reklama

Tylko Martwi Mogą Przetrwać

Wydawnictwo: NieZwykłe
Data wydania: 2019-10-23
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN: 9788381781138
Liczba stron: 384
Tytuł oryginału: Tylko Martwi Mogą Przetrwać
Język oryginału: polski

Tom 2 cyklu Tessa Brown

Ocena: 5.5 (6 głosów)

Miłość ma oczy anioła, śmierć – diabła. Zemsta właśnie zyskała moje! Mam na imię Tessa i cóż… Moje życie lekko się skomplikowało… Przebywam w mieście, którego nienawidzę. Wykonuję pracę, której nie lubię, i wciąż myślę o ludziach, których już dawno powinnam wyrzucić z pamięci. Jakby tego było mało, spotykam kogoś, kto najwyraźniej wszystko o mnie wie. Czego chce? Jest wrogiem czy sprzymierzeńcem? A może kręci się w pobliżu tylko po to, by odciągnąć moją uwagę od czegoś ważniejszego, jak na przykład te przeklęte skarabeusze, o których wciąż nic nie wiem. Jedno jest pewne – ja nigdy nie odpuszczam.
 

Tagi: Romans horror Fantastyka Humor akcja paranormal romance paranormalne komedia

Kup książkę Tylko Martwi Mogą Przetrwać

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
REKLAMA

Zobacz także

Opinie o książce - Tylko Martwi Mogą Przetrwać

Bezdenna pustka. Bezczelne uczucie samotności w tłumie ludzi. Nieudolne nakierowywanie myśli na coś zajmującego, powodujące, że troski codzienności zostają zakopane gdzieś na dnie umysłu. Chęć odnalezienia lekarstwa mogącego skleić potrzaskane serce. Próby wydobycia z otchłani ciemności, gdzie każdy kolejny ruch jeszcze bardziej zniewala. Nawet świadomość wygranej z potężnym wrogiem nie pomaga Tessie odzyskać równowagi. A przecież nie ma czasu na cierpienie! Świat nie zwalnia, a na miejsce martwego czarnego charakteru jest multum innych, chcących się wykazać w tym „przedsięwzięciu”. Już nawet rozpoczęli swoje podchody, powodując multum komplikacji. Czy nasza łowczyni demonów była gotowa się z nimi zmierzyć? A może gdzieś po drodze odpadła, wpadając w objęcia kuszącej otchłani?


WSTAWAJ, BUNTOWNICZKO. MAMY ŚWIAT DO OCALENIA! EHH… NO I PARĘ BUTELEK WHISKY DO OBALENIA… I WINA...


Jak przy „Tylko żywi mogą umrzeć” demonicznie fantastyczne odłamki zdawały się emanować zaskakującą powagą ze sporą domieszką zabawnych scen, tworząc nietuzinkowy duet, tak w kontynuacji wyczuwałam drobny spadek żartów. Nadal można go dostrzec, przy czym uśmiech sam wpełza na usta, a otaczający ludzie przezornie zatykają uszy, jednak nie zostałam obojętna na fakt, że musiały ustępować miejsca. Ukazywały się przesycone niespotykanym jak na dorosłe osoby humorem fragmenty, to i tak uderzająca jest tutaj dojrzałość. Dość łatwo znaleźć źródło tego „problemu”. Uprzednie wydarzenia odcisnęły wyraźne piętno na bohaterach, naznaczając ich wrażliwe serca bólem. Oblepiły umysł zwątpieniem oraz niezrozumieniem, a poczynania wyraźnie wskazywały na żal do świata, wyraźnie sugerujący, iż ten jest niesprawiedliwy. Pech jednak chciał, że to nie był koniec przykrych niespodzianek. Sprawa zaginionych skarabeuszy spowodowała, że nadal nie uzyskali chwili odpoczynku. Wszechpotężne zło nie zamierzało odpuścić. Kumulując resztki sił, zbierało liczną armię, aby zaatakować z podwójną mocą, a na to nie zamierzali pozwolić. Pokiereszowani, postanowili raz jeszcze stanąć ramię w ramię, aby udaremnić zniszczenie tego, co dotąd było im znane i (nie dla każdego) cenne… Chwile smutku oraz wzajemnych pretensji zręcznie wkradały się w tłum zdających się rywalizować ze sobą akcji, nadając dynamizmu całej historii. Atakujące niczym spragnione krwi komary tajemnice nie pozwalały o sobie zapomnieć, raz za razem szturmując i tak przesiąknięte sprzecznymi emocjami umysły, dokładając zmartwień oraz niekiedy uniemożliwiając dojście do porozumienia. Wyczuwalna doza nieufności spoufalała się z nimi, prezentując swoje sztuczki. Nieumiejętne znalezienie wspólnego języka wprowadzało chaos w szeregach, a w połączeniu z wizją nadchodzącej raz jeszcze Apokalipsy wypalało i tak zszargane nerwy. Chyba powinnam przy tej książce pić melisę, coby aż tak tego nie przeżywać! Spacery po pokoju i snucie domysłów stało się normą, a kiedy tylko próbowałam się uwolnić, zakończyć czytanie na danym rozdziale...

...wpadałam w zasadzkę. W dobrze przemyślaną pułapkę, prawie uniemożliwiającą ucieczkę do rzeczywistości. Każdy akapit kusił, przywoływał spragnioną duszę, niemal przeistaczając w inkantację przywiązania. Nawet wydawało mi się, że słyszę ciche nawoływanie, kiedy odkładałam książkę na półkę, także… kto wie, czy faktycznie tak nie było? W końcu D. B. Foryś niejednokrotnie udowodniała, że przy niej nie ma co liczyć na rutynę i zbijanie bąków, więc zapewne stać ją na taki ruch. Tylko teraz, czy mogę czuć się bezpiecznie? Skąd mieć pewność, że nie wyjawiłam sekretu i nie czeka mnie sroga kara? Jak coś, piekielnie gorąco błagam: NIE RÓB MI KRZYWDY!


ZADZIERASZ ZE MNĄ? ZE MNĄ?! TO TY CHYBA NIE WIESZ, ŻE NIE DRAŻNI SIĘ ZRANIONEJ KOBIETY!


Ciężko zatrzeć wspomnienia o kimś, kto – choć doprowadzał cię do szału – umiał dostrzec w tobie wrażliwą duszę. Nie tak łatwo zapomnieć uśmiech tego, który zachęcał twoje serce do szaleńczego pędu oraz wypełniał niemal każdą myśl. Jak pozostawić za sobą przeszłość, która rozświetlała czający się wokół mrok? Tessa, po zniknięciu ukochanego, kombinuje, ile wlezie, aby zagłuszyć cierpienie poprzez zatracanie się w pracy. A raczej próbuje, gdyż aktualnie zajmowane przez nią stanowisko ani trochę jej nie satysfakcjonuje. No bo jak w mgnieniu oka z działającej w pojedynkę pogromczyni można zacząć słuchać czyichś rozkazów? Na dodatek w życiu łowczyni demonów pojawia się tajemniczy mężczyzna, którego obecność źle na nią wpływa. To jednak nie sprawiło, że zapomniała języka w niewyparzonej buzi. Co to, to nie! Nadal kąsała słowami, i to dwa razy mocniej, próbując w ten sposób wyzbyć się zalegającego w klatce piersiowej uciążliwego ciężaru. Wielu może takie zachowanie zrażać, lecz doskonale ją rozumiałam. Nie jest łatwo z dnia na dzień spróbować przejść do porządku dziennego, z zaprzątniętą myślami głową, przy okazji próbując spełniać wymagania innych. Na szczęście był jeszcze ktoś, na kim mogła polegać. Gabriel, choć sam wiele przeżył, nie zamierzał zostawić jej w potrzebie. Niczym prawdziwy ojciec, dbał o Tessę i nie chciał pozwolić na to, by ją pochłonęła ciemność. Jednakże… nie byłam zdolna mu całkowicie zaufać. Zyskał drugą szansę, lecz nadal miałam się na baczności. Łowczyni również w pewnym stopniu trzymała go na dystans, ale łącząca ich więź i tak wygrywała to starcie. Co zaś się tyczy Killiana... Uwielbiam go. Doskonale rozumiałam, czemu podjął tak drastyczne kroki, lecz – na ognie piekielne! – nie jestem w stanie całkowicie pojąć jego toku rozumowania. Wiem, co za tym stało, ale i tak wypadałoby… Agh! Na dodatek jego relacje z Tessą wyraźnie się ochłodziły. Jak na dłoni widziałam, że ciągnie ich ku sobie, ale liczne niedomówienia stawiały granice. Granice, których nie dało się przekroczyć bez niezbędnej rozmowy. A wyraźnie czułam, że gdy tylko do niej dojdzie, już nic nie będzie takie samo…

Krwawe starcia mają to do siebie, że prędzej czy później ktoś będzie musiał opuścić szeregi poszczególnej strony, zaznając „wiecznego” odpoczynku. I to nie ominęło naszej niecodziennej ekipy. Osłabieni, nie mieli w planach otwierania się na innych, by sponiewierane serca znowu nie zostały zdeptane. A, jak wiadomo, nie jest łatwo dotrzymywać obietnic, gdy los raz jeszcze pcha ich w paszczę lwa. Nowe twarze, trudne do rozszyfrowania charaktery, nie tak łatwo dawały się poznać. Niektórzy zdobywali sympatię oraz zaufanie, kiedy reszta długo na to pracowała (lub ani trochę się nie starała). Obecność każdej nowej osoby wprowadzała lekki zamęt, a tym samym działała kompatybilnie z rozgrywanymi zdarzeniami. Jednakże, czy intuicja Tessy oraz pozostałych wreszcie zadziałała tak, jak należy? A może zawiodła, dopuszczając nie tych, co trzeba? Nie od dziś wiadomo, że aktorów jest więcej, niż miejsc na deskach teatrów czy ról w filmach, dlatego muszą szukać innych życiowych przygód...


D. B. Foryś już raz zawładnęła moją wyobraźnią i tym razem nie było inaczej. Lekkie pióro oraz wyczuwalna miłość do pisania emanują od środka książki, a zaklęte na jej stronach emocje uderzają niczym bokserzy w worki treningowe. Ale to nie wszystko. Pomiędzy wersami daje się usłyszeć ważną lekcję, jaką jest nawoływanie do zwolnienia tempa. Możemy chcieć być w centrum wydarzeń. Możemy próbować robić paręnaście rzeczy równocześnie, starając się nie dopuścić do tego, że ktoś pokrzyżuje nasze plany, ale poprzez to zdarza nam się zatracać własne „ja”. Zagłuszamy bolesne myśli, zamykamy je i ukrywamy na dnie umysłu, ale wtedy przestajemy być sobą. Nie wyrażamy tego, co tak naprawdę czujemy. Wypieramy coś, co dotąd pielęgnowaliśmy. Nie warto. Nie warto przeistaczać się w bezuczuciowy głaz. Łzy czy strach nie są czymś, czego powinniśmy się wstydzić. Niech sobie mówią, że to oznaka słabości. Niechaj rozgłaszają, iż tylko powściągliwi, trudni do odczytania ludzie są groźni. Najwięcej siły mają w sobie ci, którzy nie boją się uzewnętrzniać. Wydobywać na zewnątrz to, co wyniszcza od środka. Bo czy ważna jest opinia tych, którzy ślepo brną za stereotypami?


Podsumowując. Autorka wykreowała piekielnie dobry świat, w którym nigdy nie można być pewnym swojej przyszłości, kiedy przeszłość ingeruje w teraźniejszość, a świetny humor nadaje powieści zupełnie nowych barw. Napędzana pozbawiającymi tchu zwrotami historia, która w mgnieniu oka chwyci cię w szpony i nie wypuści, nim nie odkryjesz jej piękna. Dosłownie! Bo nic bardziej nie kusi, niż dowiedzenie się, jak dalej potoczą się losy tej zwariowanej, nietuzinkowej gromady!

Link do opinii
Avatar użytkownika - Sheti
Sheti
Przeczytane:2019-12-20, Ocena: 4, Przeczytałam, 52 książki 2019,

Chociaż nadal odczuwam lekki niedosyt, choć ciągle to nie jest do końca coś, co chwyciłoby mnie za serce, to jednak cykl o pannie Brown jest przyjemną rzeczą. Dobry styl autorki i ciekawe pomysły, świetna atmosfera, wciągająca fabuła… To działa na korzyść i pozytywny odbiór całości. Fakt, że mnie pewne rzeczy nie do końca przekonały, nie oznacza, że w waszym przypadku będzie tak samo, więc warto dać szansę twórczości D.B. Foryś!

Cała recenzja: bookeaterreality.pl

Link do opinii

Powrót do perypetii Tessy to zdecydowanie temat na wolne popołudnie. Kolejna część i odsłona jej perypetii to wspaniała sprawa kiedy ma się za sobą tom pierwszy gdzie odkrywamy kim jest Tessa i czym się zajmuje.

Gwarantuje, że jeszcze więcej wasz zaskoczy, jeszcze więcej was wciągnie i jeszcze więcej zechcecie czytać. Obiecuję wam to w 100%. Kiedy negatywne siły zjednoczą się, by pokazać swoją siłę, przed Tessa zostanie postawione nie byle jakie zadanie. Autorka nie zwalania z akcją, wręcz przeciwnie – fabuła nas porywa ze zdwojoną siłą! Bohaterowie są jeszcze bardziej charakterni jak byli, w końcu każde zdarzenie ich zmienia, napisałabym nawet, że zostali „podrasowani” i wyszło to zupełnie epicko. Świetnie było znowu dać się zatracić historii, która pozwoliła zapomnieć o Bożym świecie. Znacie to uczucie, prawda? Podobało mi się jak zręcznie pani Dorota poprowadziła dalszy ciąg. Wiadomo jak to bywa z kontynuacjami, trafia się, że dostajemy flaki z olejem, a tutaj mamy drugą część historii, akcji, która trzyma nas w okowach swojego dobrego smaku i stylu. Mimo, że chwilami pragnęłam przekonać się jak się mają sprawy sercowe naszej głównej bohaterki przepadałam w fabułę bez powrotne. Więc czekałam na tę chwilę odpowiednią tak długo, by w końcu zaspokoić swoją ciekawość.

Jeżeli szukacie czegoś co pozwoli dać się wkręcić w świat urban fantasy dokładnie to ta seria na bank powinna znaleźć się w waszych dłoniach!

Link do opinii

Kiedy tylko nadarzyła mi się okazja, aby przeczytać kolejną część o Tess i reszcie bohaterów na długo przed premierą, nie zastanawiałam się ani na moment. Tak bardzo tęskniłam za bohaterami, więc bez wahania przystąpiłam do czytania. Czy zatem autorce udało się mnie zaskoczyć? Z całą pewnością tak.

"W jednej chwili wszystko zastygło. Zapomniałam o oddychaniu, rozmowy ucichły, czas zwolnił, chciałam odejść, lecz zabrakło mi sił, dlatego jedynie sterczałam w miejscu. Chłonęłam każdy szczegół. Najpierw zobaczyłam jego źrenice, w których teraz czaił się mrok, następnie usta, które wiele razy doprowadzały mnie na skraj postradania zmysłów, później seksowny zarost dodający mu atrakcyjności. Na końcu, czując znajomą woń cedru, zadałam sobie sprawę, że przepadłam. To nie wytwór mojej wyobraźni."

Wracamy do Tess i jej poniekąd zwariowanego życia. Jej ukochany, Kilian przepadł bez wieści, a ona nie ma pojęcia, co się z nim stało. Tęsknota za nim rośnie z każdym kolejnym dniem. Na swojej drodze spotyka Sebastiana, który staje się dla niej niemalże utrapieniem. Wygląda na to, że śledzi ją na każdym kroku i tam gdzie ona, pojawia się również i on. Kim jest i czego od niej oczekuje? Tess stara się tego dowiedzieć. Niespodziewanie po pół roku na swojej drodze spotyka ponownie Kiliana. Czuje złość, ma ochotę udusić go gołymi rękami i za wszelką cenę stara się go odtrącić i porzucić tak jak to zrobił on sześć miesięcy temu. Czy zatem Kilianowi uda się ponownie zdobyć serce Tess? Czy udowodni jej jak bardzo mu na niej zależy?

Cóż, Foryś z całą pewnością w drugiej części przygód naszych bohaterów nadal trzyma wysoki poziom. Tutaj ciągle coś się dzieje, nie ma chwili na odpoczynek, a czytelnik z zapartym tchem śledzi losy tych niesztampowych postaci. Biorąc w dłonie tę powieść, liczyłam na to, że pochłonie mnie bez reszty i tak też się właśnie stało. Kiedy zaczęłam czytać, nie mogłam przestać. Z wielką niecierpliwością oczekiwałam powrotu Kiliana, za którym zdążyłam się nieźle stęsknić. I cóż mogę powiedzieć, w tej części pokochałam go jeszcze bardziej. Momentami za to irytowało mnie zachowanie Tess, której niekontrolowane wybuchy złości na swojego ukochanego doprowadzały mnie do szału. Czasem miałam ochotę stanąć prosto przed nią i nią potrząsnąć, żeby się opamiętała. Jednak taka właśnie jest Tess, mieszanka wybuchowa, dziewczyna w gorącej wodzie kąpana, zawsze gotowa do działania, a do tego niezwykle odważna.

"Jak tylko wykonałam krok, naraz moje ciało zastygło, obraz zaś rozpłynął się przed oczami. Zanim totalna czerń przysłoniła mi wzrok, poczułam łagodne kołysanie, a w uszach zadźwięczał lodowaty głos. Brzmiał na wzór wynaturzenia. Oznaczał kłopoty. I to makabryczne."

Nie brak tutaj przygód, żądzy zemsty i niezwykle czarnego humoru autorki, który niesamowicie uwielbiam. Momentami czytając śmiałam się bez opamiętania. Ten humor Foryś to jest to coś, co ją wyróżnia na tle innych powieści fantasy. Do mnie przemawia to w całości i będzie to dla mnie znak rozpoznawczy jej twórczości.

Tess i Kilian będą próbowali uratować świat przed apokalipsą, za wszelką cenę będą starali się również odnaleźć skarbeusze oraz powstrzymać jeźdźców apokalipsy. Na ich drodze stanie wiele przeszkód, a także okaże się, że wśród nich jest zdrajca. Czy uda im się go wytropić? Czy zdołają powstrzymać zbliżający się koniec świata? Oraz czy ich miłość otrzyma drugą szansę?
Jeśli chodzi o zakończenie, to chyba wolę pozostawić to bez komentarza. No dobrze, powiem tylko tyle, że najchętniej „udusiłabym” autorkę za takie postępowanie z czytelnikiem.

Uważam, że kontynuacja Tylko żywi mogą umrzeć okazała się strzałem w dziesiątkę. D. B. Foryś sprawiła, że znów bardziej pokochałam świat fantasy. Swoją drogą podziwiam autorkę za niewyobrażalną wyobraźnię, bo żeby stworzyć coś tak interesującego, naprawdę musi ona być wybujała. Z całą pewnością łatwiej przychodzi napisać coś z życia wziętego, niż coś co kompletnie trzeba wymyślić.

Teraz oczekuję dalszych losów, jestem ciekawa jakie zakończenie stworzy autorka naszym bohaterom. Już zżera mnie ciekawość.

"Dobyłam leżących w trawie mieczy. Walały się wszędzie. Ścisnęłam je obiema rękami i ruszyłam do boju. Rapiery chlastały ciała napastników, truchła padały na ziemię, stal ocierała o stal, wydając zgrzytający dźwięk. Wszystko wokół pokrywała czerwień."

"Tylko martwi mogą przetrwać" to historia, która zabierze nas w świat, w którym wszystko może się zdarzyć. Tutaj rzeczy paranormalne dzieją się niemalże każdego dnia, a czarny humor autorki dodaje smaczku całej powieści. Napięcie rośnie z każdą kolejną stroną, by na samym końcu wybuchnąć i pozostawić czytelnika z wielką ochotą na więcej. Gorąco polecam.

Link do opinii
Avatar użytkownika - Aivalar
Aivalar
Przeczytane:2019-10-31, Ocena: 6, Przeczytałam,

Można powiedzieć, że Tessa Brown zaczęła odrębny rozdział w życiu. Po tym, jak wspólnie z przyjaciółmi udało jej się powstrzymać prawdziwe piekło na ziemi, próbuje odnaleźć się w nowym miejscu i w nowej pracy. Trudno jednak powstrzymać wspomnienia, zwłaszcza te związane z utratą – tym bardziej, że z czasem te załomoczą do drzwi z podwójną siłą.

Tessa rusza śladem tajemniczych skarabeuszy, których odnalezienie może zapobiec katastrofie. Niestety niepokoi ją pewien irytujący facet, który wie o niej zdecydowanie za dużo. Ponownie da o sobie znać także podwójna natura najlepszej łowczyni demonów w okolicy.

Zawsze, kiedy człowiek odkryje jakąś serię i pierwszy tom okazuje się rewelacyjny, oczekiwanie na drugi budzi ambiwalentne uczucia. Z jednej strony już nie można się doczekać kontynuacji przygód ulubionych bohaterów, a z drugiej gdzieś tam w środku pojawia się obawa, że kolejna część nie będzie już taka dobra i czar pryśnie. Odnoszę jednak wrażenie, że w przypadku D. B. Foryś mamy do czynienia jedynie z tendencją wzrostową. „Tylko martwi mogą przetrwać” to nie tylko godny następca „Tylko żywi mogą umrzeć” – to także jeszcze bardziej dopracowana, wciągająca powieść, która rozpieszcza wyobraźnię.

Dla mnie chyba największą zaletą książki jest nietuzinkowy styl autorki. Pełno w nim humoru, ironii i lekkości, a przy tym wszystkie opisy są niezwykle obrazowe, z kolei dialogi w stu procentach naturalne. D. B. Foryś pisze tak, że mimowolnie stajemy się uczestnikami wszystkich wydarzeń, i to od początkowych stron. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że wniknięcie do zupełnie nowego świata przedstawionego, szczególnie takiego, gdzie panują nadnaturalne normy, jest dość trudne. Musimy pojąć wszystkie zasady działania, rozeznać się w sytuacji i jakoś nauczyć stąpać po niepewnym jeszcze gruncie. Tymczasem w przypadku serii o Tessie Brown bardzo szybko poczułam, że jestem nie tylko czytelnikiem i obserwatorem opisywanych scen, ale również że mam w nich jakiś udział. Dodam jeszcze to, o czym wspominałam podczas recenzowania pierwszej części: sceny walk są znakomite, jakby żywcem wyjęte z kinowego ekranu.

Pamiętam, że kiedy dopiero zaczynałam swoją przygodę z tym cyklem, nie potrafiłam sobie wyobrazić, w jaki sposób autorce udało się udźwignąć taką mieszankę gatunkową. Fantasy, horror, komedia, romans – jakim sposobem te wszystkie elementy mają ze sobą współgrać? O dziwo została wypracowana bardzo zgrabna równowaga, która utrzymuje się w drugim tomie. Oczywiście w powieści dominuje paranormalność, jednak wstawki humorystyczne czy niczym z dobrego filmu grozy tu i ówdzie zaglądają nam w oczy, a i wątek miłosny odgrywa duże znaczenie (ci, którzy obawiają się przesadzonej słodkości: spokojnie. Do Tessy nie pasują jednorożce czy konfetti w kształcie serduszek).

Fabule też raczej nie mogę niczego zarzucić. Akcja jest ciekawa i wciągająca, nie brakuje gwałtownych zwrotów, które w jednej chwili potrafią wywrócić wszystko do góry nogami. Kiedy już mi się wydawało, że nie da się mnie zaskoczyć, że poznałam każdą tajemnicę, na jaw wychodziły kolejne szczegóły. Zwłaszcza finał jest widowiskowy: nieco niepokojący, dynamiczny, pełny niespodzianek. Właśnie tak powinny wyglądać zakończenia – oferować czytelnikowi emocjonalny upadek z dużej wysokości i jednocześnie rozpalać apetyt na więcej. Powieść jest okraszona nawiązaniami do Biblii, mitologii czy chociażby sztuk walki. Taka tematyka niesamowicie do mnie przemawiania, na dodatek autorka potrafi przerobić strzępy informacji na swój sposób, przez co nie mamy do czynienia z kalką na podstawie żmudnej bibliografii. Widać research, ale jednocześnie ogromną kreatywność podczas budowania świata przedstawionego.

Wiele z tego nie miałoby racji bytu, gdyby nie bohaterowie, a szczególnie główna zainteresowana, czyli Tessa. Zapewne nie jestem osamotniona w tym, że bardzo często irytuje mnie wiodąca postać kobieca, z której perspektywy jest prowadzona narracja. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje – po prostu prędzej czy później okazuje się, że nie przepadam za jej charakterem, sposobem wypowiedzi i ogólnym zachowaniem. W przypadku Tess jest odwrotnie. Choć mogłabym jej wiele zarzucić, to jednak czuję się z nią mocno związana i uwielbiam jej sarkastyczne komentarze oraz skrywaną, ale coraz bardziej wychodzącą na wierzch wrażliwość. D. B. Foryś zadbała o to, by pogłębiać portret psychologiczny swojej bohaterki, więc coraz więcej się o niej dowiadujemy i jesteśmy świadkami jej rozwoju. Nie inaczej jest w przypadku innych postaci, których jest tutaj sporo, a w drugim tomie dochodzą kolejne. Każdy z nich – bez względu na to, czy to ksiądz-egzorcysta, czy może demon – ma bardzo „żywą” i autentyczną osobowość.

„Tylko martwi mogą przetrwać” zdecydowanie dorównało poziomem swojemu poprzednikowi, pokazując historię dopracowaną, przemyślaną i logicznie rozplanowaną. Płynność i plastyczność języka w połączeniu z bardzo intrygującym, barwnym tłem daje książkę, obok której ciężko byłoby mi przejść obojętnie. To niemalże tak, jakby autorka dobrze wiedziała, co lubię i czego poszukuję w takiej literaturze, po czym podawała mi to na tacy – jako czytelnik czuję się więc zupełnie usatysfakcjonowana i już teraz czekam niecierpliwie na tom trzeci, który ma zakończyć historię Tessy. Oby było równie dobrze i wciągająco, a będę miała kolejną ulubioną serię na półce.

Link do opinii
Recenzje miesiąca
Gdy byłem kimś innym
Stéphane Allix
Gdy byłem kimś innym
Najgorsze dzieci świata 2
David Walliams;
Najgorsze dzieci świata 2
Oddaj to morzu
Joanna Sykat
Oddaj to morzu
Spalona
Laura Bates
Spalona
Niech prawda śpi
Alicja Masłowska-Burnos;
Niech prawda śpi
Ziutek. Chłopiec od Parasola
Małgorzata Czerwińska-Buczek
Ziutek. Chłopiec od Parasola
Letnie marzenie
Cathy Cassidy;
Letnie marzenie
Kaprys milionera
Izabella Frączyk, Jagna Rolska
Kaprys milionera
Pieniądze albo kasa
Paweł Beręsewicz
Pieniądze albo kasa
Pokaż wszystkie recenzje