Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: b.d
Kategoria: Literatura piękna
ISBN:
Liczba stron: 192
To pan nie wiesz, co to jest miłość, gdy możesz rozumować.
Klasyczna powieść "Straszny dziadunio" autorstwa Marii Rodziewiczówny to jedna z tych historii, które z pozoru wydają się prostą opowieścią obyczajową, a w rzeczywistości skrywają znacznie głębszą refleksję o człowieku, odpowiedzialności i moralnym dojrzewaniu. Sięgając po tę książkę, miałam wrażenie, że otwieram drzwi do świata dawnej polskiej literatury ziemiańskiej - świata, który rządzi się surowymi zasadami, ale jednocześnie pulsuje silnymi emocjami i dramatami.
W centrum tej historii znajduje się postać Polikarpa Białopiotrowicza, właściciela majątku na Polesiu. Po śmierci swoich synów wychowuje on dwóch wnuków - Wojciecha i Hieronima - i próbuje zdecydować, który z nich okaże się godny dziedziczenia rodzinnego majątku i nazwiska. Z tego powodu poddaje ich różnym próbom, niekiedy bardzo surowym i bezwzględnym. Jeden z młodych mężczyzn wybiera wygodne, lekkie życie, drugi natomiast musi przejść przez trudne doświadczenia, chorobę i niesprawiedliwe oskarżenia, by udowodnić swoją wartość.
Już sam punkt wyjścia tej opowieści jest niezwykle interesujący. Nie mamy tu bowiem klasycznego konfliktu dobra i zła w sensie prostym i jednoznacznym. Konflikt rozgrywa się raczej między charakterami, między sposobami rozumienia życia. Rodziewiczówna stawia pytanie, które pozostaje aktualne także dziś: czy prawdziwą wartość człowieka można poznać dopiero wtedy, gdy zostanie on wystawiony na próbę?
Czytając tę powieść, wielokrotnie zatrzymywałam się nad postacią tytułowego ,,strasznego dziadunia". Polikarp Białopiotrowicz budzi respekt i lęk - jest człowiekiem surowym, dumnym, a momentami wręcz okrutnym. Jego decyzje wydają się bezwzględne, szczególnie wobec Hieronima. A jednak w trakcie lektury coraz bardziej zaczynałam dostrzegać, że ta surowość nie wynika wyłącznie z pychy czy chłodu. Jest w niej coś jeszcze - głęboka wiara w to, że charakter człowieka kształtuje się poprzez trud.
To bardzo charakterystyczne dla literatury pisarki. Autorka często pokazuje bohaterów, którzy dojrzewają poprzez cierpienie i pracę nad sobą. W świecie tej powieści nie ma łatwych zwycięstw ani prostych nagród. Jeśli ktoś ma osiągnąć prawdziwą wartość, musi zapłacić za to wysiłkiem i wyrzeczeniem.
Najbardziej poruszył mnie w tej historii właśnie wątek Hieronima. Jego droga jest pełna niesprawiedliwości i bólu. Czasami miałam wręcz wrażenie, że autorka prowadzi go przez serię niemal okrutnych doświadczeń. A jednak w tym wszystkim jest coś niezwykle poruszającego - obserwowanie, jak człowiek nie traci własnych zasad nawet wtedy, gdy świat zdaje się być przeciwko niemu.
Jednocześnie powieść ma w sobie bardzo wyraźny klimat dawnego świata ziemiańskiego. Opisy majątku, relacji rodzinnych, hierarchii społecznej czy codzienności życia na Polesiu tworzą atmosferę epoki, która dziś wydaje się już niemal legendą. Czytając te fragmenty, miałam poczucie obcowania z literaturą, która powstała w innym rytmie - spokojniejszym, bardziej kontemplacyjnym.
Warto też zwrócić uwagę na język powieści. Jest momentami patetyczny, chwilami bardzo emocjonalny, ale ma w sobie coś niezwykle szczerego. Rodziewiczówna nie boi się dramatycznych scen ani wyrazistych deklaracji bohaterów. Dzięki temu historia nabiera intensywności, a czytelnik łatwo wchodzi w świat ich przeżyć.
Podczas lektury zastanawiałam się również nad tym, jak bardzo zmienił się sposób opowiadania o moralności w literaturze. Współczesne powieści często unikają jednoznacznych ocen. Tymczasem ,,Straszny dziadunio" jest historią wyraźnie moralną - pokazuje, że wybory bohaterów mają konsekwencje, a charakter człowieka ujawnia się w chwilach próby.
Po zamknięciu książki zostało we mnie poczucie pewnej surowej mądrości. To nie jest powieść lekka ani beztroska. To raczej opowieść o tym, że życie bywa trudne, a prawdziwa wartość człowieka ujawnia się dopiero wtedy, gdy musi on stanąć twarzą w twarz z przeciwnościami.
Dlatego ,,Straszny dziadunio" nie jest dla mnie tylko historią o surowym dziadku i jego wnukach. To także refleksja o odpowiedzialności, dumie i o tym, jak trudno czasem pozostać wiernym własnym zasadom. A jednocześnie jest to spotkanie z literaturą dawnej epoki - literaturą, która wierzyła, że charakter człowieka jest czymś, co można hartować jak stal.
I właśnie ta myśl została ze mną najdłużej po zakończeniu lektury.
Pan Polikarp, tytułowy dziadunio, obraził się na nowonarodzonego wnuka, bo synowa zamiast dać mu litewskie imię wymagane przez dziadka nazwała dziecko imieniem Hieronim. Obrażony w swej dumie od tej pory wnuka nie zauważał i nie pomagał materialnie jego matce, owdowiałej wskutek wypadku na polowaniu jeszcze przed narodzinami dziecka. Matka wpoiła chłopcu zasady moralne i kult pracy, a umierając przedwcześnie zostawiła przekazała mu, aby zawsze był dobrym. Jako młody student Hieronim ratuje podczas powodzi małą Bronię. Kiedy dowiaduje sie, ze dziewczynka jest sierotą, razem z przyjacielem biorą ją pod swoje skrzydła. Żyją ubogo, ale szczęśliwie. Do czasu, gdy Bronia znika. Obaj szukają jej w mroźną noc, przez co Żabba ma pierwszy krwotok. Stan jego pogarsza się z kazdym dniem. Hieronim oszczędza na własnym wyżywieniu, porzuca nawet naukę, aby tylko ratować przyjaciela. Niestety, wyjazd na kurację nie przynosi efektów, Żabba umiera. Hieronim z wielką żałobą w sercu kończy studia i w koncu zostaje inżynierem, ciezko pracującym przy budowie mostów dla kolei. Ale tu znów zostaje posądzony o kradzież pieniędzy. Załamany sięga po rewolwer.. W ostatniej chwili powstrzymuje go dziadek, który jak wychodzi na jaw, cały czas miał go na oku. Ot, chciał chłopaka wyprowadzić na porządnego człowieka. Polikarp także uprowadził przed laty Bronkę, wykształcił ją i teraz połączy ją na powrót z Hieronimem.
Bohaterką powieści jest Magda Domontówna, malarka, kobieta szlachetna w każdym calu. Jej otoczenie stanowi zaś grupa różnorodnych postaci...
"Czarny Bóg" opowiada o trójce młodych mężczyzn, których drogi rozchodzą się po zakończeniu studiów. Jeden zostaje lekarzem...
Zimna krew i stanowcza decyzja opuściły go zupełnie. Nie był to już dumny satrapa, nieprzystępny żadnej ludzkiej słabości i uczuciu; był to zwykły śmiertelnik dotknięty w samo serce, znękany, nieszczęśliwy.
Więcej