Wydawnictwo: Bona
Data wydania: 2017-04-20
Kategoria: Dla dzieci
ISBN:
Liczba stron: 44
Ilustracje:Aleksandra Cieślak
Zwariowane abecadło dla maluchów, zrymowane i narysowane przez autorkę przebojowych ,,Od 1 do 10" i ,,Co wypanda, a co niewypanda". ,,Aaa... aaa... Aaa...
Inspirująca i dowcipna książka do tworzenia dla myślącej młodzieży i niepozbawionych wyobraźni dorosłych. Zapewnia użytkownikowi wybuchową mieszankę zabawy...
Przeczytane:2026-06-22, Ocena: 5, Przeczytałem, Mam, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu – edycja 2026, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2026, 52 książki 2026, 26 książek 2026, 12 książek 2026,
W literaturze dziecięcej i okołodziecięcej rzadko zdarzają się pozycje, które z równym powodzeniem potrafią rozbawić kilkulatka, jak i autentycznie wzruszyć lub rozśmieszyć do łez jego skrajnie zmęczonego opiekuna. Aleksandra Cieślak w swojej publikacji dokonuje jednak sztuki niemal niemożliwej. Tworzy dzieło, które żongluje dwuznacznością, bawi się formą i zdejmuje tabu z tematów, które w tradycyjnej edukacji wciąż bywają owiane niepotrzebnym wstydem. To nie jest kolejna ugrzeczniona opowieść o bocianach czy kapuście, a pełnokrwista, choć podana w genialnie lekkiej formie, kronika miłości, prokreacji i rewolucji, jaką wnosi ze sobą pojawienie się nowego życia.
Warstwa formalna tej książki obrazkowej to prawdziwy popis artystycznej synergii. Autorka decyduje się na wierszowaną narrację, która płynie niezwykle rytmicznie, wpadając w ucho i nadając całej opowieści lekki, niemal radosny ton. Kluczem do sukcesu jest tu jednak absolutne równouprawnienie tekstu i warstwy wizualnej. Ilustracje nie stanowią jedynie tła czy prostego odwzorowania słów, a dopowiadają to, czego autorce celowo nie wypadało lub nie opłacało się zamykać w rymach.
Wizualny dialog opiera się na genialnym kontraście estetycznym, gdzie subtelność spotyka się z surowością, a przemyślana paleta barw idealnie oddaje różnice charakterologiczne między parą głównych bohaterów. Ta oszczędność formy graficznej połączona z jej dosadnością sprawia, że książka staje się małym dziełem sztuki użytkowej, które czyta się nie tylko oczami, ale przede wszystkim intuicją i poczuciem humoru.
Największą zaletą tego dzieła jest jego bezkompromisowa szczerość połączona z gigantyczną dawką ciepła. Autorka z ogromnym wyczuciem przeprowadza nas przez pełen cykl: od pierwszych, romantycznych iskier i wzajemnego docierania się skrajnie różnych osobowości, przez intymny moment poczęcia ukazany bez pruderii, aż po trudną codzienność wypełnioną pieluchami i permanentnym niewyspaniem. Mocną stroną jest tu absolutny brak idealizacji rodzicielstwa. Pokazanie, że za fasadą wielkiej miłości kryje się też zwykłe ludzkie (lub w tym przypadku zwierzęce) wycieńczenie, działa na dorosłego czytelnika niesamowicie oczyszczająco.
Książka ta staje się idealnym pomostem dialogowym - zdejmuje z barków rodzica ciężar tłumaczenia trudnych spraw biologicznych, zamieniając poważny wykład w pełną śmiechu anegdotę.
Gdybym miała wskazać element, który dla niektórych może stanowić wyzwanie, byłaby to wyjątkowo odważna, abstrakcyjna dosłowność w ukazywaniu momentów anatomicznych. Dla czytelnika o bardzo tradycyjnym podejściu do literatury edukacyjnej, tak otwarte i dosłowne podejście do kwestii prokreacji może wydać się początkowo wręcz szokujące. Ponadto, dynamiczne tempo i skrótowość historii sprawiają, że książka kończy się niezwykle szybko, pozostawiając lekki niedosyt i chęć na dłuższą opowieść o dalszych losach tej nietuzinkowej familii.
Moim zdaniem Aleksandra Cieślak stworzyła pozycję wybitną w swojej kategorii, która redefiniuje pojęcie współczesnej książki edukacyjno-humorystycznej. To genialny manifest mówiący o tym, że miłość karmi się akceptacją odmienności, a o biologii można rozmawiać z dzieckiem bez uciekania się do infantylnych metafor. Dla mnie to przede wszystkim fenomenalny, pełen empatii prezent dla każdego, kto właśnie wkracza na wyboistą drogę rodzicielstwa i potrzebuje solidnej dawki literackiego dystansu do świata, by nie oszaleć między jednym a drugim karmieniem.