznacznie ocenić. Fabuła jest dość schematyczna i mało oryginalna, podobnie jak poruszane motywy. Rozwinięcie akcji wywoływało u mnie ambiwalentne uczucia. Postacie nie przekonały mnie do siebie, nie udało mi się nawiązać z nimi więzi emocjonalnej, choć ich zachowania na mnie oddziaływały. Trudno mi zdecydować czy autor rozmyślnie zbudował bardzo melodramatyczną fabułę, żeby poprzez jej kontrowersyjność zachęcić czytelnika do refleksji nad przedstawionymi motywami czy chodziło mu jedynie o wywołanie silnych emocji dramatem pokazanym w fabule. Z mojej strony mniej było zaangażowania emocjonalnego a więcej krytycznego i intelektualnego. Ogólnie lektura mnie wciągnęła i pozostawiła materiał do refleksji.

Z niektórymi książkami jest jak z ciastkiem, trzeba samemu spróbować, żeby sprawdzić, czy jest dobre. Myślę, że „Ostatni taniec” należy do tej kategorii, zatem musicie zaryzykować, żeby się przekonać czy ta lektura trafi w Wasz gust.  

Link do opinii

ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗛𝗶𝘀𝘁𝗼𝗿𝗶𝗮 𝗯𝗲𝘇 𝗼𝗴𝗻𝗶𝗮

Sięgając po powieść 𝑂𝑠𝑡𝑎𝑡𝑛𝑖 𝑡𝑎𝑛𝑖𝑒𝑐 Rafała Wicijowskiego miałam pewne wyobrażenie o tym, czego mogę się spodziewać. Autor od dłuższego czasu prowadzi blog „Oczami mężczyzny”, na który przyznaję, czasami zaglądam. Lubię jego przemyślenia o relacjach, emocjach i codzienności, dlatego naturalnie oczekiwałam, że podobną wrażliwość odnajdę również w jego książce. Zapowiadała się historia z ciekawym motywem i potencjałem na naprawdę poruszającą opowieść o uczuciach. Podczas lektury towarzyszyła mi jednak pewna rozbieżność między tym, czego się spodziewałam, a tym, co faktycznie dostałam. Liczyłam na silne emocje, na historię, która wciągnie mnie bez reszty i pozwoli poczuć prawdziwą chemię między bohaterami. Tymczasem uczucia, które wybrzmiewały z kart powieści, okazały się raczej stonowane, momentami wręcz zaskakująco chłodne. Nie potrafiłam w pełni uwierzyć w relację bohaterów ani w siłę ich więzi.

Michał i Julia poznali się przypadkiem. Od pierwszej chwili czuli, że nadają na tych samych falach. To była miłość od pierwszego wejrzenia i przez lata ich znajomości to uczucie tylko się pogłębiało. Nie było to zwykłe zauroczenie ani to pierwsze, oszałamiające uczucie, które zapiera dech w piersiach i odbiera rozum. Pokochali się tak głęboko, jak kocha się kogoś, kogo naprawdę się zna. Ze wszystkimi niedoskonałościami, z tymi cichymi gestami, które znaczą więcej niż tysiąc słów.

Większość ludzi szuka takiej miłości przez całe życie. Czasem budują związki z pragnienia, by nie być samemu. I żyją latami, nawet nie wiedząc, czego im brakuje. Nieliczni trafiają na kogoś, przy kim wszystko staje się prostsze, przy kim można być sobą, przy kim nawet najtrudniejsze chwile stają się znośne. Julia i Michał wydawali się właśnie taką parą.

Przez pięć lat budowali swój związek. W swoich oczach i w oczach przyjaciół byli parą idealną. Jednak w dniu, w którym mieli się pobrać, gdy szczęśliwa Julia miała zostać żoną Michała i połączyć z nim swoje życie, wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał. Przed ołtarzem zamiast narzeczonego dziewczyna otrzymała jedynie kartkę z krótkim zdaniem, które złamało jej serce.

Mija dekada od tamtych zdarzeń i Julia jakoś poukładała sobie życie. Pracuje w szkole, a od ostatnich dwóch lat próbuje nawiązać bliższą relację z kolegą z pracy, Jakubem. Człowiekiem dobrym i szczerym. A gdy wydaje się, że wszystko zaczyna toczyć się w dobrym kierunku, Michał nagle wraca. Do Polski, do domu, do życia Julii. Chce jej wszystko wyjaśnić i przeprosić. Po dziesięciu latach milczenia.

Julia jest wzburzona. Z jednej strony chce poznać prawdę i dowiedzieć się, dlaczego przed laty ukochany porzucił ją przed ołtarzem, upokarzając na oczach całej rodziny. Dlaczego mężczyzna czekał aż do dnia ślubu, by ją porzucić i złamać jej życie? Z drugiej strony wolałaby już nigdy go nie zobaczyć.

Wydawało mi się, że od tej chwili coś wreszcie zacznie się dziać, bo do akcji wkraczają uczucia Julii, Michała i Kuby, który liczył, że założy z Julią rodzinę. Liczyłam, że poczuję coś, co mnie poruszy, wzbudzi emocje. Niestety były to tylko negatywne odczucia. Byłam zła, poirytowana, nie potrafiłam współczuć bohaterom. Trudno bowiem zrozumieć, że po dziesięciu latach katuszy i próbie poukładania sobie życia, Julia miała teraz wracać do początku i zaczynać wszystko od nowa.

Julia bardzo bała się tego spotkania i towarzyszących mu uczuć. Jak miała sobie z nimi poradzić? Powrót Michała, wyrzuty Kuby, którego to przerosło, ciężar niewypowiedzianych słów i kłębiących się pytań. Jak rozpocząć taką rozmowę po tak długim czasie? Czy mogła przez wszystkie te lata nosić w sobie dawną miłość i czekać na jego powrót? Od tego momentu miałam wrażenie, że oglądam amerykański film o wszystkim i o niczym.

Julię i Michała podzielił czas, wszystko stracili, a mogli przez cały ten czas być razem. To Michał podjął decyzję za nich oboje. Czy w imię miłości miał do tego prawo, czy powinien pozwolić Julii wybrać samodzielnie? Może razem obojgu mimo wszystko byłoby lżej. Teraz wrócił i obciąża ją tym, przed czym rzekomo chciał ją wtedy chronić. Oczekuje, że Julia w imię ich wielkiej miłości wysadzi w powietrze swoje normalne życie. Niektórych rzeczy nie da się już zastąpić ani naprawić. Nie można wrócić do miejsc, które były dla nich wyjątkowe. Nic nie zdarza się dwa razy.

Dodatkowo coraz bardziej zaczęła mi przeszkadzać wszechobecna ckliwość opowieści oraz powtarzalność niektórych wątków. Na końcach rozdziałów pojawiały się krótkie refleksje autora, coś na kształt życiowych porad czy złotych myśli o miłości i życiu. Zamiast pogłębiać historię, przypominały raczej fragmenty poradnika o tym, jak żyć lepiej i budować szczęśliwe relacje. W pewnym momencie zaczęłam mieć wrażenie, że te wstawki wytrącają mnie z rytmu opowieści i odbierają mi przyjemność czytania.

Być może jest to książka skierowana przede wszystkim do młodszych czytelniczek, które dopiero odkrywają emocjonalne zawiłości miłości i relacji. Patrząc jednak z perspektywy dojrzałej czytelniczki, z własnym bagażem doświadczeń, odniosłam wrażenie, że historia momentami ociera się o przesadną słodycz, a nawet o pewien literacki absurd. Tego typu opowieść być może zachwyciłaby mnie wiele lat temu, kiedy romantyczne melodramaty działały na moją wyobraźnię znacznie silniej.

Sięgając po tę powieść kierowałam się przede wszystkim opisem wydawcy, który zapowiadał poruszającą historię pełną emocji. Wszystko wskazywało na to, że będzie to opowieść o miłości, przyjaźni i cierpieniu, czyli o tym, co w literaturze potrafi najmocniej dotknąć odbiorcę. Te elementy rzeczywiście w książce się pojawiają, jednak w moim odczuciu zabrakło w niej czegoś znacznie ważniejszego. Tego wewnętrznego żaru, który sprawia, że historia wciąga bez reszty i nie pozwala oderwać się od kolejnych stron.

Dziś jednak od literatury oczekuję czegoś więcej. Szukam w książkach historii, które nie tylko wzruszają, ale także zostawiają we mnie coś trwałego, prowokują do refleksji i zmieniają sposób patrzenia na świat. 𝑂𝑠𝑡𝑎𝑡𝑛𝑖 𝑡𝑎𝑛𝑖𝑒𝑐 miał potencjał, by taką historią się stać, jednak w moim odczuciu bliżej mu do stylu amerykańskich melodramatów, które próbują za wszelką cenę wycisnąć z czytelnika łzy. Problem w tym, że w moim przypadku te emocje nie dały o sobie znać tak mocno, jak się tego spodziewałam.

Podczas lektury brakowało mi napięcia i emocji, które sprawiają, że z niecierpliwością czekam na rozwój wydarzeń. Zamiast tego miałam wrażenie, że wszystko toczy się bardzo przewidywalnym rytmem. Kolejne rozdziały czytałam z nadzieją, że w pewnym momencie pojawi się coś, co naprawdę mnie zaskoczy, jakiś zwrot akcji albo emocjonalny moment, który nada tej historii głębi. Niestety nic takiego się nie wydarzyło.

Z każdą następną stroną coraz bardziej czułam, że zmierzam jedynie do końca tej opowieści. Czekałam na tytułowy ostatni taniec, ale już nie z ciekawości czy wzruszenia, lecz raczej z poczuciem, że to właśnie on zamknie historię, która zamiast mnie porwać, pozostawiła we mnie przede wszystkim rozczarowanie.

Piękne byłoby przedstawienie miłości Julii i Michała, gdyby nie była tak naiwnie jednostronna. Autor ukazał Julię jako kobietę mało wartościową i niezbyt inteligentną. Kobietę, która oparła swoją tożsamość na wspomnieniach dawnego „my” i nagle musi zmierzyć się z tym, co minęło. Tak autor widzi rolę kobiety? Mamy wiernie czekać, podczas gdy mężczyźni mogą wyjeżdżać daleko i wracać, kiedy nie mają już dokąd? Potrzeby Michała się liczyły, a Julii nie? Liczyłam na psychologiczne studium postaci, a otrzymałam łzawy romans. W imię zasady, że miłość wszystko wybaczy, ma ona przetrwać wszystko i znosić wszystkie trudności. Bohaterowie próbują odnaleźć swoje miejsce w uczuciach po latach rozłąki, bo podobno prawdziwej miłości nie mierzy się latami, lecz intensywnością chwil, które potrafi się razem przeżyć. Czasami jednak nawet najpiękniejsze wspomnienia nie wystarczą, by zbudować przyszłość, gdy decyzje jednej osoby rzutują na życie drugiej. Miłość wymaga nie tylko oddania, lecz także szacunku, dokonywania wyborów i gotowości do ponoszenia konsekwencji swoich czynów, dlatego ja w tę miłość 𝑂𝑠𝑡𝑎𝑡𝑛𝑖𝑒𝑔𝑜 𝑡𝑎ń𝑐𝑎 nie uwierzyłam.

Link do opinii
Avatar użytkownika - czytanienaplatan
czytanienaplatan
Przeczytane:2026-02-14, Ocena: 6, Przeczytałam,

Jeśli obserwujecie profil @oczami_mezczyzny_pl, to wiecie, że Rafał Wicijowski potrafi uderzyć w najczulsze struny kobiecej duszy i pisać o uczuciach z ogromną wrażliwością. Czy jest on wyjątkiem potwierdzającym stereotyp, że mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus? A może jego całkowitym zaprzeczeniem?

Jakkolwiek by było, jego najnowsza powieść „Ostatni taniec” to olbrzymia dawka emocji, które zostają w sercu na długo po zamknięciu książki. Emocji, ale i trudnych pytań. Przyznam, że nadal nie potrafię odpowiedzieć, jak sama zachowałabym się na miejscu Julii. Czy umiałabym wybaczyć nie tylko upokorzenie, ale też lata bólu i pustki? Trzeba by znaleźć się w jej sytuacji, by w pełni zrozumieć te emocje i powstrzymać się od ocen. A tego nikomu nie życzę.

Julia doświadczyła największego koszmaru panny młodej - została porzucona przed ołtarzem bez słowa wyjaśnienia. To było jak zepchnięcie w przepaść przez osobę, którą kochała całym sercem. Po czymś takim niełatwo powstać ze zgliszcz i posklejać roztrzaskane na kawałki życie. Co musiałoby się zdarzyć, żeby wybaczyć, nawet po latach, tak nikczemny i tchórzliwy czyn?

Autor pokazuje, że życie rzadko jest czarno-białe, a wybory dyktowane rozumem często kłócą się z tym, co podpowiada serce. Operując dwiema płaszczyznami czasowymi, pozwala nam wrócić do początków pięknego i intensywnego uczucia łączącego Julię i Michała - pierwszego pocałunku czy tańca na ulicy do walca granego przez ulicznego grajka. Jednocześnie zaglądamy do obecnego życia Julii, która próbuje budować nową relację, do czasu, gdy ponownie wkracza w nie Michał.

To powieść, którą czyta się ze ściśniętym gardłem i nadzieją, że los nigdy nas tak nie doświadczy. To historia o drugich szansach, które nie zawsze wyglądają tak, jak byśmy tego oczekiwali. I lekcja wybaczenia, które czasem bardziej potrzebne jest nam niż tym, którzy nas zranili. Bo gdy ból pulsuje pod cienką warstwą codzienności, potrzeba domknięcia, by móc się od niego uwolnić, odetchnąć i ruszyć dalej.

W książce znalazłam wiele myśli, które miałam ochotę zapisać, ale ta jedna szczególnie utkwiła mi w głowie: „Prawdziwej miłości nie liczy się latami, ale intensywnością chwil, które potrafi stworzyć”. Twórzmy więc w naszych związkach takie chwile, które pozostaną w sercu na zawsze.

Link do opinii
Avatar użytkownika - Poczytajzemna
Poczytajzemna
Przeczytane:2026-02-23, Ocena: 6, Przeczytałem, Mam,

Czy pierwsza miłość naprawdę mija? Czy da się ją zamknąć w szufladzie z napisem „kiedyś”, skoro wciąż wraca w snach, we wspomnieniach, w jednym zapachu, jednym zdaniu? I co byś zrobiła, gdyby po dziesięciu latach stanął przed Tobą ktoś, kto złamał Ci serce w najważniejszym dniu Twojego życia?

Po "Ostatni taniec" sięgnęłam z ciekawości. Wiedziałam, że jej autorem jest Rafał Wicijowski – pisarz, który ma już na swoim koncie dwanaście książek. Dla mnie to było pierwsze spotkanie z jego twórczością. I wiecie co? Cieszę się ogromnie, że właśnie od tej historii zaczęłam. Spędziłam z nią cudowny czas i mam poczucie, że poznałam autora, który potrafi pisać o uczuciach w sposób dojrzały, szczery i niesamowicie prawdziwy.

Przyciągnął mnie już sam tytuł. „Ostatni taniec”, który brzmi jak coś ostatecznego, jak zamknięcie pewnego etapu, jak moment, w którym albo wszystko się kończy, albo zaczyna od nowa. Dopiero poznając historię, zrozumiałam, jak bardzo jest on wymowny. Do tego okładka, subtelna, przyciągająca wzrok, niosąca w sobie obietnicę emocji. Wiedziałam, że to nie będzie lekka opowiastka.

Julia miała wszystko. Miłość, zaufanie, poczucie bezpieczeństwa. Stała na ślubnym kobiercu, gotowa powiedzieć „tak” mężczyźnie, z którym planowała całe życie. I wtedy dostaje kartkę. Dziesięć słów, które łamią serce. Michał rezygnuje. Bez wyjaśnień. Bez rozmowy. Bez odwagi, by spojrzeć jej w oczy.

To jeden z najmocniejszych momentów książki. Ten ślub, który się nie odbył. Ta cisza pośród gości. To uczucie upokorzenia i totalnego rozpadu świata. Autor tak plastycznie opisuje emocje Julii, że czułam jej wstyd, ból i niedowierzanie. A potem… mija dziesięć lat.

Michał wraca. Chce wyjaśnić. Przeprosić. Odsłonić prawdę, której Julia nigdy nie poznała.
I tutaj zaczyna się prawdziwa burza emocji. Czy można zaufać komuś, kto raz już odebrał wszystko? Czy da się odbudować coś, co zostało brutalnie zniszczone? Czy pierwsza miłość rzeczywiście nie rdzewieje, czy może tylko idealizujemy ją w swojej pamięci?

Najciekawsze dla mnie były rozmowy między Julią a Michałem, pełne napięcia, niedopowiedzeń, żalu i tęsknoty. To, jak autor pokazuje męską perspektywę, było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Nie spodziewałam się, że mężczyzna potrafi tak głęboko wejść w emocje, tak szczerze opisać strach, poczucie winy, wahanie. W tej książce nie ma czarno-białych postaci. Są ludzie z krwi i kości. Z błędami. Z przeszłością, która nie daje o sobie zapomnieć.

Podczas czytania towarzyszyły mi skrajne emocje – złość, wzruszenie, niedowierzanie, nadzieja. Były momenty, kiedy chciałam krzyczeć na bohaterów. Były też takie, gdy ściskało mnie w gardle. To nie jest tylko romans. To dramat o wyborach, konsekwencjach i o tym, czy serce potrafi wybaczyć to, czego rozum nie akceptuje.

Najbardziej podobała mi się autentyczność tej historii. To, że nic nie było tu przesłodzone. Że miłość nie została pokazana jako bajka, ale jako uczucie, które bywa trudne, bolesne, wymagające odwagi. I to, że autor nie bał się pokazać słabości, tej zarówno kobiecej, jak i męskiej.

„Ostatni taniec” przeczytałam w jeden dzień. Nie potrafiłam się oderwać. Chciałam wiedzieć, czy to będzie koniec, czy początek. Czy ostatni taniec okaże się pożegnaniem, czy nowym początkiem.

Jeśli lubicie historie o pierwszej miłości, która wraca po latach. Jeśli wierzycie, że uczucia potrafią przetrwać próbę czasu. Jeśli chcecie książki, która rozedrze serce, ale też da nadzieję, to sięgnijcie po tę powieść.
Ja wiem jedno. To było moje pierwsze spotkanie z Rafałem Wicijowskim. I na pewno nie ostatnie.

Link do opinii
Avatar użytkownika - goszaczyta
goszaczyta
Przeczytane:2026-02-22,

🫧 „𝓞𝓼𝓽𝓪𝓽𝓷𝓲 𝓽𝓪𝓷𝓲𝓮𝓬” 𝓡𝓪𝓯𝓪ł 𝓦𝓲𝓬𝓲𝓳𝓸𝔀𝓼𝓴𝓲🫧

 


 Czy miłość, która przetrwała w cieniu rozczarowania, ma szansę narodzić się na nowo? 

 


▪𝗥𝗘𝗖𝗘𝗡𝗭𝗝𝗔 ▪

 


Mieliście kiedyś tak, że po przeczytaniu pierwszej strony książki wiedzieliście, że będzie ona całkowicie wyjątkowa. Mnie się to właśnie przytrafiło przy powieści Rafała Wicijowskiego „Ostatni taniec", która była niezwykłe melancholijną, a zarazem niezwykłą opowieścią o miłości, rozstaniu, i tajemnicach mających ogromny wpływ na dalsze życie bohaterów.

 


🌾 „Ostatni taniec” to historia pewnej miłości. Julia miała wszystko, kochającego faceta, miłość i ślub za rogiem. W dniu ich ślubu, jedna kartka przekreśla całe to szczęście i burzy jej świat. Michał jej narzeczony zostawia ją, nie podając powodu rozstania. Tak mija dziesięć lat. Julia poukładała swoje życie na nowo, poznała Kubę i wydawało się, że przebolała już utratę Michała. Jeden telefon wystarczył, by życie Julii się rozpadło, a ona zmuszona jest stanąć twarzą w twarz z Michałem i poznać powód jego decyzji… 🌾

 


Gdy tylko zaczęłam czytać po kilku stronach poleciały łzy i już wiedziałam, że będzie to niezwykła historia, taka, która zostawia w naszym sercu ślad już na zawsze i nie potrafimy o niej zapomnieć. Historia skrywa więcej głębi, niż można wyczuć podczas lektury. Między słowami kryją się lęki, pragnienia i niewypowiedziane tęsknoty bohaterów. Historia Julii i Michała porusza do głębi, dotyka najczulszych strun i zmusza do bolesnych, ale potrzebnych pytań o wybory, winę, konsekwencje. Ta książka porusza całe spektrum emocji, od czułości po ból, od nadziei po niepewność. Akcja książki jest wartka, czyta się dosyć spokojnie, jednak ani trochę nie przeszkadza to w odbiorze książki. To powieść pełna emocji, trudnych wyborów i dojrzałych tematów, które tak charakterystycznie wybrzmiewają u Rafała Wicijowskiego.

 


Bardzo dawno nie płakałam, aż tak przy żadnej lekturze, dawno też nie miałam styczności z historią, która złamie mi serce. To opowieść, która porusza czytelnika w bolesny sposób. Skłania do refleksji nad wyborami, ich konsekwencjami oraz nad tym, jak przeszłość nieustannie przenika teraźniejszość. Nie oferuje prostych odpowiedzi, zamiast tego zaprasza do uważnego śledzenia każdej sceny i przeżywania każdej emocji. Historia pełna emocji, łez i smutku. Ale właśnie te trzy rzeczy sprawiają, że jest ona tak wyjątkowa i warta poznania. Jestem oczarowana jak wielki wpływa wywarła na mnie ta historia. I ogromnie wam ją polecam ❤🩹

Link do opinii
Avatar użytkownika - _read_andzia_
_read_andzia_
Przeczytane:2026-02-16, Ocena: 6, Przeczytałem, Mam, 52 książki 2026,

Najbardziej wzruszająca książka jaką kiedykolwiek czytałam..

To, co działo się w mojej głowie po przeczytaniu przekracza wszelkie granice. Czuję się jak rozbity wazon..

*

Julia i Michał, dwoje nieziemsko zakochanych w sobie ludzi niedługo mają się pobrać. Bardzo się kochają, z ogromną radością planowali ślub i wesele. Jednak chwilę przed tym, jak mieli powiedzieć sobie sakramentalne "tak", Julia dowiaduje się z listu, że... ślubu nie będzie. Michał nie pojawił się w kościele. 

Załamana kobieta musi wyjść przed ołtarz i przeprosić gości, odwołać zaproszenie. 

Ten dzień miał być najpiękniejszym w ich życiu a stał się najgorszym.. 

Załamana kobieta bije się z myślami co było powodem porzucenia. 

 

Mija dziesięć lat. 

Serce Julii powoli otwiera się na nowe uczucie. Choć wciąż nie rozumie tego, co miało miejsce tamtego dnia, wciąż czuje ogromny żal, to jednak nie potrafi nienawidzić Michała i całkowicie wymazać go z pamięci.

 

Nagle dostaje telefon od niedoszłej teściowej z prośbą o kontakt z Michałem. Mężczyzna chce wyjaśnić swoje zachowanie, przeprosić i błagać o wybaczenie. 

 

Czy Julia mu wybaczy? Czy zrozumie co kierowało mężczyzną? Czy między nimi ożyją dawne uczucia?

*

Jestem pod ogromnym wrażeniem. 

Rafał Wicijowski musi być niezwykle wrażliwym mężczyzną, niespotykanie wręcz, jeśli był w stanie stworzyć tak emocjonującą powieść..

Wciąż zastanawiam się, jak ja bym się zachowała.. czy bym się spotkała z Michałem w obliczu tego, co wyszło na jaw? Czy spełniła bym jego prośbę? 

W takiej sprawie chyba nie ma właściwego wyboru. 

 

Ostatni taniec skojarzył mi się z książkami Sparksa. 

Mam nadzieję, że Rafał także osiągnie taki ogromny sukces. Liczę ogromnie na to, że znajdzie się wytwórnia filmowa, która będzie chciała zekranizować tę powieść! 

 

Zakończenie zmiata z planszy. Cudem nie zmoczyłam kartek łzami, które leciały mi jak szalone, zalewając widok ostatnich zdań. Przez długi czas po przeczytaniu czułam na gardle imadło i nie mogłam przestać myśleć o tym co przeczytałam.

Książka boli, łamie serce, zmusza do refleksji i zadumy. Jednocześnie jest bardzo piękna i dająca nadzieję..

 

A czy Wy dalibyście komuś drugą szansę po 10 latach rozłąki?

 

Ogromnie cieszę się, że mogłam ją przeczytać, za co dziękuję Wydawnictwu Filia. 

Was także zachęcam do lektury. Uwierzcie, że warto!

Link do opinii
Avatar użytkownika - zaczytanamonia92
zaczytanamonia92
Przeczytane:2026-03-11, Ocena: 6, Przeczytałem,

,,Prawdziwej miłości nie mierzy się latami, ale intensywnością chwil, które potrafi stworzyć. Niektóre tańce trwają całe życie, inne tylko kilka minut. Ale najpiękniejsze z nich - te w których tańczy serce - trwają wiecznie"

Julia i Michał poznali się przypadkiem pewnego pięknego dnia. Oboje młodzi i beztroscy, dopiero wchodzący w dorosłość. Pewni, że życie dopiero się dla nich zaczyna. Oczarowani sobą, zaczęli się spotykać, by pewnego dnia złożyć sobie obietnicę wiecznej miłości. Ale dzień, który miał być tym najpiękniejszym, niespodziewanie zmienił się w koszmar. Szczęście, które z taką pieczołowitością budowali runęło niczym domek z kart pozostawiając za sobą jedynie wspomnienia i ciszę. Ciszę, która dekadę później wybrzmiała z niespotykaną siłą, przynosząc ze sobą coś, czego Julia się nie spodziewała.

Przepiękna i równie bolesna historia dwojga ludzi, których połączyło najprawdziwsze uczucie. Uczucie, które przezwyciężyło dekadę rozłąki i trudną chorobę. Uczucie, które okazało się silniejsze niż śmierć. Bardzo zżyłam się z Julią i Michałem. Doświadczyli największej niesprawiedliwości losu, pogubili się i w tym wszystkim pozostali sobą. Niezmiennie autentyczni, ludzcy i pewni swojej miłości. Jakby dla nich czas się zatrzymał a jednocześnie zmienił wszystko dookoła.

,,Odkryłem, że szczęście to nie jest cel, do którego się dąży. To sposób podróżowania. Można być szczęśliwym nawet wtedy, gdy wszystko się rozpada. Wystarczy zauważyć, że wciąż jest powietrze do oddychania i ktoś, z kim można posiedzieć na ławce"

,,Ostatni taniec" to opowieść o miłości, tej najprawdziwszej i najtrudniejszej. Takiej, która ma w sobie siłę i chęć walki. Takiej, która gotowa jest na wszystko i będzie trwać mimo wszystko. Jest czymś więcej niż słowami zapisanymi na kartce papieru. To historia, która dotyka najczulszych strun serca, wygrywając na nich delikatną melodię miłości. Doceniam jej niespieszność. Czuć w niej ogromne emocje, czułość i piękno. Piękno na życie. Jeszcze bardziej niesamowitą czyni ją to, że została napisana przez mężczyznę, który wyróżnia się ogromną wrażliwością. Jestem oczarowana i z pełnym przekonaniem mogę zapewnić, że będzie to jedna z moich ulubionych książek. Każde zdanie wydaje się być dokładnie przemyślane i mimo trudności fabuły, lekkie. Autor zawarł w niej ogrom serdeczności i człowieczeństwa. Z całego serduszka polecam, szczególnie tym, którzy uwielbiają wzruszające, nieprzewidywalne i życiowe historie.

Link do opinii
Avatar użytkownika - Justyna8818
Justyna8818
Przeczytane:2026-02-20, Ocena: 6, Przeczytałam, Mam, 52 książki 2026,

,,Ostatni taniec" to powieść, która trafia prosto w emocje czytelnika i na długo pozostaje w pamięci. Rafał Wicijowski sięga po temat pozornie dobrze znany -- miłość przerwaną nagle i bez wyjaśnienia -- ale nadaje mu głębię, dzięki której historia zyskuje świeżość i autentyczność. Już dawno żadna książka nie wywołała we mnie tak intensywnej burzy emocji, że musiałam ją przeczytać w jednym ciągu. 

 

Główna bohaterka, Julia, staje przed dramatem, który zmienia całe jej życie: w dniu, w którym miała powiedzieć ,,tak", zostaje sama, zaledwie z krótką wiadomością zamiast wyjaśnień. Autor bardzo subtelnie prowadzi jej emocje -- od szoku i bólu, przez lata budowania nowej rzeczywistości, aż po moment, gdy przeszłość niespodziewanie wraca i domaga się konfrontacji.

 

Największą siłą powieści jest psychologia postaci. Wicijowski nie ocenia bohaterów ani nie upraszcza ich wyborów. Pokazuje, jak skomplikowane potrafią być ludzkie decyzje i jak cienka bywa granica między tchórzostwem a próbą ochrony drugiej osoby. Powrót Michała po dziesięciu latach nie jest tanią zagrywką fabularną, lecz impulsem do zadania ważnych pytań:

Czy prawda zawsze przynosi ulgę?

Czy miłość sprzed lat da się odbudować?

I czy przebaczenie rzeczywiście oznacza zapomnienie?

 

Styl autora jest spokojny, refleksyjny, momentami bardzo intymny. Nie ma tu nadmiaru patosu -- emocje wybrzmiewają w dialogach, niedopowiedzeniach i ciszy między bohaterami. Symbolika ,,ostatniego tańca" pięknie domyka opowieść, nadając jej melancholijny, ale nie przytłaczający ton. Do lektury książki z pewnością będą potrzebne chusteczki higieniczne. 

 

To książka dla czytelników, którzy cenią dojrzałe historie obyczajowe, skupione na relacjach, emocjach i konsekwencjach wyborów. ,,Ostatni taniec" nie daje łatwych odpowiedzi, ale pozostawia z refleksją -- a to jedna z największych zalet tej powieści.

Link do opinii
Avatar użytkownika - izabela81
izabela81
Przeczytane:2026-02-15, Ocena: 6, Przeczytałam, Mam, 52 książki 2026,

Julia w chwili, gdy miała wypowiedzieć sakramentalne ,,tak", dostała tylko kartkę. Krótkie zdanie, które zburzyło cały świat. Mija dziesięć lat. Wraca niedoszły mąż Michał. Chce wyjaśnić, dlaczego nie pojawił się przed ołtarzem i przeprosić.

 

Ależ mnie ta książka zaskoczyła. W takim mega pozytywnym wymiarze. Zawsze powtarzam, że obyczaj to mój ulubiony gatunek oraz że brak mi powieści napisanej przez męskie grono pisarzy. Rafał Wicijowski pokazał zarówno męskie, jak i kobiece uczucia i emocje. To była jedna z tych książek, którą od pierwszej strony czytałam powoli, delektując się każdym zdaniem i słowem. Mimo iż to fikcja wszystko wypadło bardzo realistycznie. Autor pisze o rzeczach prostych, codziennych, jednocześnie ukazując je jako ważne dla każdego człowieka. 

 

"Nauczył ją, że prawdziwa miłość nie polega na perfekcji. Polega na śmianiu się razem z niedoskonałości, na znajdowaniu szczęścia w najbardziej absurdalnych sytuacjach, na trzymaniu się za ręce, gdy wszystko idzie nie tak."

 

W trakcie lektury nasuwa się pytanie o to, czy można ponownie zaufać komuś, kto tak boleśnie nas rozczarował? I czy sercu można powiedzieć, żeby przestało kochać mimo zranienia? Czy straconą miłość można rozpatrywać w kategoriach żałoby? Czasem nurzamy się we wspomnieniach, wciąż na nowo rozdrapując rany, nie mogąc pogodzić się z tym, co było. Nawet wtedy, gdy chcemy iść dalej. To także pytania o wybory i ich konsekwencje oraz to jak przeszłość potrafi wpływać na teraźniejszość. Tu nie na łatwych odpowiedzi. Do wszystkiego dochodzimy w odpowiednim czasie i rytmie.

 

"Mówią, że czas leczy rany. To kłamstwo, które powtarzamy sobie, by przetrwać. Czas niczego nie leczy - on tylko zakrywa, przysypuje warstwami dni i tygodni, aż zapominamy, że pod spodem wciąż jest otwarta rana."

 

To historia o relacjach, straconych marzeniach, upływającym czasie, poświęceniu, cierpieniu i drugich szansach. To również książka o roli przeznaczenia w naszym życiu. Widzimy, że nie sposób przed nim uciec. I wreszcie to powieść o prawdzie, która zmienia wszystko. Pełno w niej napięcia i niedopowiedzeń. Przygotujcie się na płacz, śmiech, frustrację i refleksję nad własnym życiem.

 

"Ostatni taniec" to piękna, prawdziwa i niezwykle bolesna historia miłosna. To powieść popychająca do tego, by przeżywać życie w pełni, mimo jego kruchości. Moje serce wyrywało się do świata, jaki skrywają karty tej poruszającej książki. Chętnie zatańczyłabym jeszcze niejeden taniec z twórczością pana Rafała! 

 

Link do opinii
Inne książki autora
Żyjesz tylko raz
Rafał Wicijowski0
Okładka ksiązki - Żyjesz tylko raz

Najnowsza część z serii Oczami Mężczyzny. W środku znajdziesz zupełnie nowe 50 lekcji. Słowa w nich zawarte będą drogowskazem, który wskaże Ci właściwą...

Oczami mężczyzny (nie)idealnego
Rafał Wicijowski0
Okładka ksiązki - Oczami mężczyzny (nie)idealnego

Książka „Oczami mężczyzny (nie)idealnego” to zbiór 50 lekcji, które pomogą Ci przetrwać i nie pogubić się w szarej codzienności...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca
Opad
Opad

František Kotleta

Pokaż wszystkie recenzje
Reklamy