Długo wyczekiwany powrót do krainy między jeziorami
Jest rok 1948, jeszcze nie ucichły echa II wojny światowej. Libasiowi Schimanskiemu, młodszemu bratu Amalii, udało się przeżyć ciężkie walki na froncie wschodnim. Po wypuszczeniu z niewoli sowieckiej młody Mazur wraca do rodzinnego Schönwalde. Odkrywa, że wieś bardzo się zmieniła: pozostało w niej niewielu starych mieszkańców, a jego gospodarstwo przejęli Polacy. Zmagający z się z wojenną traumą mężczyzna musi odnaleźć swoje miejsce na ziemi.
Tuż po powrocie Libaś poznaje Helenę Wesołowską, dziewczynę z rodziny przesiedleńców spod Mariampola. Młoda kobieta nie jest szczęśliwa pod opieką despotycznego ojca. Wesołowscy są wrogo nastawieni do młodego Mazura, a wśród mieszkańców wsi nie cieszą się dobrą opinią. Czy przyjaźń z Schimanskim sprawi, że życie Heleny stanie się łatwiejsze?
Pomruk ciszy, czwarty tom serii MIĘDZY JEZIORAMI, to poruszająca opowieść o bolesnych powrotach i o łagodnej miłości w ciężkich, powojennych czasach.
Wydawnictwo: Książnica
Data wydania: 2026-02-25
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 304
Język oryginału: polski
Przetrwanie wojennej traumy, walki na froncie i mor*derczego pobytu w obozie wyczerpały siły i zdrowie młodego mężczyzny, jednak zdołał zachować najważniejsze, życie...
Jest rok 1948, Libaś Schimanski wraca do rodzinnej wioski mając nadzieję, że jego rodzina ocalała. Miejscowość po zakończeniu wojny i zmianie władzy otrzymała nową, polską nazwę Piękniewo. To tutaj mieszkała cała jego rodzina, teraz dom ma nowych gospodarzy. Libaś znajduje pomoc i schronienie u Dory, przyjaciółki Amalii. Kobieta mieszka z mężem i maleńkim synkiem. Wiadomości o rodzicach bardzo go zasmuciły, jednak Libaś cieszy się, że obie siostry przeżyły wojenną zawieruchę i chociaż wyjechały bardzo daleko ma nadzieję na wspólne spotkanie. Napływowi mieszkańcy Piękniewa przybyli ze Wschodu, wrogo patrzą na rodowitych Mazurów, potrzeba czasu, by zmieniła się świadomość ludzi. Przed wojną Libaś pomagał ojcu w różnych naprawach, teraz zaoferował pomoc mieszkańcom w doprowadzeniu maszyn rolniczych do sprawnego działania, chcąc wspomóc i przyspieszyć prace polowe. Mieszkańcy powoli przekonują się do mężczyzny korzystając z jego pomocy, lecz nie wszyscy. Sceptyczna do tej pory rodzina Wesołowskich zaczyna dostrzegać w mężczyźnie dobrego kandydata na męża dla córki. Helena i Libaś znajdują wspólny język, darzą się sympatią, lubią razem spędzać czas. Mężczyzna ma zupełnie inne priorytety niż inni, czym bardzo imponuje Helenie...
Książka jest czwartą częścią serii "Między jeziorami", poznajemy losy młodszego brata Amalii, Libasia. Człowieka wywodzącego się z Mazurów, walczącego w armii niemieckiej. Jego traumatyczne doświadczenia wpłynęły na sposób postrzegania nowej rzeczywistości. Agresja i śmierć wielu bliskich przyjaciół w okopach zostawiła trwały ślad w pamięci. Fabuła książki toczy się w dwóch płaszczyznach czasowych, wojenne wspomnienia przeplatają się z czasem po jej zakończeniu. Autorka bardzo dobrze zbudowała klimat powieści, mnóstwo emocji, niesprawiedliwości, bólu, ale również ogrom trudnych doświadczeń, które zaważyły na życiu ludzi. Przyglądamy się przymusowym wysiedleniom gospodarzy, zajęciom ich domów przez nowych mieszkańców, relacjom międzyludzkim i przekonaniom, które tworzyły barierę nie do pokonania. Dotykamy tematu kobiet, ich traktowania przez ojca, męża, zupełny brak prawa głosu, miały tylko ciężko pracować i rodzić dzieci. Wszechobecna wrogość i konflikt pomiędzy ludźmi różnych narodowości prowadziły do niebezpiecznych sytuacji. Pomimo wielu trudnych wątków możemy uczestniczyć w rodzącym się uczuciu, które być może przerodzi się w coś bardzo trwałego...
Czekam na kolejne części serii. Przepiękna, wzruszająca powieść, czytajcie. Gorąco polecam
1948 rok, mogłoby się wydawać, że sprawy minionej wojny odeszły w niepamięć. Nic bardziej mylnego. Przekonuje się o tym Libaś wracający z frontu i niewoli. To, że udało się mu przeżyć można nazwać cudem. Pełen radości ale i obaw wraca do domu. Do domu, który jak się okazuje nie należy już do jego rodziny. Właściwie został sam i jako Mazur nie jest zbyt mile widziany przez nowych mieszkańców swojej rodzinnej wioski. Chłopak poznaje Helenę, mającą swoją historię pełną poszukiwań nowego miejsca do życia, zmagającą się z trudną codziennością gdzie prym wiodą mężczyźni. Czy między tą dwójką narodzi się coś pięknego i prawdziwego?
Nie czytałam wcześniejszych tomów serii, nad czym ubolewam i chętnie zmienię ten stan rzeczy.
Historia opisuje powrót Libasia, młodego mężczyznę doświadczonego przez wojnę, podczas której wcale nie miał ochoty walczyć. Przebywającego w niewoli sowieckiej, mającego nadzieję na szczęśliwy powrót do rodziny, która przywita go z otwartymi rękami. Jakże się pomylił. Trafił do miejsca gdzie nikt, poza Dorą, go nie chciał. Nowi mieszkańcy nie mieli ochoty słuchać co przeżył, chcieli aby zniknął tak samo nagle jak się pojawił. Jednak jego upartość i determinacja sprawiają, że umiejętności jakie posiada stają się bardzo pożyteczne. W takiej sytuacji wielu przymyka oko na pochodzenie i korzysta z jego uprzejmości.
Obraz świata powojennego nadal pozostaje mętny. Niby krystalicznie czysty gdy zna się swoje miejsce i nic nie narusza struktury, jednak wystarczy delikatny ruch i już pokazuje ukryty brud spod spodu.
Przykry jest powrót w miejsce gdzie nikt nie czeka, obcy ludzie pałają nienawiścią, a to co znane należy już do kogoś innego.
Wciągająca, intrygująca, pełna sytuacji - chodźby tych z domu Wesołowskich - które godzą w godność ludzką, traktując go jako kogoś podrzędnego czy to że względu na płeć, czy narodowość. Chętnie przeczytam poprzednie części. Polecam, zwłaszcza tym lubującym się w powieściach z historią w tle.
PORUSZAJĄCA OPOWIEŚĆ O TYM, JAK DRAMATYCZNA WOJENNA PRZESZŁOŚĆ MOŻE WPŁYWAĆ NA NASZE DZISIEJSZE WYBORY. Adrianie udaje się w końcu dotrzeć do ukrywanej...
Aldona ma wiele talentow, ale największym z nich jest wpadanie w tarapaty i przyciąganie niezwykłych zdarzeń, aprzy tym... przystojnych mężczyzn. W...
Przeczytane:2026-05-22, Ocena: 5, Przeczytałam, Mam, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2026 roku - 100, Literatura obyczajowa, Z historią w tle,
ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗭ł𝗼ść 𝗶 𝗰𝗵ęć 𝘇𝗲𝗺𝘀𝘁𝘆
Sięgając po 𝘗𝘰𝘮𝘳𝘶𝘬 𝘤𝘪𝘴𝘻𝘺, spodziewałam się powieści, która wzruszy i pozwoli na chwilę oderwać się od codzienności. Otrzymałam jednak coś znacznie bardziej poruszającego, historię pełną ukrytych emocji, sekretów z przeszłości i wyjątkowego klimatu, w którym cisza nie przynosi ukojenia, lecz zapowiada nadchodzące napięcie. 𝘗𝘰𝘮𝘳𝘶𝘬 𝘤𝘪𝘴𝘻𝘺 to świat pełen emocji i niepewności, w którym bohaterowie muszą stawiać czoła trudnym wyborom. Magdalena Wala po raz kolejny pokazała, że potrafi tworzyć wiarygodne portrety psychologiczne bohaterów, stawiając ich w sytuacjach, które zmuszają do przewartościowania całego dotychczasowego życia.
𝘛𝘳𝘶𝘥𝘯𝘦 𝘤𝘻𝘢𝘴𝘺 𝘸𝘺𝘥𝘰𝘣𝘺𝘸𝘢𝘫ą 𝘻 𝘭𝘶𝘥𝘻𝘪 𝘸𝘴𝘻𝘺𝘴𝘵𝘬𝘰, 𝘤𝘰 𝘯𝘢𝘫𝘨𝘰𝘳𝘴𝘻𝘦
Libaś Schimanski po latach tułaczki wraca do rodzinnej wsi. Stojąc na brzegu rzeki, nie może uwierzyć, że jego odbicie w lustrze wody w niczym nie przypomina radosnego młodzieńca, który lata temu wyruszył na front. Patrząc na swoją przedwcześnie postarzałą twarz, odnosi wrażenie, że od tamtej chwili dzielą go nie lata, lecz całe wieki. Czy jego matka w pokrytym brudem i robactwem obszarpańcu rozpozna swojego syna? Już wkrótce przekona się, czy nadzieja, która pomogła mu przetrwać koszmar ostatnich lat, nie okaże się płonna. Czy Schönwalde nie podzieliło losu innych mazurskich wsi, które niegdyś tętniły życiem, a dziś obróciły się w ruiny pozostawione na pastwę losu? Już chyba wolałby zobaczyć gospodarstwo rodziców przejęte przez obcych.
Libaś po powrocie przekonał się, że rodzinna miejscowość nadal istnieje, ale nie nazywa się już Schönwalde, tylko Piękniewo. A Schönwalde musi pozostać tam, gdzie jego miejsce, w niezbyt chlubnej przeszłości. Nie ma tu już jego bliskich. Jedni nie żyją, inni wyjechali do Niemiec. Gospodarstwo jego rodziców przejęli Polacy, a z dawnych znajomych została tu tylko Dora. Libaś chciał jakoś odnaleźć się w nowej rzeczywistości, a nawet wyraził chęć pomocy przy żniwach, jednak spotkał się z niechęcią, którą okazywano mu niemal na każdym kroku. Ta agresja i wrogość mieszkańców były dla niego zaskoczeniem. Przez ostatnie lata przeszedł bardzo wiele, ale nie spodziewał się, że z taką niechęcią spotka się właśnie w swojej rodzinnej wsi. Dla nowych mieszkańców Piękniewa nie miało znaczenia, że był Mazurem. Być może jest nawet gorzej, bo wielu uważało go za szwabskiego przebierańca, farbowanego lisa.
Amalia pogodziła się z utratą rodzinnego domu na rzecz Czajków, bo nie uważała, że ma do niego prawo. Dla Libasia te nowe porządki były zdecydowanie trudniejsze do zaakceptowania. Władze inaczej traktowały Mazurów niż Niemców. Często oddawano im po roku lub kilku miesiącach gospodarstwa, a rezydujący w nich w tym czasie Polacy czuli się oszukani. Rodziło to gniew i zawiść, bo ci, którzy przejęli gospodarstwa po Niemcach, mogli w nich bez obawy gospodarować, że ktoś im je odbierze. Dla osadników Mazur to był po prostu udający Polaka Niemiec, farbowany lis. Libaś, nawet jeśli miał taką możliwość, nie myślał o opuszczeniu rodzinnych stron, które znał od dziecka. Zwłaszcza gdy zorientował się, że sporo Mazurów pozostało na miejscu i odnalazło się w systemie, gdy Prusy zostały przejęte przez Polskę. Dora sugeruje mu, że lepiej będzie, jeśli przyjmie polskie imię Bogumił. Ale to nie będzie on. Tak obco brzmiące imię jak nazwa jego rodzinnej wsi Piękniewo. Nie wiedział, jak potoczą się jego dalsze losy, ale nie chciał być Bogumiłem. Nie teraz, a może nigdy. To była jego tożsamość. Nie potrafił się jej wyrzec, podobnie jak mazurskiego dziedzictwa. Dla najbliższych był Libasiem, tak go nazwali rodzice i temu postanowił pozostać wierny.
Libaś niby pogodził się ze stratą rodziców, ale zdarzało się czasem coś, co wytrącało go z równowagi. Czasem drobnostka, na którą wcześniej nie zwróciłby nawet uwagi. Jeszcze sporo wody upłynie, zanim przejdzie nad tym do porządku dziennego. Libaś wiedział, że jeśli nawet z większością mieszkańców wsi dojdzie do porozumienia, to zawsze znajdą się tacy, z którymi nie warto nawet próbować. W ludziach tkwiły zadry, własne przeżycia, którym chcieli dać ujście i na kimś się wyżyć. Nie było to jednak żadne usprawiedliwienie. Wychodziło na to, że spokój we wsi był jedynie pozorny. Pod powierzchnią, ukrytą za łagodnymi twarzami, nadal buzował gniew, gotowy wybuchnąć pod byle pretekstem. Poczucie krzywdy było tak wielkie, że domagało się rozładowania, nawet podczas takiej imprezy, jak wesele. Było pewne, że wojenne wydarzenia nie pójdą tak szybko w zapomnienie. Może nigdy.
Nieoczekiwanie Libaś zaczyna się interesować Heleną Wesołowską i wydaje się, że także ona widzi w nim kogoś innego niż Niemca czy Mazura. Może dobrego człowieka, do którego podświadomie zaczyna lgnąć. Los Heleny i jej rodziny był dość dramatyczny. Cóż z tego, że Wesołowskim żyło się lepiej, skoro wyjazd z rodzinnych stron i przyjazd tutaj nie był ich wyborem. Pewnie dlatego tak dobrze rozumiała Libasia, który miotał się między przywiązaniem do ziemi a miłością do najbliższych. To właśnie łączyło ich rodziny: niesprawiedliwość z powodu wysiedleń, konieczność oderwania się od własnych korzeni.
Rozmowy Heli z Libasiem pokazują, dlaczego część Kresowiaków mogła być wrogo nastawiona do Niemców i Mazurów. Ta ludność wiele wycierpiała ze strony Rosjan, ale nie miała możliwości rozliczenia sprawców swoich krzywd. Związek Sowiecki wygrał wojnę i narzucał własne porządki, wykorzystując na swoją korzyść narastające antagonizmy między różnymi narodowościami. W efekcie wysiedleńcy kierowali swoją niechęć przeciwko tym, których utożsamiali z wywołaniem wojny i powojennym chaosem. To przez nich zostali pozbawieni szansy powrotu do rodzinnych stron. Nie miało znaczenia, że ludność niemiecka bezpośrednio nie wyrządziła im krzywdy, ale czyny narodu niemieckiego jako całości odbiły się na ludziach i wymusiły na nich określone wybory. Teraz Libaś zrozumiał, dlaczego bracia Heleny uważali go za wroga, choć nie padli bezpośrednio ofiarą niemieckich represji. Złość i chęć zemsty stanowiły jednak mieszankę wybuchową.
W 𝘗𝘰𝘮𝘳𝘶𝘬𝘶 𝘤𝘪𝘴𝘻𝘺 Magdalena Wala kolejny raz przeniosła mnie do krainy między jeziorami, gdzie wojna nie kończyła historii, a jedynie zmieniała jej bieg. Rok 1948 nie przyniósł jeszcze upragnionego ukojenia. Dla wielu stał się początkiem nowej codzienności pełnej niepewności, walki o kawałek własnego miejsca na ziemi i prób odzyskania choć odrobiny normalności. Autorka prowadziła przez ten czas z wyczuciem i delikatnością, pokazując, że wojna nie znikała wraz z ostatnimi strzałami, lecz długo jeszcze pozostawała w ludziach, ich pamięci i wyborach.
Bardzo poruszyła mnie historia Libasia Schimanskiego, który po latach wojennej tułaczki wraca do rodzinnej miejscowości i odkrywa, że nic nie jest już takie jak dawniej. Dom przestał być domem, sąsiedzi zniknęli, a świat, który znał, bezpowrotnie odszedł. Towarzyszące mu poczucie zagubienia i samotności zostało przedstawione w sposób niezwykle autentyczny. Trudno było nie współodczuwać z nim bólu, rozczarowania i niepewności jutra.
Równie mocno urzekła mnie postać Heleny. To młoda kobieta, która żyła w cieniu cudzych decyzji i oczekiwań, a jednocześnie skrywała w sobie ogromną siłę. Relacja między nią a Libasiem rozwijała się powoli i ostrożnie, bez gwałtowności i bez przesadnej słodyczy, jakby oboje bali się zaufać szczęściu. I właśnie ta subtelność urzekła mnie najbardziej.
Jednym z największych atutów powieści jest także mazurski klimat. To przestrzeń pełna uroku, a jednocześnie naznaczona trudną historią i śladami dawnych mieszkańców. Autorka przedstawia złożone relacje między ludźmi, którzy po wojnie musieli odnaleźć się w nowej rzeczywistości i nauczyć się żyć obok siebie mimo uprzedzeń, lęków oraz bolesnych doświadczeń.
Magdalena Wala po raz kolejny pokazała, że potrafi opowiadać o emocjach w sposób szczery i niewymuszony. Nie sięga po łatwe wzruszenia, lecz daje bohaterom przestrzeń, by mówili własnym głosem, a ja mogłam samodzielnie przeżywać ich historie, jakbym była tuż obok. Dzięki temu każda strata, nadzieja i rozczarowanie stały się jeszcze bardziej odczuwalne i mocniej zapisały się w mojej pamięci.
W tej historii szczególnie zachwyciła mnie starannie skonstruowana fabuła. Autorka nie odsłania wszystkich wątków od razu, co sprawiło mi ogromną satysfakcję jako czytelniczce. Zamiast tego stopniowo wprowadzała mnie w świat pełen niedopowiedzeń, w którym każde słowo i gest niosły ukryte znaczenie. Towarzysząc bohaterom, odczuwałam ich wewnętrzne pęknięcia, lęki, ale też powoli rodzącą się nadzieję na nowy początek i możliwość życia w spokoju. Jak zawsze zachwycił mnie styl pisania autorki, jego dojrzałość i sugestywność, a opisy miejsc oraz emocji działały na wyobraźnię tak silnie, że przez całą lekturę towarzyszyło mi narastające, intrygujące napięcie.
𝘗𝘰𝘮𝘳𝘶𝘬 𝘤𝘪𝘴𝘻𝘺 to dla mnie opowieść o tym, jak trudne bywa mierzenie się z własną przeszłością i jak głośne potrafią być sprawy, o których desperacko próbuje się milczeć. To książka, która zostaje w głowie na długo po przeczytaniu ostatniej strony, zmuszając do refleksji nad siłą ludzkich więzi i trudną sztuką wybaczania. To lektura dla wszystkich, którzy w literaturze szukają czegoś więcej niż tylko prostej rozrywki. To poruszająca opowieść osadzona w trudnej historycznej rzeczywistości powojennych Prus Wschodnich.