Jest taki stan ducha, który nie ma ani wieku ani odpowiednich miejsc czy pór roku. Pojawia się i sprawia, że nagle jesteś gotowa na wszystko. To właśnie miłość.
Zdawałoby się, że nic nie jest w stanie połączyć karierowiczki z banku ze starą panną z kotami, świeżo upieczoną maturzystką i gospodynią domową. Jednak życie pisze swoje przewrotne scenariusze.
Wśród urokliwych ulic Wrocławia coś burzy spokój czterech niezwykłych kobiet.
Magda traci pracę, kończy czterdziestkę i kolejny słoik nutelli. Julia pnie się po szczeblach kariery podczas, gdy jej teściowa wznosi modły o wnuka. Kaśka podgląda Wrocławian z parkowych drzew i uwiecznia ich na zdjęciach, a Aniela rozsiewa optymizm na prawo i lewo doprowadzając tym do szału wszystkie sąsiadki.
Nieoczekiwany punkt zwrotny w życiu każdej z nich sprawia, że muszą zweryfikować swoje dotychczasowe życie. Bo gdy los mówi "sprawdzam", przychodzi czas na decyzje, które będą mieć swoje konsekwencje.
Czy wybiorą słusznie? Czy wybrną z tego zwycięsko? Czy zdadzą egzamin?
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2018-05-09
Kategoria: Romans
ISBN:
Liczba stron: 460
Katarzyna może cieszyć się zdaną maturą. Swój czas lubi spędzać w towarzystwie znajomych, chociaż czasami mają odmienne zdania. Jest skromną, trochę nieśmiałą dziewczyną oddającą się fotograficznej pasji.
Aniela nie musi pracować zawodowo ze względu na duże zarobki męża. Za to prowadzi dom, co sprawia jej radość i satysfakcję. Po prostu wiedzie szczęśliwe, ułożone życie.
Ten fakt nie wszystkim się podoba, no bo jak to możliwe nie mieć żadnych problemów.
Magda niespodziewanie zostaje zdegradowana na niższe stanowisko. Musi to w jakiś sposób przetrawić. W jej mniemaniu na tego typu zmartwienia najlepsza jest...nutella. I nowy pomysł na życie.
Julia wraz z Krzysztofem tworzą udane, kochające się małżeństwo. Mają piękny dom, finansowo są ustabilizowani. Ich jedynym marzeniem jest posiadanie dziecka.
Miło mnie zaskoczyła ta książka, bo jak na debiut została całkiem zgrabnie napisana. Czyta się ją lekko i przyjemnie. Akcja płynie swobodnym, spokojnym nurtem, choć w trakcie lektury nie brakuje emocjonalnych momentów.
Takie już jest to nasze życie, pełne zawirowań, wydarzeń, które potrafią zmienić wszystko. Jednego dnia wstajemy z uśmiechem, pełni werwy, nie spodziewając się, że coś złego może nas spotkać. Drugiego tracimy wszystko - dom, rodzinę, pracę.
Wydarzenia przedstawione przez autorkę mogą przytrafić się każdemu z nas. Coś takiego czyni tę powieść bardzo realną.
O co tak naprawdę chodzi, z czym przyszło się zmierzyć całej naszej kobiecej czwórce? Tego moi drodzy nie zdradzę, żeby nie odbierać wam przyjemności z poznawania ich historii. Na pewno jest ciekawie i różnorodnie ze względu na charaktery oraz wiek bohaterek. Każda jest inna, ale wszystkie pragną szczęścia i miłości.
Malwina Ferenz poruszyła w swojej powieści kilka wartościowych wątków. Jednym z nich jest ważny społecznie temat dotyczący niepełnosprawności. W tym przypadku problem ten dotyka młodej osoby. Utrata zaufania i rozczarowanie drugą osobą, postawienie wszystkiego na jedną kartę to następne ciekawe zagadnienia. Niepłodność, problemy z zajściem w ciążę, presja rzucona przez najbliższych to wątki z którymi utożsami się wiele kobiet.
Całość oceniam jak najbardziej na plus. W trakcie lektury można się wzruszyć, wkurzyć, uśmiechnąć. Emocji jest tutaj sporo różnego kalibru. Językowo i stylistycznie też jest w porządku. Piękny Wrocław robi tutaj idealne tło.
"Pora na miłość" to kolejna propozycja z działu literatury obyczajowej z którą moim zdaniem warto się zapoznać.
Książka całkiem ciekawa, ale w stylu tych, które szybko się czyta, a jeszcze szybciej się o nich zapomina.
Gdyby pan Staszek, pracownik kuratorium, nie przegrał sromotnie walki z klawiaturą własnego komputera, dyrektor szkoły numer dwanaście, przeżywający...
W starych, wrocławskich kościołach w tajemniczych okolicznościach giną niewielkie, zabytkowe rzeźby. Śledztwo policji, prowadzone przez atrakcyjną...
Przeczytane:2018-05-10, Ocena: 5, Przeczytałem, 52 książki 2018, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu, Recenzyjne, Posiadam, Polecam, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2018 roku,
„Pora na miłość” to debiut Malwiny Ferenz, który swoją premierę miał wczoraj tj. 9 maja br.
W pierwszej kolejności zainteresował mnie tym, że akcja umieszczona jest we Wrocławiu. Mieszkałam tam swego czasu, darzę to miasto ogromnym sentymentem, dlatego byłam bardzo ciekawa tejże lektury.
Czy Malwina Ferenz zabrała mnie w autentyczną podróż wrocławskimi ulicami i zakątkami?
Czy ten debiut można uznać za udany?
Przekonacie się o tym lada chwila.
Jest taki stan ducha, który nie ma ani wieku ani odpowiednich miejsc czy pór roku. Pojawia się i sprawia, że nagle jesteś gotowa na wszystko. To właśnie miłość.
Zdawałoby się, że nic nie jest w stanie połączyć karierowiczki z banku ze starą panną z kotami, świeżo upieczoną maturzystką i gospodynią domową. Jednak życie pisze swoje przewrotne scenariusze.
Wśród urokliwych ulic Wrocławia coś burzy spokój czterech niezwykłych kobiet.
Magda traci pracę, kończy czterdziestkę i kolejny słoik nutelli. Julia pnie się po szczeblach kariery podczas, gdy jej teściowa wznosi modły o wnuka. Kaśka podgląda wrocławian z parkowych drzew i uwiecznia ich na zdjęciach, a Aniela rozsiewa optymizm na prawo i lewo doprowadzając tym do szału wszystkie sąsiadki.
Nieoczekiwany punkt zwrotny w życiu każdej z nich sprawia, że muszą zweryfikować swoje dotychczasowe życie. Bo gdy los mówi “sprawdzam”, przychodzi czas na decyzje, które będą mieć swoje konsekwencje.
Czy wybiorą słusznie? Czy wybrną z tego zwycięsko? Czy zdadzą egzamin?
Powieść „Pora na miłość” Malwiny Ferenz zaskoczyła mnie, gdyż sądziłam, że jest to jedna spójna historia. Tymczasem okazało się, że autorka prowadzi nas ulicami miasta oraz oprowadza nas po jego pięknych zakątkach mniej lub bardziej znanych o różnych porach roku. Powieść podzielona jest na cztery części, spędzamy we Wrocławiu lato, jesień, zimę oraz wiosnę. Każda z pór roku to odrębna historia o ludziach, którzy pozornie nie są ze sobą w żaden sposób powiązani, a jednak autorka miło połechtała moje czytelnicze ego i w sposób płynny i niezbyt oczywisty powiązała wszystkie cztery historie ze sobą. Bardzo mi się ten zabieg podobał, no i oczywiście co tu dużo mówić – w pewnym sensie odzwierciedla to idealnie klimat Wrocławia, bo choć miasto należy do sporych i przewija się przez nie tryliard populacji – to jednocześnie jest to Miasto Spotkań, gdzie świat często i gęsto okazuje się być bardzo mały i wszyscy gdzieś się tam pokątnie znają. To autorce udało się elegancko przemycić w tej powieści i uchwycić owe zjawisko w sposób idealny.
Maliwna Ferenz bardzo autentycznie oddała klimat oraz charakter miasta. Czułam się fantastycznie spacerując ponownie Rynkiem Głównym obok mojej ulubionej przeszklonej fontanny i wręcz czułam na ramionach krople wody z kurtyn wodnych :), odwiedziłam Park Szczytnicki – jeden z najładniejszych moim zdaniem we Wrocławiu, słyszałam terkoczące tramwaje sunące po szynach ospale w godzinach szczytu (ah...to było najgorsze zwłaszcza latem i zimą), przeszłam się Placem Dominikańskim i Grunwaldzkim i wypiłam piwko na Wyspie Słodowej. Cudnie było! Nie będę ukrywać, że autorka świetnie udźwignęła tematykę opisów – nie były zbyt długie ani nudzące. Wręcz przeciwnie, miasto opisane jest lekko, plastycznie i ekspresyjnie, nie ma czasu, bo ten w tym miejscu nigdy nie stoi. Autorka nie idealizowała – to co jest paskudne we Wrocławiu należycie zaznaczyła, za co ma ode mnie ogromnego plusa – bo to jednak było dla mnie ważne i dzięki temu wizyta we Wrocławiu pod rękę z Malwiną uważam za bardzo udaną.
„Pora na miłość” to cztery różne historie, ukryte pomiędzy torami tramwajowymi i starymi murami kamienic. To historie jakich wiele, wiadomo nie od dziś, że życie pisze różne scenariusze i nie zawsze jest kolorowo. Kaśka, Julia, Magda, Aniela – to cztery główne bohaterki, każda w innym wieku, każda z nich doświadcza życia i miłości oraz smutku w zupełnie odmienny sposób. Postaci zarówno główne jak i poboczne są dobrze wykreowane i naprawdę, wiele razy utożsamiałam się z nimi. Miałam wrażenie, jakbym je kiedyś minęła na ulicy czy spotkała pod wiatą przystankową. Jest to dużym plusem – kolejnym zresztą – bo dzięki temu rok spędzony z nimi we Wrocławiu mija w mgnieniu oka, i to dosłownie.
„Pora na miłość” to cztery opowieści pełne ciepła o poszukiwaniu miłości i o tym, że rządzi się ona własnymi prawami. Nigdy nie przychodzi do nas wtedy, kiedy chcemy, ani w takiej formie jak sobie ją wyobrażamy. Czyż nie prawda?
Właśnie to Malwina Ferenz uwydatniła w swoich historiach i poczyniła to w najciekawszy z możliwych sposobów, bez zatapiania się w banałach i przewidywalności.
Serdecznie wam polecam powieść „Pora na miłość”, bo jest to książka idealna na ciepłe przedwakacyjne popołudnia, która z własnego pokoju czy ogrodu przeniesie Was błyskawicznie do Wrocławia, gdzie poznacie całe mnóstwo przesympatycznych ludzi jak również poznacie Stolicę Dolnego Śląska od podszewki.