Kultowa książka o początkach nowoczesnej kryminalistyki
Stulecie detektywów przedstawia jedną z najbardziej fantastycznych, a zarazem prawdziwych historii, jakie zna świat - dzieje nowoczesnej kryminalistyki. Jej początki sięgają drugiej połowy ubiegłego wieku, kiedy to po raz pierwszy wykorzystano badanie odcisków palców w ustalaniu tożsamości podejrzanych, zastosowano fotografię kryminalistyczną i wprowadzono inne nowości w skomplikowanym procesie wyświetlania zbrodni. Jest to również epoka, w której medycyna sądowa wydarła zmarłym ich tajemnice, toksykologia stała się skuteczną bronią przeciw truciznom i trucicielom, a balistyka osiągnęła pewną metodę identyfikowania broni palnej na podstawie wystrzelonych z niej pocisków. Stulecie detektywów to bez wątpienia jedna z najważniejszych i najlepiej napisanych książek spoza literatury pięknej. Nominowana w 1966 roku do nagrody im. Edgara Allana Poe.
Jürgen Thorwald- niemiecki pisarz, dziennikarz i historyk, szczególnie znany z książek opisujących historię medycyny sądowej i II wojny światowej.
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2025-09-10
Kategoria: Biografie, wspomnienia, listy
ISBN:
Liczba stron: 704
Historia kryminalistyki, składająca się z 4 części omawiających powstanie jej najważniejszych działów: daktyloskopii, medycyny sądowej, toksykologii i balistyki. Liczne opisy przełomowych dla kryminalistyki spraw sądowych sprawia, że książkę czyta się przyjemnie, bardziej jak powieść niż dzieło naukowe.
Uwielbiam Pana Thorwald Jurgen, wcześniej przeczytałam "Ginekologów" oraz "Stulecie chirurgów", więc jak trafiłam na "Stulecie detektywów" liczyłam, że znowu będzie świetnie. Niestety jest dobrze, ale nie świetnie ani nie jest źle.
Książka jest gruba, wiele dokładnych opisów, sporo przypisów - słuchałam w audiobooku, przez co czytane przypisy mnie drażniły, ale za to nie odejmuję książce. Styl książki jest podobny do wcześniej przeczytanych książek. Ale książka była dla mnie trochę męcząca i przydługa. Nie jestem fanką długich opisów, pewne rzeczy według mnie mogłyby w ogóle nie być, aż tak szczegółowo opisane. Na drugą część się na razie nie skuszę, może jakoś spróbuję, gdy opadnie moja irytacja, a może ten dziwny "kac czytelniczy". Po tej książce ciężko idzie mi w grudniu czytanie.
Według powszechnie panującej opinii choroba ta charakteryzuje się szczególnym przebiegiem procesu dziedziczenia. Zapadają na nią jedynie męscy członkowie...
Książka o początkach transplantologii – dziś uznawana za klasykę literatury faktu. Bohaterami Thorwalda są pacjenci, w których leczeniu po raz...
Przeczytane:2019-06-02,
Thorwalda miałam okazję poznać już spory czas temu i przyznam, że jest chyba jednym z moich ulubionych autorów jeśli chodzi o literaturę medyczną, a dokładniej początki tej zacnej dziedziny. Jest jednak sporo osób, które nie wiedzą, że Jurgen ma na swoim koncie także dzieła dotyczące medycyny sądowej czy kryminalistyki. Mało tego dużym uznaniem cieszą się także jego dzieła o II wojnie światowej. Powiedzmy sobie jednak szczerze, że to nazwisko chyba zawsze będzie kojarzone ze "Stuleciem chirurgów" oraz "Triumfem chirurgów".
Ja dziś jednak chcę przedstawić wam pozycję o początkach kryminalistyki. "Stulecie detektywów" to historia niezwykle podobna do "Stulecia chirurgów" jednak nie w sensie treści. No powiedzmy sobie szczerze, ale detektyw zajmuje się czymś innym niźli chirurg. Chodzi tu raczej o zarys historii powstawania dziedziny, jaką aktualnie jest kryminalistyka. Jak wyglądała na samym początku, gdy stawiano w niej pierwsze kroczki, gdy nie mieli tego wszystkiego czym dysponuje się dziś. Jak zatem szukać mordercy, a czasami ciała, gdy ma się ograniczone środki? Uwierzcie, że sie da. To, że nie można było rozróżnić czy krew jest ludzka, czy zwierzęca stanowiło nielada problem, ale nie taki, któremu można by było jakoś zaradzić.
Co ciekawe największym problemem było wdrażanie nowych metod ułatwiających codzienną pracę w kryminalistyce. Ludzie byli tak ślepi na stare i błędne opracowania, że potrafili toczyć wręcz wojny na salach sądowych byle nie uznać czegoś co było nowe, niezrozumiałe czy poprostu dawało inny wynik niż ten, który wyszedł według ich praktyk.
To, co jest praktyczne to fakt, że aby przeczytać tę książkę nie potrzebujemy żadnych dokumentów potwierdzających jakiekolwiek związki z dziedziną, jaką jest kryminalistyka. Wystarczy, że nas to interesuje i to z prostego powodu. Thorwald unika naukowego słownictwa czy żonglowania technicznym żargonem. Przez to lektura jest przejrzysta dla każdej osoby. Jednak ma to swoją wadę i zapaleńcy czy naukowcy nie będą pocieszeni. Za to laicy i miłośnicy kryminałów będę czerpać nielada satysfakcję z każdą kolejną stroną tej lektury
Książka mimo swej objętości jest tak naprawdę jeszcze bardziej wciągająca niż tak bardzo znane "Stulecie chirurgów". Dlaczego? Bo mimo wagi poruszanych tematów oraz ilości materiałów do przyswojenia czyta się ją jak rasowy kryminał. To nic, że ma ponad 800 stron, bo tak naprawdę nie zorientujecie się, kiedy przełożycie ostatnią stronę i będzie to koniec książki, ale nie historii detektywów. Oj, nie! Pamiętajcie, że jest jeszcze dalsza historia czyli "Godzina detektywów", z którą mam plany się spotkać w niedługim czasie i wam również polecam to zrobić. Pamiętajmy, że "Stulecie detektywów" mimo iż jest nowością na rynku to tak naprawdę nie nią nie jest. To poprostu kolejne wydanie (być może z inna okładką) z powodu ogromnej popularności, a to może być jednym ze wskaźników, iż warto zapoznać się z twórczością Jurgena Thorwalda. Za mną dopiero dwie jego pozycje, więc mam jeszcze trochę możliwości by spędzić z nim sporo czasu.