Osiemnastoletnia Trinity Marrow potrafi widzieć i komunikować się z duchami i zjawami. Jej wyjątkowy dar stanowi część tajemnicy tak niebezpiecznej, że dziewczyna ukrywana jest przez lata w odosobnionej posiadłości strażników - gargulców, które strzegą ludzkość przed demonami. Gdyby piekło odkryło prawdę o Trinity, dla pozyskania mocy zostałaby pożarta.
Kiedy wysłannicy innego klanu przywożą niepokojące wieści o czymś, co zabija zarówno demony, jak i strażników, poukładany świat dziewczyny legnie w gruzach. Nie przez niebezpieczeństwo, a dzięki najbardziej irytującemu i fascynującemu chłopakowi, jakiego poznała. Zayne ma własne sekrety, które na nią wpłyną. Jednak współdziałanie stanie się konieczne, gdy demony wtargną na teren społeczności, a tajemnica Trinity ujrzy światło dzienne.
Aby ocalić rodzinę i być może świat, dziewczyna będzie musiała zaufać przystojnemu strażnikowi. Wszystko może się zdarzyć, gdy rozpocznie się nadprzyrodzona wojna...
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2020-01-29
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 552
Tytuł oryginału: Storm and Fury
Jesteście gotowi na walkę? Rozpoczyna się nadprzyrodzona wojna.
„-Czyż to nie największe osiągnięcie zła? Ukrywanie się pod płaszczykiem niewinności?”
Trinity mieszka w odosobnionej posiadłości wraz ze strażnikami — gargulcami. Dziewczyna potrafi komunikować się z duchami i zjawami, co czyni ją wyjątkową. To tylko część wielkiej tajemnicy, która nigdy nie może ujrzeć światła dziennego. Spokojne i nudne życie Trin przerywa pojawienie się wysłanników z innego klanu.
Docierają niepokojące wieści, coś zabija strażników, jak i demony. Od teraz wszystko legnie w gruzach i już nic nie będzie takie samo. Koło poszło w ruch i nie da się go zatrzymać.
Przyznaję, że nie znałam tej serii autorki. Zawsze mnie kusiły jej dzieła, ale jakoś nie miałam okazji ich przeczytać. Po otrzymaniu drugiego tomu do recenzji postanowiłam nadrobić pierwszą część. I to była najlepsza decyzja w ostatnim czasie. Zakochałam się w historii Trinity oraz irytującego, ale jakże przystojnego strażnika Zayne'a.
Oczywiście, gdy w grę wchodzą demony, anioły, gargulce, duchy i zjawy to już książki zyskują moje zainteresowanie.
Z początku musiałam się przyzwyczaić do nowych postaci i przyswoić wszelkie informacje. Z każdą kolejną stroną coraz bardziej zagłębiałam się w świat wykreowany przez autorkę. I już nie chciałam z niego wychodzić. Nie mogłam się oderwać od czytania.
Czeka Was ponad 500 stron niesamowitych przygód, intryg i walk istot nadprzyrodzonych. Nutka pożądania również się znajdzie, jednak nie jest ona najważniejsza. Stanowi miły dodatek do całej fabuły.
Postać głównej bohaterki jest owiana tajemnicą. Jej tożsamość odkrywałam stopniowo, a gdy w końcu dowiedziałam się prawdy, to doznałam lekkiego szoku. Okazuje się, że nasza bohaterka jest jedyna w swoim rodzaju. Kim jest? Tego to już musicie się sami dowiedzieć.
Świetnie się bawiłam podczas lektury książki. Zabieram się za drugi tom, który mam pod ręką na całe szczęście. A Wam gorąco polecam.
Nagle lód skuł moją pierś, wyciskając powietrze z płuc. Postawiłam krok w tył, lecz moje nogi się poddały i upadłam na kolana, nie czując nawet bólu.
Trinity jest wyjątkową dziewczyną, ma wielką moc, widzi duchy, zjawy. Wychowywała się i żyje w zamkniętym ośrodku, strzeżona przez strażników. Nudzi jej się, więc wymyka się, podsłuchuje. Pewnego dnia, ze stolicy przybywają przedstawiciele innego klanu, prosząc o pomoc. Tak poznaje Zeyna, który zachwyca ją, krępuje i wkurza jednocześnie. Trinity, razem z Zeynem wyrusza do stolicy, aby odnaleźć i uratować przyjaciela.
Dobrze napisana, trzymająca w napięciu książka.
Czyta się jednym tchem!!! Spin off dark elements trzeba przeczytać.
Drugi tom bestsellerowej serii Dark Elements Każdy dotyk ma swoją cenę. Layla Shaw próbuje pozbierać kawałki swojego roztrzaskanego życia. Nie...
Ta książka świeci niesamowitym blaskiem do ostatniej strony i jeszcze dłużej... W ciągu zaledwie kilku godzin cały świat Jillian Limy legł w gruzach...
Przeczytane:2026-01-16, Ocena: 6, Przeczytałam, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2026 roku, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2026, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu – edycja 2026, 12 książek 2026, 26 książek 2026, 52 książki 2026,
Czy znacie takie książki, do których wchodzi się jak do dobrze znanego domu, ale nagle odkrywa się w nim nowe skrzydło? Dla mnie "Sztorm i furia" właśnie taka była. Z jednej strony świeża historia, nowa bohaterka i nowe zagrożenie, a z drugiej znajomy klimat, który sprawił, że poczułam się dokładnie tam, gdzie zawsze chciałam być: w świecie stworzonym przez Jennifer L. Armentrout. Książka jest spin-offem trylogii "Dark Elements", którą pokochałam całą sobą 9 lat temu i powrót do tego świata był czymś niesamowitym.
Zacznijmy od Trinity Marrow, bo bez niej ta opowieść nie miałaby tego pazura. Uwielbiam jej buńczuczny charakter, to że nie daje sobie wejść na głowę, rzuca ciętymi ripostami i potrafi tupnąć nogą nawet wtedy, gdy naprzeciwko stoi istota zdolna ją unicestwić. Oczywiście, bywa impulsywna, a nawet bym stwierdziła, że bardzo. Czasami aż za bardzo. Nieraz miałam ochotę powiedzieć: "Trin, pomyśl sekundę dłużej!", ale… właśnie za to ją polubiłam. Jest prawdziwa, nieidealna, emocjonalna i ludzka w świecie pełnym demonów, strażników i nadprzyrodzonych sekretów.
A skoro o emocjach mowa, to humor w tej książce jest absolutnie fantastyczny. To jeden z tych elementów, za które cenię twórczość Armentrout najbardziej. Autorka ma niezwykły talent do rozładowywania napięcia żartem rzuconym dokładnie w tym momencie, w którym czytelnik spodziewa się wszystkiego, tylko nie śmiechu. Akcja pędzi, stawka rośnie, emocje buzują, a tu nagle bach, pojawia się dialog albo myśl bohaterki, która sprawia, że parskam śmiechem. I właśnie za tę umiejętność balansowania między dramatem, a lekkością kocham jej książki.
Ogromnym zaskoczeniem i jednocześnie czystą radością było dla mnie odkrycie, że "Sztorm i furia” to spin-off trylogii "Dark Elements". Nie spodziewałam się tego, a gdy dotarło do mnie, że wracam do tego uniwersum, byłam w siódmym niebie. Jestem wielką fanką tamtej trylogii, a los Zayne’a od dawna nie dawał mi spokoju. Jego brak klasycznego happy endu bolał, więc możliwość ponownego spotkania z nim, była jak maść na czytelnicze serce. Serio, szkoda mi go było i cieszę się, że Armentrout dała mu jeszcze przestrzeń w tej historii.
Bardzo mocnym i poruszającym elementem książki jest choroba wzroku Trinity. Początkowo byłam po prostu zaintrygowana, ale kiedy dotarło do mnie, że to ta sama choroba, z którą zmaga się sama autorka, zrobiło mi się autentycznie ciężko. Tym bardziej, że w książce pojawia się perspektywa całkowitej utraty wzroku w niedalekiej przyszłości. I tu pozwolę sobie na bardzo osobistą reakcję: kto nam będzie pisał takie cudowne książki?! To jeden z tych momentów, gdy fikcja uderza w rzeczywistość z ogromną siłą i zostaje z czytelnikiem na długo po zamknięciu książki.
Akcja w "Sztormie i furii” to prawdziwy rollercoaster, pędzi i ani na moment nie pozwala czytelnikowi złapać oddechu. Ledwo zdążysz przetrawić jedno wydarzenie, a już pojawia się kolejne zagrożenie, nowy sekret albo niespodziewany zwrot fabularny. Tu naprawdę ciągle coś się dzieje: ataki demonów, odkrywanie kolejnych kart, napięte konfrontacje i sytuacje, w których stawka rośnie z każdą stroną. Armentrout świetnie dawkuje tempo, nie ma tu dłużyzn ani zbędnych przestojów, a każde słowo wydaje się ważne. Nawet spokojniejsze momenty podszyte są napięciem, bo cały czas czuć, że coś wisi w powietrzu i zaraz eksploduje. Dzięki temu książkę czyta się niemal kompulsywnie i "jeszcze jeden rozdział" bardzo szybko zamienia się w "ojej, już jest druga w nocy". Na niej naprawdę powinno być ostrzeżenie "uwaga, bo się nie wyśpisz". Dynamiczna akcja idealnie napędza emocje i sprawia, że trudno się od tej historii oderwać, dokładnie tak, jak lubię najbardziej.
Wątek romantyczny rozwija się powoli, bez pośpiechu i nachalności, ale od samego początku czuć między bohaterami chemię. Już przy ich pierwszym spotkaniu iskrzy, w spojrzeniach, w docinkach, w napięciu, które wisi w powietrzu i nie chce zniknąć. To relacja budowana na słowach, gestach i emocjach, a nie na szybkich deklaracjach czy oczywistych schematach. Bardzo podobało mi się to stopniowe zbliżanie, pełne nieufności, przekomarzanek i wewnętrznych rozterek. Nic nie dzieje się tu „za łatwo”, a każde kolejne przesunięcie granicy ma znaczenie. Dzięki temu nawet drobne momenty między bohaterami potrafią wywołać szybsze bicie serca. To właśnie ten typ romansu, który rozwija się w tle dynamicznej fabuły, ale ani na chwilę nie traci intensywności. Subtelny, elektryzujący i bardzo w stylu Armentrout, czyli dokładnie taki, jak uwielbiam.
Nie sposób nie wspomnieć o zakończeniu. Armentrout po raz kolejny udowadnia, że potrafi zaskoczyć. Myślałam, że wiem, w jakim kierunku to zmierza. Myliłam się. Finał wywarł na mnie ogromne wrażenie i sprawił, że natychmiast chciałam sięgnąć po kolejny tom, z tym charakterystycznym dla jej książek uczuciem ekscytacji pomieszanej z lekkim niedowierzaniem. „Sztorm i furia” to historia pełna akcji, humoru, emocji i nadprzyrodzonych tajemnic. To powrót do ukochanego świata i jednocześnie nowy początek. Dla fanów "Dark Elements" pozycja obowiązkowa. Dla miłośników romantasy z charakterem, prawdziwa perełka. A dla mnie? Kolejny dowód na to, że Jennifer L. Armentrout wie dokładnie, jak trafić prosto w czytelnicze serce