Wydawnictwo: Papierowy Motyl
Data wydania: 2015-11-09
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 697
Lubicie powieści science-fiction? Ja nie do końca jestem do nich przekonana. Nudzą mnie opisy bitew, dziwnie wyglądających kosmitów i sporów międzygalaktycznych czy zagłady Ziemi. W książce Aleksandry Fila-Jankowskiej na szczęście takich nie ma, więc z pełnym spokojem oraz ciekawością sięgnęłam po „Rysy na tęczy”.
To historia pełna emocji, która w wyobraźni czytelnika może stanowić wizję dość niedalekiej przyszłości. Akcja powieści bowiem rozgrywa się w drugiej połowie XXI w. Jedno, co ją wyróżnia, to niesamowite połączenie psychologii oraz filozofii, w które autorka wplotła ten dość popularny w ostatnich latach gatunek.
Planetę Ziemia spotkała katastrofa ekologiczna i spowodowała, że jej struktura została odmieniona. W związku z tym życie także uległo przeobrażeniu. Obecni mieszkańcy znacznie bardziej więc dbają o ekologię, dlatego szybko rozwijająca się technologia nie szkodzi środowisku. Powstałe w wyniku szeregu zmian Akademie Astronautyki szczegółowo zgłębiają naukę Systemu Słonecznego. Mają świadomość, że od tej pory kontakt z innymi przedstawicielami sąsiednich cywilizacji jest obecnie bardziej prawdopodobny niż kiedykolwiek. Ziemianie za wszelką cenę usiłują się do tego faktu przygotować, ale czy faktycznie im się to uda? Nie można być przecież gotowym na wszystko, o czym wkrótce się przekonają.
Akcja powieści rozpoczyna się tradycyjnie, czyli od misji ratunkowej dowodzonej przez Koryfera Traugeriego. Celem wyprawy jest odnalezienie Cothleya zaginionego podczas poprzedniej wyprawy. Wydawać by się mogło, że nie żyje, ale astronauci mają nikłe nadzieje na ocalenie kolegi, ponieważ napotkali na ślady życia mężczyzny. Tak więc, będąc w drodze na planetę Mahabor III, czyli Ziemię, starają się sprawdzić, czy mają rację. Tymczasem poznajemy losy Roberta i Kasi – szkolnej pary, która z zaangażowaniem przygotowuje się do studiów. Oboje mają za cel ukończyć uczelnię AcAs w Sollandzie. Najpierw jednak czeka ich wycieczka szkolna, która zupełnie odmieni ich, a szczególnie Roberta, los. Po powrocie bowiem dziewczyna zacznie odczuwać tajemnicze wizje wzbudzające, mimo prawdopodobieństwa ich realizacji, wątpliwości nawet u nauczycieli. Na ich prawdziwość brakuje jednak naukowych dowodów. Wkrótce dziewczyna zaczyna się źle czuć i umiera, a Robert – już wtedy student – owładnięty nieustanną tęsknotą za ukochaną, będzie się starał odnaleźć prawdę w wydarzeniach z przeszłości. Po szesnastu latach od tragedii wciąż nie wierzy w przypadkowość tej sytuacji. I, już jako wykładowca i komandor AcAs, stara się poskładać całą zdobytą wiedzę, aby móc w końcu dowiedzieć się prawdy. Jako jeden z najlepszych pedagogów prowadzi klasę przygotowawczą dla uzdolnionej młodzieży będącej u progu dorosłości oraz upragnionych studiów. Tutaj rozpoczyna się pełna napięcia historia. Robert zaczyna rozumieć, że szefostwo ma przed mieszkańcami tajemnice, których nie chce ujawnić. Mogą one zmienić na zawsze życie wielu ludzi i bez wątpienia są związane ze śmiercią Kasi, o której Robert – mimo upływu lat – wciąż nie może zapomnieć. Te doświadczenia sprawiają, że mężczyzna boryka się z własną dwoistością charakteru. Ma świadomość, że gdzieś głęboko w nim tkwi jeszcze ten nastoletni chłopak, ale sytuacja, w jakiej przyszło mu żyć, nakazuje mu na właściwą stanowisku i wiekowi surowość okazywaną wobec uczniów. Aby ta wewnętrzna walka się zakończyła, mężczyzna musi zacząć słuchać siebie. Czy jednak zdoła to zrozumieć?
Ta historia zaskakuje od pierwszej chwili, mimo wielu niedopowiedzeń i dość powolnej akcji na początku. Porusza niezwykle istotne dla XXI w. problemy, jak brak emocji czy deficyt miłości, stosunkiem do małżeństwa oraz tęsknotą. Z borykają się Mahaborianie w powieści, ale czy na pewno oni? Dość obszernie ukazana tutaj została psychologia postaci, co raczej nie dziwi, ponieważ psychologia to wielka pasja Jankowskiej. Powieść momentami dość rozwleczona ma jednak ogromne znaczenie dla rozumienia współczesnych dylematów moralnych, biorąc pod uwagę, chociażby genetycznie modyfikowanie płodów. Autorka z pewnością wydłużyła niektóre sceny, aby czytelnik – podobnie jak mieszkaniec planety – wykazał się zaangażowaniem, cierpliwością oraz wytrwałością w dążeniu do poznania prawdy. Najwyraźniej tych właśnie cech brakuje gatunkowi ludzkiemu.
Na przykładzie bohaterów słowami obcej cywilizacji zostało opisane rozchwianie emocjonalne gatunku ludzkiego, który jest jednocześnie głupi, ale też mądry, z jednej strony ogarnięty lękiem, ale też odważny a w kontekście uczuć wykazuje się jednocześnie powściągliwością i żarem. Nie obce są nam również stereotypy, w jakie włożyliśmy się sami. Taki stan rzeczy nie pozwala na żaden postęp, a co gorsze, hamuje rozwój wewnętrzny człowieka. Nasz potencjał został skutecznie stłumiony. Jako osobniki ludzkie cechujemy się nieufnością oraz brak wiary we własne możliwości. Zawsze i w każdej sytuacji powodowani strachem oraz dumą, nie potrafimy działać samodzielnie. Wszystko dzieje się na poziomie podświadomości. „Rysy na tęczy” to idealne studium człowieka naszych czasów niepozbawionego lęku, wiecznych rozterek oraz innych deficytów, o których bez ogródek mówi w swojej powieści autorka, a co do istnienia których nikt nie chce się przyznać.
Otwarte zakończenie powieści nakazuje oczekiwać na ciąg dalszy tej historii. Język użyty przez autorkę jest niezwykle plastyczny, obrazowy oraz działający na wyobraźnię. Tym bardziej omówione tutaj dylematy moralne dają do myślenia i nakłaniają do głębokiej refleksji. Te skrajności, z jakimi przyszło nam żyć, powodują więcej problemów niż nam się wydaje. Tak widocznie widziałby nas obserwator. No cóż, ludzka psychika zawsze była, jest i będzie niedoskonała. Książki tego gatunku widocznie muszą nam to uświadomić. Tym razem przecież oceniają nas nad wyraz etyczni i moralni, czy wręcz moralizatorscy sędziowie będący przybyszami z obcej planety. Tylko oni, zamiast zagłady, chcą naszego ocalenia jako gatunku ludzkiego.
Błyskotliwe połączenie psychologii i filozofii w powieści science fiction. Wizja nieodległej przyszłości, w której ludzie komunikują się bardziej transparentnie...
Przeczytane:2026-02-08,
Współpraca barterowa z autorką @aleksandra.space.books
"Nie zlikwidujesz lęku, zasłaniając przed nim oczy."
Zastanawialiście się kiedykolwiek, czy istnieje we Wszechświecie obca cywilizacja? Czy jesteśmy tutaj sami?
Kocham powieści science-fiction za rozmach i szerokie możliwości puszczenia wodzów wyobraźni. Znajdziemy w nich to, o czym marzymy, czego pragniemy, a jednocześnie nie jest nam to dane w rzeczywistości.
Rysy na tęczy to prequel cyklu Frekwencja 350, w którym autorka zabiera nas w kosmos razem z Korwettą i Robertem oraz pozostałymi bohaterami.
Jednocześnie możemy wyobrazić sobie jeden ze scenariuszy - jak mógłby wyglądać kontakt ludzi z obcą cywilizacją.
XXI wiek. Ziemia podniosła się po globalnej katastrofie ekologicznej, a wraz z tym nastąpiły zmiany. Rozwój technologii stał się ważnym punktem, jednocześnie zaczęto bardziej dbać o planetę.
W końcu jesteśmy w stanie eksplorować Układ Słoneczny na pokładach ogromnych promów kosmicznych, a szkoleniem kosmonautów zajmują się Akademie Astronautyki.
Pierwszy kontakt z pozaziemską cywilizacją nie przebiegł zgodnie z oczekiwaniami. Ludzkość nie była na to gotowa, czego skutki okazały się tragiczne. Tymczasem załoga obcego statku podejmuje kolejną próbę kontaktu z ludzkością powołując do życia hybrydę.
Czy kontakt pomiędzy obcymi rasami będzie możliwy bez rozlewu krwi?
Ogromnie doceniam historie, które potrafią pochłonąć mnie od pierwszej strony. Choć przyznaję, że jednej rzeczy mi tutaj zabrakło. Przydałyby się przypisy, które wyjaśniłyby czytelnikowi pojęcia, których nie znamy, np. koryfer, bironetka czy bolidar. Niektóre z pojęć znajdą swoje wytłumaczenie w dalszej części książki, niemniej jednak na początku mogą sprawić nam pewien kłopot.
Jeśli jednak skupimy się na emocjach, a nie na samych pojęciach, to historia stanie się dla nas bardziej zrozumiała.
Postacie są genialnie wykreowane. Dopracowane w każdym szczególe. Nie są idealne, za co należą się autorce ogromne brawa. Dlaczego? Ponieważ nikt z nas nie jest nieomylny. Popełniamy błędy, a gdy bohaterowie książki zmagają się z problemami podobnie jak my, stają się nam dużo bliżsi.
Podobała mi się powolna przemiana i dojrzewanie Korwetty. Zdobywanie nowych doświadczeń, emocje, ból, strata, miłość, rozczarowanie, potrzeba akceptacji - to wszystko ukształtowało naszą bohaterkę.
Niesamowita była możliwość obserwowania psychologicznych zmian w relacjach głównych bohaterów, zarówno Korwetty, jak i Roberta. W jego przypadku stłumione i nieprzepracowane traumy z przeszłości wpłynęły na zachowanie w teraźniejszości i jego relację z Korwettą.
Rysy na tęczy to opowieść o dojrzewaniu, bolesnych przeżyciach, potrzebie bliskości oraz więzi. Bliskość zrodzona ze wspólnej pasji, zmagania się z przebytymi traumami staje się dla nas tym cenniejsza, im więcej musieliśmy wcześniej poświęcić, by dojść do tego momentu. Takie uczucie staje się silnym fundamentem tego, by można było budować coś stabilnego.
Kto uwielbia motyw akademii w powieści odnajdzie tutaj coś dla siebie. Akademia Astronautyki przeciągnie was, podobnie jak swoich studentów, przez zaliczenia potrzebnych podstaw programowych.
Co mnie ogromnie zachwyciło w tej powieści - to wkomponowanie w treść wątków muzycznych moich ukochanych zespołów. Uwielbiam Muse, Nightwish, Evanescence i Within Temptation, i generalnie mocniejsze brzmienie w muzyce. Taka muzyka to moja miłość od ponad dwudziestu lat. Słowa ich piosenek są tak uniwersalne, że idealnie wkomponowują się w tę historię.
"Old loves they die hard, old lies they die harder... I'm on love with my lust, burning angel wings to dust. I wish I had your angel tonight."
Czy warto sięgnąć po Frekwencję 350? Tak, tak i jeszcze raz tak. To cykl, który pochłonie was bez reszty; z którego bohaterami będziecie przeżywać zarówno wzloty, jak i upadki; który rozedrze waszą duszę na strzępy, potem złoży ją na nowo w jedną całość.
Są historie, których się nie zapomina. Frekwencja 350 jest właśnie jedną z nich.