Przeszłość nigdy nie odpuszcza, a nienawidzić potrafią nie tylko żywi
W zapomnianej mieścinie na Podkarpaciu ukrył się Szwed - wielki, ponury mechanik, który kocha stare samochody. W przeszłości zrobił zbyt wiele złych rzeczy, by mieć nadzieję na spokojne życie, i czuje, że prędzej czy później ktoś go odnajdzie, by dokonać zemsty.
Gdy w miasteczku pojawiają się obcy, a w tajemniczych okolicznościach zaczynają ginąć kolejne osoby, atmosfera się zagęszcza: wrogowie domagają się zapłaty, stare winy wracają, a wokół Szweda i jego pasierbicy Tamary dzieją się rzeczy, których nie sposób wyjaśnić. Mówi się nawet o tym, że ludzie widują zjawy.
To mroczna historia o winie i karze, o miłości na całe życie i trudnym uczuciu do dziecka, które nie chce być kochane. O żałobie i obietnicach, których nie wolno łamać. Nawet po śmierci.
Wojtek Chmielarz, mistrz kryminału, udanie wkracza na terytorium literatury grozy. Powieść wzrusza i przeraża we właściwych momentach, jest też trochę jak wampir - przed jej złowieszczym urokiem nie sposób się obronić.
Łukasz Orbitowski
Ta książka sprawi, że dreszcz przerażenia przeniknie cię aż do szpiku kości. Przekonasz się, że bywają miejsca, gdzie mrok jest gęstszy, a noce dłuższe. Miejsca, w których nie obowiązują prawa zapewniające ludziom porządek i bezpieczeństwo. Tu zło z upływem lat nabiera mocy i planuje potworną zemstę, zacierając granicę między światem żywych i umarłych. To powieść, której wciągająca kryminalna fabuła mieni się upiornym blaskiem literackiej grozy. Takiej historii nie powstydziłby się sam Stephen King!
Renata Kuryłowicz / Renata z Worka Kości
Niedotrzymane obietnice, niespłacone długi i zbrodnie sprzed lat... Sekrety z przeszłości mają jedną paskudną cechę: prędzej czy później zawsze wypływają na powierzchnię. A książka Wojciecha Chmielarza zmienia ten moment w wyjątkową, gęstą od napięcia opowieść.
Makabrycja
Wydawnictwo: Marginesy
Data wydania: 2026-04-22
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 632
Ktoś tam był
W małym miasteczku rządzi układ. Ludzie mają pracę i pieniądze. Są uwikłani w lewe interesy. Niektórzy są po prostu źli inni słabi, lękliwi albo naiwni, bo wierzą, że wszystko będzie dobrze. Nie będzie. Mieszkańcy mają swoje tajemnice, noszą rany, których na pierwszy rzut oka nie widać. Przemoc zaznana w dzieciństwie pozostawiła ślady. Jeśli trafi się okazja, zemstą nie pogardzą. Gdzieś w tle czai się zło co się przemyka i szepce a potem materializuje. Opowieść w dwóch warstwach czasowych, co pomaga zrozumieć siłę wzajemnych powiązań. Artur i Szwed. Historia jednej znajomości. Dwóch przyjaciół, dwóch zależnych od siebie mężczyzn, co to znają się od dziecka. Trafiają do małej miejscowości na Podkarpaciu i tam rządzą. Dobrze im się wiedzie do czasu, gdy dopadają ich kłopoty rodzinne i długi. Stają się nerwowi, zdeterminowani, by wyjść cało z opresji a to nie będzie proste…. Tam gdzie się traci ukochaną żonę czy dziecko, rodzi się nienawiść i chęć mordu na winnym tej sytuacji…..Czerń nad miasteczkiem się zagęszcza…. Powieść dynamiczna, z dobrze opisanymi bohaterami, plastycznym tłem, niepokojącym klimatem i Demonem, którego żal i przed którym strach. Książka bardzo mi się podobała, bo lubię horrory. Do tej pory czytam Mastertona,Dardę, Kinga, Henela, Karikę czy Koontza. Lubię atmosferę tych książek, dreszczyk, obawiam się tego co czi się w ciemności – takie niezdrowe emocje. Także podobało mi się co przeczytałam, chociaż myślę, że autor nieco zaryzykował wprowadzając do powieści element nadprzyrodzony. Niektórzy czytelnicy zadowoleni nie będą.
Z prozą Wojciecha Chmielarza mam skomplikowane relacje, pierwsze serie kryminalne pochłaniałam jedna po drugiej, z thrillerami bywało różnie. Tym razem Chmielarz zmienia gatunek i próbuje swoich sił w horrorze.
Czy było strasznie? Wg mnie niekoniecznie, ale w niczym to nie przeszkadzało. Przeszkadzało mi tylko to, w jaki sposób lektor zmieniał głos czytając dialogi - nie wyszło to dobrze i irytowało mnie nieustannie przez prawie 21 godzin, bo tyle trwa audiobook ;)
Mnie się ta historia bardzo podoba! Dzieje się dosyć dużo, pojawiają się wątki fantastyczne, jest trochę sensacji, trochę powieści obyczajowej, jest wreszcie horror. Jedynie zakończenie trochę za bardzo... nie powiem jakie, żeby nic nie spojlerować, ale wolałabym inne ;)
Dobre to było, takiego Chmielarza lubię i mam nadzieję, że będzie więcej horrorów! Polecam!
Na długo zapamiętam lekturę tej książki :)
W swojej najnowszej powieści „Tam, gdzie zmrok zapada szybciej” Wojciech Chmielarz po raz pierwszy wchodzi na teren horroru i robi to z dużą pewnością siebie. To książka, która nie tyle straszy w klasyczny sposób, co buduje gęsty, niepokojący klimat, stopniowo osaczający czytelnika. Autor znany z kryminałów udowadnia, że potrafi przenieść swoje umiejętności budowania napięcia na grunt znacznie mroczniejszy i bardziej niejednoznaczny.
Historia opowiada o bohaterze, który trafia w odludne miejsce, gdzie rzeczywistość zaczyna się wymykać logicznym regułom. Z pozoru spokojna przestrzeń zamienia się w scenę wydarzeń, których nie da się łatwo wytłumaczyć. Z każdym kolejnym rozdziałem napięcie rośnie, a poczucie zagrożenia staje się coraz bardziej namacalne. To opowieść nie tylko o tym, co niewidzialne, ale też o tym, co dzieje się w głowie człowieka postawionego w ekstremalnej sytuacji.
Ponury Szwed, jego relacje z przybraną córką, nastoletnie problemy, ludzie ukrywający przed innymi swoje działania w złej wierze… A to zaledwie początek…
Najbardziej uderzające w tej książce jest to, jak silnie oddziałuje na emocje. Czytelnik doświadcza niepokoju, niepewności, a momentami wręcz lęku, który trudno zracjonalizować. Chmielarz nie daje prostych odpowiedzi, pozostawiając wiele przestrzeni na interpretację, co tylko potęguje wrażenie dyskomfortu. To horror bardziej psychologiczny niż dosłowny, ale właśnie dlatego tak skuteczny — długo nie pozwala o sobie zapomnieć i zostawia z poczuciem, że coś w tej historii było niepokojąco bliskie rzeczywistości.
Ja nadal czuję ten niepokój… A Ty?
Pasło, małe, niepozorne miasteczko na skraju Bieszczad. Od innych takich miejsc różni się jedynie tym, że zmrok zapada w nim szybciej...
Tutaj zamieszkał Szwed, mężczyzna z mroczną przeszłością, który zakochał się tak mocno, że porzucił wielkie miasto z ogromnymi możliwościami, kupił kawałek ziemi, wybudował dom. Ożenił się. Historia miłości do Poli jest niezwykle wzruszająca, jest dowodem na to, że prawdziwe uczucie nie gaśnie nigdy...
Mężczyzna obiecał umierającej żonie, że zaopiekuje się jej córką, Tamarą. To zadanie nie jest łatwe, wszyscy wiedzą, że nastolatki funkcjonują na własnych zasadach... Poza tym Szwed nie do końca jest przykładnym obywatelem, a w Paśle, jak wszędzie, trzeba się dostosować. Okazuje się, że lokalny biznesmen, któremu się wydaje, że jest wszechmocny i skorumpowany policjant, to nie jedyne niebezpieczeństwo, bo w ciemności kryje się ktoś znacznie groźniejszy...
Jest to również historia o tym, że mrok, który kryje się w każdym z nas, może się przeciwko nam obrócić. Rozżalenie, gniew, nienawiść, poczucie niesprawiedliwości potrafią obudzić w człowieku ,,demona" i uczynić podatnym na przekroczenie granic.
Jak zakwalifikować gatunkowo ,,Tam, gdzie zmrok zapada szybciej"?
Dla mnie to trochę kryminał, trochę thriller, a trochę... powieść grozy. Książka bardzo mi się podobała - wciągnęła, wzruszyła, zaskoczyła... i przeraziła. Mistrzowsko budowane napięcie, idealnie dawkowane kolejne informacje, świetnie oddane emocje i motywy bohaterów cały czas podtrzymują zainteresowanie i nie pozwalają na przerwanie czytania.
Wojciech Chmielarz buduje rzeczywistość w taki sposób, że po prostu widzi się, słyszy i czuje wszystko. I rozumie - emocje zrozpaczonej nastolatki, sfrustrowanego ojca, zdradzanego męża, bezradność świadomej swoich błędów matki... Nieustannie towarzyszyła mi bardzo życiowa i bardzo smutna refleksja: dlaczego nie potrafimy być dla siebie dobrzy, dlaczego pomimo szczerych intencji, często wychodzi, jak zwykle???
#wojciechchmielarz znany jest z tego, że potrafi zbudować w powieści odpowiedni klimat. Często gęsty i mroczny, momentami niewygodnie ugniatający.
Nie raz gdy sięgamy po jego nowe ,,dziecko" mam gamę uczuć, autor wie jak poruszyć w czytelniku całą paletę strun. Więc biorę w rękę książkę i sama sobie zadaję pytanie co tym razem dotknie mnie najmocniej?
Tym razem sięgnął po rzeczy nie z tego świata, a jednocześnie tak bardzo z tego. Motorem napędowym jest złość, a jak wiemy to ona chyba lepiej niż miłość góry przenosi.
Szwed ukrył się w małym miasteczku, ale gdy zaczynają ginąć ludzie, a wszystko zdaje się dotykać jego przeszłości, wie, że musi wrócić do gry.
To najdłuższy tytuł u Chmielarza i największa cegła w jego dorobku. Jednak czyta się ją jakby była grubości broszury, zbyt szybko. Kiedy ją skończyłam, to spojrzałam na ostatnią stronę i pomyślałam to już? Zapomniałam o upływającym czasie, czytałam... czytałam...
Więc tak, znów to zrobił. Ukradł mój czas i kompletnie tego nie żałuję. Udało mu się stworzyć świat w jaki weszłam i w jaki uwierzyłam.
Bardzo polecam bo #wartojakpieron
Czy przeszłość naprawdę da się zostawić za sobą... czy ona zawsze znajdzie drogę powrotną?
,,Tam, gdzie zmrok zapada szybciej" Wojciecha Chmielarza to książka, w której autor od pierwszych stron nie próbuje nas straszyć tanimi chwytami. On stworzył historię, która powoli wchodzi pod skórę. Dosłownie jak chłód listopadowego wieczoru. Jak uczucie, że ktoś stoi za naszymi plecami, choć przecież nikogo tam nie ma.
Wojciech Chmielarz zabiera nas do Pasła - małej miejscowości na Podkarpaciu, gdzie wszyscy coś ukrywają, a cisza bywa bardziej niepokojąca niż krzyk. I właśnie ten klimat zrobił na mnie największe wrażenie. Opuszczone drogi, ciemne lasy, stare krzywdy, ludzie żyjący obok siebie, ale tak naprawdę potwornie samotni. Autor stworzył miejsce, które wydaje się realne do bólu. Takie, do którego nie chciałabym trafić po zmroku.
Głównym bohaterem jest Szwed - mężczyzna z przeszłością, której nie sposób wymazać. Mechanik, outsider, człowiek zmęczony życiem i własnymi decyzjami. I właśnie w takich bohaterach Chmielarz jest najlepszy. Nie tworzy postaci idealnych. Każdy tutaj jest w jakiś sposób pęknięty. Każdy nosi w sobie żal, winę albo gniew. Nawet Tamara, która momentami irytowała mnie swoim zachowaniem, wydawała się po prostu zagubioną dziewczyną próbującą poradzić sobie z bólem.
Najbardziej podobało mi się jednak to, że ta książka nie jest klasycznym horrorem. Jeśli ktoś nastawia się wyłącznie na paranormalne sceny i ciągłe poczucie grozy, może się zdziwić. Bo tutaj prawdziwy horror siedzi w ludziach. W niedopowiedzeniach. W traumach, które zamiast przepracowane - zostały zamiecione pod dywan. Autor świetnie pokazuje, jak łatwo człowiek potrafi zgubić samego siebie, kiedy przez lata karmi się poczuciem winy, żalem albo nienawiścią.
Bardzo podobało mi się przeplatanie teraźniejszości z przeszłością. Dzięki temu stopniowo odkrywamy, kim naprawdę jest Szwed i dlaczego znalazł się właśnie w Paśle. Te fragmenty miały momentami wręcz sensacyjny klimat i sprawiały, że trudno było odłożyć książkę choćby na chwilę. A im dalej w fabułę, tym atmosfera robiła się cięższa i bardziej duszna.
Muszę jednak przyznać, że początek był dla mnie dość spokojny. Chmielarz daje czytelnikowi czas na poznanie bohaterów i wejście w ten świat. Nie rzuca od razu w wir akcji. Ale kiedy historia zaczyna nabierać tempa robi się naprawdę intensywnie. Szczególnie końcówka, która skręca mocniej w stronę grozy i paranormalnych wydarzeń. I choć niektóre rozwiązania były dla mnie trochę bardziej sensacyjne niż przerażające, to całość nadal pozostaje bardzo spójna.
To książka o ludziach, którzy pozwolili, by ich własne demony rosły latami. O żałobie, niespełnionych obietnicach i emocjach, które zamiast wypowiedziane - zostały stłumione. I chyba właśnie dlatego ta historia tak bardzo mi się spodobała. Bo mimo całej tej grozy, duchów i mroku, najbardziej przerażające okazuje się to, do czego zdolny jest człowiek.
Ocena: 8/10 - ,,Tam, gdzie zmrok zapada szybciej" to mroczna, gęsta i bardzo emocjonalna opowieść, w której klimat gra pierwsze skrzypce. Nie jest to horror nastawiony na straszenie, ale historia, która powoli oplata czytelnika niepokojem i zostawia z refleksją długo po zakończeniu.
Gdzie na styku podkarpackich legend spotykają się dwie górskie doliny, tam Wojciech Chmielarz tworzy swoje Pasło, fikcyjną miejscowość, w której rozgrywa się znaczna część powieści "Tam, gdzie zmrok zapada szybciej" przypisanej do gatunku horroru. Nie jest to jednak tak oczywiście, bo horror jest raczej bazą, szkieletem, na których powstaje wielogatunkowa opowieść o zwyczajnym człowieku, borykającym się z emocjami, które w jakimś stopniu zna każdy z nas. W subtelnie prowadzonym wątku grozy osadza się doskonale rozpisany dramat rodzinny, w którym dobrze dopracowana warstwa obyczajowa i psychologiczna lekko zazębia się z bardziej dynamicznymi wstawkami jak motywy gangsterskie czy podszytą wątkiem paranormalnym sensacja. Najważniejsze jednak są kreacje postaci, niejednoznaczne, trudne do oceny, bo zbudowane z doświadczeń i kumulowanych przez lata krzywd, które niewypowiedziane narastają tak bardzo, że w pewnym momencie wystarczy cichy podszept diabełka na ramieniu, by wszystko posypało się jak domek z kart, a ucierpieli ci, których tak łatwo o całe zło obwiniać. To przede wszystkim opowieść o złości, której źródła upatrujemy się u innych, o rodzicielstwie, które obarczone jest skazami pokoleniowymi i obietnicach, które nigdy nie powinny zostać złożone. A że ten mrok z nich wynikający przybiera w końcu fizyczną formę, ale tylko fabularny element, alegoria, która ma zmusić czytelnika do refleksji na temat tego, jak każdy z nas odbiera rzeczywistość.
Jest takie miasto w Polsce - Pasło... Jest takie miasto w Stanach - Fargo... Kumacie już o co chodzi w tej opowieści?
Są takie miejsca, które wyglądają niepozornie. A potem wchodzisz głębiej... i już wiesz, że coś tu nie gra. Małe miasteczko na Podkarpaciu. Rzeka przecinająca je na pół, góry dookoła, historia, która kiedyś miała smak sukcesu, a dziś bardziej przypomina echo dawnych czasów. Niby zwyczajne miejsce. Niby takie, jakich mijamy setki. A jednak... tu zmrok naprawdę zapada szybciej. I zostaje na dłużej. A energia... energia jest tutaj w kolorze BLACK.
Jeśli znacie klimat Fargo, to już czujecie ten vibe: mała społeczność, pozornie niepowiązani ludzie, a pod powierzchnią - coś ciężkiego, lepkiego, niepokojącego... I to działa. Oj, działa.
Chmielarz prowadzi nas przez tę historię szerokim kadrem - jakbyśmy unosili się nad miastem i zaglądali do kolejnych okien. Postać po postaci. Sekret po sekrecie. I nagle zaczyna się układać obraz, który wcale nie chce być ładny.
A potem wchodzą sceny grozy.
SMS od zmarłego. Wyrwane serce ociekające smołą. Postać na monitoringu, której... nie powinno tam być, bo nie żyje. A fakt, że macha do nas z kadru przy zatrzymanej klatce... no cóż... Ten rodzaj niepokoju, który rozlewa się powoli, bardzo lubię. Cicho. Lepko. Nie do końca uchwytnie...
I to jest ten moment, kiedy robi się naprawdę gęsto. Niepokój siada na ramieniu i już nie chce odejść.
Ale to nie jest tylko horror z gangsterską nutą w tle.
To historia o winie, która nie zna przedawnienia.
O przeszłości, która wraca - nawet jeśli bardzo chcesz ją zakopać.
O emocjach, które ignorowane zaczynają gnić i zatruwać wszystko wokół.
I o jednej tajnej broni, którą mamy w sobie, choć często o niej zapominamy - o miłości.
Bo najstraszniejsze w tej książce nie są zjawy.
Najstraszniejsze jest to, jak łatwo możemy zgubić to, co naprawdę ważne.
Bliskich. Relacje. Siebie.
Chmielarz pokazuje, że zło nie zawsze przychodzi z zewnątrz.
Często siedzi w nas - ciche, cierpliwe, gotowe przejąć kontrolę, kiedy tylko przestaniemy patrzeć. I gotowe wtedy przysłonić nam to, co mamy pod nosem, na wyciągnięcie ręki, za darmo i bez możliwości odkupienia po latach.
Mam jedną drobną uwagę - to kawał książki. I choć ja cegły czytać lubię, tutaj momentami miałam wrażenie, że można było trochę przyciąć. Skrócić, zagęścić, jeszcze mocniej docisnąć napięcie. Ale to naprawdę detal - bardziej moje czytelnicze czepialstwo niż realny zarzut.
Bo całościowo?
To jest bardzo mroczna, gangsterska, niepokojąca - ale jednocześnie cholernie ludzka - historia, która mówi na koniec, że przed mrokiem świata czasem da się uciec.
Ale przed mrokiem w sobie - już niekoniecznie. Chociaż warto próbować. Zawsze.
Wilki to niewielka wieś zagubiona gdzieś nad jeziorem w województwie lubuskim. Miejscową społecznością wstrząsnęła tragedia, kiedy zamordowano tam młodą...
Minęło dwadzieścia lat od chwili kiedy żołnierze Korporacji zdobyli Kuźnię Zachodu i dokonali rzezi jej mieszkańców, oraz dziesięć, od dnia w którym...
Przeczytane:2026-05-18, Ocena: 5, Przeczytałem,
(czytaj dalej)